fbpx

HFM

artykulylista3

 

Accustic Arts Player I

4855052017 001
Niemiecki producent Accustic Arts na dobre rozgościł się na naszym podwórku. W pełni zasługuje na swoją renomę. Jego urządzenia od początku wyróżniały się gustownym wzornictwem, solidnością wykonania i jakością brzmienia. Tym razem do testu trafiła rynkowa nowość – zintegrowany odtwarzacz Player I.

Ponad rok temu recenzowałem zintegrowany wzmacniacz Power I mk IV z tej samej linii. Od tamtej pory w katalogu zaszły spore zmiany. Zniknęła najniższa seria Evolution, natomiast wtedy środkową, a obecnie niższą z dwóch (co, w zestawieniu z nazwą Top, może dezorientować) przebudowano. Wzmacniacz pozostał, ale istniejące wcześniej transport i końcówka stereo ustąpiły miejsca aktualnej nowości, czyli odtwarzaczowi Player I.





Zaraz, zaraz, przecież w historii Accustic Arts produkty oznaczone jako Player I „doszły” już do wersji mk3, a tutaj żadnych dodatkowych oznaczeń nie znajdziemy. Czyżby pomyłka? Kiedy dokładnie przyjrzymy się nazwie, okaże się, że jednak nie. Wcześniejsze wersje oznaczano CD-Player, a teraz mamy po prostu Player – ma być bardziej uniwersalnie i tak rzeczywiście jest.
Subtelnym zabiegiem terminologicznym producent chciał chyba osiągnąć jeszcze jeden cel: dyskretnie zamaskować prowadzoną politykę cenową. Zatrzymajmy się na niej przez chwilę, ponieważ ceny Accustic Artsa odczuwalnie rosną. Rozumiem, że wszystko drożeje, ale wskazany jest umiar. Gdy w 2009 roku opisywałem dzielony odtwarzacz z serii Reference (Drive II/Tube DAC II), kosztował on 47 tys. zł. Kiedy recenzowaliśmy jego następcę (Drive II/Tube DAC II mk2), w cenniku widniało już 64 tys. Za obecną wersję (Drive II/Tube DAC II mk3) trzeba zapłacić 86 tysięcy. Te różnice nie licują z ideą fabrycznego tuningu do wersji oznaczonej kolejnym mk. No, chyba że przyrost jakości brzmienia był równie spektakularny. Tego jednak nie stwierdzimy bez bezpośredniego porównania.

4855052017 002Solidny zasilacz. Z transformatora
wyprowadzono cztery odczepy.

 

Wracając do testowanego modelu – należy zaznaczyć, że konstrukcyjnie ma się on nijak do CD-Playera I mk3. Choćby dlatego, że wcześniejsze „jedynki” były top-loaderami, a obecna ma zwykły mechanizm szufladowy. Wykazuje za to dziedziczne podobieństwo do wycofanego z produkcji odtwarzacza niższej serii Evolution – Player ES mk2. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby cena również podlegała dziedziczeniu. Niestety, Player I kosztuje niemal dwukrotnie więcej od swego technologicznego protoplasty. Polityka cenowa, no cóż…
Termin „player” również wymaga komentarza. Producent zaznacza w ten sposób, że mamy do czynienia z odtwarzaczem i przetwornikiem w jednym urządzeniu (a nie tylko z odtwarzaczem płyt kompaktowych, czyli CD-playerem). Rozjaśnijmy tę informację, bo z pozoru wygląda ona tak, jakbyśmy powiedzieli o samochodzie, że jest samochodem i silnikiem w jednym urządzeniu. Najzwyklejszy nawet odtwarzacz z definicji składa się z trzech podstawowych sekcji: transportu, przetwornika c/a oraz stopnia wyjściowego (pomijam zasilanie, moduły sterujące czy dodatkowe wynalazki producenta). Tradycyjnie także spotykamy w nim jedno lub więcej wyjść cyfrowych, które wyprowadzają sygnał z transportu, aby można było użyć zewnętrznego przetwornika wyższej klasy, jeśli ktoś ma taką ochotę i fundusze. Wtedy DAC w urządzeniu pozostaje „bezczynny”.
Accustic Arts natomiast, oprócz cyfrowego wyjścia, został wyposażony w dwa wejścia. Oznacza to, że możemy, zgodnie z duchem czasów, podłączyć zewnętrzne źródło sygnału cyfrowego, pozostawiając bezczynnym transport. Jest się czym podniecać? To zależy od stopnia audiofilskiego entuzjazmu wobec muzyki zapisanej w plikach. Z jednej strony, mamy rosnącą popularność wygodnego formatu, z drugiej – ciągle silny sceptycyzm. Wyboru każdy dokonuje sam.

4855052017 002Kondensatory filtrujące.

Budowa
Player I robi bardzo pozytywne wrażenie estetyczne. Front został zaprojektowany gustownie; postawiono na symetrię, którą podkreślają jednakowe kształtem i wymiarami maskownica szuflady i wyświetlacz. Tę pierwszą wykonano z chromowanego mosiądzu, drugi – ze szkła lustrzanego, ale obie powierzchnie wyglądają identycznie.
Pomiędzy nimi ulokowano dostojne logo producenta. Pod nim – trzy diody, a pod szufladą i wyświetlaczem – po trzy przyciski. Jak zwykle u Accustica, mamy możliwość wyboru pomiędzy czarnym i srebrnym kolorem frontu oraz aluminiowej obudowy. Szkielet urządzenia (spód, tył oraz stelaż do mocowania płyty czołowej) pozostaje stalowy.
Z tyłu znajdziemy zestaw tradycyjny, a więc analogowe wyjście RCA i XLR oraz koaksjalne wyjście cyfrowe, jak również nietradycyjny, czyli zapowiedziane dwa wejścia cyfrowe: koaksjalne i USB. Listę elementów uzupełnia gniazdo na przewód zasilania.
Po zdjęciu pokrywy uwagę zwraca rozbudowany zasilacz. Z ekranowanego transformatora toroidalnego wyprowadzono cztery odczepy, a umieszczony na oddzielnej płytce filtr spokojnie zaopatrzyłby niejeden wzmacniacz o umiarkowanej mocy.
Inżynierowie z Accustic Arts zawsze wiele uwagi poświęcali jakości transportu. Nie inaczej jest tym razem, mimo że zrezygnowano z ładowania od góry na rzecz szuflady. Niemiecki producent podkreśla jednak, że nie jest to masówka, spotykana w innych urządzeniach, a konstrukcja opracowana pod kątem zastosowań audiofilskich. Widać to z daleka: aluminiowe ekranowanie, talerz przesuwający się na metalowych szynach czy antywibracyjne zawieszenie.

4855052017 002Większa płytka mieści DAC
oraz stopień wyjściowy. Mniejsza
– odbiornik sygnału cyfrowego.

 

Układ elektroniczny Playera I podzielono na wiele płytek drukowanych. Oprócz zasilacza i transportu znajdziemy tu oddzielne druki wyświetlacza, diod kontrolnych i obsługi przycisków. No i oczywiście elementy strategiczne: wejścia cyfrowe oraz przetwornik ze stopniem wyjściowym.
Bufor wejściowy sygnału cyfrowego zajmuje dwa piętra. Na dole mamy część zasilającą oraz ścieżkę sygnału, dostarczanego wejściem koaksjalnym. Tożsamość centralnego scalonego układu logicznego skrywa naklejka maskująca oznaczenia. Górne piętro odbiera sygnał USB, a tam centrum dowodzenia oddano ośmiordzeniowemu sterownikowi XMOS 8U6C5.
Ostatnim elementem jest płytka mieszcząca DAC oraz część analogową. Sygnał najpierw jest buforowany w układzie scalonym Cirrus Logic 8416 (to ten większy na zdjęciu), a następnie przetwarzany na postać analogową przez kość CS4398, również Cirrus Logic. W stopniu wyjściowym nie odnajdziemy wielu śladów symetrii. Zastosowano w nim m.in. kondensatory Wimy i wzmacniacze operacyjne Burr Browna, czyli klasykę.

4855052017 002Transport pod niemagnetyczną
osłoną.

 

Na koniec kilka słów na temat pokrewieństwa z odtwarzaczem Player ES mk2, który, według informacji z archiwum naszego działu nowości, został wprowadzony na polski rynek w roku 2014 z ceną 14500 zł.
Transport jest prawdopodobnie identyczny. A płytka, na której mieści się przetwornik oraz stopień wyjściowy, na pewno jest identyczna. Widnieje na niej nawet stosowny napis: 24 bit/192 kHz D/A Converter ES Series (identyczną instalowano w odtwarzaczu strumieniowym tamtej serii). Trudno przypuszczać, aby układ obsługujący wyświetlacz czy przyciski został istotnie zmodyfikowany, a jeśli już, to w zakresie kosmetycznym. A różnice? Na pewno przebudowano zasilacz. Trafo rdzeniowe zastąpiono toroidem i „zdjęto” je z płytki drukowanej. Inna jest też ilość kondensatorów i ich rozmieszczenie, ale nie nazwałbym tych zmian „przełomowymi”. Do układu buforującego zewnętrzny sygnał cyfrowy dodano nowy moduł. Pojawiło się koaksjalne wyjście cyfrowe, a za stopniem wyjściowym zainstalowano małą płytkę, rozdzielającą sygnał dla gniazd RCA i XLR (wcześniej było tylko RCA). Nie jest to więc układ w pełni zbalansowany.
Niczego nie przesądzam. Może ES był za tani jak na swoją jakość, a może niewielkie poprawki wewnętrzne przyniosły dużą poprawę jakości brzmienia. To wersja optymistyczna. Pesymistyczna jest taka, że firma przesadziła z ceną. Zajmijmy się jednak obiektywną oceną brzmienia.

4855052017 002Stonowane wzornictwo i bardzo
wysoka jakość wykonania.

Konfiguracja
Odtwarzacz Accustic Arts zastąpił w redakcyjnym systemie Naima 5X. Zagrał z przedwzmacniaczem lampowym BAT VK3iX SE, stereofoniczną tranzystorową końcówką mocy Conrad-Johnson MF2250 oraz z monitorami Dynaudio Contour 1.3 mkII. Odsłuchy zostały wzbogacone podłączeniem nowych monitorów Sonus Fabera – Guarneri Homage Tradition.

4855052017 002Kluczowe elementy na oddzielnych
płytkach drukowanych.

Wrażenia odsłuchowe
Accustic Arts proponuje dźwięk dociążony, rytmiczny, z oleistą średnicą. Wszystko to dopracowane ze starannością godną hi-endu. I choć mamy świadomość, że spektakl rozgrywa się w określonej scenerii i z dokładnie rozplanowaną dramaturgią, to i tak stajemy się jego częścią. Poddajemy się sile sugestii, że tak właśnie jest dobrze i nie ma sensu doszukiwać się wad. Zamiast tego lepiej po prostu dać się ponieść muzyce.
Rytmiczność od początku wciąga, dyktuje własne warunki i nie pozwala o sobie zapomnieć. Jest też bardzo „mięsista”, bo doprawiona sprawnym basem i soczystością dolnej średnicy. Dynamika w skali makro zasługuje na uznanie. W efekcie muzyka brzmi żywo, niemal skocznie, ale też kołysząco i płynnie.
O ile określenie plastyczności zwykle łączy się ze średnicą, o tyle w tym przypadku dotyczy całego obrazu muzycznego, osadzonego na fundamencie niższych zakresów pasma. Sam bas jest imponujący – mocny, głęboki i sprawny. Można mu przypisać dobrą kontrolę, ale doprawioną zmiękczeniem, które nadaje masywnej całości melodyjność. Tego naprawdę chce się słuchać.

4855052017 002Player I wciąga
w muzykę. Pilot działa
bez zarzutu, ale
nie przydaje się często.

Uwagi o basie wymagają pewnego istotnego komentarza. Jakość i siła tego zakresu są wręcz niewiarygodne i zdecydowanie wykraczają poza umowne oczekiwania w stosunku do odtwarzaczy CD, a już na pewno w stosunku do odtwarzaczy CD w tej cenie. Źródłom sygnału zwykło się przypisywać mniejszy wpływ brzmienie w porównaniu z tym, co wnoszą do niego wzmacniacz czy kolumny. Dotyczy to szczególnie dołu pasma. Ale w przypadku Accustica jakość basu jest tak ewidentna, że nie wymaga żadnych porównań typu A/B. Ją się po prostu słyszy od razu i od razu podziwia.
Fascynujący obraz niskich tonów sprawia, że muzykę odbieramy zdecydowanie bardziej jako gotową całość, niż zbiór elementów, które dopiero całość stworzą. Zapis na nośniku nie zostaje poddany wiwisekcji, lecz wydaje się od razu skąpany w gęstym miodzie podstawy harmonicznej. W średnicy znajduje się dość miejsca na barwy instrumentów, ale ich kontury są bardziej zaokrąglone niż ostre. To wiąże się z pewnym kompromisem w dziedzinie analityczności czy obfitości szczegółów. Accustic Arts nie wyznacza poziomu odniesienia w tych aspektach. Z drugiej strony, musimy pamiętać, że muzyka jest sztuką, a nie nauką. Tak jak malarz może używać pędzli o różnej grubości, tak samo brzmienie niekoniecznie musi być dzielone na czynniki pierwsze. Accustic Arts, nadając swojemu „graczowi” blask lampowej ogłady, z premedytacją opowiada się po określonej stronie.
Średnica, jak się można domyślić, oferuje soczyste barwy i, podobnie jak bas, przynosi ocieplenie. Jej masywny dolny zakres buduje wrażenie naturalnego związku z podstawą harmoniczną. Z drugiej strony, nasączenie i intensywność stanowią naturalne środowisko, z którego wyłaniają się soprany.
Góra płynnie wpisuje się w poetykę całości brzmienia. Nie zaburza harmonii dodatkowym sztucznym blaskiem. Jest jak przyprawa dodana przez wybitnego kucharza – w dokładnie wymierzonej ilości, a nie sypnięta garścią w ostatniej chwili.
Scena jest dość szeroka i równomiernie ułożona. Nieco mniejszą wagę przywiązano natomiast do rozdzielenia planów głębi. Wokal nie wysuwa się ostentacyjnie przed szereg. Lokalizacja źródeł jest wyraźna, choć nie punktowa. Efekty specjalne są dozowane oszczędnie.

4855052017 002Player I – podstawowe źródło
w katalogu Accustic Arts.

Pliki
Aby test nie pozostał jedynie testem tradycyjnego odtwarzacza CD, należy sprawdzić, jak przetwornik radzi sobie z plikami muzycznymi. Na wstępie przyznam, że nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, ale ciekawość skłoniła mnie i do takiego odsłuchu. Pomijając kwestie, związane z instalowaniem załączonego przez producenta sterownika portu USB i instalowaniem programu do odtwarzania plików muzycznych (Foobar2000) wraz ze sterownikami, od strony technicznej dręczył mnie jeden zasadniczy „szczegół”. Otóż audiofilskie odtwarzanie plików z wykorzystaniem takiego urządzenia jak Player 1 dyskryminuje posiadaczy stacjonarnych pecetów. Komputer musi stać na tyle blisko przetwornika, by sięgnął kabel cyfrowy. Należy więc użyć laptopa lub innego przenośnego ustrojstwa.
Ważna będzie także informacja o wykorzystanym materiale muzycznym. Jako że nie dysponuję własnym zbiorem plików, zdecydowałem się na opcję najprostszą: ściągnięcie dwóch darmowych albumów z samplerami ze strony HDtracks.com („The Sound of the Future” oraz „2017 Hi-res Sampler” – oba z wytwórni Chesky Records). Utwory były zapisane w formacie FLAC (można też wybrać inne) o parametrach 24 bity/96 kHz. Wykorzystałem zwykły przewód USB.
Wrażenia z odsłuchu były mieszane. Z jednej strony, jakość brzmienia pozytywnie mnie zaskoczyła; z drugiej, nie miałem wątpliwości, że zwykła płyta CD nie musi się czuć choćby w najmniejszym stopniu zagrożona.

4855052017 002Aluminiowa szuflada
wysuwa się
na metalowych szynach.

Co mi się podobało? Przede wszystkim bas – to chyba jedyny element, w którym oba rodzaje nośników prezentowały równorzędny (przypomnijmy, że bardzo wysoki) poziom. Pomimo osobistego sceptycyzmu wobec tzw. formatów bezstratnych, muszę przyznać, że bas z pliku okazał się nawet odrobinę głębszy i odrobinę mocniejszy. Charakter brzmienia w obu wydaniach był zbliżony: dobra dynamika, dociążenie, lekkie ocieplenie, zaokrąglone kontury, bogate i soczyste barwy średnicy. Po odsłuchu obu albumów stwierdziłem jednak, że dwie różnice pomiędzy plikami a płytą pokazują brzmieniową wyższość tej drugiej.
Pierwsza to góra pasma. Ta z pliku okazała się bogatsza w ilość, ale uboższa w jakość. Zabrakło dyskrecji i subtelności, a zamiast nich uzyskaliśmy więcej blasku, jednak nieco męczącego. Niewykluczone, że szczegóły zostały lepiej wyeksponowane, ale było w tym mniej fizjologicznej naturalności.
Druga różnica wiąże się ze sceną.

4855052017 002Pilot.

Pierwszy plan został cofnięty jeszcze o krok, przez co całość zabrzmiała mniej odważnie w porównaniu z płytą. Lekkie wycofanie w przestrzeni przełożyło się na lekkie wycofanie fazy ataku. Oba moje zastrzeżenia ujawniają się jednak w określonym repertuarze. Na albumie „The Sound of the Future”, zawierającym utwory jazzowe i smooth jazzowe, odczucie, że mam do czynienia z plikiem, było prawie pomijalne. Przetwornik w Playerze 1 uwielbia kameralne składy i jazzowe instrumentarium. Ale już na albumie „2017 Hi-res Sampler” utwory w klimacie bardziej rockowym (jak na przykład „Light This Party Up” Ricka Springfielda, „A Thousand Faces” Boy&Bear czy „Vertigo Flowers” Nothing) pozostawiły wyraźny niedosyt. Pomimo teoretycznie bezstratnej kompresji pliku FLAC, nie mogłem się pozbyć wrażenia, że jakaś strata nastąpiła. Nie znam wymienionych utworów w wersji płytowej, ale przy odsłuchu Playera I taki gęstszy dźwięk gitarowy wydał mi się za bardzo zbity.

4855052017 002Przy gnieździe zasilającym pin
na żyłę gorącą.

Na koniec kwestia ceny. Czy na półce około 30 tys. zł Accustic Arts wymiata konkurencję, czy jest dla niej równorzędną opcją? Zdecydowanie to drugie, z jednym zastrzeżeniem. Player I ma wiele atutów, ale zaznacza także wyraźnie własny charakter. Jak gdyby dążenie do ideału neutralności, przejrzystości i analityczności pozostawiał odtwarzaczowi dzielonemu; tak zresztą, w uproszczeniu, zapamiętałem odsłuch tego urządzenia w jego ówczesnej wersji. Tutaj natomiast mamy do czynienia z dźwiękiem celującym w gust określonej grupy odbiorców.
Mnie osobiście Accustic ujął. Potrafił umiejętnie podtrzymać ochotę do słuchania muzyki, zmieniania płyt i odczuwania nieustającej przyjemności. I robił to bez popadania w pretensjonalność i manieryzm. To urządzenie stawia na muzykalność, choć rozumianą dość oryginalnie. Takie brzmienie naprawdę da się lubić, choć nie wiem, czy wszystkim się spodoba. Jeśli ktoś oczekuje maksymalnej analityczności i neutralności, to swoje poszukiwania skieruje zapewne w inną stronę. Ale jeśli słuchanie muzyki ma być przygodą, to niemieckie urządzenie powinno się znaleźć na liście typów do odsłuchu. Na pewno będzie to przeżycie wartościowe. A jeżeli mamy zbliżony gust – pasjonujące.

4855052017 002Player I może pracować
jako przetwornik. Wyposażono go
w dwa wejścia cyfrowe:
koaksjalne i USB.

Konkluzja
Player 1 to bardzo ciekawa propozycja. Jeśli ktoś szuka wysokiej klasy przetwornika dla muzyki w plikach i muzykalnego odtwarzacza fizycznych płyt CD, a przy tym przemawia do niego koncepcja brzmienia, zbudowana na plastyczności i świetnym basie – to Player I jest godny zdecydowanej rekomendacji.

 

 

 

Accustic Arts Player I o

 

 

 

 

 



Mariusz Malinowski
Źródło: HFM 05/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF