fbpx

HFM

artykulylista3

 

Accuphase DP-750

064 069 Hifi 02 2020 0010
Accuphase to jedna z niewielu firm, która udostępnia pełne archiwum broszur ze wszystkimi urządzeniami, jakie wyprodukowała w swej historii. Wspominam o tym, ponieważ przy okazji kolejnego testu postanowiłem sprawdzić, od jak dawna japoński producent posługuje się tzw. kolorem szampańskim.

Szybko się poddałem się, ponieważ w czasach młodości firmy królowała fotografia czarno-biała. Nie zgłębiałem więc dalej, co ma ten kolor symbolizować i czy naprawdę chodzi o szampański (niekiedy spotkać się można z określeniem „złoty”). Przyjmijmy więc dla świętego spokoju, że wszystko, czego się Accuphase dotknie, zmienia się w złoto i z tego powodu szampan leje się w firmie strumieniami.


Flagowy odtwarzacz zintegrowany CD/SACD DP-750 jest dostępny na rynku od ponad roku. Zastąpił w katalogu model DP-720. W firmowej hierarchii wyżej jest już tylko konstrukcja dzielona (aktualnie DP-950/DC-950). Obecną ofertę odtwarzaczy uzupełniają DP-560 (test w „HFiM” 10/2017 i na www.hfm.pl) oraz podstawowy DP-430, który – w odróżnieniu od dwóch pozostałych – czyta tylko format CD.

064 069 Hifi 02 2020 0001

Budowa modułowa z metalowymi przegrodami.
Z prawej strony – sekcja cyfrowa i logiczna,
z lewej – zasilacz i stopień analogowy.
Pośrodku transport
i dwa transformatory.
    


Budowa
Front DP-750 jest wprawdzie bardzo charakterystyczny, ale tylko jeżeli chodzi o rozpoznanie producenta. Identyfikacja modelu nie jest już tak łatwa, ponieważ wszystkie odtwarzacze Accuphase’a wyglądają podobnie. Rozmieszczenie przycisków, wyświetlaczy i szuflady zeszło z tej samej deski kreślarskiej. Gdyby nie kształt niektórych guzików (w „siedemsetce” i w transporcie są prostokątne; w dwóch pozostałych urządzeniach – okrągłe), to gra w „znajdź pięć różnic” stałaby się arcytrudna. Testowany dziś model różni się od tańszych obudową. Zamiast metalu, górę i boki tworzy stylowa skrzyneczka z MDF-u, wykończona polakierowanym na błysk fornirem.
Z tyłu nie napotkamy większych niespodzianek. Sygnał analogowy wyprowadzają gniazda RCA oraz XLR o regulowanym poziomie głośności. W przypadku XLR-ów przewidziano możliwość zmiany polaryzacji niewielkim przełącznikiem. Dzięki temu będzie można optymalnie połączyć odtwarzacz Accuphase’a ze wzmacniaczem bądź końcówką mocy innego producenta.
Z lewej strony zamontowano zestaw wejść i wyjść cyfrowych (HS-Link, optyczne i koaksjalne – w obie strony, plus wejście USB). HS-Link to firmowe połączenie Accuphase’a, zrealizowane na popularnych gniazdach RJ-45. Jako jedyne umożliwia transmisję sygnału cyfrowego w formacie SACD.

064 069 Hifi 02 2020 0001

Ten most
usztywnia i chroni
przed zakłóceniami.
    


