fbpx

HFM

artykulylista3

 

Naim CDX2

1041092015 05 01
Naima założył w 1973 roku Julian Vereker (1945-2000). Od początku firma zajmowała się wytwarzaniem dobrej klasy urządzeń hi-fi, stroniąc od flirtów z rynkiem masowym.

Kiedy gwałtowny rozwój segmentu AV wymusił uzupełnienie oferty sprzętem wielokanałowym, Brytyjczycy najpierw zaproponowali wysokiej klasy zestaw dzielony, z osobnym procesorem, odtwarzaczem DVD i końcówkami mocy. Dopiero jako następny krok wprowadzili urządzenie, łączące wszystkie te funkcje. Ale i ono zostało potraktowane prestiżowo, co łatwo stwierdzić, patrząc na cenę.

 
 

Naim nigdy nie był tani, ale też miał ambicje dopracowywać swoje urządzenia w najdrobniejszych szczegółach. Zgodnie z tą filozofią model, który raz opuścił fabrykę, nie powinien wymagać poprawek za pół roku. Firma nie goni za nowinkami, ceni wartość ręcznego montażu i na pewno nie wygrałaby konkursu na najbardziej innowacyjną w branży. Pomimo atrakcyjnego, trafiającego do młodych ludzi wizerunku pozostaje do szpiku kości konserwatywna. Poświęca dużo czasu opracowaniu projektów, a następnie jeszcze dłużej rozważa, z jakich komponentów mają być zbudowane. Obrazowo można stwierdzić, że kiedy w japońskim koncernie dobiegają końca prace nad trzecią linią amplitunerów,
w Salisbury trwają poszukiwania odpowiedniego rezystora. Paradoksalnie, właśnie takie postępowanie gwarantuje użytkownikom długoterminową satysfakcję z posiadanego sprzętu. Naim ma opinię wiarygodnego i niezawodnego dostawcy, a klienci kupujący systemy zyskują pewność, że wszystko zostało gruntownie przemyślane i za trzy miesiące nie pokażą się „ulepszone” wersje z napisem Mk2. Rotacja w katalogu jest powolna, a raz wprowadzone urządzenia pozostają w nim latami.
Fenomen Naima polega również na tym, że komu raz spodobało się jego brzmienie, niechętnie się przekonuje do innego producenta. Upgrade’u systemu dokonuje raczej w obrębie tej samej marki, wymieniając posiadany sprzęt na wyższy model bądś dokupując dedykowane zasilacze. Ze sprzedażą komponentów na rynku wtórnym zwykle nie ma problemu, ponieważ cieszą się dobrą opinią. Dotyczy to zarówno brzmienia, jak i niezawodności. Zakup z drugiej ręki uznaje się za bezpieczny i atrakcyjny.

1041092015 05 02


Drugim, obok konserwatyzmu, wyznacznikiem filozofii Naima jest tzw. koncepcja systemowa. Firma sama wytwarza wszystkie elementy zestawu hifi – od elektroniki, poprzez kolumny i zwrotnice, na kablach kończąc. Podobnie jak Audio Note zaleca, by kompletować system z komponentów reprezentujących ten sam lub zbliżony pułap jakościowy. Bardzo długo Brytyjczycy traktowali tę koncepcję wręcz dog matycznie i wyposażali swoje urządzenia jedynie w staromodne i praktycznie już niestosowane sygnałowe gniazda DIN. Uzasadniali to względami technicznymi (chodziło o prowadzenie masy, do którego firma nadal przykłada dużą wagę), ale złośliwi dopatrywali się tu elementu gry marketingowej. Nabywca odtwarzacza CD lub wzmacniacza pozostawał niemal bez wyjścia.
Musiał do niego dokupić resztę elektroniki, a jedynym wyborem, jaki mu pozostawiono, były kolumny. Dopiero stosunkowo niedawno Naim uelastycznił swoją strategię i obok DINów montuje stosowane przez resztę świata gniazda RCA. Użytkownicy mogą teraz bez przeszkód i bez psujących dświęk przejściówek łączyć brytyjskie wyroby z produktami innych marek. Zdania o wyższości wtyków DIN nad innymi Naim nie zmienił, ale przyciśnięty do muru rynkowymi realiami nawiązał kontakt z rzeczywistością. Podobnie nadal zaleca budowanie pełnych zestawów w oparciu o swój katalog, ale wybór innej drogi nie jest już traktowany jak odstępstwo od uświęconych tradycją reguł.
Firmowa filozofia nie jest już dzisiaj tak ortodoksyjna jak jeszcze przed dekadą, ale na szczęście nic się nie zmieniło w podejściu do projektowania i wykonania urządzeń. Wystarczy spojrzeć na recenzowany dziś odtwarzacz CDX2. Choć zastosowano w nim nowoczesne technologie, jest doskonałym przykładem solidności i wierności dawnym ideałom.
 
Protoplasta współczesnego CDXa 2, model CDX, pojawił się w roku 1998 i był produkowany przez trzy lata. Następnie wprowadzono jego drugą wersję, która pozostaje w katalogu do dziś. Dwójka zajmuje wysoką pozycję w hierarchii Naima. Do niedawna wyżej stał już tylko flagowy CDS3, sprzedawany w komplecie z zewnętrznym zasilaczem XPS. W tym roku referencyjną serię 500 uzupełniono dzielonym CD555/555PS, kosztującym w Wielkiej Brytanii 14295 funtów. Nie zmienia to faktu, że CDX2 ma status szczególny – to najlepsza integra Naima, która, choć droga, pozostaje jeszcze w obszarze finansowych możliwości stosunkowo licznej grupy odbiorców. Powyżej zaczynają się już cenowe Himalaje, które zdobędą tylko nieliczni fani brytyjskiej manufaktury.
Jako ciekawostkę warto przedstawić politykę cenową Naima. Lektura cennika do pewnego momentu przebiega spokojnie; nic nie wzbudza podejrzeń. Wraz ze wzrostem pozycji urządzenia w hierarchii rośnie też jego cena – z modelu na model mniej więcej dwukrotnie. Nawet awans z CDXa 2 na CDS3 (17000 zł – 33000 zł), choć znaczący, nie przyprawi nikogo o zawał. Haczyk tkwi jednak w tym, że zarówno cena CDSa 3, jak i CD555 jest czysto teoretyczna. Obowiązkowym elementem wyposażenia obu odtwarzaczy jest bowiem dedykowany zasilacz, sprzedawany osobno i kosztujący krocie. Osoby niezorientowane w ofercie firmy będą naiwnie sądzić, że dopłata zamknie się w 23 tys. zł. Nic bardziej błędnego. Zasilacz do CDSa 3 kosztuje 15000 zł, a do CD555 – 3995 GBP! I nie da się tego wydatku ominąć, ani nawet odłożyć na póśniej. ˚adnego ze śródeł nie przystosowano bowiem do zasilania bezpośrednio z sieci energetycznej. Nie można również wybrać tańszego modelu. Koszt kompletu nie wzrasta więc stopniowo, lecz skokowo, co może ostudzić zapał potencjalnych nabywców.
Na szczęście CDX2 oszczędza nam podobnych niespodzianek. Nie tylko jest kompletnym urządzeniem, które nie wymaga do pracy żadnych dodatkowych akcesoriów, to jeszcze można go łatwo ulepszyć, dokupując właśnie zewnętrzny zasilacz XPS albo 555PS. W kontekście ceny odtwarzacza dopłata wydaje się nieracjonalnie wysoka, niemniej jednak pozostaje ona opcją, a nie koniecznością. Możemy z niej skorzystać albo nie, a decyzję o tym, czy poprawa dświęku jest warta żądanych pieniędzy, każdy podejmuje sam, w dowolnie wybranym momencie.

Budowa
Jak przystało na odtwarzacz z górnej półki, CDX2 prezentuje się godnie i elegancko. Jest też wyraśnie większy od tańszych modeli Naima. Wyższa obudowa ma nie tylko podkreślać jego status, ale również efektywniej izolować od wpływu zewnętrznych wibracji. Wykonany w postaci sztywnego odlewu z metali lekkich rękaw jest nasuwany na chassis i przykręcany ośmioma śrubami. Konstrukcję wybrano z intencją jak najlepszego tłumienia drgań, jednak test praktyczny każe jej wytknąć pewną słabość.
Otóż rękaw – skądinąd bardzo solidny – nie został w żaden sposób wytłumiony. Ponadto nóżki, mocujące go do podstawy, wykonano w całości z metalu, bez użycia filcu czy gumy, choćby w postaci podkładek. W efekcie obudowa dzwoni nawet przy delikatnym muśnięciu. Podzieliłem się swoimi obawami z przedstawicielem Naima, Dougiem Grahamem. Początkowo tłumaczył, że taką koncepcję obudowy, z rękawem niezależnym od chassis, wybrano celowo. Dopiero argument, że rękaw wcale nie jest niezależny, ponieważ oba elementy są połączone śrubami, nieco zmodyfikował początkowe stanowisko.

1041092015 05 02


W moim odczuciu dzwoniąca obudowa odtwarzacza nie pasuje do lansowanej przez firmę koncepcji walki z drganiami, a ponadto zwiększa ryzyko powstania efektu mikrofonowego. Ten ostatni polega na zakłócaniu oryginalnego sygnału audio przez rezonanse, wywoływane czynnikami zewnętrznymi. Jako że Naimowi oficjalnie zależy na jak najlepszej izolacji sprzętu od drgań (właśnie dlatego zaleca odsuwanie elektroniki od kolumn), powinien bardziej zadbać o wygłuszenie śródła.
Ze względu na specyfikę konstrukcji CDXa dobrze będzie postawić na stabilnym podłożu, najlepiej na osobnej platformie stolika. Dświęk powinien być czystszy i wyraśniejszy, a nawet
jeśli nie – my będziemy mieli czyste sumienie. CDX2 zasługuje na dobre traktowanie, ponieważ wpadkę z obudową z nawiązką rekompensuje pozostałymi detalami konstrukcji. Nie tylko rękaw, ale i resztę elementów zewnętrznych wykonano ze stopu metali lekkich. Gwarantuje to sztywność i chroni elektronikę przed wpływem pól magnetycznych.
Przednią ściankę cechuje charakterystyczne dla współczesnych urządzeń Naima wzornictwo i układ elementów. Ârodkową część zajmuje świecące na zielono logo, którego w przeciwieństwie do wyświetlacza nie można przyciemnić ani wyłączyć. Podczas wieczornych odsłuchów powoduje to pewien dyskomfort, ale da się z tym żyć.


Zamontowana po lewej stronie szuflada jest rozwiązaniem stosowanym przez firmę od lat. Transport umieszczono w łukowatym elemencie, mocowanym do chassis tylko w jednym punkcie. Zdaniem konstruktorów takie rozwiązanie doskonale izoluje od drgań układ optyczny i znacząco zmniejsza ilość błędów odczytu. Szufladę wykonuje się z tworzywa sztucznego i napyla na nią warstwę szarej substancji o chropowatej fakturze. Jej główne zadanie polega na pochłanianiu rozproszonego światła lasera, co poprawia precyzję odczytu danych. Dodatkowo wytłumia ona mikrowibracje, które mimo przemyślnego sposobu mocowania przedostały się w bezpośrednie sąsiedztwo napędu.
Jak zwykle u Naima, uproszczony wyświetlacz pokazuje tylko podstawowe informacje. Za to jego czytelności nie sposób nic zarzucić; cyfry są aż nadto wyraśne, więc opcja przyciemnienia/wyłączenia często się przydaje. Cztery guziczki
z miękkiego tworzywa obsługują najważniejsze funkcje. Pozostałe uruchamiamy z pilota.
Wyposażenie tylnej ścianki nie poraża bizantyjskim przepychem. W porównaniu z Accuphase’em DP67 („HFiM” 3/2006) wypada wręcz ubogo. Starym zwyczajem Naima brakuje wyjścia cyfrowego. Firma nie uznaje upgrade’u, polegającego na dołączeniu zewnętrznego przetwornika c/a do posiadanego już odtwarzacza. Zamiast tego sugeruje zaopatrzyć się w zewnętrzny zasilacz, który przejmie część lub nawet wszystkie funkcje dotychczasowego, eliminując wpływ pól elektromagnetycznych i wibracji transformatora na pracę wrażliwych podzespołów. W przypadku CDXa 2 podłączenie zasilacza XPS (ew. 555PS, ale to już opcja ekstremalna) spowoduje całkowite odłączenie transformatora w odtwarzaczu. Wszystkie jego funkcje przejmie zewnętrzny moduł, co powinno spowodować znaczącą poprawę jakości dświęku.
Sygnał analogowy jest dostępny na gniazdach RCA i DINach. Posiadacze przedwzmacniaczy Naima powinni korzystać z tych drugich; nie tylko pozostaną w zgodzie z pielęgnowaną latami filozofią, ale też wykorzystają darmową łączówkę. Pozostali wykosztują się na interkonekt, ale za to będą mogli podłączyć odtwarzacz do wzmacniacza dowolnej marki.


Fabrycznie CDX2 ma aktywne wyjście DIN. Na RCA przełączamy pilotem. Do wyboru mamy trzy tryby: DIN, RCA albo oba pracujące równolegle. Ze względów technicznych lepiej się zdecydować na jedno; drugie zostanie wtedy zwarte do masy. Może to dać efekt w postaci minimalnie czystszego i bardziej bezpośredniego dświęku.


Zasilanie oparto na dużym toroidalnym transformatorze Talemy. W dostępnych materiałach firma nie podaje jego mocy, ale może to być ok. 250300 VA. To dobrze ilustruje podejście Naima do zasilania. Podobnej wielkości,
a nawet nieco mniejsze transformatory spokojnie sobie radzą w budżetowych integrach (żeby nie szukać daleko, opisywany w poprzednim wydaniu „HFiM” wzmacniacz Music Halla miał transformator 206 VA). Naim stosuje je w odtwarzaczach CD, nie widząc w tym przesady. W zasilaczu XPS montuje nawet trafo 500 VA,


Jako że firma od lat postępuje konsekwentnie, a użytkownicy chwalą jej zasilacze, trudno podejrzewać, że jest to niczym nieuzasadniony zabobon.
Obserwując dalsze obwody CDXa, widzimy dwa niezależne odczepy transformatora, dwa mostki prostownicze i trzy elektrolityczne kondensatory BHC, z których jeden filtruje napięcie dla części cyfrowej i sterującej, a pozostałe – analogowej. Za nimi znalazło się aż 20 niezależnych linii zasilających, bazujących na stabilizatorach regulowanych, plus osobny układ na płytce serwo i jeszcze jeden do wyświetlacza. Dzięki stabilizatorom elementy, którym są one przypisane, nie tylko są zasilane odpowiedniej jakości napięciem, ale również nie zakłócają pracy pozostałych. Taki układ ma niezaprzeczalne zalety, ale też jest kosztowny i pracochłonny. Konstruktor musi się również wykazać dużą zdolnością prowadzenia mas, aby wszystko działało, jak należy.
Sygnał cyfrowy na analogowy zamieniają dwa monofoniczne Burr Browny PCM1704 z najostrzejszej selekcji K. Są to najwyższej klasy 24bitowe podzespoły, przeznaczone do stosowania w sprzęcie hiend. Na płytce drukowanej widać tylko jedną kość, ale jako że laminat jest dwustronny, druga znajduje się pod spodem. Dane przed konwersją są poddawane 8krotnemu nadpróbkowaniu. Niewidoczny, ale obecny jest także dekoder HDCD PMD200. W układzie zegara taktującego zastosowano precyzyjny rezonator kwarcowy, pracujący z częstotliwością 16,9344 MHz.


Tor analogowy bazuje m.in. na sześciu bardzo wysokiej jakości wzmacniaczach operacyjnych Analog Devices OP42 (stosowane również w poprzednim modelu CDX). Pierwsze dwa pełnią rolę konwertera prąd/napięcie, kolejne filtrują pozostałości po konwersji c/a i działają jako bufor wyjściowy.


Komponentów jest stosunkowo niewiele. Producentowi zależało, by ścieżka sygnałowa była jak najkrótsza. Ich jakość i organizacja budzą jednak uznanie. Oporniki są metalizowane, sygnałowe kondensatory – poliestrowe, a blokujące: poliestrowe i tantalowe. Płytki drukowane zamocowano na sztywno – poza napędem to najłatwiej dostrzegalna różnica w stosunku do CDSa 3. Naim podaje także, że układ redukcji jittera w CDXie 2 zbudowano w oparciu o wzmacniacze operacyjne, podczas gdy w droższym modelu – z elementów dyskretnych.
Transport VAM1250 pochodzi od Philipsa. Płytę ładuje się od góry, kładąc bezpośrednio na napędzie. Przytrzymuje ją lekki krążek dociskowy, przyciągany magnesem. Kontrolę wszystkich funkcji odtwarzacza powierzono mikroprocesorowi z autorskim oprogramowaniem Naima. Jako ciekawostkę warto wspomnieć, że np. parametry transportu są indywidualnie dostosowywane do każdej płyty, co ułatwia śledzenie ścieżki i istotnie zwiększa precyzję odczytu danych. Procesor steruje również funkcjami niezwiązanymi bezpośrednio z dświękiem, jak praca wyświetlacza, programowanie, załączanie wyjść analogowych czy zdalne sterowanie. ˚eby wszystkie funkcje działały prawidłowo, w pobliżu zamontowano kość pamięci. Nawet ona korzysta z osobnego stabilizatora napięcia.


Konfiguracja

Konfiguracja CDXa 2 nie sprawia kłopotu. Bardzo niska impedancja wyjściowa, rzędu 10 Ω, sprawia, że odtwarzacz wysteruje dowolny przedwzmacniacz czy integrę. Podobnie z łączówkami. Nie ma chyba tak egzotycznego przewodu, z którym śródło Naima by sobie nie poradziło. CDX2 mógłby nawet bezpośrednio sterować niektórymi kolumnami. Niska wartość impedancji wyjściowej teoretycznie oznacza również niewielką wrażliwość na jakość kabli połączeniowych. W praktyce okazuje się jednak, że wymiana przeciętnej jakości interkonektu na model z wysokiej półki przynosi poprawę dświęku. Trochę szkoda, bo niejeden audiofil ucieszyłby się ze śródła, które równie dobrze gra z hiendowym kablem, jak ze sznurkiem do bielizny. Naim, niestety, taki nie jest i umie się odwdzięczyć za dobre okablowanie.

1041092015 05 02

Te same uwagi można odnieść do zasilania. Firma z Salisbury odradza zarówno kondycjonery, jak i wymianę dołączonej w standardzie sieciówki. Oficjalne argumenty mówią, że urządzenia zaprojektowano na tyle starannie, że nie ma potrzeby stosować uzdatniaczy. Kiedy jednak uwzględnimy obfitość wszelkiego rodzaju akcesoriów sieciowych i spróbujemy przeniknąć intencję powyższej deklaracji, pojawiają się nowe wnioski. Naim stara się zabezpieczyć swoje produkty, a pośrednio również ich użytkowników, przed wątpliwą jakością akcesoriów sieciowych niewiadomego pochodzenia. Jako że firma nie jest w stanie kontrolować działania wszystkich produktów, sugeruje klientom, by korzystali bezpośrednio z gniazdka w ścianie. Skoro bowiem nawet brytyjska prasa opisywała wpadki renomowanych, zdawałoby się, producentów sprzętu sieciowego, którzy tworzyli akcesoria pod względem technicznym wątpliwe, to strach pomyśleć, na co wpadną domorośli energetycy w zaciszu swoich garaży.
Jest jednak i druga strona medalu. Z dobrymi akcesoriami o poprawnej i bezpiecznej konstrukcji sprzęt Naima współpracuje bardzo dobrze. Recenzując pełny system („HFiM” 3/2005), opisywałem zmiany dświęku, wywołane użyciem kondycjonera PAL Powerbox v3.0 i sieciówek Neela. Po tamtym eksperymencie trudno mi sobie wyobrazić, że dysponując tymi akcesoriami, świadomie z nich rezygnuję i podłączam sprzęt bezpośrednio do gniazdka. Strata klarowności i energii dświęku byłaby zbyt duża. Również dla potrzeb tego opisu wykorzystałem Powerboksa, tym razem w najnowszej wersji 4. Zasilanie zapewniała sieciówka Neel N14EGold. Sygnał wzmacniał zintegrowany McIntosh MA6900, poddany wcześniej, z dobrym skutkiem, procedurze rozmagnesowania płytą Densen DeMagic. Chyba rzeczywiście nazbierało mu się magnetycznych pozostałości, bo po „odkurzaniu” odzyskał przejrzystość, czystość wysokich tonów i werwę. èródło z Makiem łączył Acoustic Zen Silver Reference II, a wzmacniacz z kolumnami – XLO Ultra 12. Prąd dostarczał Fadel PowerFlex II.
Kolumny to tradycyjnie już monitory Harbeth Super HL5 na dedykowanych podstawkach Stand Art SHL5. To połączenie godne rekomendacji i jeżeli nosicie się z zamiarem zakupu Harbethów, postarajcie się uwzględnić w kosztorysie również stendy.
Elektronika stanęła na stoliku Sroka z grubymi granitowymi blatami. Sprzęt grał w 16,5 metrowym pomieszczeniu, adaptowanym akustycznie w stopniu nie wpływającym na funkcjonalność. Odsłuchy trwały z przerwami ok. dwóch miesięcy. Przez ten czas fabrycznie nowy odtwarzacz zdążył się wygrzać i, sądząc po klasie prezentacji, osiągnąć maksimum swoich możliwości.

Wrażenia odsłuchowe
A klasa jest wysoka. Na tyle, by słuchało się z przyjemnością bez bycia epatowanym takim czy innym aspektem brzmienia. Naim nie gra tak dyskretnie jak Linn Sondek, ale jego sposób gry podąża w kierunku swobody i analogowej płynności. Dświęk nie jest poszatkowany niczym przygotowana do kiszenia kapusta. Raczej posklejany elastyczną substancją; kiedy trzeba ciągliwą, kiedy indziej sprężystą.
Podłączając do systemu niewygrzany eg zemplarz, nie zrozumiecie jednak tych słów. Pierwsze zmiany w dświęku następują po dwóchtrzech dniach od wyjęcia z kartonu. By dojść do pełnej formy, CDX2 potrzebuje jednak dwóchtrzech tygodni. Po tym czasie na pewno zagra lepiej. Brzmienie jest niezwykle przyjemne w odbiorze. Gdybyście chcieli komuś wytłumaczyć, na czym polega muzykalność, doradście mu odsłuch CDXa 2. Może nie będzie umiał zwerbalizować swoich wrażeń, ale na pewno zrozumie. Dświęk jest wolny od zmatowienia, pełny i energiczny zarazem. Nie sypie bez ładu i składu górą, nie uderza na oślep basem, ale pozostaje elegancki i odrobinę zadziorny. Owa zadziorność nie wynika jednak z ekspozycji wysokich tonów ani nie razi nadmierną jaskrawością. Jej śródeł należy raczej upatrywać w panowaniu nad dświękiem, pewności emisji szczegółów, wreszcie – odrobinie nonszalancji. Gdyby się pokusić o obrazowy opis tego dświęku, należałoby go porównać do dobrze urodzonego mężczyzny o szlachetnym sercu. Dobre maniery ma wrodzone i nawet się nad nimi nie zastanawia, ale stać go też, by w słusznej sprawie działać szybko, zdecydowanie, nawet z odrobiną agresji.

Przede wszystkim cechuje go jednak polot, wyczucie i sporo finezji. Naim nie stara się być mistrzem precyzji; nie jest tak obłąkańczo dokładny jak Accuphase DP67. Bas też nie jest równie konturowy, a przestrzeń kreśli spotykaną w większości urządzeń perspektywę zbieżną. Jego czar polega jednak na tym, że kiedy zaczynamy słuchać, zupełnie nam to nie przeszkadza.
Starałem się rozwikłać tę zagadkę. Czym Naim tak czaruje? W pierwszej chwili przyszedł mi do głowy rytm, ale to by było zbyt banalne (wszyscy piszący o urządzeniach z Salisbury czują się niejako w obowiązku podkreślić ten aspekt prezentacji).

1041092015 05 02

Później doszedłem do wniosku, że cechą, która czyni brzmienie ujmującym, jest gęstość dświęku.
Równowadze tonalnej nie sposób nic zarzucić, a wszystkie zakresy pozostają wyraśne niezależnie od faktury. Trudno zatem uchwycić jakąś cechę szczególną. Iskierka zabłysła dopiero przy odsłuchu „Silver Rain” Marcusa Millera. Kiedy usłyszałem solową partię gitary lidera, oczami wyobraśni zobaczyłem, jak artysta dosłownie wyżywa się na instrumencie. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby podczas nagrania stał nisko pochylony i walił w struny bez cienia litości. Bas równomiernie uderzał w podłogę, poruszał powietrzem, a jako że pokrętło wzmacniacza zbliżyło się do godziny 12, wyrzucał z monitorów podmuchy powietrza. Na gorąco próbowałem określić to, co słyszę i pierwszym epitetem, jaki mi przyszedł na myśl, był „gęsty”. Nie „konturowy”, choć zebrany i kontrolowany, nie „mocny”, chociaż uderzał potężnie, nie „swobodny”, choć nie wydawał się stłumiony, ale właśnie „gęsty”. Miał smolistą barwę, substancję ciągliwą jak świeża krówka i był ciężki. Nie ociężały, ale ciężki. I z hukiem opadał na podłogę.

Wrażenie gęstości powtórzyło się w średnicy. Smyczki Sinfonii Varsovii na fortepianowych koncertach Mozarta, zarejestrowanych przez Andrzeja Lipińskiego zabrzmiały blisko ideału. Dświęk był przejrzysty i kremowy zarazem. Chciało się, żeby trwał. Podobne wrażenie wywołały koncerty Chopina w wykonaniu Zimermana i Polskiej Orkiestry Festiwalowej. Brzmienie było namacalne, przenosząc do pokoju część atmosfery występu na żywo.
Bliskość dświęku podkreśla rysunek sceny. Ta jest bowiem nie tyle przysunięta do słuchacza, co eksponuje pierwszy plan. To tutaj dzieje się najwięcej i tutaj Naim kieruje naszą uwagę. Stereofonia zwęża się do tyłu, rysując kształt równoramiennego trójkąta. Ostatnim rzędom wielkiej orkiestry symfonicznej może być ciasno, ale za to soliści zawładną sercami publiczności. Namacalność i naturalność dświęku sprawiają, że dobrze się słucha większości repertuaru. Fantastycznie wypada kameralny jazz, rock i klasyka, szczególnie tez wokalami w składzie. Naturalne ciepło średnicy połączone z gęstością i uprzywilejowaniem pierwszego planu sprawiają, że piękny głos potrafi poruszyć emocje. Odkładamy wtedy pilot, zapadamy w fotel i po prostu słuchamy. Przyjemność jest nieprzeciętna. Tylko po pewnym czasie gdzieś z tyłu głowy rodzi się nieśmiała myśl: skoro jest tak pięknie, to jak by
zagrało z XPSem...?

Konkluzja
CDX2 to bardzo dobre śródło. Fakt, że drogie, nie najlepiej wyposażone, a na dodatek przez cały czas eksploatacji będzie wołać: „kup mi XPSa”. Ale czy potrafi zamienić bity i dświęki
w płynącą z głośników muzykę? Odpowiedź jest prosta: zdecydowanie tak.


 

 



 

 

 

 

 

 

 

Jacek Kłos
Źródło: Hi-Fi i muzyka 06/2006

Pobierz ten artykuł jako PDF