HFM

artykulylista3

 

Bowers & Wilkins 702 S2

030 035 Hifi 12 2021 003Nie ma czegoś takiego, jak B&W 700 S2 ani nawet 701. Serię wieńczy 702 S2. Dlaczego? Bo tak.

Czy producent zostawił sobie miejsce na ewentualny przyszły flagowiec, nie wiadomo. Wiadomo za to, że 702 S2 jest szczytem linii tuż pod referencyjną 800 D4 i tak naprawdę ma z nią więcej wspólnego niż pozostałe modele, pomijając może monitor 705.

 

Budowa
Obudowy to perfekcyjna stolarka w eleganckim wydaniu. Smukłe proporcje sprawiają, że nawet czarna wersja wygląda pięknie. Do białej podchodzę z rezerwą, natomiast drewno różane urzeka rysunkiem słojów. Wysoki połysk ma swoje zalety – dodaje klasy, ale widać na nim odciski palców. Do czyszczenia najlepiej stosować miękką ściereczkę z mikrofibry i robić to delikatnie. Biała satyna i fornir nie wymagają aż takiej dbałości.
Grube ścianki, wewnętrzne wzmocnienia i dodatkowe rozwiązania powodują, że skrzynie są świetnie wytłumione. Są też stabilne, zwłaszcza kiedy zdecydujemy się dokręcić cokół, do czego zachęcam. Jest nieproporcjonalnie duży, ale pozwala się pozbyć obaw, że pies albo dziecko przewróci ciężkie słupy.

 

030 035 Hifi 12 2021 001

 

702 S2
w „eksplodującym”
negliżu.

 
  

  

Trójdrożny układ oparto aż na pięciu głośnikach. Wysokotonowy to kopułka nazwana przez Bowersa Carbon Dome, z bardzo lekką aluminiową membraną o grubości 30 mikronów z napyloną warstwą węgla. Od wewnątrz, w miejscu połączenia z cewką, wzmocniono ją węglowym pierścieniem. Producent chwali się, że częstotliwość rezonansową udało się podnieść aż do 47 kHz. Głośnik pracuje w osobnej obudowie (Tweeter-on-top), czyli dużym „pocisku”, wyfrezowanym z jednego bloczka aluminium. To kosztowny proces, ale gwarantuje sztywność. W starszych modelach obudowę tweetera odlewano ze stopu na bazie cynku. Zmiana przyniosła ponoć wyraźną poprawę czystości dźwięku, czyli redukcji zniekształceń i wibracji przenoszonych z głównej obudowy. Służy temu także dodatkowe zabezpieczenie – elastyczne mocowanie kapsuły. Aż kusi, żeby pokręcić i poruszać, ale jeżeli zobaczycie, że któryś z domowników wykazuje takie ciągoty, to od razu dajcie po łapach! Na szczęście, samej kopułki nie da się uszkodzić mechanicznie, ponieważ została zabezpieczona siateczką. Z pozoru delikatną, ale tak naprawdę wystarczająco solidną i przytwierdzoną na stałe.

 

030 035 Hifi 12 2021 001

 

702 S2
w „eksplodującym”
negliżu.

 
  

  

Średniotonowiec to Continuum. Przez lata B&W stosowało membrany z plecionki kewlarowej; teraz przyszła pora na nowy, lepszy materiał. Jaki – tego się nie dowiemy, ponieważ jego skład to tajemnica. Producent nie ujawnia nawet, w jakich aspektach jest lepszy. Nazwę „Continuum” zastrzeżono i gdyby ktoś chciał skopiować plecionkę, to nie posłuży się wypromowanym hasłem. Charakterystyczne dla średniotonowca jest zawieszenie FST. Żeby je zauważyć, trzeba się dobrze przyjrzeć. Przypomina to Lemową wersję powstania telegrafu bez drutu z „Bajek robotów”: „Wynalazł Pyron telegraf z drutem, a potem tak cienki drut wyciągnął, że już go nie było, i w ten sposób powstał telegraf bez drutu”. O szczegółach FST już pisaliśmy: „Membrany z koszem nie łączy w tym przypadku wypukły albo wklęsły gumowy resor, ale bardzo cienki piankowy pierścień. Nie pozwala on na pracę z dużym wychyleniem liniowym, ale owo wychylenie w przypadku głośnika średniotonowego nie jest wymagane. Zwłaszcza przy membranie tak dużej jak w Bowersach. Już minimalne drgania jej powierzchni wystarczą do uzyskania wymaganego ciśnienia akustycznego, a brak fałdu resora pozwala wyeliminować problemy i zniekształcenia wynikające z nieliniowości jego pracy”.

 

030 035 Hifi 12 2021 001

 

Dół.
 
  

  

Tak samo to działa w serii 600, ale 700 ma do zaoferowania inne atrakcje: nowy aluminiowy kosz i mocniejszy magnes. To duży, neodymowy pierścień, droższy od ferrytowego i z tego względu stosowany głównie w kopułkach. Na tym nie koniec, bo sam montaż głośnika Continuum w skrzyniach to coś nowego. Kosz nie jest do deski głośnikowej przykręcony na sztywno, tylko „pływa” swobodnie w wyfrezowanym otworze; można go nawet obracać. O szczegółach Bowers znowu nie pisnął ani słowa.
Trzy głośniki niskotonowe są już normalnie przykręcone do frontu obudowy śrubami. Nie widać ich, ponieważ zostały ukryte pod aluminiowymi pierścieniami. Membrany są całkiem inne niż wcześniej. Wykonano je z materiału kompozytowego – zewnętrzne warstwy to celuloza, a wypełnienie – pianka. Grubość membrany zmienia się zależnie od jej strefy – jest największa w połowie promienia, najmniejsza zaś przy resorze. Bowers lubi wszystko nazwać dumnie lub przynajmniej „profesjonalnie”. Tym razem powagę opracowania podkreśla miano Aerofoil. To samo hasło znajdziemy w serii 800 D4, z tym że celulozę zastąpiono tam włóknem węglowym.
Zapewne trafi ono do… przyszłej serii 700. Przyjdzie na nią jeszcze zaczekać, ale zgodnie z polityką Bowersa, rozwiązania techniczne przechodzą z modeli najdroższych do coraz tańszych.

 

030 035 Hifi 12 2021 001

 

Środek.
 
  

  

Konfiguracja systemu
Bowersy 702 S2 napędzał wzmacniacz McIntosh MA9000. Sygnał z odtwarzacza C.E.C. CD5 płynął przewodami Hijiri (HCI, HCS), a prąd oczyszczał Ansae Power Tower. Kolumny grały w pomieszczeniu około 25 m², ale większy też nie zrobi im krzywdy. Nieco mniejszy pewnie by jeszcze uszedł,  ale poniżej 20 m2 bym uważał, bo bas się może ugotować, a przestrzeń ścisnąć.

 

030 035 Hifi 12 2021 001

 

Góra.
 
  

  

Wrażenia odsłuchowe
Ostatnio miałem przyjemność zapoznać się z kilkoma modelami B&W. Firma zrobiła krok do przodu w dziedzinie rozdzielczości, czystości i precyzji brzmienia, natomiast duże konstrukcje podłogowe zaskakiwały potęgą basu i skalą dynamiki. Oczywiście, w swoich przedziałach cenowych, choć trzeba powiedzieć, że Brytyjczycy znów pokazali, co potrafią. Seria 600 jest efektowna; robi wrażenie mocą uderzenia i rozmiarami dźwięku, przerastającymi oczekiwania tworzone przez wielkość skrzynek. 702 S2 to krok w kierunku kultury i wyrafinowania, choć dynamika nadal rośnie. 702 S2 to jednak trochę inna bajka. Wystarczy rzut oka na zdjęcia i wiemy, że jesteśmy tylko o krok od referencyjnych 800 D4. Magnesów neodymowych i aluminiowych koszy w Continuum nie widać, za to oko przyciąga natychmiast Tweeter-on-top. Jeżeli zobaczysz pocisk na obudowie Bowersów, to wiedz, że będzie się działo.

 

030 035 Hifi 12 2021 001

 

Kiedy zobaczysz coś takiego,
to wiedz, że będzie się działo.

 
  

  

Wysokie tony są fenomenalne. Tylko włosek dzieli je od przetworników AMT w Legacy. Rozdzielczość otrzymujemy w zasadzie tę samą. Przejrzystość osiągnęła poziom, przy którym szkoda atramentu na dalsze opisy; wystarczy powiedzieć: usłyszycie wszystko. Nie wysilając uszu, niejako przy okazji. Góry jest bardzo dużo i żaden jej miłośnik, nawet zahartowany w PRL-owskiej młodości Altusami, nie powinien narzekać. Jej jakość sprawia natomiast, że nie jest nachalna i się nie narzuca. Owszem, potrafi ostro i metalicznie cyknąć, ale to już będzie w 90 % zasługą nagrania. Nie ma tu, co jasne, palety barw aż tak bogatej jak w AMT. Ale jest ta sama lotność, napowietrzenie sceny i wypełnienie alikwotami. Wszystko jedno, czy słuchacie symfoniki, jazzu, czy metalu – rozświetlenie, precyzja i kontrola dźwięku sprawią, że chętnie sięgniecie po coraz lepsze nagrania. Z ich oceną przestaniecie mieć problemy, bo zrobią to głośniki. Pozostanie przyjemna świadomość, że to, co słyszycie, zależy przede wszystkim od płyty. W związku z tym nie obejdzie się też bez rozczarowań, jednak ogólny bilans jest tego wart.

 

030 035 Hifi 12 2021 001

 

Czarny połysk.
 
  

  

Integracja wysokich tonów ze średnicą przebiega płynnie i w zasadzie słyszymy jeden zakres. Gdzie się jeden kończy, a drugi zaczyna – to rozważania pozbawione celu i sensu. Neodymowy magnes jest silny jak Hulk i trzyma membranę Continuum za twarz, nie pozwalając na brewerie i samowolę. Ma robić dokładnie to, co sygnał niesie, i robi. Wrażenie jest dobitne, bo precyzja i kontrola dźwięku przywodzą na myśl wycinanie jego konturów laserem. Patrzymy więc przez lupę na skomplikowane faktury. Na wylot prześwietlamy to, co się dotychczas chowało w ogólnym zamieszaniu, bo ktoś posprzątał scenę i wyczyścił instrumenty niechlujnym muzykom. Nie wszystkim się to od razu spodoba, bo jesteśmy przyzwyczajeni do lekkiego bałaganu. Kiedy jednak przywykniemy, zacznie nam on wszędzie indziej przeszkadzać.
Wrażenie sterylnej, laboratoryjnej czystości podkreśla prezentacja barw. Nie ma w niej krzty ocieplenia; jest chłodny obiektywizm. Nie jest jednak zimna, bo dążono do neutralności i to się udało. Może nawet… za bardzo, ale czy instrumenty mogą być zbyt realistyczne? Problem w tym, że często realizm mylimy z ociepleniem i powiększeniem źródeł albo przybliżeniem ich do słuchacza. Tymczasem B&W wybrało inną drogę.
To samo dotyczy prezentacji sceny: jest normalna, bez śladu przybliżania muzyków. Ci są precyzyjnie rozstawieni, a pogłos nie dodaje ani szerokości, ani głębi. Wiele kolumn wypadnie w tym aspekcie bardziej spektakularnie; B&W zachowają „wystarczający” poziom, a wręcz zachowawczy dystans. Kiedy jednak przyjrzymy się uważniej, dostrzeżemy, że rozmiary nie ustępują tym efektownym prezentacjom, tyle że nie ma przeciągających się wybrzmień i pogłosu. Dźwięki są ucinane bez litości i tam, gdzie ciągnął się miły ogonek, zapada cisza. Że jest twardo? A niby jak ma być? Miękko? Dobrze, tylko trzeba zdać sobie sprawę, że przy okazji zrobi się nieprawdziwie. Inna rzecz, że wiele osób tego szuka, więc od razu uprzedzę – to nie ten adres.

 

030 035 Hifi 12 2021 001

 

Drewno różane.
 
  

  

Pora się zająć dynamiką i basem, bo trzy duże membrany obiecują trzęsienie ziemi, ryczący, potężny dół ciągnący się miłą falą. I znów wyobrażenie prowadzi na manowce, bo charakter pozostaje jota w jotę ten sam, co w średnicy. 702 S2 grają tak, jakby miały obudowę zamkniętą. Znam wiele osób, którym oczy się zaświecą na takie stwierdzenie i dodadzą tylko: ależ to będzie żreć prąd. Jak pięknie polegną wzmacniacze z bajkopisaniem w tabeli danych technicznych! Fakt, 702 S2 mogą narobić wstydu różnym wynalazkom, co to niby miały napędzić nawet deskę. Potrzebują mocy, prawdziwej, takiej, co liczniki prądu rozpędza niczym śmigła. Dostaniemy za to kontrolę, też prawdziwą. Impulsy szybkie jak bełty wystrzeliwane z kuszy. Sprężysty atak, ściskający powietrze. Pulsujący rytm i wyczuwalne przez skórę uderzenia  stopy. Muzyka nabiera dzięki temu energii; ma silny kręgosłup.
Marcus Miller w „Tutu Revisited” wciska w swojej basówce dopalacz. I właśnie tej płyty polecam posłuchać, żeby zrozumieć dwie rzeczy. Po pierwsze: dlaczego uznałem, że szkoda strzępić język, skoro jeden dźwięk powie więcej, niż sto słów. Po drugie – za co Marcusa kochają jego fani.

 

030 035 Hifi 12 2021 001

 

Biała satyna.
 
  

  

Konkluzja
Radości ze słuchania 702 S2 będziecie mieć co niemiara, ale zastrzegam – to nie jest głośnik dla każdego. Nie został zestrojony tak, żeby się wszystkim podobał. No chyba że projektanci z B&W stracili kontakt z rzeczywistością, zbyt długo przesiadując na Abbey Road. Bo tak naprawdę to studyjny monitor. A że takie duże skrzynki? To sprytne zagranie, bo profesjonalne zestawy rzadko pasują do domowego wnętrza i każdy wolałby je zobaczyć w formie efektownej podłogówki. Et voilà!

 

 

 

 

bw702s2ae

 

Maciej Stryjecki
Źródło: HFM 12/2021