fbpx

HFM

artykulylista3

 

Audium Comp 5

54-57 04 2011 01Audium to marka dopiero od niedawna dostępna w Polsce. Niemiecka manufaktura zatrudnia pięć osób, z których tylko jedna odpowiada za projektowanie nowych konstrukcji. Pozostałe zajmują się organizacją firmy, sprzedażą, eksportem, tłumaczeniami i sprawami biurowymi.

Oferta jest skromna – jeden monitor, dwie podłogówki (dostępne w wariancie pasywnym i aktywnym), głośnik centralny, subwoofer i podstawki.


Firmowa filozofia jest prosta – muzyka nie powinna być dzielona na fragmenty i sklejana od nowa. Idealnymi kolumnami byłyby pojedyncze głośniki w klasycznych obudowach. Niemcy nie chcieli jednak kopiować znanych rozwiązań, więc odgrody i linie transmisyjne odpadły na starcie. Zamiast tego postawili na przetworniki pokrywające jak najszerszy zakres częstotliwości i uzupełnili je subwooferami.

Budowa
Do testu dotarły mniejsze podłogówki w wersji pasywnej. Do wykończenia Niemcy wybierają naturalne forniry wysokiej jakości. Na zdjęciach prezentujemy wersję zebrano, ale jest też dzika wiśnia, heban makasar oraz lakiery – czarny i biały. Jakość stolarki nie budzi zastrzeżeń; kolumny wyglądają jak ekskluzywne mebelki.
Najciekawsze są jednak konstrukcja i przetworniki. Front okupuje tylko jeden mały głośnik zamontowany w wystającym ze skrzynki, szarym kołnierzu wykończonym chropowatym lakierem. W podstawie zamontowano drugi, nie mniej oryginalny basowiec. Ma owalny kształt i odtwarza tylko najniższe częstotliwości, dlatego można go traktować jak pasywny subwoofer. Comp 5 to szerokopasmowe głośniki z dopalaczem.
Przetwornik będący sercem niemieckich kolumn rodził się w bólach ponad rok. Nie jest łatwym zadaniem zbudować głośnik przenoszący pasmo od 150 Hz do 20 kHz. Można by się spodziewać, że niemieccy konstruktorzy sięgnęli po kosmiczne materiały, ale nic z tych rzeczy. Membranę 9-cm układu wykonano z celulozy wzmocnionej włóknami bambusowymi. Metalowy pocisk w centrum to nieruchomy korektor fazy. Kosz jest aluminiowym odlewem, a do napędzenia głośnika użyto maleńkiego magnesu neodymowego. Przetwornik pracuje w oddzielnej komorze, wypełnionej materiałem przypominającym watę szklaną. Przegroda znajduje się w okolicach jego dolnej krawędzi. Grube, miedziane przewody zostały do niego przylutowane i biegną do dolnej części tylnej ścianki, gdzie zamontowano zwrotnicę. Na temat kołnierza napisano tylko, że został pokryty specjalnym materiałem zaprojektowanym pierwotnie do pochłaniania światła, ale sprawdzającym się również jako rozpraszacz fal dźwiękowych.
Głośnik niskotonowy ma owalny kształt, co pozwoliło najlepiej zagospodarować miejsce w podstawie obudowy. Konstruktor utrzymuje również, że rozciągnięcie membrany wpłynęło korzystnie na jej sztywność i właściwości rezonansowe. Tutaj także wykorzystano celulozę, którą pokryto materiałem wzmacniającym. Woofer ma wydłużoną cewkę, odlewany z aluminium kosz i duży magnes. Całość zaprojektowano pod kątem jak najlepszego przepływu powietrza. W głośniku niskotonowym zastosowano też firmowe rozwiązanie Power Move, dzięki któremu bas ma być potężny. O ile dobrze rozumiem tłumaczenie techniczne, wszystko sprowadza się do zwiększenia skoku membrany. Jak na subwoofer – nic wyjątkowego. Zapewne specjalista od marketingu uznał, że kolumny muszą mieć „jakieś systemy”.
Owalny głośnik promieniuje do dołu. Dystans od podłogi utrzymują postumenty, niewiele wykraczające poza obrys obudowy i wykończone tak samo jak kołnierzprzetwornika szerokopasmowego. W cokoły można wkręcić dołączone do zestawu metalowe kolce. Woofer jest wspomagany tunelem rezonansowym, którego wylot umieszczono na tylnej ściance. Tuż pod nim znajduje się tabliczka z opisem modelu i gniazdami. Podwójne terminale połączono zworkami przyzwoitej jakości. Co do końcówek – mamy wolną rękę. W teście wykorzystałem Nordosty Red Dawn z podwójnymi bananami i wydaje się, że jest to opcja godna polecenia nie tylko ze względu na wygodę instalacji, ale i brzmienie.
Zwrotnicę rozdzielono na dwie płytki drukowane. Komponenty wybierano głównie w drodze testów odsłuchowych. Ostatecznie zastosowano mieszankę kondensatorów MKP i MKT.
Wszystkie kolumny niemieckiej firmy przed pakowaniem przechodzą wieloetapową kontrolę jakości i są parowane, aby wzory naturalnych oklein idealnie do siebie pasowały.
Comp 5 wyposażono w konwencjonalne maskownice montowane na kołki. Ich wpływ na brzmienie nie jest wielki, ale zauważalny, więc przed odsłuchami najlepiej je zdjąć. Plus jest taki, że z zamontowanymi grillami kolumny wyglądają nawet lepiej.

54-57 04 2011 02     54-57 04 2011 03

Konfiguracja
Audium pracowały z McIntoshem MA6600 i odtwarzaczem Electrocompaniet ECC-1. Elektronika stała na stoliku Base. Zasilanie składało się z listwy Fadel Art Hotline IEC i trzech sieciówek Nordost NRG-2. System grał w 18-metrowym pomieszczeniu o przyjaznej akustyce.
Skuteczność 90 dB i 4-omowa impedancja znamionowa nie zapowiadają problemów przy doborze wzmacniacza, ale radzę zachować czujność. Comp 5 to prądożerne bestie, do których nie powinno się nawet podchodzić bez porządnych 100 watów. Dwustuwatowa integra McIntosha dała sobie z nimi radę, ale w celu osiągnięcia średniego poziomu głośności trzeba było przekręcić pokrętło zdecydowanym ruchem. Do 20 % właściwie nic się nie działo. Nie oznacza to, że Comp 5 nie potrafią osiągać koncertowych poziomów głośności. Z odpowiednio mocnym wzmacniaczem stworzą prawdziwą ścianę dźwięku. Nie obawiałbym się wstawić ich do pomieszczenia o powierzchni rzędu 30 m2, choć pewnie najbardziej odpowiednie będzie około 16-25 m2.

