fbpx

HFM

artykulylista3

 

Vienna Acoustics Klimt The Kiss

48-54 02 2011 01Vienna Acoustics to austriacki producent zestawów głośnikowych, działający od 1989 roku. W katalogu od początku dominowały klasyczne prostopadłościenne skrzynki. Od czasu do czasu pozwalano sobie jednak na chwile szaleństwa, takie jak kuliste głośniki zawieszone na krzywej nóżce albo wzmacniacz lampowy w formie sześcianu z wystającymi bańkami.

Kiedy wiedeńskich akustyków znów naszła ochota na eksperymenty, światło dzienne ujrzał flagowy zestaw Klimt The Music. Podłogówki z odchylanymi głowami zupełnie nie pasowały do pozostałych konstrukcji. Klientom najwyraźniej się spodobały, bo w ofercie pojawiły się kolejne modele – głośnik centralny Poetry i opisywane dziś monitory The Kiss.

Budowa
Jedno spojrzenie na zdjęcie wystarczy, by stwierdzić, że mamy do czynienia z konstrukcją nieszablonową. Monitory wsparte na jednostronnej podstawce robią piorunujące wrażenie. Na pierwszy rzut oka wyglądają tak, jakby ktoś poszedł do flagowych podłogówek z piłą i wyciął ich dolny segment, zostawiając tylko wąską deseczkę, na której wyższy fragment obudowy trzyma się na słowo honoru.
W rzeczywistości Kissy są stabilne, a kiedy minie pierwszy wstrząs estetyczny, szybko można się oswoić z ich stylistyką. Warto dodać, że jak na zestawy podstawkowe Vienny charakteryzują się nieprzeciętnymi gabarytami i masą. Same obudowy mają 54 cm wysokości, a podstawki z kolcami 73 cm. Te ostatnie zapewne mogłyby być niższe, ale podejrzewam, że wówczas całość wyglądałaby gorzej. Skrzynie o wymiarach 127/27/54 cm, nawet z wyciętymi bokami, sprawiają wrażenie potężnych i majestatycznych, a przy tym są po prostu piękne. Gdyby jakieś kolumny miały wylądować w mającym powstać w Warszawie Muzeum Sztuki Nowoczesnej, mogłyby to być właśnie te.
Niebanalne podstawki nie są jedynymi elementami, w których złamano prostopadłościenne kształty. Ich podstawy od wewnątrz przycięto pod niewielkim kątem, po części ze względów estetycznych, po części poprawiając ich wytrzymałość. Dzięki temu stendy mogą utrzymać dużą masę, a to ważne, bo każdy monitor waży 43 kg.
Największą atrakcją austriackich monitorów jest możliwość obrócenia obudowy przetwornika średnio-wysokotonowego na boki i pochylenia jej w dół pod stosunkowo dużym kątem. Ruchoma skrzynia pozwala dopasować brzmienie do akustyki pokoju odsłuchowego i indywidualnych preferencji słuchacza. Vienna nie udziela użytkownikom jednoznacznych wskazówek odnośnie kątów dogięcia. Można próbować do woli. Klientom, którzy zamierzają poświęcić trochę czasu na odpowiednie ustawienie, Kissy dadzą wiele radości. Można najpierw dobrać właściwe odległości od ścian i zadbać o równomierne rozchodzenie się basu, a potem eksperymentować z górną sekcją, obserwując zmiany w przestrzeni i środkowym zakresie częstotliwości. Obracany moduł średnio-wysokotonowy będzie ułatwieniem dla odbiorców, którzy nie mogą dowolnie manewrować głośnikami w pomieszczeniu. Poza tym każda sztuka razem z podstawą waży aż 66 kg. Żeby nie porysować parkietu, do przenoszenia potrzebne będą dwie osoby.
Monitory składają się z dwóch części: niskotonowej – zamkniętej w klasycznej skrzynce wentylowanej skierowanym do tyłu tunelem oraz średnio-wysokotonowej. Ta ostatnia składa się z rusztowania w kształcie wyciągniętej litery "U" oraz umieszczonej wewnątrz niego prostopadłościennej obudowy koaksjalnego przetwornika, który obsługuje częstotliwości od 100 Hz wzwyż. Obracanie modułu w płaszczyźnie poziomej odbywa się ręcznie. Tylna część skrzyni została w jednym punkcie przytwierdzona do sekcji basowej za pośrednictwem metalowej tulejki, zaś przednia ślizga się na wygiętej prowadnicy. Ruch odbywa się zaskakująco płynnie. Opierając dłonie na dolnej skrzyni, można odchylać moduł średniowysokotonowy opuszkami palców, co daje możliwość precyzyjnego ustawienia kąta dogięcia. Kiedy uznamy pozycję za optymalną, możemy zablokować układ za pomocą pokrętła na tylnej ściance. Tuż nad nim znajduje się obrotowy krążek z naniesioną skalą, która wskazuje kąt między modułami. Ułatwia to ustawienie obu kolumn w takiej samej pozycji. Nie zaszkodziłoby jednak, gdyby oprócz kresek umieszczono na nich oznaczenia liczbowe. Przy dużych kątach trzeba liczyć stopnie na piechotę. To jednak drobne niedopatrzenie, a już na pewno w porównaniu z systemem pochylania w pionie. Tam projektant chyba zaspał, bo zapomniał o jakichkolwiek oznaczeniach. Na szczęście, w końcu spostrzegł błąd i na jednej z tylnych krawędzi przykleił czarny pasek z kreseczkami, niestety – znowu bez określonych wartości. Trzeba więc samemu opracować sobie system w rodzaju „trzynasta od góry”. Pewnie nie jest to szczególnie ważne, bo w końcu, ile można ustawiać kolumny, ale czarna naklejka na tak kosztownych skrzynkach wygląda na skuchę. Układ regulacji pionowej zrealizowano za pomocą śruby wkręconej w podstawę górnego modułu, której koniec opiera się na metalowym krążku w obudowie basowca. Z mechanicznego punktu widzenia – bajecznie proste.

48-54 02 2011 03     48-54 02 2011 04

Kolejnym, po pokrętłach i śrubach, nietypowym elementem wyposażenia tylnej ścianki są dwa hebelkowe przełączniki służące do dopasowania pasma przenoszenia do akustyki pokoju. Nie przypomina to niczego w rodzaju skomplikowanych systemów kalibracji. Nie ma ustawień pośrednich ani wykresów obrazujących działanie przełączników. Z opisów B (bass) i T (treble) wynika, że można je potraktować jak korektor. Sęk w tym, że ich faktyczny wpływ na brzmienie jest tak minimalny, że w ślepym teście bym przepadł. Dziwne – jeśli producent instaluje taki dodatek, to jego działanie powinno być zauważalne. Hebelki mogłyby być rozwiązaniem dla ludzi, którzy z jakichś względów nie mogą odsunąć kolumn od ściany. Niestety, działają tak subtelnie, że aż dyskusyjnie.
Pod hebelkami znalazły się pojedyncze terminale, łudząco podobne do tych, jakie znajdziemy w innych modelach Vienny. Przyjmują dowolny rodzaj końcówek, przy czym najwygodniej będzie korzystać z bananów. Szkoda, że producent nie pomyślał o wykonaniu w podstawie tunelu na kable albo umieszczeniu terminali bliżej jednej krawędzi. Zwisające kable trochę psują koncepcję.
Kissy są zestawami trójdrożnymi z częstotliwościami podziału ustalonymi na 100 Hz i 2,6 kHz. Wiedeńscy akustycy od dawna pozostają wierni membranom polipropylenowym. Z nich też skorzystali we flagowym modelu. Materiał nosi oznaczenie X3P. Dokładna receptura pozostaje tajemnicą producenta, ale jest to mieszanka trzech polimerów, różniących się nieco właściwościami. Polipropylen odznacza się dobrym tłumieniem wewnętrznym, ale ma relatywnie małą sztywność, przez co jego brzmienie odbieramy jako ciepłe i przyjemne, ale spowolnione. Austriacy postanowili rozwiązać ten problem, wzmacniając membrany rozchodzącymi się promieniście poprzeczkami. Symulacje wykonane z użyciem metody elementów skończonych wykazały, że przeźroczyste stożki są dzięki nim bardziej wytrzymałe i szybciej reagują na impulsy.
Vienna deklaruje, że oba przetworniki zamontowane w testowanym modelu powstają w jej austriackiej fabryce. 23-cm woofer nie różni się zbytnio od modeli używanych w tańszych zestawach. Dopiero membranę średnio-wysokotonowego wzmocniono 12 poprzeczkami, które przebijają przez jej mlecznobiałą powierzchnię. W odróżnieniu od woofera nie jest ona stożkowata, lecz zupełnie płaska. Ma to wynikać z inaczej dobranych proporcji między trzema polimerami. Polipropylen ma to samo oznaczenie, ale jego dokładny skład może się różnić i tak jest w tym przypadku. Wprowadzając drobne zmiany w strukturze materiału, konstruktor może dopasować jego właściwości mechaniczne do potrzeb danego przetwornika. W centrum mlecznej membrany, za metalową siateczką ochronną, kryje się jedwabna kopułka wysokotonowa z neodymowym magnesem. Ustawienie głośników w jednej osi pomaga zrealizować ideę punktowego źródła dźwięku. Dla inżynierów VA priorytetem było uzyskanie jak najbardziej naturalnego odwzorowania pełnych siedmiu oktaw, czyli zakresu ludzkiego głosu.
Jeśli chodzi o zwrotnicę, konstruktorzy uważają, że powinna być tak prosta, jak to możliwe. To głośniki tworzą brzmienie, a filtry są pasywnymi elementami, mającymi przekazać przetwornikom jak największą ilość informacji, nie chowając niczego dla siebie. W Kissach zastosowano układ 1. rzędu, zbudowany z wysokiej jakości komponentów. Jedyną komplikacją, jeżeli można to tak nazwać, są opisywane wyżej przełączniki regulujące ilość niskich i wysokich tonów. W dolnej pozycji są one wyłączone z toru, co skraca drogę sygnału. Dlatego też VA nie stosuje podwójnych gniazd. Wiedeńczycy uważają, że skomplikowana zwrotnica odbiera głośnikom możliwość odtwarzania cichych dźwięków, nadających muzyce realizm. Tłumaczą, że wiele kolumn potrafi grać głośno, ale high-endowe konstrukcje powinny grać wciągająco nawet na niskich poziomach głośności, a za to właśnie odpowiada filtr.
Obudowy i podstawki wykonano z płyt HDF. W stendach użycie gęstego materiału nie wystarczyło, więc dodano metalowe wzmocnienia wewnętrzne. Ich konstrukcję można porównać do żelbetowych budynków. Wycięcie w podstawkach jest zabiegiem wzorniczym, nie mającym uzasadnienia akustycznego. Aby nie wpłynęło na brzmienie, zapewniono podstawom odporność na zginanie w kierunku przód-tył, ponieważ zachowanie kolumn w tej płaszczyźnie ma duży wpływ na dynamikę. Kissy stoją na czterech wysokich kolcach, które gwarantują stabilność na grubych wykładzinach i izolują od drgań podłoża.
Monitory wyposażono w eleganckie maskownice mocowane na magnesy. Jeśli chodzi o wykończenie, wybór ogranicza się do ruchomej obudowy modułu średnio-wysokotonowego i płyty z boku woofera. Może to być czarny lakier fortepianowy albo egzotyczny fornir sapela. Pozostałe elementy będą zawsze pomalowane na czarno.

48-54 02 2011 05     48-54 02 2011 06

Konfiguracja
Mimo subtelnego wyglądu, Kissy są tak duże i ciężkie, że odsłuch musiał się odbyć w salonie dystrybutora. Sprzęt stanął w profesjonalnie przygotowanej sali o powierzchni około 50 m2, a monitorom towarzyszyła elektronika Krella – integra FBI i odtwarzacz CD Evo505. Okablowanie składało się z łączówki XLR Nordost Valhalla, głośnikowego Freya i sieciówki Audioquest NRG10. Druga nie była potrzebna, bo amerykańska integra ma własny przewód. Kable zasilające były podłączone bezpośrednio do gniazdek w ścianie. Cena kompletu (bez kolumn) – 145898 zł. Do porównań mogłem wykorzystać kolumny B&W, w tym m.in. podłogowe 802 Diamond. Eksperymenty z elektroniką sobie darowałem. Krella nie sposób posądzić o niekompatybilność lub brak neutralności.

Reklama

Wrażenia odsłuchowe
Przed przystąpieniem do odsłuchu pomyślałem, że Kissy mogą być przedstawicielami rzadko występującego w przyrodzie gatunku – kolumn drogich i obdarzonych pięknym brzmieniem, ale nadających się do nagłośnienia niewielkich pomieszczeń. High-endowe monitory stworzone z myślą o ludziach, którzy mogą wyłożyć kilkadziesiąt tysięcy złotych na sprzęt, ale muszą go zainstalować w pokoju o powierzchni rzędu 20-25 m2. Jeżeli takich potrzebujecie, a na widok Kissów zaświeciły Wam się oczy, porzućcie ten zamiar. Austriackie monitory należy traktować jak pełnowymiarowe podłogówki.
Może to dziwne, ale w czasie odsłuchu w przestronnym salonie odnosiłem wrażenie, że trochę się duszą. Wskazywał na to charakter niskich tonów – były pogrubione i napompowane. Nie pomogły ani zmiany ustawienia, ani przełączanie hebelków. Albo więc potrzebują ogromnego salonu, albo po prostu tak zostały zestrojone. Stawiam na drugą opcję, bo w tym samym pomieszczeniu słuchałem podłogówek The Music i nie dostrzegłem problemów z basem. Kissy grają nieco pogrubionym dołem; lubią dociążyć brzmienie, dodać od siebie małe co nieco. I nie szukajmy problemu w kablach.
Wróciłem więc do początkowej konfiguracji, rozsiadłem się na kanapie i postanowiłem wsłuchać się w brzmienie takie, jakie było.
Odrobinę pogrubiony bas niektórym albumom wychodził na dobre. Inne czynił po prostu bardziej efektownymi, niż są w rzeczywistości. Szybko wybaczyłem to Kissom, bo ani przez chwilę nie udawały, że najbardziej zależy im na neutralności i przezroczystości. To inna estetyka. Jeżeli pod pojęciem dobrego dźwięku rozumiemy idealną równowagę tonalną, neutralną barwę i rzetelne odwzorowanie nagrania, dojdziemy do wniosku, że flagowe monitory VA grają nieprawidłowo. Ale to nie tak. One stawiają na zupełnie inny rodzaj przekazu – słuchanie oparte na emocjach ukrytych gdzieś poza studyjną liniowością, dynamiką i przejrzystością. Czy podkreślony w środkowym podzakresie bas jest środkiem wyrazu? Osobno – raczej nie, ale kiedy spojrzymy na brzmienie jako całość, możemy zacząć postrzegać go inaczej. Bas spełnia tu rolę fundamentu, tworzącego klimat dla wyższych zakresów. Nie może się pochwalić zwinnością polującego kota, jest natomiast przyjemnie zagęszczony, sprężysty i niesie miłe dla ucha, ciepłe zabarwienie. Nie zdradza chęci do bicia rekordów. Jego jedynym obowiązkiem jest uzupełnianie średnicy i dopasowanie się do jej charakteru. Z tym radzi sobie bardzo dobrze, a że czasami pokaże więcej, niż powinien – taki już jego urok.
Kissy okazują się wyjątkowo wrażliwe na odtwarzany materiał. Techno, trance, metal czy mocno napakowany basem trip-hop? To się nie uda. Jeżeli natomiast pozostaniecie w kręgu jazzu, klasyki, soulu i muzyki wokalnej – będzie cudownie. Jeśli przy projektowaniu koaksjalnego przetwornika priorytetem było odwzorowanie ludzkiego głosu, konstruktorowi należą się brawa. Vienny malują wokale z takim wdziękiem i zaangażowaniem, że zrozumiem każdego, kto po jednym odsłuchu zdecyduje się zabrać je do domu. Dla osób ceniących barwę i piękno średnicy Kissy mogą być spełnieniem marzeń. Posłuchajcie Nory Jones, Sade, Khoiby, Tori Amos, Björk, Alanis Morissette, Cecilii Bartoli albo Loreeny McKennitt, a zrozumiecie, w czym rzecz.
Flagowe monitory VA czarują nie tylko przyjemną barwą, ale i realizmem, wynikającym z dynamiki średnich tonów. Pod tym względem zakres odtwarzany przez górny głośnik wydaje się nieco oderwany od ospałego basu. Średnica jest naładowana impulsami, bardziej dosłowna i odważna, ale wciąż romantyczna. Wysokie tony idealnie wpasowują się w jej charakter, dzięki czemu odnosimy wrażenie słuchania czegoś w rodzaju głośnika szerokopasmowego.
Dla kogo więc przeznaczono austriackie monitory? Wydaje się, że dla melomanów, którzy oprócz wypchanego portfela mają wystarczającą wiedzę na temat sprzętu hi-fi, żeby odpowiednio skonfigurować system, nie doprowadzić do nałożenia się charakteru kolumn i elektroniki, popracować nad ustawieniem i czerpać z tego przyjemność. Jeśli z dynamicznym i rozdzielczym kompletem Krella i kablami Nordosta Kissy wciąż kształtowały charakter dźwięku na tyle, że brzmienie określiłbym jako ciepłe i pastelowe, to jestem w stanie wyobrazić sobie nietrafione konfiguracje. Taki już urok hi-endu. Jeśli jednak zdacie ten egzamin i zapewnicie Viennom to, czego potrzebują, czekają Was godziny komfortowych, klimatycznych odsłuchów. Jeśli najważniejsza jest przyjemność słuchania, a nie szczegółowość czy punktowy bas – trafiliście w dziesiątkę.

Konkluzja
Kissy to wspaniałe kolumny, ale nie do wszystkiego. To kolumny dla doświadczonych audiofilów, którzy wiedzą, czego chcą i jak to osiągnąć. Nie są stworzone do każdego rodzaju muzyki, uduszą się w zbyt małym pomieszczeniu i prawdopodobnie nie zadowolą się elektroniką ze średniej półki. Stawiają wysokie wymagania, to fakt, ale za czas poświęcony na ich spełnienie potrafią się pieknie odwdzięczyć.

48-54 02 2011 T

Autor: Tomasz Karasiński
Źródło: HFiM 02/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF