HFM

artykulylista3

 

Audio Note AN-E/SPe HE

056 061 Hifi 10 2023 003

Audio Note UK oferuje kompletne systemy grające. A kompletny system nie istnieje bez głośników. Brytyjczycy sami projektują, a następnie zlecają wykonanie monitorów dopasowanych do ich elektroniki. Jako że odznaczają się one wysoką skutecznością, można je łączyć również ze wzmacniaczami innych firm.

 

Wzmacniacze mogą być lampowe albo tranzystorowe, najchętniej w klasie A. Takie, które nie dysponują zawrotną mocą, za to w odpowiednim towarzystwie potrafią oczarować brzmieniem. Audio Note deklaruje, że jego zestawy głośnikowe osiągają 94-98 dB, a impedancja nominalna wynosi 6 omów. Nawet jeżeli firma trochę przesadza z optymizmem, to i tak realne parametry okazują się wyjątkowo przyjazne elektronice. Brytyjskie monitory nie są oczywiście ostatnim słowem pod względem skuteczności – istnieją wszak konstrukcje tubowe, ale ze względu na rozmiary te ostatnie rzadko pasują do niewielkich i średnich pomieszczeń, a tych jest przecież większość.
Oferta
W katalogu Audio Note znajdziemy sześć rodzajów zestawów głośnikowych różnej wielkości, w tym tylko jeden niewielki podłogowy AZ-Two Deluxe; reszta to monitory. Wszystkie są produkowane w Austrii. Najpopularniejsze to AN-K, AN-J i AN-E. Najwyżej cenione i tak też wycenione są w tym gronie AN-E, wzorowane na konstrukcji Type E amerykańskiej firmy Snell Acoustics, zaprojektowanej lata temu przez legendarnego Petera Snella. Jego imiennik, Peter Qvortrup, zapożyczył oryginalne rozwiązania, a następnie doskonalił je przez lata, różnicując przy okazji ofertę pod względem parametrów i ceny. W efekcie systematycznych modyfikacji dziś są to już zupełnie inne zestawy, choć pryncypia dawnych Snelli, takie jak klasyczne proporcje i dwudrożny układ, pozostały bez zmian.
Aktualnie Brytyjczycy proponują aż 15 wersji modelu E. Mają identyczne wymiary 79/36/27 cm (w/s/g) i zawsze tylko dwa głośniki z przodu. Tak jak kiedyś był to charakterystyczny styl Snella, tak obecnie jest kojarzony z Audio Note’em.
Wersje AN-E różnią się między sobą m.in. przetwornikami nisko-średniotonowymi. Wszystkie, co prawda, mają średnicę 20 cm, ale ich membrany mogą zostać wykonane z papieru (szara) albo z włókien konopnych w ciekawym niebieskim odcieniu. Cewki – głośnikowe i w zwrotnicy – mogą być nawinięte przewodem miedzianym lub srebrnym. Dwa najwyższe modele wyposaża się w magnesy AlNiCo (stop aluminium, niklu i kobaltu o wysokich parametrach magnetycznych). Zwrotnicę umieszcza się wewnątrz albo na zewnątrz obudowy. Inne różnice to specyfikacja, komponenty zwrotnicy i okablowanie. Wszystkie znajdują odzwierciedlenie w cenach.

Reklama


Opcji wykończenia jest tak wiele, że nawet wybredna pani domu znajdzie coś dla siebie. Satynowym lakierem pokrywa się 20 oklein – od czarnej i w kolorze ciemnoszarego łupka, do jasnego klonu. W wersji na wysoki połysk fornirów jest szesnaście, od ciemnego hebanu makassar i palisandru, po jasny klon oczkowy. Jako że okleiny są naturalne, mogą występować różnice w ułożeniu słojów i odcieniach. Zamawianie według nazwy czy z obrazka nie będzie zatem precyzyjne. Pewne jest natomiast, że austriacka stolarnia dba, aby wzór na dwóch obudowach tworzących parę układał się tak samo, przynajmniej na froncie, choć oczywiście minimalne różnice mogą występować.
Za wykończenie na wysoki połysk trzeba dopłacić 9300 zł. Za ekstra 3000 zł można wybrać lakier z palety RAL. Takiego wyboru fornirów i kolorów nie zapewnia chyba żaden inny producent.
Testowane AN-E/SPe HE plasują się pośrodku serii E i wyróżniają wysoką efektywnością 97,5 dB, sygnalizowaną literami HE (High Efficiency). Przeznaczono je szczególnie do wzmacniaczy lampowych o bardzo niskiej mocy, z triodami 300B (Meishu, test w „HFiM” 11/2023) albo z nawet 3,5-watowymi 2A3 (Vindicator). Polski importer określił AN-E/SPe HE jako optymalne pod względem relacji brzmienia, ceny i zastosowanych komponentów.

 

 

030 035 HFM 03 2024 001

 

20-cm niebieska membrana
z widocznymi włóknami konopnymi.
Powyżej – 25-mm kopułka z jedwabiu.

   

 


Budowa
Dwudrożna konstrukcja powstała w oparciu o kopułkę wysokotonową z impregnowanego jedwabiu oraz nisko-średniotonowy stożek z włókien konopnych. Oznaczenie SPe odnosi się do użytych wewnątrz przewodów licowych ze srebra o czystości 99,99%. Identyczne można kupić do połączenia monitorów ze wzmacniaczem i zachować te same parametry i charakter brzmienia.
Dobieranie każdej pary odbywa się z dokładnością do 0,4 dB. Audio Note UK zapewnia, że testuje 100% swojej produkcji.
Ścianki ze sklejki brzozowej tworzą prostopadłościan o ostrych krawędziach. Fornir położono wyjątkowo starannie. Z tyłu znajdują się podwójne, grubo srebrzone (60-70 mikronów) terminale Audio Note oraz wylot bas-refleksu. Dołączone w komplecie zworki wykonano ze srebrnego drutu. Można również eksperymentować z innymi, ponieważ głośniki okazują się czułe na wszelkie zmiany i od razu słychać różnicę. Przednia zabawa!

Reklama


Obudowa nie została pomyślana tak, by zredukować wewnętrzne rezonanse. One występują i współpracują z przetwornikami.
Producent twierdzi, że E zaprojektowano i dostrojono tak, by mogły stanąć przy ścianach, a nawet w rogach pokoju. Na prezentacjach AN głośniki rzeczywiście są tak ustawiane, ale u mnie równie dobrze zagrały oddalone od ściany o ponad metr. Po bokach zostawiłem im około 20 cm wolnej przestrzeni. Wstawione w kąt, zapewnią więcej basu, który – o dziwo – wcale nie dudni. Większy dystans od słuchacza skutkuje ciekawie rozplanowaną stereofonią. Przy okazji AN-E jawnie zaprzeczają twierdzeniom, jakoby dobre wrażenia przestrzenne miały tworzyć jedynie zestawy z wąską ścianką przednią.
Producent sugeruje wygrzewanie nowej pary przez minimum 100 godzin. Po przerwie trwającej powyżej tygodnia potrzebują około 5-10 godzin grania.
Monitory są pakowane w pojedyncze kartony oznaczone kolejnymi numerami seryjnymi. Fabrycznie nie zostały wyposażone w maskownice, ale można je dokupić.

 

 

030 035 HFM 03 2024 001

 

Blisko osadzone terminale
umożliwiają bi-wiring.

   

 


Konfiguracja systemu
W teście AN-E SPe HE grały ze wzmacniaczem Audio Note Meishu Phono Silver Tonmeister. Początkowo głośniki przyjechały z firmowymi podstawkami, które należało wypełnić ołowianym śrutem. Następnie korzystałem ze stalowych stendów renomowanej polskiej wytwórni StandArt. Ważą przynajmniej dwa razy więcej od Audio Note’ów, a to wpływa na brzmienie. Spróbowałem też odsłuchu na podstawkach granitowych, o 2 cm niższych od stalowych. Z każdymi monitory brzmiały inaczej, choć różnice nie były ogromne. StandArty wprowadziły więcej jeszcze lepiej kontrolowanego basu, co wywołało subiektywne odczucie, jakby osłabiły się pozostałe zakresy pasma. To jednak słuch dał się początkowo oszukać, bo po pewnym czasie dźwięk stał się pełniejszy i pozostawał w przyjemnej, naturalnej równowadze.
Źródłem sygnału był Marantz SA-10 odtwarzający płyty CD i SACD oraz pliki Hi-Res. Wykorzystane okablowanie to łączówka RCA i przewody głośnikowe Monster Sigma Retro Gold.

Reklama


Meishu na początku grał z lampami 4300E, które zdecydowanie zwiększały dynamikę dźwięku, ale mi bardziej zależało na wsłuchaniu się w niuanse brzmienia. Dlatego powróciłem do fabrycznych AN 300B. Czasem dwa grzyby w barszcz (lepsze lampy i stendy) to za dużo i podwójne dopalenie mogło nadmiernie podgrzać emocje. Nie wykluczam jednak, że niektórzy tak właśnie lubią słuchać.
Jak wspomniałem, monitory okazują się bardzo wrażliwe na zmiany. Ustawienie i każdy nowy element w systemie słychać od razu. Nie warto więc kupować tej wersji do wzmacniaczy z dolnej części cennika Audio Note ani podłączać do mniej wyrafinowanych modeli innych firm. AN-E/SPe HE pokażą bowiem najlepsze cechy wzmacniaczy nawet dwukrotnie droższych, co odwraca zasadę budowania zestawu hi-fi, której dotąd hołdowałem. Starałem się dobierać kolumny wyraźnie droższe od współpracującej elektroniki, a tu niespodzianka. W takim kontekście AN-E/SPe HE można uznać za prawdziwą okazję.

 

 

030 035 HFM 03 2024 001

 

Perfekcyjnie oklejone naturalnym
fornirem AN-E na firmowych
podstawkach.

   

 


Kilka słów wstępu
Wrażenia brzmieniowe zebrałem, słuchając monitorów z integrą Meishu Phono Silver Tonmeister, a następnie końcówką stereo Cary Audio Design CAD-300 SSE o mocy 2x20 W, uzyskiwanej z dwóch triod 300B na kanał. Jako dwukrotnie mocniejsza od Meishu dodała głośnikom jeszcze więcej dynamiki, choć nie była równie czarująca. Na koniec podłączyłem podstawowy wzmacniacz Audio Note Cobra, dostarczony do kolejnego testu. Moc 2x27 W przydała się w nagraniach rockowych (nowy album The Rolling Stones „Hackney Diamonds”). Głośniki wytworzyły całkiem wysokie ciśnienie akustyczne i wypełniły pokój niemal koncertowym brzmieniem. Nie zatarły przy tym szczegółów zdartego głosu Micka Jaggera ani surowych, ekspresyjnych solówek Keitha Richardsa. Meishu natomiast dodał nagraniom powietrza i jaskrawych barw, dzięki czemu różnica w odbiorze była taka, jakby zespół występował w wielkiej hali (Cary) albo na stadionie (Meishu). I pomyśleć, że za te odczucia odpowiadały dwudrożne monitory! Odniosłem też wrażenie, jakby nieustannie dbały, aby przekaz pozostawał nasycony energią i emocjami, a muzyka płynęła wartko i żwawo.


