fbpx

HFM

artykulylista3

 

Luxman D-03X

032 037 Hifi 05 2021 001
Z oferty Luxmana wycofano odtwarzacze D-05u, D-06u i D-08u. Na ich miejsce – a może nieco poniżej – wchodzi D-03X. Nie czyta SACD, a jego cena sugeruje, że ma być partnerem tańszych wzmacniaczy zintegrowanych.
Jeżeli nie spełni Waszych oczekiwań, możecie sięgnąć po pancerny D-10X, tym razem plasujący się powyżej dotychczasowych źródeł japońskiej wytwórni.

Klienci Luxmana oczekują precyzji i solidności wykonania. Chcą mieć sprzęt bezproblemowy, długowieczny, ale też efektowny i już na pierwszy rzut oka manifestujący swą klasę. Wzmacniaczom łatwiej osiągnąć ten cel, bo mają przyciągające oko wskaźniki. W odtwarzaczu producent zdecydował się na prostotę i funkcjonalność, natomiast atrakcje zobaczymy, podchodząc bliżej: świetne materiały, starnne wykonanie i dbałość o detale.



Budowa
Luxman D-03X jest duży, a na froncie z grubego płata szlifowanego aluminium zmieściłoby się mnóstwo przycisków i diod. Tymczasem postawiono na umiarkowanie. Szuflada transportu jest wąska i również wykończona aluminium. Wysuwa się majestatycznie – leniwie, płynnie, bezgłośnie. Obok niej umieszczono duży przycisk do otwierania. Po przeciwnej stronie, w zagłębieniu, znalazł się matrycowy wyświetlacz. Wyposażono go w ciekawy tryb zoom, który poprawia czytelność czcionki z dużej odległości. Dla krótkowidzów będzie jak znalazł. Można też ustawić jasność w trzech krokach albo go wyłączyć. Poniżej widać pięć przycisków do obsługi podstawowych funkcji. Włącznik zasilania nawiązuje do tego we wzmacniaczach – licuje się z frontem i siedzi w kwadratowym zagłębieniu. Wyposażenie uzupełnia przycisk wyboru wejścia cyfrowego i drugi – odwracający fazę.

032 037 Hifi 05 2021 002

 

Podstawowe funkcje.
 


Z tyłu również dzieje się niby niewiele, ale tak naprawdę jest wszystko, co trzeba. Sygnał analogowy wyprowadzają dwa wyjścia: RCA oraz XLR (Neutrik). Na obu napięcie nominalne wynosi 2,4 V. Wyjścia cyfrowe to koaksjalne i optyczne. Ale są też wejścia, umożliwiające wykorzystanie D-03X w roli DAC-a. Sygnał można dostarczyć do jednego z trzech gniazd: optycznego, koaksjalnego i USB. Przyjmowane są rozdzielczości PCM 16, 24 i 32 bity oraz częstotliwości próbkowania 44,1-352,8 kHz i 48-384 kHz, z czego dwie najwyższe tylko przez USB. Obsługiwane pliki to FLAC, ALAC, WAV, AIFF, MP3 oraz DSF/DSDIFF. USB obsługuje cztery tryby przesyłania high-res Bulk Pet. Opracowanie firmy Interface optymalizuje pakowanie danych i przesyłanie ich do przetwornika c/a, zmniejszając obciążenie zarówno procesora źródła, jak i urządzenia. Ponadto odtwarzacz obsługuje DSD do 11,2 MHz i dekoduje MQA – to ostatnie również z płyt fizycznych. Wielokolorowa dioda obok wyświetlacza informuje o statusie (niebieski dla Studio, zielony dla Authentic i purpurowy/czerwony dla Renderer). Do odtwarzania plików z komputera Luxman poleca własną aplikację na MacOS i Windows (do pobrania z jego strony internetowej).

032 037 Hifi 05 2021 002

 

Działanie trybu zoom.
 


Wnętrze podzielono na cztery obszary. Metalowe ściany chronią przed polami magnetycznymi i zakłóceniami, a także usztywniają obudowę. Najmocniej przed wpływem czynników zewnętrznych zabezpieczono transport. Posadowiono go na 8-mm płycie aluminium i zamknięto w stalowej puszce. Mechanizm jest inny niż we wcześniejszych modelach i nie ma oznaczeń. Za nim zamontowano spory transformator z rdzeniem E-I. W zasilaczu znalazły się jeszcze duże kondensatory filtrujące.
Przetwornik oparto na dwóch kościach PCM1795 w konfiguracji różnicowej. Tor analogowy jest w pełni zbalansowany.

032 037 Hifi 05 2021 002

 

Działanie trybu zoom.
 


Pilot jest elegancki i taki sam jak we wszystkich urządzeniach Luxmana. Pomimo mnogości przycisków (29), wszystkie przeznaczono do obsługi funkcji odtwarzacza.
Solidny, ciężki i bogaty, a przy tym dyskretny i elegancki – D-03X okazuje się porządnym urządzeniem, zbudowanym z wysokiej jakości podzespołów. Z jednej strony – konstrukcja jest starej daty; z drugiej – zdążyła się zaprzyjaźnić z najnowocześniejszymi formatami. To wszystko sprawia, że cena nie wydaje się wygórowana.

032 037 Hifi 05 2021 002

 

Zapuszkowany transport.
 


Konfiguracja systemu
Odtwarzacz pracował w towarzystwie wzmacniacza McIntosh MA9000 i kolumn Audio Physic Tempo VI. Prąd dostarczał Ansae Power Tower, a urządzeniom przesyłały sieciówki Supreme tej samej firmy. Okablowanie sygnałowe i głośnikowe HCI oraz HCS pochodziło z katalogu Hijiri.

032 037 Hifi 05 2021 002

 

Wnętrze podzielone na cztery
komory.


Wrażenia odsłuchowe
Luxman kosztuje niemal tyle samo, co redakcyjny C.E.C. CD5. Trafiła się więc okazja do porównań, na podstawie których łatwo określić jego charakter. Wzmacniacze zintegrowane Luxmana doprawiono szczyptą efektowności, osiągniętą między innymi dzięki podkreśleniu skrajów pasma. W połączeniu z bardzo dobrą przejrzystością nadaje im to rys elektroniki z ubiegłego wieku. Taka estetyka mi odpowiada, zapewne po części dlatego, że przypomina czasy młodości.
Tymczasem odtwarzacz stara się niejako zrównoważyć tę szczyptę chili, dodając do muzycznej strawy łyżkę słodkiej śmietanki. C.E.C CD5 stawia na szczegółowość; stara się przekazać jak najwięcej informacji. Luxman raczej łączy, niż dzieli. Gra, jak na wysoką półkę przystało, więc nie ma się co obawiać utraty przejrzystości. Tyle że muzyka jest prezentowana z lotu ptaka, z podkreśleniem piękna barwy i dodatkiem łagodności.

032 037 Hifi 05 2021 002

 

MQA.
 


Do jednego repertuaru to pasuje, jak masło do świeżej bułki; w innych określa priorytety w niekoniecznie oczekiwanych obszarach.
Najmniej pewnie D-03X czuje się w heavy metalu, hard rocku, punku; generalnie – w dźwiękach nasyconych adrenaliną i agresją. Brzmienie pozostaje rozdzielcze, dzięki czemu łatwo obserwować szczegóły i separować ścieżki miksu. Odtwarzacz nie ma z tym problemu, podobnie jak z oddaniem informacji o akustyce studia. Ta akurat nie bywa specjalnie rozbudowana w ostrym łojeniu. Stawia się raczej na ścianę dźwięku, koncentrację ataku na niewielkim obszarze. Poziom głośności pozostaje satysfakcjonujący, ale agresja zmienia się w majestatyczną masę decybeli. Gitary nie kaleczą uszu, a wokale stają się ładniejsze niż w rzeczywistości. Ogólnie efekt jest miły dla ucha i pozwala przekonać żonę, by darowała sobie komentarze w rodzaju: „Ścisz te wrzaski”. Można zatem spokojnie przyjąć ten rodzaj prezentacji, o ile metal nie stanowi połowy płytoteki, a młodości nie przechodziliśmy w glanach.

032 037 Hifi 05 2021 002

 

Transformator E-I.
 


