fbpx

HFM

artykulylista3

 

Dynaudio Confidence 50

054 061 Hifi 0708 2021 008Serię Confidence Dynaudio wprowadziło kilkanaście lat temu, jednak jej nazwa nigdy nie była tak adekwatna jak obecnie. Najnowsze modele ze Skanderborga to wyraz wiary we własne siły oraz pewności siebie duńskich inżynierów. „Patrzcie – mówią. – To nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo.”

No dobrze, może Duńczycy nie znają klasyki polskiego kina komediowego, za to doskonale znają swoje możliwości, których ukoronowaniem są właśnie najwyższe modele w aktualnej ofercie firmy. W materiałach prasowych wielokrotnie podkreślają, że najnowsza seria Confidence to – z jednej strony – kumulacja ponad 40-letniego doświadczenia w dziedzinie projektowania zestawów głośnikowych, a z drugiej – supernowoczesne technologie, o jakich poprzednie wcielenia Confidence mogły tylko pomarzyć.



W doświadczenie potomków pradawnych Danów i Jutów nigdy nie wątpiłem – w końcu pierwszy działający głośnik elektrodynamiczny (membrana napędzana cewką drgającą w polu magnetycznym) to dzieło Duńczyka, Petera Lauritsa Jensena, natomiast dzisiejsza Dania to prawdziwy hegemon wśród producentów kolumn i samych przetworników. Okolicznościowy album „Danish Loudspeakers: 100 years (1915-2015)” wymienia aż piętnastu (!) duńskich wytwórców, z których co najmniej czterech to potentaci działający na wszystkich kontynentach. Sami przyznacie, że jak na niespełna sześciomilionowy kraj to imponujący wynik. A przecież są jeszcze liczni producenci elektroniki użytkowej...

054 061 Hifi 0708 2021 001

 

Zwrotnica na dwóch płytkach. nego.
Ta odpowiada za zakres
średnio-wysokotonowy…
 

 


Produkcja głośników wymaga kosztownych badań i systematycznego wdrażania coraz nowszych technologii, co kosztuje niemało, a fundusze trzeba skądś brać. Pieniądze płyną dziś głównie z Dalekiego Wschodu, więc nikogo nie powinno dziwić, że duńskie perły w koronie przechodziły po kolei w chińskie ręce – najpierw, w roku 2000, Vifa  i Pearless (jako zrzeszenie pod nazwą Danish Sound Technology), a cztery lata później Scan Speak i Dynaudio. W przypadku tego ostatniego nie ma powodów do zmartwień, bowiem przejęcie firmy wiązało się z olbrzymimi inwestycjami: budową nowego centrum badawczo-rozwojowego oraz gigantycznej komory pomiarowej o nazwie Jupiter. W jej czeluściach odpowiedzi impulsowe wszystkich modeli Confidence badane były przez 36 mikrofonów zainstalowanych na olbrzymim wysięgniku – o takich cudach w Dynaudio wcześniej nie słyszeli. Sami zainteresowani twierdzą, że o ile do tej pory wszystko opierało się na żmudnych i czasochłonnych obliczeniach, o tyle teraz, dzięki supernowoczesnym symulacjom komputerowym, można znacznie skrócić czas projektowania i wdrażania do produkcji nowych modeli. Oczywiście w Skanderborgu nie zapominają o najważniejszym, czyli tzw. czynniku ludzkim. Do odsłuchów zawsze przywiązywano tu olbrzymią wagę i to się nie zmieniło. Dowód? Jupiter wcale nie jest komorą bezechową, a pomieszczeniem, które ma symulować domowe – a zatem niekoniecznie idealne – warunki akustyczne. Duńscy konstruktorzy wychodzą bowiem ze słusznego założenia, że ich produkt będzie służyć nie do pomiarów, ale do słuchania. I to jest słuszna koncepcja.

054 061 Hifi 0708 2021 001

 

…a ta za niskotonowy.
 

 


Budowa
Ona jest bardzo słuszna, ta koncepcja, ale dlaczego Dunki mają na sobie włoski strój? A konkretnie obudowę w kształcie lutni, wymyśloną dawno temu przez Franco Serblina? Przyznam ze wstydem, że to oczywiste podobieństwo zupełnie mi umknęło podczas testów zarówno Confidence 30, jak i 60, choć odnotowałem, że kolumny przeszły prawdziwe przeobrażenie stylistyczne. Nie tylko dawne C2 i C4, ale i wszystkie starsze modele Dynaudio były – niejako na przekór obowiązującym trendom i prawom akustyki – uroczo kanciaste. Zmieniło się to całkiem niedawno i jedynymi kanciakami, jakie pozostały w ofercie, są Heritage Special, które celowo nawiązują do historycznych modeli. W przypadku najnowszych Confidence mamy za to feerię obłości. Smukłe i wysokie obudowy z MDF-u mają delikatnie zaokrąglone wszystkie ścianki i krawędzie, a wygięcia ścian bocznych łączą się z tyłu, tworząc kolejny, tym razem bardzo wąski łuk. W przekroju wygląda to jak łza bądź pudło rezonansowe lutni – kształt, który stał się swego czasu znakiem rozpoznawczym klasycznych modeli Sonus Fabera.

054 061 Hifi 0708 2021 001

 

Choć DDC działa wzorowo, kolumnom
warto zapewnić sporo wolnego miejsca
 

 


Oczywiście w grę wchodzą nie tylko walory estetyczne, choć taka bryła wygląda przepięknie. Delikatnie zbiegające się do tyłu ścianki nie dopuszczają do powstawania w obudowie fal stojących. W ogóle Confidence to kolumny, których forma ściśle podąża za funkcją i możemy być pewni, że wszystko to, co pełni funkcję estetyczną, ma także istotne znaczenie akustyczne. Wystarczy zresztą rzut oka na przednią ściankę. Confidence 50, podobnie jak dwa inne modele wolnostojące w topowej serii, to konstrukcja trójdrożna, jednak tylko one oraz wyższy model 60 mają symetryczny układ pięciu głośników – parę nisko- i średniotonowych przetworników rozmieszczono wokół jednego wysokotonowca. Na pierwszy rzut oka przypomina to znany układ D’Appolito, a jednak znacznie się od niego różni.

054 061 Hifi 0708 2021 001

 

Nowy Esotar3 w pełnej krasie.

 


DDC
Rozwiązanie, któremu nadano firmową nazwę DDC (Dynaudio Directivity Control), opiera się nie tylko na symetrycznym układzie głośników, ale też na współpracy odpowiednio wyprofilowanej przedniej odgrody, wykonanej z materiału o nazwie Compex, oraz soczewki akustycznej w postaci wygiętego płata aluminium, w której osadzono tweeter. System umożliwia, po pierwsze, zawężenie charakterystyk kierunkowych w pionie, czyli w znacznym stopniu ogranicza odbicia fal dźwiękowych od sufitu i podłogi. Po drugie, poszerza rozpraszanie dźwięku w poziomie. Korzyści są nie do przecenienia: niewielka wrażliwość na ustawienie i złe warunki akustyczne, redukcja zniekształceń oraz zapobieganie przesunięciom fazowym, które negatywnie wpływają na obraz stereofoniczny.

054 061 Hifi 0708 2021 001

 

Basowe NeoTeki opracowano
praktycznie od początku.
Nowy jest kosz i magnesy.
Pogrubiono nawet polipropylenową
membranę.
 

 

DDC ma także równoważyć energię całego pasma akustycznego, co powinno się przekładać na subiektywne odczucie spójności brzmienia. Oczywiście swój udział ma także odpowiednio wyliczona zwrotnica, w której – wbrew wieloletniej tradycji Dynaudio – zastosowano filtry 2. i 3. rzędu. Układ DDC nie jest całkowicie nowy (podobny stosowano już w poprzednich modelach Confidence), jednak teraz, dzięki modelowaniu komputerowemu i setkom godzin eksperymentów w komorze Jupiter, osiągnięto efekt słyszalny natychmiast, głównie jako brak podbarwień. Ale nie uprzedzajmy faktów. Dość powiedzieć, że dzięki firmowej kontroli kierunkowości nowe Confidence zagrają dobrze zarówno w dużych pomieszczeniach, jak i w niewielkich klitkach, w których duże kolumny nie mają prawa rozwinąć skrzydeł. A jednak…

054 061 Hifi 0708 2021 001

 

„Soczewka akustyczna”
głośnika wysokotonowego.
 

 


Przetworniki
Trzonem nowej serii są nowo opracowane przetworniki – te same, które zastosowano w mniejszych „trzydziestkach”, tyle że w układzie asymetrycznym. Podstawą nowego modelu jest miękka kopułka wysokotonowa Esotar3. Ciekawe, że jej pierwszą wersję, pod nazwą Esotar T330D, stosowano w słynnych monitorach Sonus Faber Electa Amator. Znów ci Włosi i Franco Serblin! Przypadek? Nie sądzę…
Znacznie ulepszoną wersję tego przetwornika, Esotar2, montowano w poprzedniej serii Confidence, natomiast Esotar3 to pod wieloma względami konstrukcja nie tylko nowa, ale i przełomowa. Ma dużą, idealnie wytłumioną komorę roboczą oraz solidny magnes neodymowy. Tym razem zupełnie zrezygnowano z chłodzenia ferrofluidem. Dzięki zwiększeniu efektywności, zwiększono także przepływ powietrza, które w wystarczającym stopniu chłodzi przetwornik. Za miękką 28-mm kopułką znajduje się wykonany w technologii 3D element o nazwie Hexis. To niewielki stożek z tworzywa sztucznego, który ma niwelować rezonanse i poprawiać odpowiedź impulsową. Zastąpił on montowany w tym samym celu specjalny pierścień, który występował w Esotarze2. Producent podkreśla nieprzeciętną wydajność nowego tweetera – za sprawą silniejszego magnesu większy procent mocy jest zamieniany w drgania, a mniejszy w ciepło.

054 061 Hifi 0708 2021 001

 

Tym razem bas-refleksu
nie znajdziemy z tyłu. Umieszczono go
w podstawie i skierowano w dół.

 


Tony średnie przetwarza para 15-cm stożków z klasycznego już materiału firmowego MSP (polimer magnezowo-krzemianowy). Zastosowano tu autorskie rozwiązanie o nazwie Horizon, polegające na tym, że górne zawieszenie jest płynnie łączone w jednej płaszczyźnie z membraną o zmiennym profilu, dzięki czemu udało się zredukować pierwszą częstotliwość rezonansową oraz uzyskać większą płaszczyznę promieniowania dźwięku. Zmieniono także kształt kosza, aby zapewnić swobodniejszy przepływ powietrza, lepszą stabilizację drgań i zmniejszyć masę konstrukcji.
Za bas odpowiada para nieśmiertelnych „osiemnastek”. Nieśmiertelnych, ponieważ od samego początku istnienia firmy głośniki o takiej właśnie średnicy aplikowano w większości modeli – zarówno monitorów, jak i dwu- i wielodrożnych kolumn wolnostojących. Jednak nowe przetworniki z poprzednikami łączy jedynie średnica i polipropylen, z którego wykonano membranę (jest pogrubiony w porównaniu do starszych modeli). NeoTeki, bo tak brzmi oficjalna nazwa nowych wooferów, zostały opracowane specjalnie z myślą o serii Confidence i otrzymały całkowicie odmienioną  konstrukcję wewnętrzną. Przede wszystkim napędzają je potężne magnesy neodymowe, a nawinięte drutem miedzianym cewki wyposażono w trójwarstwowy karkas z włókna szklanego. W optymalizacji kształtu kosza znów wykorzystano modelowanie komputerowe, dzięki czemu udało się w znacznym stopniu poprawić przepływ powietrza oraz stabilność pracy membrany. Tradycyjnie już nakładkę przeciwpyłową wyposażono w specjalne otwory, które poprawiają wentylację, a grube gumowe zawieszenie wskazuje, że głośnikowi niestraszne duże wychylenia.



Wbrew pozorom, Confidence 50 nie są konstrukcją zamkniętą, choć bas-refleks pozostaje praktycznie niewidoczny. Ukryto go w podstawie, a wylot skierowano w dół. Jest to właściwie podwójny długi port, który rozszerza się przy samym wylocie i wydmuchuje powietrze w specjalnie ukształtowany dyfuzor. Ten ostatni sprawia, że ciśnienie rozchodzi się równomiernie na boki.
Kolumny podparto na solidnym, acz nieprzesadnie wielkim metalowym stelażu, który wspiera się na długich regulowanych kolcach. Regulacja odbywa się w sposób niezwykle komfortowy, za pomocą umieszczonych na górze dużych moletowanych pokręteł.

054 061 Hifi 0708 2021 001

 

Tak urodziwych przetworników
nie warto zasłaniać maskownicami.
 

