fbpx

HFM

artykulylista3

 

Harbeth Super HL5 XD

042 049 Hifi 12 2021 011Gdyby w 40 krajach spytać melomanów: „Głośniki jakiej firmy są najwyżej oceniane przez recenzentów i klientów?”, niewykluczone że odpowiedź brzmiałaby: Harbeth. Brytyjska wytwórnia na swą renomę pracuje od 1977 roku, a jej założyciel – Dudley Harwood – zaczynał jeszcze wcześniej, jako kierownik działu badawczo-rozwojowego BBC. W połowie lat 60. XX wieku jego zespół opracował metodę stosowania polipropylenu w stożkowych membranach przetworników studyjnych.


Przez z górą 40 lat działalności Harbeth trzymał się wąskiej specjalizacji: monitorów w najbardziej klasycznej formie. W początkowym okresie istnienia firma żyła w ścisłej symbiozie z BBC. Koncern medialny finansował projekty i prototypy, a zewnętrzne firmy wykonywały je ściśle według dostarczonej specyfikacji. Kiedy ta więź uległa poluzowaniu, trudno jednoznacznie stwierdzić, ponieważ Harbeth prezentuje specyficzny styl funkcjonowania. Wyszedł od precyzyjnych wytycznych, ale nie pozwolił na to, by go ograniczyły. Zamiast stać w miejscu, systematycznie poprawiał oryginalne konstrukcje, tak aby były coraz lepsze i – jakkolwiek by to nie brzmiało – coraz nowocześniejsze. Fundamenty projektów BBC co do zasady nie uległy zmianie, ale milowym krokiem było opracowanie radialowych membran. Pozostałe modyfikacje były drobne, co nie znaczy, że nieznaczące. Czasem wystarczył kabelek, innym razem kilka elementów w zwrotnicy. Firma miała dostatecznie dużo czasu, żeby hodować swój konserwatyzm i ograniczać ryzyko. Po latach wszyscy zaakceptowali ten styl myślenia, a nawet dostrzegli w nim wartość. Obecny właściciel Harbetha Alan Shaw, który w 1986 roku odkupił firmę od założyciela i został jej głównym projektantem, uznaje, że modyfikacje można wprowadzać jedynie wtedy, gdy w technologii następuje postęp. Tylko on sprawia, że poprawka jest nieunikniona.
Znawcy historii hi-fi słusznie zauważą, że w 1997 roku pojawiła się przecież seria Xpression. To był jedyny moment, w którym Harbeth zdradził ducha BBC i postanowił zrobić „coś świeżego”. Trafił kulą w płot, bo głośniki okazały się propozycją dla nikogo. Nauczka była bolesna i dziś zapewne wszyscy woleliby o tamtym epizodzie zapomnieć. Zachowajmy się zatem elegancko i przyjmijmy, że wyjątek potwierdza regułę.

 

Skoro firma cieszy się taką renomą i działa od przeszło 40 lat, to dlaczego ma oficjalnych przedstawicieli w 40, a nie w 140 krajach? Cóż, Harbeth nie skaluje produkcji proporcjonalnie do wzrostu popularności marki. Wymusiłoby to bowiem skokowy wzrost nakładów na zbudowanie i działalność nowego zakładu produkcyjnego, a ponadto mogłoby prowadzić do spadku jakości. To ryzyko, a wiemy już że firma woli działać spokojnie. Z tego względu nie jest zainteresowana szybkim zdobywaniem nowych przyczółków. Zamiast tego działa według doskonalonego latami modelu, w którym panuje nad każdym etapem produkcji i logistyki. Osiąga przy tym świetne wyniki finansowe, więc nie ma powodu, by wszystko to narażać w imię szybkiej ekspansji. Alan Shaw nie jest zainteresowany pozyskiwaniem nowych rynków i aby dołączyć do grona dystrybutorów, trzeba mieć zarówno przekonujące argumenty, jak i mnóstwo wdzięku oraz szczęścia. Co jeszcze lepsze, na importerach spoczywa obowiązek… przewidywania przyszłości i szacowanie zapotrzebowania nie tylko na określone modele, ale również warianty wykończenia. Główne zamówienie składa się w Harbecie raz do roku i jeżeli po tym terminie któryś monitor okaże się hitem i szybko wyprzeda, może być problem z domówieniem go na szybko.


Taki sposób funkcjonowania daje producentowi silną pozycję, także w relacjach z klientami. Harbeth ostatnio wyraźnie podniósł ceny: poprzednia wersja Super HL5 Plus kosztuje jeszcze 17700 zł w droższej wersji wykończenia, za nową – Super HL5 XD – trzeba już zapłacić 24900 zł. Gdyby ktoś postanowił się obrazić i pójść do konkurencji, to z góry uprzedzam: znikąd ratunku. Spendor i Graham zrobili bowiem to samo. Czy się ludzie przyzwyczają, czy nie, to bez znaczenia. Popularność marki na Dalekim Wschodzie rośnie i w zasadzie sam ten obszar wessałby całość produkcji. Poza tym… nie ma drugich takich monitorów jak Harbeth.
Super HL5 to najbardziej lubiany i popularny model brytyjskiej firmy. Każda wersja przy okazji premiery wywoływała mnóstwo emocji. Ta jest już siódma.

042 049 Hifi 12 2021 001

 

Zwrotnica z jeszcze lepszych
komponentów.

 
  
  

 

Budowa
Super HL5 Xtended Definition wygląda jak wszystkie poprzednie. Choć wzornictwo trąci myszką, to głośniki pozostają wiecznie młode. Duże zmiany zewnętrzne są zresztą niemożliwe, bo objętość została obliczona już dawno dla konkretnych przetworników. Alan Shaw ujmuje to krótko: „Są tak wyrównane akustycznie, że poszukiwanie nowych nie wchodzi w grę”. Co najwyżej można wykorzystać nowe materiały. Skrzynie są szerokie, kanciaste, a montaż maskownicy – najbardziej archaiczny ze znanych. Wciska się ją w szczelinę utworzoną przez wysunięte krawędzie ścianki. Producent zaleca pozostawić grille na miejscu, ponieważ projekt zakłada granie z nimi. Trudno się jednak oprzeć wizji ich demontażu, ponieważ zakrywają dużą część urody monitorów. Zwłaszcza że do wyboru są trzy eleganckie forniry: wiśnia, orzech i drewno różane. To ostatnie szczególnie piękne; urzeka barwą i rysunkiem słojów.

042 049 Hifi 12 2021 001

 

Te gniazda są świetne
i wyjątkowo wygodne.

 
  
  

 

Obudowa
Większość producentów stara się wytłumić obudowy najlepiej, jak się da. Harbeth podchodzi do sprawy inaczej, korzystając z techniki opracowanej przez BBC dla monitora LS 3/5a, nazwanej Super Tuned Structure. Skrzynia staje się w tym przypadku pudłem rezonansowym, jak w instrumentach. Chodzi o to, żeby energię emitowaną w ruchu powrotnym głośników jak najefektywniej odebrać i rozproszyć, tak aby nie zaburzała wtórnie ich pracy. Obudowa gra więc razem z nimi. Od strony technicznej wygląda to tak, że ścianki są cienkie i lekkie, a przednia i tylna nie są klejone do korpusu, tylko przykręcone. Naliczymy aż 48 śrubek, dokręconych z określonym momentem obrotowym. Co prawda pudła skrzypiec czy wiolonczel są klejone, liczy się jednak naprężenie materiału. Przykręcenie jest łatwiejsze, powtarzalne w dużej skali i wreszcie łatwiej serwisowalne niż metody Stradivariego. Paradoksalnie, martwą, w pełni wytłumioną obudowę wykonać łatwiej od rezonującej w określony sposób i zawsze tak samo; to już bardziej lutnictwo niż stolarka. Być może dlatego inni się w to nie bawią? Pomijając poziom trudności i nakład pracy, perspektywy finansowe także nie są zachęcające: nie ma szans na wdrożenie do produkcji na masową skalę.
Wszystkie ścianki wytłumiono grubymi płatami gęstej gąbki. Na tylnej przyklejono dodatkowo matę bitumiczną. Krótki i szeroki tunel bas-refleksu od wewnątrz zamyka pierścień z gąbki, a jego wylot umieszczono z przodu. Niby to ułatwia życie i ktoś może nawet wpaść na pomysł ustawienia Super HL5 XD na półce. Trudno jednak bardziej zaszkodzić monitorom.

042 049 Hifi 12 2021 001

 

Radial 2, 20 cm.
 
  
  

 

Głośniki
Super HL5 XD to konstrukcja trójdrożna, trzygłośnikowa. Nisko-średniotonowy to specjalność zakładu. Ma membranę z Radialu 2, materiału będącego odmianą polipropylenu, opracowaną i stosowaną tylko przez Harbetha, przez co unikalną w skali światowej. Pierwotna receptura Radialu była wynikiem projektu badawczego, sfinansowanego z grantu przyznanego firmie w 1990 roku przez British Government Science & Engineering Research Council. Miał on na celu uzyskanie materiału zachowującego liczne zalety polipropylenu, ale nieco sztywniejszego, o bardziej tłokowym zachowaniu i większej szczegółowości brzmienia. Skład materiału objęto ścisłą tajemnicą i tylko osoby uprawnione wiedziały, co i w jakiej proporcji zmieszać, żeby uzyskać zamierzony efekt. Po pewnym czasie jednego ze składników zaczęło brakować, więc zgromadzono zapas wystarczający na kilka lat produkcji i rozpoczęto prace nad modyfikacją receptury. W ich wyniku powstał Radial 2, który firma z powodzeniem stosuje od dobrych 12 lat. Jako ciekawostkę warto dodać, że w modelu Super HL5 pierwszą generację Radialu stosowano najdłużej. Nową wprowadzono dopiero w roku 2014, w wersji Super HL5 Plus. Od tego czasu wszystkie monitory brytyjskiej wytwórni są wyposażone w woofer z Radialu 2.
Duży, jak na monitor, 20-cm głośnik pracuje w 50-litrowej obudowie. W wersji XD wyposażono go w nową nakładkę przeciwpyłową.
Wysokie tony, co nietypowe, reprodukują dwie kopułki. Większa to 25-mm aluminiowy Seas, osłonięty z zewnątrz metalową siateczką. Mniejsza ma 19-mm membranę z tytanu i powstaje na zamówienie Harbetha. Katalog określa ją mianem supertweetera, ale można to traktować z przymrużeniem oka, ponieważ sięga 24 kHz, ze standardowym spadkiem 3 dB. Nie rozszerza więc specjalnie pasma, a jedynie odciąża większą kopułkę.
Zwrotnica do minimalistycznych nie należy, za to zbudowano ją z bardzo dobrych komponentów. Solidne pojedyncze zaciski przyjmują widełki, banany i gołe przewody do średnicy 4 mm. W wersji XD są lutowane bezpośrednio do płytki zwrotnicy.
Jakość wykonania, materiałów i efekt wizualny to najwyższa światowa klasa. Renoma firmy i samego produktu także pozostają poza dyskusją. W takich okolicznościach cena staje się umowna. Dla jednych wysoka, dla innych uzasadniona. Jeszcze inni skwitują: „Harbeth to Harbeth”, kończąc tym samym całe to bicie piany.

042 049 Hifi 12 2021 001

 

Radial 2, 20 cm.
 
  
  

 

Konfiguracja systemu
W teście Harbethy trafiły do redakcyjnego systemu, złożonego z odtwarzacza C.E.C. CD5, wzmacniacza McIntosh MA9000, filtra zasilania Ansae Power Tower i okablowania Hijiri (HCI/HCS/Nagomi). Wysoka moc wzmacniacza w połączeniu z przejrzystością japońskiego źródła i przewodów stworzyły głośnikom przyjazne środowisko pracy. Poza tym nie od dzisiaj wiadomo, że Harbeth pasuje do McIntosha. A co ze słabszymi piecykami? Wbrew pozorom, niewysoka skuteczność nie utrudnia im życia, a monitory są łatwe do wysterowania. Przynajmniej w teorii, bo praktyka pokazuje, że posiadacze monitorów z West Sussex potrafią latami poszukiwać dla nich idealnego partnera. Wynika to jednak z brzmieniowego potencjału Harbetha, który pozwala doceniać zmiany elektroniki na coraz lepszą. To także wymarzone zestawy dla recenzenta i jako takie swoje odsłużyły w naszej redakcji.
Na bazie tych doświadczeń polecamy przejrzyste, szczegółowe wzmacniacze, najlepiej wydajne prądowo, bo takie wezmą radialowe membrany za twarz. Z drogich opcji pasują integry Accuphase’a, D’Agostino, Gryphona czy wspomnianego McIntosha. Znakomitym partnerem powinien być Bladelius Oden. Jeżeli taniej, to integry MBL-a, Norma Audio, jeszcze taniej – Rogue Audio Sphinx – z „budżetowych” rozwiązań to chyba najlepszy strzał. Z lamp sprawdzą się przejrzyste konstrukcje na 6550, KT88 czy KT150. Jeżeli natomiast usłyszycie o brzmieniu łagodnym, słodkim, miękkim i lampowym – chowajcie portfel pod wannę i uciekajcie, gdzie prawdziwki rosną.

042 049 Hifi 12 2021 001

 

Seas, 25 mm.
 
  
  

 

Podstawki
Harbeth poleca podstawki o lekkiej konstrukcji ramowej. Wyglądają na tanie, ale to pozory. Polski importer do tego modelu oferuje standy Hi-Fi Racks. To dobra opcja, która zyskała wielu zwolenników (choćby francuski przedstawiciel Harbetha). Kosztują niemało – 3660 zł za parę i, co ciekawe, są wykonane z litego drewna dębowego. Miłośnicy Hi-Fi Racks utrzymują, że te podstawki to „przedłużenie” obudowy i pracują razem z nią. W teście korzystałem właśnie z tego rozwiązania.
Idąc za radą producenta, można też wziąć pod uwagę inne opcje. Lekkie, ażurowe stojaki, tym razem już z metalu, proponuje bezpośredni konkurent Harbetha – Spendor. Do SHL5 będą pasować Stand Classic 2/3, tyle że cena już boli: ponad 6000 zł.
Na podstawie redakcyjnych doświadczeń stwierdziliśmy, że nie trzeba się koniecznie trzymać zaleceń producenta. Co najmniej równie dobre, a może nawet lepsze efekty dają ciężkie podstawy. Nasze wykonał StandArt (istnieje jeszcze?). Były strojone specjalnie do SHL5 i ważyły razem ze 100 kg. Wykonawcy podobnych można poszukać, także w Polsce. Nie będziemy polecać konkretnych firm, za to możecie się spodziewać lepszej robocizny niż u znanych zagranicznych producentów.
Wrażenia odsłuchowe
Pisanie o Harbethach jest jednocześnie proste i trudne. Zwłaszcza dla recenzenta, który chce pozostać rzetelny i obiektywny. Komplikuje się dodatkowo, gdy zechcemy być sprawiedliwi. Rzetelnością można… wyrządzić głośnikom krzywdę, zaś bezkrytyczny zachwyt zrobi krzywdę klientom, którzy liczyli nie wiadomo na co. Niedoświadczeni mogą stwierdzić, że SHL 5 to nic nadzwyczajnego, a nawet wytkną jakąś cechę, która na tle współczesnych konstrukcji faktycznie odstaje od średniej. Ci, którzy już do Harbetha „dorośli”, na takie dictum zakrztuszą się herbatą. Tu nie ma miejsca na kompromis. Tak jak same monitory są bezkompromisowe, choć o ich kompromisach brzmieniowych myśli się przy okazji odsłuchu każdej kolejnej wersji. Dlatego nawet przez chwilę nie będę się starał być obiektywny. A rzetelność?

042 049 Hifi 12 2021 001

 

Seas, 25 mm.
 
  
  

 

Przeciw
Zacznijmy od porównania z tym, co potrafią współczesne głośniki za około 20000 zł. Bas Super HL5 ani w aspekcie głębi, ani mocy do tych najlepszych nie ma nawet startu. Na ich tle jawi się jako relatywnie miękki i leniwy. Dynamika, zdolność osiągania wysokich poziomów głośności, energia uderzenia – tu nawet o połowę mniejsze monitory wykorzystujące najnowsze materiały i technologie zachowają się jak mocny samochód elektryczny przy sportowym coupe z lat 60. Przejrzystość to inna sprawa, bo kolumny takie jak choćby redakcyjne Audio Physiki Tempo VI sprzed lat pokazują ją efektowniej i dosłowniej. Musimy się nawet z początku przestawić na brak tych fajerwerków i robienia sekcji fakturze współbrzmień przy byle okazji. Przestrzeń? Tu też można sugestywniej narysować źródła i pchnąć ścianę o kilka metrów do tyłu. A już oglądanie filmów na Super HL5 wymaga zdecydowanego złagodzenia wymagań stawianych kinu domowemu. Harbethy są spokojne (może za spokojne), grzeczne (może za grzeczne); brakuje im wyczynowości. W tym dźwięku nie znajdziecie czadu, drapieżności i tego, co powoduje, że na prezentacjach w sklepie klient usłyszy jedno „huamma” i szczęka mu spadnie do samej podłogi. Ba, po kilku godzinach można dojść do wniosku, że na Super HL5 da się słuchać mocnego rocka, metalu i muzyki klubowej, tylko tak naprawdę nie wiadomo, w jakim celu, skoro ten klimat lepiej oddadzą małe JBL-e HDI za jedną trzecią ceny.

042 049 Hifi 12 2021 001

 

Seas, 25 mm.
 
  
  

 


Nowe kontra stare
Wszystkie wcześniejsze wersje Super HL5 tak miały. Pamiętam to nawet zbyt dobrze, bo od razu zauważyłem w XD poprawę przejrzystości i swobody brzmienia, zwłaszcza na przełomie średnicy i góry pasma. Przestrzeni też jakby przybyło, chociaż tego już nie jestem pewien. To raczej wrażenie pogłębione poprawą czytelności i precyzji. Jak zwał, tak zwał, w każdym razie powietrza jest więcej i chyba o to chodziło. Różnice w porównaniu z poprzednią wersją okazują się jak zwykle niewielkie, ale dla osób wrośniętych w estetykę Harbetha stanowią wyraźny krok do przodu.

042 049 Hifi 12 2021 001

 

Seas, 25 mm.
 
  
  

 

Dla kogo
Nie zmienia to faktu, że pewnych gatunków muzyki słucha się lepiej, innych zaś gorzej. Ale spokojnie, to już nie ten poziom, na którym głośniki kapitulują przed gęstą fakturą, nabitym informacjami wąskim zakresem pasma czy kontrastami dynamicznymi dużych składów instrumentalnych. Jednak ze względu na priorytety postawione gdzie indziej niż w drogich zestawach „konsumenckich”, jedne nagrania zabrzmią wybitnie, inne zaś co najwyżej poprawnie.
Do pierwszej grupy zalicza się szeroko pojęta klasyka: muzyka solowa na dowolny instrument, kameralna, wokalna, a także symfoniczna i operowa. Słowem: wszystko, od średniowiecza po współczesność, byle bez wtyczki w gniazdku. W tej grupie zawiera się też akustyczny jazz: nie tylko tria, ale również big-bandy. Nowocześniejsze brzmienia, okraszone elektroniką – już mniej; taki Marcus Miller będzie wolał Legacy albo Wilson Audio. Dla odmiany starocie w rodzaju Franka Sinatry i Elvisa Presleya na Harbethach oczarują, podobnie jak klasyka rocka i niezbyt skomplikowany pop. Soul, blues i country również powinny się polubić z brytyjskimi monitorami.
Nabity elektroniką pop wpada już do drugiej grupy, wraz ze wszystkim, co ma w sobie agresję: metalem, punkiem, ale też projektami Prince’a.
Podobne rozróżnienie można poczynić ze względu na jakość nagrań. Harbethy bezbłędnie rozpoznają i pokazują klasę realizacji. Czasem tak dobitnie, że nie da się tego słuchać. Na dzień dobry 30 % płytoteki można odstawić na półkę.

042 049 Hifi 12 2021 001

 

Ile tu śrubek!
 
  
  

 

Po co
Kiedy jednak trafimy z repertuarem i realizacją, wpadniemy w pułapkę. Są zdjęcia i filmy, których lepiej nie oglądać, bo nie da się ich odzobaczyć; Harbetha Super HL 5 XD grającego pełną parą nie da się odusłyszeć. Nawet osoby, które budują system znacznie wyższej klasy i obiektywnie o znacznie większych możliwościach, potrafią ulec jego magii. Często się od nich słyszy, że przydałby się drugi zestaw na Harbethach; tak samo posiadaczom mocnych tranzystorów gdzieś z tyłu głowy kiełkuje myśl o alternatywnym piecyku na triodzie. Nie wiedzieć czemu, na pytanie „po co?” bez zastanowienia pada odpowiedź: „dla przyjemności”. Tak jakby słuchanie tego podstawowego, nierzadko wielokrotnie droższego nie dawało jej aż tyle. Wbrew logice, ale argumentacja jest szczera.
Alan Shaw wiedział, co mówi o integracji przetworników i ich spójnym zestrojeniu. Nawet jeśli da się lepiej, to trudno to sobie wyobrazić. Muzyka brzmi tak plastycznie i jednorodnie w całym zakresie, że szkoda strzępić język na temat wyrównania rejestrów. Jakich rejestrów? Tu jest jeden, od początku do końca przetwarzanego pasma. Z tego, co słyszałem, żaden przetwornik szerokopasmowy nawet się nie zbliża się do tego efektu. Harbeth niczego nie dzieli. Dźwięk oddycha szeroką falą, a przeplatające się barwy nie zależą od tego, jaka membrana akurat je przetwarza.
Dociera do nas czyste piękno. Wymyka się ocenie, za to gra na emocjach. Bezpośredniość nie wynika z przybliżenia sceny do słuchacza ani z jakiegoś „nadrealizmu”, który prędzej odnajdziemy w Spendorach czy Falconach. Harbeth pozostaje teoretycznie bardziej oszczędny w środkach, za to dziwnym trafem od razu prezentuje cel. Bez napinania się, jakby mimochodem, a jednak pozostajemy pod wrażeniem śledzenia wydarzenia na żywo. Rozmowa o naturalności brzmienia instrumentów akustycznych czy oddaniu akustyki sali mija się z celem. Owszem, możemy rozbierać całość na cegiełki i starać się je oceniać osobno, tylko po co? Liczy się całokształt, a ten jest nieskazitelny. Każdy instrument brzmi jak w filharmonii, a wszystkie razem do niej przenoszą. I kiedy odczujemy, że słynne „uczestnictwo” to tak naprawdę nic nadzwyczajnego, zrozumiemy dlaczego Harbethy niczego nadzwyczajnego nie robią.

042 049 Hifi 12 2021 001

 

Super HL5 – takie same od lat.
 
  
  

 

Wysokie tony Harbetha to temat wielu dyskusji. Są inne na tle nowoczesnych przetworników z berylu, diamentu czy AMT. Anglicy wykorzystują zwykłe kopułki, które znamy nie tylko z rozdzielczości, ale też z metalicznego lub piaskowego nalotu. A u Harbetha tego nie ma; nie cyka i nie szeleści. Shaw nadał duetowi aksamitność i specyficzną miękkość. Zintegrował górę ze średnicą tak, że nie ma śladu szycia. Niektórzy zechcą je ożywić jasnym wzmacniaczem, żeby zaczęły błyszczeć tak, jak lubimy. Z natury mają spektrum częstotliwości szybujące w górę i tak naprawdę nie potrzebują rozświetlenia, jednak dopiero dobre nagranie pokazuje ich potencjał. Mam do wysokich tonów sentyment niemalże „altusowy” i w Super HL5 mi ich nie brakuje, tym bardziej, że z każdym odświeżeniem linii coraz mocniej zaznaczają swoją obecność. Tak się stało i tym razem. Proponuję więc docenić bogactwo palety barw i nasycenie. Może się okazać, że blachy talerzy są dźwięczniejsze niż w nowych  Bowersach serii 700, choć nie aż tak selektywne i zdecydowane. Za to pod względem kultury prezentacji wyznaczają standard trudny do powtórzenia. Wspomniany brak metaliczności okazuje się przy dłuższym słuchaniu sprzymierzeńcem neutralności. Dostrzegamy coraz lepiej niuanse, ale też brak podbarwień w perkusjonaliach. Później słyszymy, że flet w orkiestrze też jakiś taki lepszy.
Słuchałem wielu płyt, ale napiszę tylko o składance „Greatest Love Songs” Nat King Cole’a, wydanej przez JVC. Remastering XRCD2 tego albumu jest genialny. Harbethy pokazują to i trafiają wprost do duszy z ujmującym wdziękiem i lekkością. Każdy instrument powoduje wibrację naszych wewnętrznych strun; porusza sercem, nie żołądkiem. Czujemy, że powietrze wokół niego też gra, akompaniuje pogłosem, dopełniając barwy alikwotami. Najbardziej uderza jednak otwartość sceny. To wszystko tworzy w domu atmosferę koncertu w klubie, w którym „Król” umilał czas gościom. Wypadałoby skoczyć do szafy po garnitur, bo w tak eleganckich okolicznościach dres i t-shirt mogą zepsuć nastrój innym. Po przesłuchaniu całości najlepiej włączyć „repeat” i niech leci w kółko. Nawet jeżeli w czasie domówki goście się zorientują, to raczej powiedzą: „zostaw, to takie ładne”.

042 049 Hifi 12 2021 012v2

 

Z maskownicą i bez.
 
  
  


Konkluzja
I co panowie z systemami po dwie duże bańki? Może postawicie drugi, z Super HL5 XD w roli głównej? Dla przyjemności.

 

harbethsuperhl5 xd

 

Maciej Stryjecki
Źródło: HFM 12/2021