Moduł transportu w DP-750 waży aż 10,5 kg (!) i jest chlubą firmy. Konstruktorowi zależało na efektywnej izolacji od zakłóceń mechanicznych, stabilizacji prędkości obrotowej płyty oraz neutralizacji wszystkiego, co mogłoby negatywnie wpływać na pracę lasera.
Moduł napędu spoczywa na metalowym bloku o grubości 8 mm. Mechanizm nośny (silnik napędzający obrotową głowicę) został odizolowany od układu ładowania płyty za pomocą osadzenia „pływającego” na czterech silikonowych amortyzatorach. Aby maksymalnie wyciszyć odgłos wirowania srebrnego krążka, jego komorę nakryto specjalnie wyprofilowanym aluminiowym „mostem”. Spina on konstrukcję, usztywnia i izoluje od zakłóceń zewnętrznych. Szufladę również wykonano z aluminium i napylono substancją tłumiącą. Wzdłuż dwóch prowadnic tackę przesuwa autonomiczny silnik. Płyta spoczywa nie bezpośrednio na niej, lecz na trzech elastycznych krążkach. Efekt tych wysiłków jest po prostu fantastyczny – tak cicho i płynnie pracującego mechanizmu chyba jeszcze nie słyszałem.
Elektronikę podzielono na bloki. Z prawej strony (patrząc od frontu), w sąsiedztwie tylnej ścianki, znajduje się sekcja cyfrowa. Przetwornik c/a to układ ES9028Pro kalifornijskiej firmy ESS Technology, oparty na architekturze 32-bitowej, o tyleż chwytliwej co tajemniczej nazwie Hyperstream II. W kości zmieściło się aż osiem monofonicznych DAC-ów, które Accuphase wykorzystuje do realizacji konwersji równoległej, aktualnie określanej mianem MDS++. Taka architektura umożliwia znaczące obniżenie błędów konwersji, czego efektem jest bardzo dobry odstęp sygnału od szumu. Wynika to z faktu, że na wyjściu sygnał jest sumowany, ale jego błędy – pierwiastkowane. Skonwertowany sygnał przechodzi dodatkowo przez dolnoprzepustowe filtry Butterwortha (jeden dla każdego kanału przed wyjściem niezbalansowanym i dwa przy zbalansowanym).

064 069 Hifi 02 2020 0001

Cały mechanizm spoczywa
na silikonowych amortyzatorach.
    


Sygnał SACD nie jest zamieniany na PCM. Konwersja c/a odbywa się według firmowej metody MDSD (Multiple Double Speed DSD). Sygnał cyfrowy trafia najpierw do programowalnej bramki FPGA, która generuje osiem – przesuniętych względem siebie w czasie o pół cyklu zegarowego – sygnałów DSD. Sygnały te trafiają następnie do ośmiu połączonych równolegle przetworników MDS ++. Taka konfiguracja działa jak filtr średniej ruchomej. Dzięki jej zastosowaniu dźwięk ma się cechować nie tylko minimalnym poziomem szumów i zniekształceń, ale także liniową charakterystyką fazową.
Na tej samej płytce co DAC znalazł się układ logiczny całego urządzenia. Z lewej strony umieszczono natomiast płytkę zasilacza, zbudowanego m.in. w oparciu o dwa ekranowane transformatory. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że jeden obsługuje część analogową, a drugi – cyfrową i transport.
Sekcje wewnętrzne porozdzielano metalowymi przegrodami. Montaż jest schludny i staranny. Zresztą, DP-750 w ogóle robi piorunujące wrażenie. Testowałem niejedno urządzenie japońskiej wytwórni, ale i tak oględzinom każdego kolejnego towarzyszy uczucie szczerego uznania.
Pilot jest elegancki, ale w porównaniu z samym odtwarzaczem wygląda dosyć skromnie.

064 069 Hifi 02 2020 0001

Klasyczne
wzornictwo,
świetna ergonomia
i wielofunkcyjny
wyświetlacz.
    


Konfiguracja systemu
Odsłuch DP-750 miał dwie odsłony, a każda z nich własną historię. Najpierw japoński odtwarzacz zastąpił w zestawieniu redakcyjnym wysłużonego Naima. Przypomnę, że resztę toru tworzą lampowy preamp BAT VK3iX SE, tranzystorowa końcówka mocy Conrad-Johnson MF2250 oraz monitory Dynaudio Contour 1.3 mkII.
W drugiej odsłonie BAT i Conrad-Johnson zostały odstawione na bok, a ich miejsce zajął zintegrowany Accuphase E-480. W tym drugim przypadku coś mi jednak z początku nie pasowało; dźwięk zachował klasę, ale był jakoś nienaturalnie pogrubiony. Wyprostowanie tego problemu było związane z dwoma czynnikami. Po pierwsze, jak mi uświadomił dystrybutor, urządzeń Accuphase’a lepiej w ogóle nie wyłączać, bo do krytycznego odsłuchu potrzebują co najmniej dwudniowej rozgrzewki. Najpierw wydało mi się to przesadą, zwłaszcza że coraz częściej w urządzeniach tej firmy pojawia się fabrycznie załączony tryb eco, a on odcina dopływ prądu po dłuższym czasie bezczynności. Dla wzmacniacza okazało się to jednak kwestią kluczową. Bez wyłączania naprawdę grał lepiej.
Druga sprawa była związana z obsadzeniem pinów na wyjściu XLR odtwarzacza. DP-750 testowałem w dwóch turach. W trakcie testu musiał na chwilę wrócić na odsłuch u dystrybutora, a po powrocie, kiedy go podłączyłem do firmowej integry, nie zwróciłem uwagi, że suwak do polaryzacji pinów zmienił położenie.
Po długiej rozgrzewce i właściwym ustawieniu XLR-ów brzmienie nabrało oczekiwanego blasku. Aby zamknąć zagadnienie konfiguracji dodam, że okablowanie sygnałowe Crown Prince i głośnikowe Crown Princess pochodziło z serii Royal Signature Siltecha.