54-57 04 2011 04     54-57 04 2011 06

Brzmienie
Niemieckie podłogówki zagrały dźwiękiem tak bezpośrednim i namacalnym, że podniosło mi się ciśnienie. Nie byłem przygotowany na taki spektakl. Chciałem tylko przesłuchać kilka utworów, zapisać pierwsze obserwacje i zacząć standardowe wygrzewanie. Comp 5 zaprezentowały jednak brzmienie tak wciągające, że nie mogłem przerwać słuchania.
Neutralności nie obawiam się nazwać wybitną w tym przedziale cenowym. W recenzjach kiepskich głośników czasami pojawia się stwierdzenie, że muzyka brzmi jak spod koca. A teraz wyobraźcie sobie efekt przeciwny, jakby tę barierę usunięto. Przetworniki są szybkie i w mgnieniu oka reagują na impulsy. Dzięki temu mogą osiągnąć bardzo dużą dokładność w odwzorowaniu szczegółów. Potrafią rozdzielać dźwięk na czynniki pierwsze, ale nie robią tego natarczywie. Nie chcą niczego udowadniać, a jedynie pokazać, że niektóre nagrania są o wiele bardziej skomplikowane, niż nam się wydawało.
Comp 5 nie rozczarowują także w dziedzinie prezentacji średnicy pasma. Oprócz bogactwa informacji jej zaletą jest umiejętność różnicowania barw, a odrobina łagodności uprzyjemnia odsłuch. Gdyby nie lekkie ocieplenie, całość mogłaby zabrzmieć ostro. A tak znajdziemy tu nie tylko szybkość i rozdzielczość, ale także przyjemne papierowe zabarwienie. Udane połączenie przejrzystości i kultury.
Przed rozpoczęciem odsłuchów obawy budziły dwie kwestie: jakość wysokich tonów i integracja pasma. Długo szukałem dziury w całym, próbując wyłowić przerwy w odtwarzaniu częstotliwości z okolic 150 Hz i wyższych, ale nic złego się jednak nie działo. Więcej – spójność dźwięku była bardzo dobra. O granicach między środkiem a górą nie ma co mówić, ponieważ fizycznie ich nie ma. Natomiast co do jakości wysokich tonów, to nawet trochę nie dowierzałem własnym uszom i w ciągu jednego dnia przełączałem kolumny kilkanaście razy, żeby nie mieć wątpliwości odnośnie tego, co napiszę w recenzji.
Góra pasma w Audium jest rewelacyjna. Czyściutka, przejrzysta, elegancko wykończona i dźwięczna. Jest tu blask i polot charakterystyczny dla metalowych kopułek, ale bez nieprzyjemnego jazgotu. Spodziewałem się ewidentnego przycięcia pasma, a usłyszałem dzwoneczki i wysokie rejestry fortepianu, które spokojnie mogłyby konkurować z XN250 Evoluzione. Jak to możliwe, żeby papierowy głośnik szerokopasmowy produkował taką górę?! Po długich porównaniach z AP doszedłem do wniosku, że to ta sama klasa brzmienia, tyle że Tempo VI stawiają na rozdzielczość, a Comp 5 na dźwięczność.
Podobne wnioski płynęły z porównania obu konstrukcji w dziedzinie stereofonii. Audium okazują się bardziej wrażliwe na ustawienie, ale kiedy poświęcimy im trochę czasu, znikną z pokoju, zostawiając nas sam na sam z muzyką. Scena była może odrobinę węższa niż w Audio Physicach, ale Comp 5 swobodniej operowały w wymiarze głębi. Gdyby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zamienić obie konstrukcje w słuchawki, Comp 5 grałyby bardziej do środka głowy, a Tempo VI – na zewnątrz. Kontynuując porównania w obszarze przejrzystości, Audio Physiki wydobywają z płyt mnóstwo informacji, natomiast Audium pozostają szczegółowe, ale dbają o to, żeby pierwszy plan był najbardziej czytelny, a detale nie wchodziły mu w paradę. Wokal istnieje we własnej przestrzeni, a ulokowane gdzieś za nim dźwięki tła stanowią coś zupełnie odrębnego i nie przeszkadzają nam chłonąć tego, co najważniejsze. Rozdzielczość Comp 5 nie męczy. Nie czujemy się jak na wykładzie z metod numerycznych i zaawansowanych obliczeń w mechanice płynów. Dzięki szczegółom intensywniej odczuwamy realizm przedstawienia.
Bas Audium to kolejne miłe zaskoczenie. Mimo że nie przepadam za kolumnami promieniującymi bas w podłogę, podstawa harmoniczna została odwzorowana bardzo dobrze, choć z lekką tendencją do podkreślania najniższych składowych. Wydawało się, że na niektórych płytach schodziły one nawet głębiej, niż powinny, ale zachowywały przy tym nienaganną kontrolę. Były masywne i mięsiste. Kolumnom trzeba jednak zapewnić odpowiednie warunki. Inaczej nie wykorzystamy ich potencjału. Ustawienie to podstawa. Comp 5 reagują na najdrobniejsze zmiany, a osiągnięcie kompromisu pomiędzy kształtem sceny a równym rozchodzeniem się niskich tonów w pokoju to zadanie na kilka dni. Ostatecznie udało się ustalić optymalną pozycję, ale tylko dla fotela odsłuchowego. Przyjemnie słuchało się też na kanapie ustawionej z boku, ale wystarczyło wstać i bas wzbudzał się niemiłosiernie. Jeśli ustawicie kolumny prawidłowo i usiądziecie w najlepszym miejscu, zagrają rewelacyjnie.
Najbardziej w Audium spodobało mi się jednak coś, czego wciąż do końca nie potrafię opisać. Chodzi chyba o umiejętność eleganckiego łączenia rozdzielczości z muzykalnością. Chyba właśnie ta cecha sprawia, że kolumny przyciągają i zachęcają do odsłuchu. Grają ciekawie, jednocześnie utrzymując wszystkie aspekty prezentacji na wysokim poziomie.

Reklama

Konkluzja
Audium Comp 5 to jedne z najlepszych kolumn do 10000 zł, jakie recenzowałem. Przyciągają, by w pewnej chwili zacząć czarować. Już dawno testowanie sprzętu nie było takie przyjemne.

54-57 04 2011 T

Autor: Tomasz Karasiński
Źródło: HFiM 04/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF