fbpx

HFM

artykulylista3

 

Hegel HD30

042 047 Hifi 7 8 2020 012
Kiedy przed niespełna dekadą Hegel wchodził do Polski, niektórzy mówili o „norweskiej manufakturze”. Dziś takie określenie zakrawałoby na nietakt, ponieważ firma prężnie się rozwija i systematycznie rozbudowuje ofertę. Od samego początku kieruje nią ten sam człowiek – elektronik i wizjoner.



Na czym polega wizjonerstwo Benta Holtera, skromnego inżyniera z Trondheim, można się było przekonać w czasie ostatniego kryzysu finansowego. Kiedy większość firm, nie tylko z branży hi-fi, cięła koszty jak oszalała, byle tylko przetrwać, Holter zachował się jak wytrawny strateg. Doskonale wiedział, że inwestować trzeba, kiedy wszystko dookoła leci na łeb na szyję. Choć sam, z racji wykształcenia, koncentrował się na problematyce konstrukcji wzmacniaczy i walce ze zniekształceniami, to trafnie przewidział, że świat hi-fi pójdzie w stronę plików i streamingu. Zaprosił więc do współpracy specjalistów od projektowania i obróbki sygnałów cyfrowych. Dzięki temu oferta Hegla wzbogaciła się nie tylko o przetworniki c/a – od maleńkiego Super, przez przenośny HD2, aż po topowy HD25 – lecz także, co jeszcze dekadę temu było zupełnym novum, o wzmacniacze zintegrowane z wbudowanym konwerterem.
Niemal na pewno wpływ na tak skonstruowaną ofertę miał skandynawski minimalizm. Ci, którzy nie korzystali z nośników fizycznych, takich jak płyta CD, mogli się w zasadzie ograniczyć do kupna jednego urządzenia, które załatwiało zarówno kwestię wzmocnienia, jak i przetwarzania sygnału ze źródeł zewnętrznych. Na samym początku moduł cyfrowy montowano jedynie w najdroższych modelach, takich jak nieprodukowany już dzisiaj HD360. Obecnie w katalogu znajduje się aż sześć wzmacniaczy zintegrowanych, z których każdy wyposażono nie tylko w DAC, lecz także w wejście Ethernetu, umożliwiające streaming.
Kilka lat temu doszło do kolejnej poważnej zmiany: wszystkie mniejsze i większe przetworniki zastąpiono jednym modelem o wyśrubowanych parametrach, który `miał stanowić ukoronowanie dotychczasowych dokonań norweskiej firmy. Tym modelem był HD30.

042 047 Hifi 7 8 2020 001

Ciasno zabudowane
wnętrze HD30.
 

 


Budowa
Zacznijmy od podstaw – czym właściwie jest HD30? Sam producent używa nieco pompatycznego określenia „the ultimate digital control center” (najdoskonalszy kontroler cyfrowy), co ma zapewne podkreślać wszechstronność konstrukcji. W jednej obudowie zamknięto bowiem DAC, streamer oraz pełnoprawny przedwzmacniacz, który nie powinien mieć problemu z wysterowaniem żadnej końcówki mocy.
Rzeczywiście, nie było dotąd w ofercie norweskiej wytwórni urządzenia, które łączyłoby w sobie te trzy funkcje. Przy okazji najdorodniejszy cyfrowy Hegel osiągnął wreszcie pełnowymiarowe gabaryty. Do tej pory produkowano małe, zgrzebne skrzynki, przypominające nieco pudełka na buty. Dało się je dyskretnie upchnąć na półce ze sprzętem, ale o ich urodzie nie ma co dyskutować.

042 047 Hifi 7 8 2020 001

Oddzielne transformatory dla sekcji cyfrowej
i analogowej.
 

 

Jako że HD30 ma bogate „życie wewnętrzne”, wyposażono go w zgrabną obudowę, której niski profil kojarzy się ze wzmacniaczami Röst i HD90. Wspólnym elementem jest wygięta w charakterystyczny lekki łuk przednia ścianka z umieszczonym centralnie wyświetlaczem oraz dwoma ustawionymi symetrycznie pokrętłami. Tych ostatnich w DAC-ach Hegla bardzo mi do tej pory brakowało. Obsługa wyłącznie za pomocą pilota nie w każdej sytuacji była wygodna.
Prawe pokrętło służy do regulacji głośności (w stu krokach), a lewe – do wyboru źródła. I to w zasadzie jedyne funkcje, z jakich będziemy korzystać. Ulokowany pośrodku spory niebieski wyświetlacz ciekłokrystaliczny został żywcem przeniesiony z produkowanych do niedawna tańszych DAC-ów Hegla. To akurat nie jest komplement, ponieważ można by oczekiwać, że w przypadku urządzenia za blisko 20000 zł otrzymamy więcej informacji, niż tylko te o natężeniu sygnału, częstotliwości próbkowania i wybranym źródle. Nie dowiemy się niczego o odtwarzanym formacie ani o długości słowa zapisu. Na osłodę dostaniemy za to niebieską kropeczkę w rogu wyświetlacza, która pojawi się, gdy podłączymy urządzenie do sieci wi-fi.
Na szczęście, szlachetny minimalizm HD30 kończy się tam, gdzie powinien, czyli na tylnej ściance. Tę ewidentnie zaprojektowano zgodnie z norweskim powiedzeniem „var sa god, forsyn dere” (czym chata bogata), ponieważ mamy do dyspozycji wszystko, czego dusza zapragnie. Po lewej stronie umieszczono wyjścia analogowe – RCA oraz XLR. Warto zaznaczyć, że architektura obwodów analogowych jest w pełni symetryczna, a nie tylko symetryzowana na wyjściu.

042 047 Hifi 7 8 2020 001

Łączna pojemność filtrująca dorównuje niejednemu
wzmacniaczowi.
 

 

Wśród wejść cyfrowych znajdziemy m.in. profesjonalne AES/EBU, koaksjalne RCA oraz BNC. Szkoda, że to ostatnie jest tak mało rozpowszechnione w branży hi-fi, ponieważ jego wysoka stabilność mechaniczna, elektryczna i odporność na zakłócenia czynią z niego interfejs najczęściej stosowany w ekstremalnie dokładnym sprzęcie pomiarowym i medycznym. Wachlarz wejść cyfrowych dopełniają trzy toslinki, które w takiej samej liczbie występują w każdym cyfrowym Heglu. Trochę nie rozumiem tej słabości Norwegów do połączeń optycznych. Oczywiście, od przybytku głowa nie boli; nie wiem jednak, dlaczego zrezygnowano ze zdublowania wejść SPDiF, które były do dyspozycji w HD25. Są one bardziej praktyczne i wybierane przez większość użytkowników, którzy chcą podłączyć zewnętrzny transport bądź odtwarzacz sieciowy.

042 047 Hifi 7 8 2020 001

Elektronika na dwóch płytkach, odseparowanych
od transformatorów.
 

 

Z tyłu widać jeszcze wejście USB oraz gniazdo Ethernetu, służące do streamingu muzyki z zewnętrznych źródeł (na przykład serwera UPnP). USB, podobnie jak w innych urządzeniach norweskiej firmy, jest dwupozycyjne. Przełącznik hebelkowy ustawiony w pozycji A oznacza, że DAC może przetwarzać pliki PCM do 24 bitów/96 kHz. W tym przypadku nie trzeba instalować żadnych dodatkowych sterowników, a po podłączeniu urządzenia do komputera będzie ono działać na zasadzie „plug and play”. Przy rozdzielczości do 192 kHz lub DSD 64 korzystamy z pozycji B. Tu już należy ściągnąć ze strony Hegla i zainstalować odpowiednie drivery – są dostępne dla komputerów z systemem OS-X, Windows i, oddzielnie, Windows 10.
Po zdjęciu górnej płyty ukazuje się wnętrze – ciasno zabudowane i podzielone na dwie części. W pierwszej umieszczono dwa transformatory toroidalne, zasilające osobno sekcję cyfrową i analogową. Zostały oddzielone od reszty komponentów grubym ekranem z blachy stalowej, który ma niwelować zakłócenia elektromagnetyczne. Choć transformatorów nie zalano żywicą, ich praca jest niemal bezgłośna i dopiero po przystawieniu ucha do obudowy słychać cichy brum. Tym razem ktoś naprawdę się postarał. HD25, mimo że wyposażony tylko w jeden transformator, był znacznie głośniejszy.

042 047 Hifi 7 8 2020 001

Mniejsza płyta obsługuje streaming i sygnały
z wejścia USB. Na górze – karta sieciowa.
 

 

W przypadku HD30 od razu widać, że zasilanie należało do priorytetów. Zastosowano aż 11 stabilizatorów napięcia, a łączna pojemność filtrująca licznych kondensatorów (w tym dwóch głównych elektrolitów) wynosi 54000 µF, czyli tyle, ile w niejednym wzmacniaczu średniej klasy.
Większą część wnętrza zajmują dwie płytki SMD; tym razem nie oddzielono jednak części analogowej od cyfrowej. Na mniejszej znalazł się interfejs USB, układ scalony AK4118AEQ, będący cyfrowym nadajniko-odbiornikiem dźwięku (audio transceiver) oraz, umieszczona nieco powyżej, karta sieciowa. Płyta z układami c/a to przede wszystkim dwa chipy AKM AK4490EQ, które teoretycznie mogą przetwarzać sygnał o rozdzielczości 32 bitów i częstotliwości próbkowania aż 768 kHz. Konstrukcja symetrycznego toru analogowego bazuje na wzmacniaczach operacyjnych firmy Texas Instruments.
Gruba obudowa, oparta na trzech aluminiowych nogach podklejanych gumą, zapewnia delikatnemu układowi komfortowe warunki pracy, co oczywiście nie musi nas zniechęcać do eksperymentów, np. z ustawieniem urządzenia na podstawie antywibracyjnej bądź granitowej płycie.
W odróżnieniu od dawniejszych DAC-ów Hegla, które obsługiwało się plastikowym pilotem wielkości karty kredytowej, HD30 został wyposażony w pełnowymiarowy sterownik systemowy z grubej blachy. Nie jest on przeładowany funkcjami, a przyciski, choć małe, rozmieszczono wygodnie i logicznie. Pilot zawsze będzie czarny, natomiast jeśli chodzi o kolor samego urządzenia, można zaszaleć i zamówić wersję czarną bądź srebrną.

042 047 Hifi 7 8 2020 001

Prosta forma i duży wyświetlacz.
Przydałyby się bardziej szczegółowe
informacje o odtwarzanych
formatach.
 

 


Konfiguracja
Jako że od wielu lat jestem użytkownikiem Hegla HD25, test nowego DAC-a przybrał, w naturalny sposób, formę porównania. Bardzo byłem ciekaw, czy nowa i ponaddwukrotnie droższa konstrukcja rzeczywiście okaże się lepsza od poprzednika, czy jest tylko propozycją innego brzmienia.
Źródłem sygnału były płyty CD, pliki z komputera oraz serwis streamingowy Tidal. Za transport płyt odpowiadał Primare CD 32, a za wzmocnienie – Gryphon Callisto 2200, z którego sygnał płynął przewodami Nordost Red Dawn MkII do kolumn Dynaudio Contour 1.8.

042 047 Hifi 7 8 2020 001

Zamiast „karty kredytowej”
tym razem metalowa cegła.
Grunt, że poręczna.
 

 


Wrażenia odsłuchowe
Spokój, kultura i piękne, nasycone barwy – to zalety Hegla HD30, które ujęły mnie już na samym początku i manifestowały się w każdym repertuarze. Na szczęście, Norwegowie nie dokonali rewolucji i nie poszli w kierunku zupełnie innej estetyki brzmieniowej niż ta, z jaką do tej pory kojarzyliśmy skandynawską wytwórnię. Rzecz w tym, że każdy aspekt, jaki znam i cenię w swoim HD25, został tu pieczołowicie dopracowany i wyniesiony na znacznie wyższy poziom.
„Trzydziestka” uwodzi przede wszystkim nieczęsto spotykaną, nawet na tym pułapie cenowym, jedwabistością brzmienia. Ta cecha, obecna w dźwięku urządzeń high-endowych, dotyczy na ogół górnego skraju pasma. Tu jednak jest słyszalna w całym zakresie i wpływa pozytywnie nie tylko na brzmienie smyczków czy dęciaków, ale także głosów ludzkich oraz instrumentów z dołu skali. Więcej tu niż w HD25 lekkości, efemeryczności i oddechu, a jednocześnie – co stanowi paradoks – faktura dźwięków wydaje się gęstsza i bardziej cielista.

042 047 Hifi 7 8 2020 001

Hegel HD30
 

 

Słuchając „The Last Ship” Stinga, zauważyłem, że charakterystyczna chrypka w głosie wokalisty została nieco złagodzona, za to sam wokal zyskał na barwie i wyrazistości. Gładziej, za to wyraźniej – tak by to można pokrótce opisać. Nowy Hegel precyzyjnie różnicuje przestrzeń nagrań. Czytelnie acz nienachalnie ukazuje plany dźwiękowe i detale, umiejętnie wplatając je w całość przekazu. To kolejny paradoks: HD25 gra mocniej i dosadniej, a zatem teoretycznie to jego dźwięk powinien być bardziej czytelny. Tymczasem przestrzeń tworzona przez HD30 jest nie tylko obszerniejsza i pełniejsza, ale też lepiej poukładana i wyrazistsza. Słowem: o wiele bardziej detaliczna. W przeciwieństwie do poprzednika, który delikatnie przybliża scenę do słuchacza, HD30 robi pół kroku w tył. Akurat tyle, by ukazać muzykę z pewnej perspektywy, nie tworząc przy tym niepotrzebnego wrażenia wycofania dźwięku.
W nagraniach o trudnej do przekazania, gęstej i jednocześnie migotliwej fakturze Hegel czuje się jak ryba w wodzie. W „Koncertach brandenburskich” pod dyrekcją Trevora Pinnocka, których odsłuch przekonał mnie lata temu do kupna HD25, tym razem piłka była zdecydowanie po stronie nowszego urządzenia. W muzyce Bacha ujmowały płynność, plastyczność oraz – co jest wcale nie tak częste w przypadku muzyki na instrumentach dawnych – porządek obrazu dźwiękowego. Akcent został położony na spójność i organiczność, co nie przeszkodziło „trzydziestce” wyciągać na wierzch licznych smaczków, które wcześniej jakoś mi umykały. W koncertach na wiolę da gamba Vivaldiego (Savall, Aliza Vox) ponownie było słychać, że Hegel lekko wygładza dźwięk: sam instrument koncertujący złagodniał, a skrzypce barokowe nie cięły aż tak ostro.

042 047 Hifi 7 8 2020 001

Wyjścia analogowe XLR
nie są tylko ozdobą.
HD30 to konstrukcja zbalansowana.
 

 

Skupiliśmy się na pięknej barwie, a co z pozostałymi aspektami brzmienia? Choć Hegel nie pręży muskułów za wszelką cenę i nie zmiata przy każdej okazji basem i dynamiką, nie należy sądzić, że w tym aspekcie wykazuje jakieś braki. Po prostu, stroni od efekciarstwa. W odpowiednim repertuarze zauważymy, że bas schodzi niżej i jest bardziej nasycony niż w HD25. Co więcej, owo nasycenie sięga od samych subsonicznych czeluści aż po niższą średnicę. Postęp w dziedzinie prowadzenia niskich tonów wyraźnie słychać w rześkiej muzyce „z prądem” (Buddy Guy, Led Zeppelin, Beth Hart). Bas jest głęboki i nasycony, a jednocześnie punktualny, o dopracowanej fazie uderzenia. Kilka razy natknąłem się w prasie anglojęzycznej na stwierdzenie, że urządzenia Hegla mają złagodzony atak i dlatego odbieramy je jako brzmiące subtelniej niż konkurenci. Zupełnie nie mogę się z tym zgodzić, a już zwłaszcza po odsłuchu HD30. W porównaniu z poprzednikiem basu przybyło. Przybyło także masy i polepszyła się zwrotność. Jeśli coś jest w tym fragmencie pasma faktycznie złagodzone, to najwyżej sam obrys dźwięku, ale na pewno nie faza ataku, która decyduje o punktualności i subiektywnie odbieranej dynamice.

042 047 Hifi 7 8 2020 001

Zestaw wejść cyfrowych.
 

 

Hegel okazuje się szczególnie łaskawy dla źle zrealizowanych nagrań, zwłaszcza tych, które brzmią ostro i nieprzyjemnie. Mało u nas znany szwedzki zespół pop-jazzowy Bo Kaspers Orkester ma świetne pomysły i znakomitych muzyków, ale chyba nieco mniej utalentowanych realizatorów. Na pochodzącej z lat dziewięćdziesiątych płycie „Amerika” gra sprawna sekcja rytmiczna, której brzmienie zostało, niestety, przedobrzone w postprodukcji. Hegel zachował jej blask i rytmiczność, ale odjął niepotrzebne przejaskrawienie – i to było to! Dzięki odpowiedniemu osadzeniu w miksie basu i perkusji można się było wreszcie cieszyć przestrzenią i atmosferą nagrania.
Jeszcze inne wrażenia przyniósł odsłuch płyty, którą znam niemal na pamięć, czyli „Money and Cigarettes” Erica Claptona. Na jej pierwsze wydanie na CD spuśćmy zasłonę milczenia. Drugie, porządnie zremasterowane, brzmi poprawnie, ale wciąż trochę mało plastycznie. Tym razem, dzięki Heglowi HD30, cofnąłem się do czasów, kiedy słuchałem albumu z winylu, na porządnym gramofonie. Analogowy sznyt wnoszony przez urządzenie cyfrowe? Tak, to wcale nie tak rzadkie zjawisko w przypadku DAC-ów wysokiej klasy. Przekonałem się o tym już nie raz.

042 047 Hifi 7 8 2020 001

Tylna ścianka HD30.
 

 


Konkluzja
Z urządzeniami, które cechują się ponadprzeciętną muzykalnością, jest pewien problem. Bardzo trudno podejść do nich po aptekarsku i metodycznie opisywać cechy fragmentów pasma. Wskazywać wady i zalety oraz oglądać pod światło oderwane od całości detale. Przypomina to trochę sytuację, kiedy chcąc pokazać piękno namalowanego pejzażu, pocięlibyśmy płótno na drobne kawałki
i podsuwali je widzom pod nos. Tak się po prostu nie da. Arcydzieło należy podziwiać z pewnej odległości i tak też należy słuchać Hegla HD30, nie wdając się w dywagacje na temat basu, dynamiki czy pasma. Po prostu, zamknijmy oczy i dajmy się ponieść nastrojowi. A wtedy tym bardziej docenimy kunszt norweskich konstruktorów.

2020 07 23 16 52 11 042 047 Hifi 7 8 2020.pdf Adobe Reader

 

Bartosz Luboń
Źródło: HFM 07-08/2020