Wrażenia odsłuchowe
Ważną cechę AN-E/SPe HE odkryłem dość szybko dzięki zamiłowaniu do starych nagrań jazzowych, które w zremasterowanej wersji potrafią zagrać lepiej od współczesnych. Ale i pierwsze wydania na kompaktach brzmią bardzo dobrze. Zdobyłem ostatnio „Party Time” saksofonisty Arnetta Cobba (Prestige, 1959), wydany na CD w 1995 roku, co oznacza, że nie przeszedł jeszcze remasteringu. Zaskoczyło mnie, jak trafnie Audio Note’y potrafiły pokazać emocje towarzyszące sesji w studiu Rudy’ego Van Geldera. Z cienia wyszły niuanse frazowania saksofonu, a z akordów fortepianu emanowała energia. Rytm był odmierzany precyzyjnie, muzyka zaś swingowała tak sugestywnie, że nogi same rwały się do tańca. Brzmienie było niezwykle przyjemne, wręcz czułe. Łagodziło nastrój i zachęcało do spędzenia z tą muzyką całego wieczoru. Żadne inne głośniki, które u siebie testowałem, nie prezentowały tych cech wyrysowanych równie dobitnie. Takie same odczucia towarzyszyły odsłuchowi kilku albumów wytwórni Blue Note z przełomu lat 50. i 60. XX wieku.

Reklama


Bogata w niuanse płyta „Spirit to All” kwintetu Wojtka Mazolewskiego pozwoliła docenić, jak sugestywnie brytyjskie monitory rozplanowują scenę dźwiękową. Liczne instrumenty perkusyjne w utworze tytułowym wręcz wysypały się z głośników, zachowując selektywność, dzięki której dało się bez problemu rozróżnić, kto gdzie stoi, w co uderza lub czym potrząsa. Miarowy rytm kontrabasu lidera uderzał w trzewia tak dosadnie, że chwilami trudno było uwierzyć, że ciosy wymierzają dwudrożne zestawy na podstawkę. Na dodatek barwy niskich tonów pozostały zróżnicowane i nie zlewały się w jednolitą basową falę. Nasycona alikwotami trąbka zachowała przyjemną chropowatość; podobnie saksofon, choć ten brzmiał łagodniej. Dynamika utworu „Power of the People” i partie unisono wprowadziły podniosłą atmosferę grupowej improwizacji. W takich momentach czasem coś się w muzyce rozsypuje, ale w kwintecie Mazolewskiego panuje dyscyplina, swoboda zaś uwalnia się w solówkach. Nie dziwię się, że ta muzyka podoba się w Europie, a nawet w Ameryce.

 

 

030 035 HFM 03 2024 001

 

Z tyłu monitor wygląda tak samo
efektownie jak od frontu.

   

 


Resztki wątpliwości, czy AN-E/SPe He prawidłowo oddają potęgę kontrabasu, rozwiał „Wood II” Briana Bromberga (Artistry Music, 2006). Nie dość, że zasięg niskich tonów nie budził zastrzeżeń, to jeszcze zachowały one bogatą paletę barw i niuansów. Ba, mieniły się nimi, bo solówka aż kipiała od wirtuozowskich sztuczek, modulacji, uderzeń w struny, gryf i pudło rezonansowe. Same zaś struny to śpiewały, to brzęczały, a kiedy dłonie skracały ich długość, wydawały zaskakująco wysokie dźwięki. Wszystko to monitory pokazały bez trudu, udowadniając że bas prezentują nie tylko z odpowiednią naturalnością, ale również ekspresją i mocą.
Dęciaki dominują na płycie Wyntona Marsalisa „Plays Louis Armstrong’s Hot Five Hot Seven” (2023). Wysuwają się na pierwszy plan w sposób tak oczywisty, jakbyśmy siedzieli w pierwszych rzędach sali koncertowej. Wrażenie udziału w koncercie podkreślają oklaski. Słychać je tak naturalnie i blisko, jakbyśmy nagradzali nimi muzyków wraz z publicznością. To jeden z tych rzadkich momentów, kiedy czujemy, że współtworzymy muzyczne wydarzenie, choć przecież tylko słuchamy i reagujemy, a czasem po prostu uśmiechamy z błogim zadowoleniem.
Na stronie Audio Note można znaleźć zakładkę z polecanymi płytami. Trafiłem tam na nazwisko wiolonczelisty Vincenta Belangera, a jako że mam jego audiofilskie nagranie „Conversations” z pianistką i wokalistką Anne Bisson (2016, Camilio Records/XLO), postanowiłem sprawdzić, jak wytypowany przez Petera Qvortrupa wykonawca brzmi na jego głośnikach. Okazało się, że wspaniale, jakby stał w moim salonie, a jego wiolonczela śpiewała wraz z wokalistką. Warto wspomnieć, że Belanger jest miłośnikiem sprzętu Audio Note i sam taki posiada. To dobra rekomendacja, ponieważ muzycy lubią, kiedy ich instrument brzmi w nagraniach tak, jak go słyszą na żywo.
Utwór „Welcome to the Circus” z albumu „AfterLife” zespołu Five Finger Death Punch (2022, pliki 24 bity/48 kHz) wyzwolił w monitorach niesamowitą zadziorność, wręcz wściekłość z piekła rodem. Gitary jazgotały, wokalista darł się wniebogłosy, a perkusista walił w bębny i czynele bez opamiętania. Po prostu orgia i fajerwerki, i tak przez całą płytę. Czy nie tak właśnie powinien brzmieć rock? Natomiast kiedy po tych wrażeniach postanowiłem odetchnąć, posłuchałem gitarzysty Christone Kingfisha Ingrama i jego popisowych solówek z płyty „Live In London”. Młody wirtuoz potrafi grać nie tylko szybko i zwinnie, ale też wydobywa z elektrycznego instrumentu mnóstwo barw. Ich feerię AN-E przekazały bez trudu.

Reklama


Na koniec crème de la crème pełnego mocnych wrażeń odsłuchu, czyli wokalistki. W odtwarzaniu głosów monitory prezentują poziom mistrzowski. Nie tylko z Meishu, ale też z Cobrą, a nawet Cary Audio zagrały tak namacalnie, realistycznie i trójwymiarowo, że aż onieśmielająco. Bo jak tu nie spłonąć rumieńcem, kiedy Diana Krall, Norah Jones czy Melody Gardot śpiewają tak blisko, tu i teraz? Kiedy poruszają wyobraźnię, otulają, relaksują, wreszcie zachęcają do sięgnięcia po kolejne ich płyty. Wokalistek posłuchałem też z albumu „River: The Joni Letters” Herbiego Hancocka. Występuje na nim nie tylko Norah, ale i Tina Turner, Luciana Souza, Corinne Bailey Rae, a nawet sama Joni Mitchell. I wszystkie one na wyciągnięcie ręki! A melorecytacja Leonarda Cohena w duecie z Hancockiem nigdy wcześniej nie zrobiła na mnie tak piorunującego wrażenia. Wspaniale zabrzmiał również saksofon sopranowy nieodżałowanego Wayne’a Shortera. O dęciakach można by napisać cały akapit. Dość jednak powiedzieć, że trąbki Milesa Davisa, Cheta Bakera czy Chrisa Bottiego cechowała ostrość lub łagodność, dynamika, jaskrawość bądź pastelowa, zamglona barwa. Każdy z aspektów brzmienia pozostawał czytelny i sugestywny.
Miłośnicy klasyki zapytają zapewne, jak brzmią skrzypce? Odpowiadam: ekscytująco. Fortepian – rytmicznie i dynamicznie, z oddechem i właściwym zróżnicowaniem uderzenia w klawiaturę. Obój – słodko, harfa – niebiańsko, orkiestra – wielobarwnie i selektywnie; niekiedy wręcz aż zapiera dech. Co więcej, brytyjskie monitory okazują się tak dokładne, że wiernie przekazują akustykę pomieszczenia, w którym realizowano nagrania. Wielka klasa!


Konkluzja
Audio Note AN-E/SPe HE tworzą własne, doskonałe uniwersum. Mogłoby się wydawać, że to świat nierealny, gdyby tak właśnie nie brzmiały instrumenty i głosy. Kiedy już raz w ten świat wejdziemy, nie będziemy chcieli być gdzie indziej. To nie sugestia; tak brzmi żywa, nasycona emocjami muzyka. Czy określenie „prawdziwa okazja” pasuje do ceny? Zdecydowanie tak.

 

 

 

Reklama

 

 

Zrzut ekranu 2024 03 24 102240

 

Janusz Michalski
Źródło: HFiM 03/2024