Po zmianie repertuaru na lżejszy rock albo pop uszy od razu okazują wdzięczność. Odbierają ten dźwięk jako przyjazny, stawiający na relaks, połączony z przekonującym budowaniem emocji. Jest łagodnie, plastycznie, nawet z nutką ocieplenia, choć to ostatnie w stężeniu homeopatycznym. Wynika ono nie z kształtowania pasma, ponieważ w tym względzie Luxman pozostaje obiektywny, ale ze wspomnianej kremowości.

032 037 Hifi 05 2021 002

 

Przetwornik c/a PCM1795.
 


Najłatwiej to zauważyć w wysokich tonach. Nie słychać stłumienia ani zawoalowania, a jednak znikają szpilki, piasek (no, nie do końca, bo wokal Piaska akurat słychać świetnie) i metaliczne zabawienia. Nie przeszkadza to jednak wiernemu oddaniu szarpnięć strun gitar czy pracy klapek klarnetów. Tym razem po prostu nie stanowią głównej atrakcji, lecz część przedstawienia. Przejście góry w średnicę, a tej w bas następuje płynnie. Luxman robi to z taką samą łatwością, z jaką nestorka koła gospodyń wiejskich lepi ruskie pierogi. Muzyka stanowi spójną całość. Rozbrzmiewa bez zakłóceń i czegokolwiek, co by jej ujmowało urody. Buduje nawet pewien szlachetny dystans, który świetnie się sprawdza w starszych nagraniach, w rodzaju Pink Floyd, Cata Stevensa czy Genesis. Ich muzyka brzmi tak, że nie chce się przestać słuchać.

032 037 Hifi 05 2021 002

 

Do pobrania ze strony Luxmana.
 

Majestatyczny spokój, połączony ze szczegółowością, i czyste, aksamitne gitary to – z jednej strony – coś nowego, ale z drugiej – oczywistego. Całość dopełnia bas, który trudno nazwać – jest głęboki, miękki jak puch, może niezbyt mocny, ale w każdym momencie przez skórę odbieramy jego miłą masywność. W pewnym sensie – romantyczny, ale też idealnie dopasowany do reszty instrumentów. „Morning Has Broken” Stevensa musiałem posłuchać kilka razy i zapewne zrobię to jeszcze wielokrotnie, zanim oddam odtwarzacz po teście. Tak samo było ze słynnymi zegarami Floydów. Dźwięczność połączona z aksamitem, miękko otulającym słuchacza.

032 037 Hifi 05 2021 002

 

Wejścia i wyjścia.
 


W muzyce klasycznej, a zwłaszcza symfonicznej instrumenty brzmią… normalnie. O ile charakter Luxmana łatwo uchwycić we wszelkiej maści rozrywce, o tyle akustyczne brzmienie orkiestry wydaje się nieczułe na pieszczoty. Owszem, można się doszukiwać zaokrąglenia konturów, ale przyznam, że to już trochę na siłę. Dźwięk jest naturalny, ze szczyptą łagodności. Ten dodatek zapewnia taki sam komfort wejścia w świat Mozarta, jak i Wagnera. Brzmienie ma jednak w sobie to „coś”, bo nawet w długim odsłuchu nie odczuwa się zmęczenia. Skupiamy się też nie tyle na szczegółach, co na przebiegu napięcia, kształtowanym przez harmonię. Muzyka płynie z oddechem – miarowym i głębokim, a kolejne grupy instrumentalne malują piękne pejzaże. Tutaj brak ekspozycji i podkreślania efektowności, który w hard rocku jest wadą, przeradza się w atut. Spójność i wyrównanie pasma pozwalają słuchać, słuchać i słuchać.

032 037 Hifi 05 2021 002

 

Wszystkie przyciski
przeznaczono do obsługi
odtwarzacza.
 


Konkluzja
Po co zresztą miałyby się znaleźć te atrakcje, skoro są we wzmacniaczach Luxmana? Odtwarzacz je w pewnym sensie równoważy i ubiera w wykwintną szatę, utkaną z nitek kultury. Tej przez wielkie „K”.

 

032 037 Hifi 05 2021 002

 

Subtelna elegancja,
solidny sprzęt.

 

 

2021 05 22 09 49 38 032 037 Hifi 05 2021.pdf Adobe Reader

 

Maciej Stryjecki
Źródło: HFM 05/2021