064 069 Hifi 02 2020 0001

Tak wygląda odsłonięty
mechanizm transportu
z szufladą.
    


Wrażenia odsłuchowe
Odsłuch Accuphase’a był czymś w rodzaju odkrycia. Najpierw myślałem że odsłania się przede mną kraina audiofilskiej szczęśliwości. Później się okazało się, że kryje ona jeszcze dodatkowy wymiar. Ale po kolei.
Od początku dźwięk prezentował bardzo wysoką klasę. Do jego głównych atutów można zaliczyć czystość, analogowość i szczegółowość. Po pierwszych kilku płytach utwierdziłem się w przekonaniu, że nie ma szans, aby wskazać choćby niewielką rysę na charakterystyce brzmienia. Całość dopracowano bez kompromisów. Słychać również, że konstruktor nie cyzelował wybranego aspektu brzmienia kosztem innych. Wycyzelował po prostu wszystkie.
Wnikliwe opisy basu, średnicy itd., mogłyby wypełnić ramy niniejszej recenzji. Zadowoleni byliby wszyscy – dystrybutor, redakcja i czytelnicy. Problem w tym, że sam autor zadowolony by nie był. Bo prawdziwa wartość DP-750 rozpoczyna się dopiero tam, gdzie taki klasyczny opis się kończy. A prawdziwy odsłuch dopiero wtedy, kiedy się już przyzwyczaimy do high-endowego dźwięku japońskiego źródła. Dlatego tym razem opis wrażeń odsłuchowych posłuży jedynie jako tło do oddania sposobu, w jaki Accuphase’a odbierałem i czułem.

064 069 Hifi 02 2020 0001

ChyAccuphase
DP-750
    


Faza 1
Najpierw doceniamy nieskazitelną czystość, analogową naturalność i bogactwo detali. Ale zaraz w drugim oddechu dodajemy stereofonię. Co prawda, moje pomieszczenie odsłuchowe sprzyja przestrzennym harcom i testowany sprzęt jest często pod tym względem doceniany. Ale DP-750 zaszalał naprawdę mocno. I nie chodzi jedynie o to, że lokalizował źródła pozorne bardzo dokładnie i dosłownie wszędzie. Raczej o to, że wytworzył przestrzeń jakby zespalającą się ze słuchaczem.
Accuphase prezentuje bardzo wysokie walory dynamiczne, kładąc szczególny nacisk na skalę mikro. Nie przyspiesza tempa, choć początkowo można odnieść takie wrażenie. „Prędkość całkowita” pozostaje stabilna; chodzi bardziej o wygaszanie dźwięków. Rzadko się zwraca uwagę na ten szczegół, głównie dlatego, że wiele urządzeń nie traktuje go priorytetowo, przez co dźwięki znikają na jedno kopyto. Accuphase natomiast potrafi pokazać, jak wiele w tym aspekcie można zdziałać. Okazuje się, że tempo wybrzmień samo w sobie potrafi zauroczyć. Obok długich, średnich i krótkich (to opanowali chyba wszyscy producenci) można wyróżnić bardzo krótkie, superkrótkie i ultrakrótkie.
Accuphase świetnie wykonał także robotę, której nie słychać. Ten element bywa nazywany czarnym tłem. Chodzi o wykreowanie czegoś w rodzaju zupełnej ciszy za muzyką. Zyskujemy dzięki niej pewność, że nie umyka nam żaden dźwięk i nawet subtelności pozostają świetnie słyszalne. Wiąże się z tym krystaliczna wyrazistość każdego dźwięku, jakby DP-750 nie tylko usuwał wszelkie zasłony, ale także oczyszczał powietrze w pomieszczeniu odsłuchowym.
Muzykę cechują pewność, zdecydowanie i wypełnienie. Nie ma w niej cienia nieśmiałości i jeżeli jakiś dźwięk zabrzmi skromnie, to dlatego, że tak właśnie został zapisany, a nie dlatego, że urządzenie niepewnie go odtworzyło.
Bas okazuje się bardzo głęboki, ale bez nadmiaru. Prezentuje świetną kontrolę i wyrazistość, pozostając przy tym kulturalnym i zrównoważonym.

064 069 Hifi 02 2020 0001

Wejścia i wyjścia cyfrowe.
Uwagę zwraca firmowe złącze
HS-Link.
    


Faza 2
Powyższymi wrażeniami syciłem się przez pierwsze dwa, trzy dni. Ale później zaczęło się dziać coś dziwnego. Każda kolejna płyta zawierała wiadomość, że jest w niej coś więcej. Sęk w tym, że początkowo trudno określić, co to takiego. Ale w pewnym momencie zaczynamy sobie zdawać sprawę, że każdy aspekt brzmienia jest odrobinę lepszy od poziomu, który zarejestrowaliśmy na początku. Jak to w ogóle możliwe?
Jedyna, dość luźna analogia, jaka przychodzi mi do głowy, to rozszerzony tryb regulacji głośności, jaki mam w komputerze. Normalnie mogę go wysterować w skali od 0 do 100 %. Ale w ustawieniach zaawansowanych znajduje się opcja „zezwól na więcej niż 100 %”. Mogę wtedy zrobić jeszcze głośniej, co jednak wiąże się z większym ryzykiem zniekształceń. Accuphase natomiast ma coś w rodzaju włączonej na stałe opcji „zezwól na więcej niż 100 % jakości brzmienia”. Tyle że w jego przypadku nie wiąże się to z żadnym ryzykiem, lecz z wejściem w przestrzeń dotąd nieznaną.
Magia DP-750 polega na tym, że w pewnej chwili zaczynamy sobie zdawać sprawę, że ten wspaniały dźwięk jest jeszcze bardziej wspaniały. Każdy szczegół zostaje pokazany jeszcze trochę wyraźniej, każda barwa jeszcze dokładniej wypełniona, a każdy punkt przestrzeni – jeszcze bardziej namacalny niż wcześniej. To wszystko różnice niewielkie, lecz bardzo konsekwentne. A kiedy już poczujemy moment przekraczania tej granicy, następuje zawrót głowy, a całość zaczyna tworzyć nową jakość dźwięku. Mówiłem, że różnice są niewielkie? Tak. I to jest właśnie dyskretny urok prawdziwego hi-endu. I właśnie na to wytrawni audiofile są gotowi wydać oszczędności całego życia.
Średnica jest neutralna i nasączona w punkt? Tak naprawdę, jest jeszcze bardziej neutralna i nasączona. Wielobarwna? Barw jest więcej, niż byliśmy w stanie sobie dotąd wyobrazić. Soprany czyste i doszlifowane? Można by ciągnąć tę wyliczankę do samego końca – i Accuphase udowadnia, że w każdym szczególe poszedł na całość. Prowadzi nas tam, gdzie wcześniej nie byliśmy. Pokazuje muzykę z takim oddaniem, jakby od tego zależało życie.

064 069 Hifi 02 2020 0001

Przełącznik pinów wyjścia XLR przyda się przy eksperymentach
z różnymi wzmacniaczami.
    


DP-750 vs DP-560
Warto poświęcić kilka słów na krótkie zestawienie DP-750 z DP-560. Oba są świetne w swojej cenie, ale dzieli je różnica jednej półki. Nie ma chyba sensu podkreślać, że „siedemset pięćdziesiątka” jest lepsza. Bardziej interesujące okazuje się zestawienie atutów obu modeli. DP-560 zapamiętałem jako mistrza kontroli, z dodatkiem muzykalności. Natomiast DP-750 to mistrz muzykalności i zaraz potem kontroli – w takiej właśnie kolejności. Testując przed dwoma laty tańszy model, podkreślałem moc i konkret brzmienia. Dzisiaj postawię przed nimi finezję i precyzję. Po tych odmiennych priorytetach następuje bardzo podobny nacisk na zabójczą w obu przypadkach stereofonię oraz maestrię sopranów. Tam dźwięk angażował, tutaj uwodzi. W obu przypadkach wygrywa Accuphase.

SACD
Na temat płyt SACD mam zdanie takie jak wszyscy – to format bardzo dobry, ale do komercyjnych zwycięzców nie należy. W samej Japonii przyjął się jednak lepiej niż w innych rejonach świata. Accuphase konsekwentnie dostosowuje się do specyfiki rodzimego rynku i traktuje dopracowanie ścieżki Super Audio z takim samym zaangażowaniem, jak bazowej CD. To słychać od samego początku.
Dla SACD Accuphase automatycznie uruchamia opcję „zezwól na więcej niż więcej niż 100 % jakości brzmienia”. Różnica jest wprawdzie bardzo mała, ale dotyczy każdego aspektu. Jeszcze trochę dokładniej, jeszcze trochę czyściej, jeszcze trochę naturalniej – czy to się dzieje naprawdę? DP-750 sprawia, że tak. Chyba pierwszy raz naprawdę żałowałem, że moja kolekcja płyt w tym formacie ogranicza się do obowiązkowej jazdy testowej. Zwłaszcza jeżeli chodzi o klasykę, bo ten repertuar przy zmianie formatu zyskiwał najwięcej.

064 069 Hifi 02 2020 0001

Wszystko, czego potrzeba,
i nic więcej.
    


Pliki
Na koniec zostawiłem zagadnienie plików. Zapewne nie wszystkim się to podejście spodoba, ale tym razem zrezygnowałem z nich zupełnie. Z dwóch powodów.
Po pierwsze, za każdym razem, kiedy przy testach odtwarzaczy przechodzę na ten tryb odsłuchu, okazuje się, że dźwięk zachowuje swą podstawową sygnaturę, ale jest „minimalnie” gorszy od klasycznej wersji płytowej lub „prawie taki sam” (przy założeniu, że w obu przypadkach mówimy o starannych realizacjach). Powtarzanie innymi słowami wciąż tej samej myśli może się w końcu znudzić. Jeżeli macie bogatą kolekcję plików, to na pewno będziecie się cieszyli prawie wszystkimi opisanymi powyżej cudami high-endowego brzmienia. Gwarantuje to prestiż firmy Accuphase.
Po drugie, wydaje mi się, że chyba najwyższa pora powiedzieć „stop” oficjalnemu promowaniu rozwiązań połowicznych. A do takich zaliczam wykorzystanie laptopa jako repozytorium plików muzycznych. Urządzeń tego typu nie optymalizuje się pod kątem zastosowań audiofilskich. Wymagają ponadto instalacji sterownika dla danego urządzenia odbiorczego, stosownego oprogramowania odtwarzającego oraz odpowiedniego ustawienia ścieżki, którą sygnał dotrze do wyjścia USB. Posiadacze kolekcji plików dążą do prawidłowej konfiguracji całego systemu, w oparciu o takie urządzenia jak odtwarzacze strumieniowe czy serwery muzyczne. Ten test ich jednak nie dotyczy. Do odsłuchu przyjechał przecież sam odtwarzacz.
Powyższe uwagi są uniwersalne; powinienem je chyba potraktować jako fragmenty „kopiuj/wklej” i dołączać do testu każdego odtwarzacza z wejściem USB (za wyjątkiem przypadków, w których pliki są odczytywane bezpośrednio z nośnika pamięci).
Niezależnie od wszystkich powyższych uwag, Accuphase DP-750 to jeden z trzech najlepszych odtwarzaczy, jakie kiedykolwiek u siebie testowałem. Pozostałe to Vitus SCD 025 mkII oraz dzielony, dawno już nieprodukowany MBL 1521A/1511F.

Konkuzja
Kiedy piszę recenzję jakiegoś urządzenia, to tytuł zazwyczaj wymyślam w trakcie, jeśli jakaś myśl się z nim ładnie komponuje, albo wymęczam na końcu. Przy japońskim odtwarzaczu nie musiałem niczego wymyślać ani wymęczać. Tytuł miałem w głowie, zanim jeszcze w ogóle zacząłem pisać. Accuphase DP-750 to czysta perfekcja.

 

2020 02 19 09 11 42 064 069 Hifi 02 2020.pdf Adobe Reader


Mariusz Malinowski
Źródło: HFM 02/2020



 

 

 

 

 

 

Komentarze  

+16 #1 Arnold 2020-05-31 21:17
A w środku głowica laserowa za kilkadziesiąt złotych.
Cytować | Zgłoś administratorowi
-15 #2 Jamie 2020-06-06 10:40
a slyszales o czymś takim jak" know how" bo za to sie głównie płaci...poki co pozostań przy swoim Marantzu...
Cytować | Zgłoś administratorowi
+13 #3 Arnold 2020-06-06 23:04
Nie piliśmy ze sobą bruderszaftu. A knołhoł mnie nie interesuje.
Cytować | Zgłoś administratorowi