fbpx

HFM

artykulylista3

 

Cambridge Audio AXC35

018 021 Hifi 10 2020 006
Premiera nowej serii Cambridge Audio to zawsze dobra wiadomość. Jeżeli na dodatek obejmuje tanie odtwarzacze i wzmacniacze – to jeszcze lepsza.



Dobrego stereo w przystępnej cenie pojawia się coraz mniej. Na szczęście, brytyjska firma się w nim specjalizuje, a odtwarzacz AXC35 to pokaz jej możliwości. W katalogu znalazł się jeszcze jeden, nawet tańszy o 400 zł, więc ACX35 to nie „entry level”. I wcale na taki nie wygląda.


Budowa
Odtwarzacz jest dostępny tylko w szarym kolorze. Czy to kompromis pomiędzy srebrnym i czarnym, nie wiem, ale nawet po uważnych oględzinach AXC35 prezentuje się dobrze.
Płytę czołową zrobiono z aluminium, podobnie jak wszystkie przyciski i maskownicę szuflady. Reszta to stal, pomalowana na czarny mat.
Guziki zamontowano precyzyjnie. Nie chybocą się na boki i działają pewnie. Jest ich niewiele, więc obsługa pozostaje intuicyjna. Z lewej strony znalazł się tylko włącznik zasilania z malutką diodą. Z prawej pięć kolejnych, do podstawowych komend dla napędu.

018 021 Hifi 10 2020 002

Mechanizm skonstruowany
przez Sony.




Pilot też jest prosty – plastikowy i, niestety, systemowy. Za to rozmieszczenie guzików można uznać za sensowne i czytelne.
Z tyłu również brak fajerwerków. Sygnał analogowy wyprowadza wyjście RCA o stałym napięciu, a cyfrowy – koaksjalne RCA. Żadne z nich nie jest złocone. Opisy umieszczono do góry nogami, tak żeby łatwo było je odczytać, zaglądając z góry. Nie przewidziano wejść cyfrowych, więc nie da się wykorzystać AXC35 jako zewnętrznego przetwornika. Producent wyszedł zapewne z założenia, że użytkownicy zechcą raczej używać odtwarzacza „w drugą stronę”, czyli podłączą do niego zewnętrzny DAC.


A skoro AXC35 miałby pełnić funkcję transportu, to mechanizm musi być dobry. Cambridge Audio stosuje napęd skonstruowany przez Sony. Japoński koncern już go nie robi, ale produkcję wznowili Chińczycy i ponoć nie odstaje jakością od pierwowzoru. Oprócz standardowych płyt czyta również CDR-y z plikami WMA i mp3 bez CD tekstu. Od strony użytkowej oferuje minimum funkcji, z jednym dodatkiem, czyli odtwarzaniem bez przerw między utworami (gapeless), co przydaje się zwłaszcza przy słuchaniu koncertów.
Mechanizm zamontowano na nóżkach tłumiących drgania. Oprócz niego wewnątrz znalazły się tylko dwie płytki drukowane, mieszczące najważniejsze obwody (nie licząc tej za frontem, zawierającej „dodatki”). Na tej za gniazdem sieciowym ulokowano oczywiście zasilacz. Impulsowy, więc nie wypatrzycie we wnętrzu solidnego transformatora. To wynik oszczędności, ale też dyrektyw UE. Odtwarzacz, mimo że szary, to jest „zielony”, bo choć energii nie produkuje, to mało jej zużywa. Maksymalny pobór mocy wynosi 15 W, ale i to okazało się niesatysfakcjonujące dla fauny i flory, więc zastosowano układy do dalszych oszczędności. Przy dłuższym braku sygnału urządzenie automatycznie przełącza się w tryb standby, a tam z gniazdka płynie już tylko 0,5 W.

018 021 Hifi 10 2020 002

Elektronika
na dwóch płytkach.




Zasilacz ma dwie sekcje: dla napędu i obwodów cyfrowych oraz dla części sygnałowej. Zawiera sporo układów filtrujących i stabilizujących napięcie, które dalej jest przesyłane taśmą. Biegnie do kolejnej płytki (a stamtąd – do innych elementów), którą zmontowano techniką powierzchniową (kondensatory są przewlekane). Umieszczono na niej sterowanie napędu i DAC Wolfson Microelectronics WM8524 z wbudowanym buforem i driverem. Układ pracuje z rozdzielczością 24 bity/192 kHz.
AXC35 przypomina odtwarzacze sprzed 20 lat, chociaż jest w nim intrygujący nowy akcent. Zamiast nóżek z przodu mamy szeroką podporę. Wygląda przez to trochę jak latający spodek.

018 021 Hifi 10 2020 002

Przetwornik.




Wrażenia odsłuchowe
Od razu słychać, że to bardzo dobre źródło w swoim przedziale cenowym. Firma stawia na „Great British Sound” (napis na pudełku i z tyłu urządzenia) i coś w tym jest. Jeżeli „wielki” odczytamy dosłownie, to skojarzenie będzie właściwe, ponieważ dźwięk jest duży. Jednak najpierw w uszy rzucają się przejrzystość i czytelność. Faktura jest przezroczysta, a odtwarzacz serwuje naprawdę dużo informacji. Cambridge podkreśla swoją szczegółowość świetnie skrojoną górą. Jest jędrna, dźwięczna i lotna, co czyni brzmienie swobodnym.
Przestrzeń również otrzymuje certyfikat jakości. Scena jest obszerna, z dobrze zbudowaną głębią i separacją źródeł. Także pogłosowi nie brak realizmu, więc świetnie się słucha na przykład symfoniki albo muzyki operowej. Zwłaszcza w realizacji scenicznej, kiedy można obserwować, jak poruszają się chór i soliści. AXC35 oddaje to swobodnie, a nasycenie szczegółami podkreśla autentyzm. Za 1590 zł takie atrakcje to rzadkość.

018 021 Hifi 10 2020 002

Zasilacz.




Barwa to inna para kaloszy. Górę pasma mamy już opisaną, ale warto wskazać, że dopełnia średnicę, choć też z nią kontrastuje. Ta ostatnia zachowuje dźwięczność i jędrność, dodając do nich lekkie podniesienie temperatury i oparcie w niższym zakresie. Źródła są powiększone i jakby lekko wypchnięte naprzód, zgodnie ze stereotypem brytyjskiej szkoły. Głosy wokalistów nabierają okrągłości i ciepła, podobnie jak gitary akustyczne, saksofon i wiolonczela. Stają się przez to jakby „poważniejsze”. Od razu uspokajam: nie wiąże się to z przyciemnieniem. Przeciwnie, to raczej dopalenie. Czujemy, że muzycy są bliżej. Powstaje coś w rodzaju nadrealizmu i bezpośredniości, podkreślających emocjonalny aspekt nagrań. Odnosimy wrażenie, że jest bardziej „akustycznie”. Czyli udało się osiągnąć monitorowy efekt, zbliżony do odsłuchów studyjnych.

018 021 Hifi 10 2020 002

Absolutne minimum.




Wpływa to na brzmienie reszty elektroniki i kolumn, które w segmencie budżetowym zwykle osuszają i wyjaławiają przekaz. Konstruktor Cambridge’a założył również, że system będzie miał problem z basem. I tu już źródło wyraźnie ingeruje w pasmo. Wyeksponowano niższy podzakres basu i podano go słuchaczowi pod nos. A skoro niższy, to zabieg pozostał praktycznie bez wpływu na resztę pasma. Nie przyciemnił jej ani nie zamulił. Za to gitara basowa czy kontrabasy stają się niekiedy głównymi aktorami spektaklu.
Słuchając Cata Stevensa, zaczynamy mimowolnie wyławiać partię basu. Co ciekawe, zauważamy przez to ciekawą artykulację i czasem zaskakujące zwroty, które wcześniej ginęły w tle.
Dół jest głęboki i sprężysty w fazie ataku, ale poluzowany i przypomina charakterem kolumny z linią transmisyjną. No cóż, zasilanie jest, jakie jest, więc punktualnego rytmu nie należy się spodziewać. Jestem jednak przekonany, że właśnie taki efekt, po pierwsze, spodoba się większości potencjalnych nabywców, a po drugie – wyróżni AXC35 w sklepowych porównaniach z konkurencją. Wystarczy jedna solówka Marcusa Millera, aby karta kredytowa poszła w ruch.

018 021 Hifi 10 2020 002

A gdzie nóżki?




Konkluzja
Słodkie kłamstwa dodają AXC35 audiofilskiego posmaku, a cechy jednoznacznie pozytywne czynią z niego dobre źródło dźwięku. W dodatku rozwojowe, bo jeśli w systemie pojawi się kiedyś lepszy DAC, to będzie potrzebował transportu. A ten, jak za 1590 zł – palce lizać.



2020 10 24 16 36 56 018 021 Hifi 10 2020.pdf Adobe Reader

 

Maciej Stryjecki
Źródło: HFM 10/2020