 


Z tyłu znajdziemy, tradycyjnie już, pojedyncze terminale. Jak w całej serii, są to WBT NextGen – bardzo wygodne i przyjmujące bez problemu wszelkie rodzaje zakończeń.
Na koniec powiedzmy o tym, co w zasadzie najważniejsze – Confidence 50 są po prostu piękne. Widać to zarówno na zdjęciach, jak i na żywo. Moim zdaniem to najurodziwsze kolumny z całej serii, co zawdzięczają doskonałym proporcjom i miłym dla oka, „ludzkim” rozmiarom. O ile „sześćdziesiątki” są nieco zbyt duże, by nazwać je zgrabnymi, a „trzydziestki” mają proporcje zaburzone przez zastosowanie tylko jednego woofera, o tyle Confidence 50 wydają się idealne, a elegancki naturalny fornir dodatkowo podkreśla ich urodę. To po prostu nie może nie zagrać. Idealne kolumny na ludzką miarę.

054 061 Hifi 0708 2021 001

 

Kształt lutni.
 

 


Konfiguracja
I zagra, choć nie ze wszystkim. Teoretycznie, mimo czteroomowej impedancji i umiarkowanej skuteczności, „pięćdziesiątki” da się wysterować większością wzmacniaczy, nawet tych zupełnie budżetowych. Jednak to, co wtedy usłyszymy, nie będzie miało wiele wspólnego z brzmieniem, jakie skomponowali dla nas konstruktorzy. Przekonałem się o tym na własne uszy, gdy do testowanych kolumn podłączyłem na chwilę samograj Cambridge Audio Evo 75. Grać… grało, ale jak nietrudno się domyślić, pod żadnym względem nie był to dźwięk marzeń. Nieźle poradził sobie Gryphon Callisto 2200, podłączony przewodami Nordost Frey 2. Aby jednak najnowsze Confidence zaśpiewały pełnym głosem, potrzebny jest naprawdę solidny, najlepiej dzielony wzmacniacz, który nie będzie żałował prądu. Ciekawym zdradzę, że w salonie pokazowym w Skanderborgu całą serię najnowszych Confidence zasilają szczytowe modele końcówek mocy Moona. To oczywiście wysoka półka cenowa, ale na czas testu otrzymałem od dystrybutora coś z bardzo podobnego pułapu – monobloki Ayon Epsilon oraz streamer/przedwzmacniacz S-10II. I to było to!

054 061 Hifi 0708 2021 001

 

Jedna z pięciu dostępnych
wersji kolorystycznych.
 

 


Całość została okablowana Siltechami (Double Crown, Prince oraz Ruby Mountain) i stanęła, podobnie jak same kolumny, na specjalnie przygotowanych platformach kwarcowych. Źródłem dźwięku był zarówno streamer Ayona (pliki z komputera oraz serwisu Tidal), jak i używany przeze mnie na co dzień tandem: Hegel HD30 oraz Primare CD32.
Kolumny stanęły daleko od ścian i zostały lekko dogięte do środka. Odsłuch odbywał się zarówno na planie trójkąta równobocznego (to w przypadku Dynaudio zawsze optymalny układ), jak z większej odległości. Duńskie kolumny są pod tym względem bardzo elastyczne (w czym zapewne pomaga układ DDC) i nie wymagają rygorystycznego trzymania się jednego punktu odsłuchowego.

054 061 Hifi 0708 2021 001

 

W porównaniu z poprzednią
wersją przedni panel jest idealnie
zintegrowany z właściwą obudową.
Kolumna wyobliła się i wysmuklała.
 

 


Wrażenia odsłuchowe
Zestawy głośnikowe plasują się najczęściej między dwoma biegunami. Na jednym mamy dźwięk wybitnie analityczny, perwersyjnie dokładny i do bólu neutralny. Na drugim – podbarwiony, ciepły i przyjemny dla ucha. Rzadko się spotyka zestawy, które popadają bez reszty w jedną z tych skrajności, ponieważ bardzo zawężałoby to krąg potencjalnych odbiorców. Oczywiście są też i takie, ale to produkty bardzo niszowe, kierowane do wąskiego grona amatorów o ściśle sprecyzowanych gustach. Na ogół konstruktorzy starają się wypośrodkować cechy brzmienia, które mogłyby wzbudzić kontrowersje (za ostro, za miękko, zbyt chłodno, itp.) i sprawić, by dane głośniki nadawały się wyłącznie do odtwarzania jednego rodzaju repertuaru. Gdzie wobec tego plasują się nowe Confidence 50?
Wbrew pozorom odpowiedź na to pytanie nie będzie łatwa. Nie mam pojęcia, jak Duńczycy to zrobili, ale „pięćdziesiątki” nie dość, że łączą w sobie przeciwstawne i, zdawałoby się, wykluczające się cechy, to w dodatku brzmią niewiarygodnie spójnie! Czary? Chyba nie, raczej solidna inżynieria, technologia i zapewne setki godzin odsłuchów i porównań.

054 061 Hifi 0708 2021 001

 

Całość spoczywa na solidnych,
acz dyskretnych podstawach.
 

 


Już w teście Confidence 30 wspominałem, że ich dźwięk jest pełen paradoksów. Tam jednak chodziło głównie o barwę – najmniejsze podłogówki w serii potrafiły w jednym gatunku epatować ciepłem, by chwilę później, po zmianie repertuaru, wybrzmiewać chłodnym dostojeństwem. Confidence 50 idą pod tym względem o wiele dalej, ukazując w jednej chwili cały wachlarz skrajności. Wystarczyło kilka pierwszych taktów z kapitalnego albumu Alexandra Tharauda z towarzyszeniem Les Violons du Roy (koncerty fortepianowe Mozarta i Haydna, Erato), by się przekonać, że duńskie kolumny potrafią zapewnić ponadprzeciętny, niemal studyjny wgląd w nagranie. Czegoś takiego nie potrafiły nawet – skądinąd znakomite – Confidence Platinum! Dokładność i czytelność konturów idzie tu w parze z niezwykłą otwartością dźwięku. Imponuje przede wszystkim przezroczystość środkowego i górnego zakresu, który pozwala niemal dotknąć szczegółów cyfrowego zapisu. Jak na dłoni mamy podane nie tylko grupy instrumentalne – razem i osobno – ale także ich specyficzne środowisko akustyczne. Każdy, kto choć raz był na koncercie w filharmonii, wie, że odpowiedź pomieszczenia jest bardzo istotną składową brzmienia instrumentu, a brak pogłosu sprawia, że dźwięk wydaje się nam aseptyczny i pozbawiony ciała. Dynaudio potrafią tak odtworzyć owo połączenie dźwięku właściwego i odbitego, że nawet kiedy słuchamy ich niezobowiązująco, z drugiego pokoju, ujmują niezwykłą naturalnością brzmienia.
A właśnie – naturalność. Niewiarygodne, że mimo całej swej aptekarskiej precyzji i maksymalnego otwarcia, Confidence 50 wybrzmiewają z pełną naturalnością – gładko, potoczyście i tak plastycznie, jakbyśmy słuchali doskonałego źródła analogowego (w notatkach zapisałem: „brzmienie rozdzielcze, ale nie techniczne”). Choć detaliczność i rzetelność przekazu stoją na takim poziomie, że porównanie ze sprzętem studyjnym narzuca się samo, ani przez chwilę nie odnosi się wrażenia beznamiętności, z jaką kojarzy się sprzęt do monitorowania dźwięku. Duńskie przetworniki są żywe i nasycone – ba,  wręcz ciepłe!

054 061 Hifi 0708 2021 001

 

Można wybierać między
podkładkami…
 

 


Niezależnie od tego, czy będziemy słuchać orkiestry symfonicznej, zespołu heavymetalowego czy efemerycznych ballad jazzowych, Confidence 50 nie przestaną zaskakiwać realizmem. Składają się na niego trzy główne czynniki. Przede wszystkim niczym nieograniczona dynamika, która sprawia, że żadne gwałtowne spiętrzenie dźwięku nie jest Dynaudio straszne. Mocne wejścia sekcji rytmicznej, orkiestrowe tutti czy ostre akordy gitary elektrycznej pojawiają się błyskawicznie, po czym są równie błyskawicznie wygaszane, bez bezwładności czy, mówiąc potocznie: przeciągania dźwięków. Drugi czynnik to brak podbarwień. Nie widziałem wprawdzie testów laboratoryjnych Confidence 50, słyszałem za to ich poprzedniczki, które były podkolorowane aż miło. Fakt, dawały wielką przyjemność ze słuchania, ale w dość ograniczonym repertuarze i z pełną świadomością, że mamy do czynienia z dźwiękiem „zrobionym”, który z neutralnością ma niewiele wspólnego. Tym razem – przynajmniej na ucho – charakterystyka jest płaska jak stół i wyrównana tak pod względem barwy, jak i energii akustycznej. Żaden zakres nie dominuje ani się nie chowa. Confidence 50 grają spójnie od najniższego basu aż po najwyższe soprany. To z kolei przekłada się na trzeci element podnoszący realizm przekazu, czyli niespotykaną we wcześniejszych modelach bezpośredniość. Bo chyba nawet najzagorzalsi miłośnicy marki przyznają, że Dynaudio zawsze grały mniej lub bardziej słodko. Co prawda, uczłowieczało to dźwięk, zwłaszcza w przypadku słabiej zrealizowanych płyt, stwarzało jednak poczucie pewnego dystansu, jakby między słuchaczem a muzyką rozciągała się niewidzialna kurtyna. Tym razem od muzyki nie odgradza nas nic, a najnowsze przetworniki grają tak, jakby nie miały nic do ukrycia. Owszem, brzmienie pozostaje przyjazne w odbiorze, plastyczne i nasycone, tyle że punkt ciężkości przesunął się wyraźnie w stronę większej energii i przejrzystości.
Omawianie zakresów pasma trochę mija się z celem, ponieważ przejście między tonami wysokimi, średnimi i niskimi jest tak płynne, że nie dostrzeżemy jakichkolwiek „szwów”. Warto natomiast zwrócić uwagę na kilka ciekawych elementów, stanowiących nowość w „firmowym” brzmieniu Dynaudio, na przykład charakterystyczne strojenie basu. Jeżeli na samym początku włączymy muzykę, w której niskich tonów jest dużo, to stwierdzimy, że najniższy zakres brzmi cokolwiek szczupło – przynajmniej w porównaniu do kolumn o podobnych gabarytach. To jednak tylko pozory. Bas Dynaudio jest dobrze rozciągnięty, jednak zachowuje się trochę tak, jakby Confidence 50 były konstrukcją zamkniętą. Jego zwalistość i tłustość poświęcono na rzecz tempa, kontroli i zwinności. Owszem, kiedy już się pojawi mocno zagrany pasaż, Confidence 50 potrafią zdrowo przyłożyć. Na ogół jednak najniższy bas pełni rolę służebną i dopełniającą. To solidny fundament, na którym opiera się muzyczna konstrukcja, ale nigdy nie zostanie solistą i nie będzie się od nas domagać osobnej atencji. Z kolei średni i wyższy bas wspaniale łączą się ze średnicą, dzięki czemu ta ostatnia – choć nieprzeciętnie detaliczna i otwarta – nigdy nie wyda się nam przejaskrawiona. Wyższy bas zapewnia jej odpowiednie nasycenie i wypełnienie, nie zaburzając przy tym czytelności. Aż chciałoby się powiedzieć: łączy przyjemne z pożytecznym.

054 061 Hifi 0708 2021 001

 

…a kolcami.
 

 


Na koniec zakres, za który odpowiada prawdziwa gwiazda, czyli najnowszy Esotar3. Przy okazji testów pozostałych zestawów z serii Cofidence ponarzekałem trochę, że choć wysokie tony brzmią niczym najwyższej próby srebro, to brakuje w nich jedwabistości i nasycenia dawnych Esoteków. Tym razem nieco zweryfikowałem opinię. Być może za sprawą nieco innego strojenia „pięćdziesiątek” (inna częstotliwość podziału), a być może za trzecim razem ucho po prostu przywykło do nowej szkoły brzmienia. W każdym razie, trudno się było nie zachwycić perlistością najwyższych oktaw fortepianu. Owymi, jak mawiają pianiści „dzwoneczkami”, które odzywają się w górnych rejestrach współczesnych steinwayów i yamah.
Detaliczność góry jest fenomenalna: kiedy pałeczka uderza o talerz bądź dłoń poruszy metalową „przeszkadzajką”, słychać dokładnie moment ataku, wyraźne rezonowanie blachy, a potem jej długie wybrzmienie, które stopniowo zanika, nie gubiąc się w natłoku zdarzeń. Pamiętam z innych odsłuchów, że taki stopień precyzji osiągały tylko bardzo sztywne berylowe kopułki Focali. Dynaudio stosuje kopułki miękkie, a potrafi to samo. Bo te kolumny potrafią chyba wszystko.

054 061 Hifi 0708 2021 001

 

Dynaudio
Confidence 50
 

 


Konkluzja
Z całej wolnostojącej rodziny Confidence właśnie „pięćdziesiątki” spodobały mi się najbardziej. Łączą w sobie najlepsze cechy młodszych i starszych modeli – odpowiednio: precyzję i nasycenie – a już całkiem od siebie dodają nieprzeciętną muzykalność, naturalność i ujmującą bezpośredniość.
Duńczycy doskonale wiedzą, jak konstruować idealne kolumny na ludzką miarę.

 

2021 08 28 12 24 58 054 061 Hifi 07 2021.pdf Adobe Reader

 

Bartosz Luboń
Źródło: HFM 07-08/2021