fbpx

HFM

artykulylista3

 

Linn Majik 140

020 025 Hifi 05 2021 001Linn dźwiga na karku już piąty krzyżyk. Mimo to jego oferta wybiega mocno w XXI wiek. Trzon stanowią odtwarzacze strumieniowe oraz systemy aktywne, przy których zwyczajny zestaw głośnikowy wygląda wręcz archaicznie. Skoro jednak pozostaje w ofercie, to może nie jest taki całkiem zwyczajny?


Od razu zdradzę, że nie jest, choć faktycznie na tle modeli aktywnych i strumieniowych wygląda jak Kopciuszek. Te pierwsze niepodzielnie zawładnęły ofertą wytwórni z Waterfoot, w związku z czym nie znajdziemy już w katalogu Linna odtwarzaczy CD, które jeszcze dekadę temu rozpalały wyobraźnię audiofilów. Któż nie pamięta wyjątkowo udanego i przystępnego cenowo modelu Ikemi albo mniej przystępnego, za to sięgającego dźwiękowych Himalajów Sondeka CD12?





 To już, niestety, pieśń przeszłości, ponieważ Szkoci kierują się obecnie zasadą: „Winyl, strumień albo śmierć”. Tak, winyl, ponieważ Sondek LP12 pozostaje w ofercie w przeróżnych konfiguracjach, a od ilości proponowanych wkładek, ramion, przedwzmacniaczy korekcyjnych oraz innych utensyliów, których przeznaczenia nie podejmuję się odgadnąć, może rozboleć głowa.
Na przeciwległym biegunie rozciąga się kraina cyfrowa, a w niej aż cztery odtwarzacze strumieniowe, z których najwyższy, luksusowy New Klimax, plasuje się cenowo w okolicach dawnego Sondeka CD12. A głośniki? To przede wszystkim rozbudowane systemy z układami DSP, przetwornikami cyfrowo-analogowymi i aktywnymi zwrotnicami, które mają się idealnie zgrywać z „wszystkomającymi” streamerami.
Na tym tle seria Majik jawi się wyjątkowo zgrzebnie. Składa się tylko z dwóch zestawów głośnikowych – monitora 109 i kolumny wolnostojącej 140 – oraz wzmacniacza ze streamerem, czyli Majika DSM. Dziś zajmiemy się Majikiem 140 – jedyną pasywną konstrukcją wolnostojącą w katalogu Linna, która – jak się okazuje – wykorzystuje całkiem sporo rozwiązań opracowanych z myślą o droższych modelach szkockiej firmy.

020 025 Hifi 05 2021 002

 

Intrygujący moduł wysokotonowy
zdradza, że nie mamy do czynienia
ze zwykłymi kolumnami.

 

Budowa
Na temat rzekomego skąpstwa Szkotów krąży wiele dowcipów. Sami zainteresowani wolą raczej mówić o wrodzonej zapobiegliwości finansowej, a o czarny PR obwiniają – jakże by inaczej – sąsiadów zza południowej granicy. Niby nie powinno się ulegać stereotypom, a jednak kiedy wejdziemy na stronę internetową Linna, okaże się, że informacje techniczne na temat Majików 140 wydzielane są nader skąpo. Czyli jednak coś jest na rzeczy.
Szkocka zapobiegliwość udzieliła się także polskiemu dystrybutorowi, który opis z anglojęzycznej strony producenta przełożył najtańszym sposobem, za pomocą translatora Google. Dzięki temu możemy się dowiedzieć, że „Majik 140 gwarantuje niesamowitą wartość zaraz po wyjściu z opakowania”, a do tego możemy liczyć na „wysoki poziom wydajności”. Zabawne? Pewnie tak, choć jeszcze zabawniejszy jest fakt, że to… najszczersza prawda. Kiedy szkocka para już nam „wyjdzie z opakowania”, to aż trudno uwierzyć, że mamy do czynienia z kolumnami za niewiele ponad 10000 zł, przeznaczonymi dla początkujących miłośników hi-fi.
Przede wszystkim Majik 140 to konstrukcja czterodrożna (!), co się nie zdarza ani na tym pułapie cenowym, ani w przypadku tak niewielkich gabarytów. Wymiarowo Majiki są niemal identyczne z moimi dwudrożnymi Contourami 1.8 (niespełna metr wysokości), więc należą do niewielkich konstrukcji wolnostojących. Ich wygląd oraz wykończenie powinny obalić mity o szkockim skąpstwie – niczego tutaj nie żałowano. Precyzyjnie wykonana skrzynia z MDF-u została wewnątrz wzmocniona, a na zewnątrz pokryta naturalną okleiną, którą można zamówić w sześciu wariantach. Są to: czarny jesion, drewno różane, orzech, wiśnia, biel oraz dąb. Za dopłatą dostaniemy też niestandardowe kolory i wykończenia, na przykład wysoki połysk.
Sama obudowa jest, wbrew panującym obecnie trendom, idealnym prostopadłościanem, którego ścianki stykają się pod kątem 90 stopni. Wiele się słyszy o tym, że ostre krawędzie niekorzystnie wpływają na rozchodzenie się fal dźwiękowych, ale widocznie konstruktor Linna sobie z tym poradził. Krawędzie Majików 140 są naprawdę ostre i nie zostały choćby delikatnie sfazowane, nawet wokół przedniej ścianki.

020 025 Hifi 05 2021 002

 

Czym chata bogata. Cztery pary
terminali i pasywna zwrotnica
umożliwiają przeróżne konfiguracje.

 

Ta ostatnia wygląda intrygująco ze względu na umieszczony w srebrzystym kołnierzu moduł 2K. Wywodzi się on z bardziej rozbudowanego 3K, montowanego w droższych modelach serii 300 oraz w wolnostojącym Akubariku i podstawkowym Akudoriku.
Moduł 2K składa się z dwóch głośników wysokotonowych. Pierwszy, o średnicy 30 mm, jest miękką kopułką z elastomeru poliuretanowego, która pokrywa zakres 1,5-6 kHz. Drugi to 12-mm kopułka z jedwabiu, która przenosi częstotliwości powyżej 6 kHz. Oba przetworniki zostały zamknięte we wspólnej obudowie i maksymalnie do siebie zbliżone, aby funkcjonować jak pojedyncze źródło emisji fal dźwiękowych. Za ich „modelowanie” odpowiada sferyczne zagłębienie w kształcie nerki, które znajduje się tuż za modułem. Gdy przyjrzymy się bliżej (najlepiej z bardzo bliska i z latarką), spostrzeżemy, że dokładnie na osi mniejszej kopułki półsfera przechodzi w długi, zaślepiony na samym końcu lejek. To dość często stosowane rozwiązanie, które zostało spopularyzowane zwłaszcza przez B&W. Dzięki wymodelowaniu kształtu lejka (czy też tubki za przetwornikiem) wygaszone zostają pasożytnicze rezonanse oraz zredukowane zniekształcenia.
Poniżej modułu wysokotonowego, ukryte za metalową siateczką, pracują dwa głośniki o średnicy 16 cm. Choć na pierwszy rzut oka wyglądają identycznie, wcale takie nie są. Górny, umieszczony w osobnej komorze, to nisko-średniotonowiec. Reprodukuje pasmo z zakresu 200 Hz – 1,6 kHz, a jego membranę wykonano z impregnowanej celulozy. Dolny przetwarza wszystko poniżej 200 Hz i wykorzystuje membranę o strukturze kanapkowej, wzmacnianej włóknem szklanym.
Ciekawe, że według specyfikacji podawanej przez producenta 2K jest modułem średnio-wysokotonowym, natomiast dwa większe przetworniki to głośniki basowy i subbasowy. Jeśli jednak trzymać się podręcznikowej definicji średnicy (zakres od 200 Hz do 2 kHz), to głośnikiem średniotonowym będzie właśnie ten z membraną celulozową.
Na tylnej ściance – niespodzianka! Oprócz wylotu bas-refleksu znalazły się tu aż cztery (!) pary gniazd, które umożliwiają połączenie w trybie bi-, tri-, a nawet quatro-ampingu. Choć układ powstał głównie z myślą o wpięciu Majika w aktywny system Linna, to nawet gdy korzystamy z elektroniki innej firmy, otwierają się przed nami niezbadane możliwości.
Majiki 140 są standardowo wyposażane w drewniany cokół, w który można wkręcić metalowe kolce, dołączone w wyposażeniu. Za dopłatą producent oferuje specjalną podstawę, wykonaną z jednego kawałka aluminium, która podobno sporo poprawia w dźwięku. Wierzymy na słowo.
Podsumowując: oględziny Majików 140 pozostawiają po sobie jak najlepsze wrażenia. Ponadprzeciętna jakość wykonania idzie w parze z technicznym wyrafinowaniem i oryginalnymi rozwiązaniami, które bardzo rzadko pojawiają się w tym segmencie cenowym.

020 025 Hifi 05 2021 002

 

Z sześciu rodzajów oklein
można wybrać kolor à la lodówka…

 

Konfiguracja systemu
Poza wstępną rozgrzewką, szkockie kolumny nie wymagają jakichś nadzwyczajnych zabiegów. Warto jednak pamiętać, że czteroomowa impedancja oraz 88 decybeli skuteczności szału nie robią – przyda się wydajny wzmacniacz. W moim przypadku test przebiegał z wykorzystaniem Gryphona Callisto 2200 oraz firmowego Majika DSM, należącego do coraz popularniejszej kategorii urządzeń „all-in-one”. Źródłem sygnału był tandem Primare CD32 (transport) i Hegel HD32 (DAC) oraz serwis streamingowy Tidal. Sygnał cyfrowy transmitował koaksjalny Tellurium Graphite, a kolumny ze wzmacniaczem łączył Nordost Frey 2.

020 025 Hifi 05 2021 002

 

… bądź katafalk.

Wrażenia odsłuchowe
Szkoci zawsze chadzali własnymi drogami i nawet dziś najchętniej odcięliby się od Zjednoczonego Królestwa, choć tym razem bezkrwawo. Tym niemniej, jak pokazuje przykład Majików 140, nie wyprą się one wspólnej, brytyjskiej tradycji brzmienia. Tradycji reprezentowanej przez takich producentów, jak Harbeth, Spendor, Kef czy Wharfedale. Na pytanie, co jest jej istotą, każdy audiofil, nawet wyrwany o czwartej rano z głębokiego snu, zakrzyknie bez wahania: średnica! Średnicą cały Albion stał, stoi i stać będzie – od wzmacniaczy, przez odtwarzacze, aż po kolumny głośnikowe.
I tak też jest w przypadku Majików 140, których średnie tony przykuwają uwagę od pierwszej chwili. To właśnie one są tu numerem popisowym i gwoździem programu. Zarówno operujące w średnicy pasma instrumenty, jak i głosy ludzkie brzmią za pośrednictwem szkockich kolumn wyjątkowo czytelnie, angażująco i bezpośrednio. Wokal Jamiego Calluma („Interlude”), od którego zacząłem odsłuch, ujmował naturalnością. Ani przez chwilę nie odniosłem wrażenia, że został w jakikolwiek sposób „dopalony”, żeby zrobić wrażenie na słuchaczu. Poczucie bliskości – a w przypadku nagrań jazzowych wokalistek wręcz intymności – osiągnięto tu nie tyle poprzez podbicie zakresu średnicy, co przez umiejętne nasycenie jej składowymi. Duża w tym również zasługa wyższego basu, który zapewnia solidne podparcie i sprawia, że całościowe brzmienie Majików odbieramy jako nasycone, wręcz kremowe.
Kolejną zaletą linnowskiej średnicy jest jej ruchliwość. Aspekt rytmiczny został tu zaakcentowany i wyeksponowany, co sprawia, że nawet gdy słuchamy utworu o gęstej fakturze, to nigdy nie brzmi on ociężale. Przeciwnie, tzw. foot tapping factor jest obecny stale, a słuchacz bezwiednie mu się poddaje. Schodzimy teraz nieco niżej, tam gdzie pracuje już głośnik kompozytowy. Najniższych tonów jest dużo, nawet bardzo dużo – do tego stopnia, że przez większość czasu odsłuch odbywał się z zatkanymi otworami bas-refleksu (piankowe zatyczki producent skrupulatnie dołączył do zestawu). Swoją drogą, chyba tylko inżynierowie Linna wiedzą, jak wycisnąć z dwóch skromnych „szesnastek” takie ilości dołu; często o wiele potężniejsze konstrukcje generują go znacznie mniej. Jedyny kłopot polega na tym, że o ile da się zredukować nadmiar basu, to raczej nie poprawi się jego zróżnicowanie. Odniosłem wrażenie, że na samym dole bas brzmiał nieco jednostajnie, co było odczuwalne zwłaszcza w nagraniach rockowych i bluesowych, gdzie dół potrafi się odezwać naprawdę nisko. To zjawisko było mniej odczuwalne w jazzie akustycznym i klasyce, zwłaszcza kameralnej, gdzie subsoniczne pomruki się po prostu nie pojawiają. Za bas nie mogę więc dać maksymalnej noty, ale podkreślam: nie chodzi o jego ilość, której może pozazdrościć niejedna większa konstrukcja, ale o zróżnicowanie.
Wysokie tony, podobnie jak w dawnych monitorach, wywodzących się ze szkoły BBC, są tu bardziej dopełnieniem wyższej średnicy niż samoistnym bytem, który koniecznie chce zwrócić na siebie uwagę. Dzięki nieco złagodzonej górze będziemy odbierać dźwięk Majików jako lekko aksamitny i – mimo całego rytmicznego zaangażowania – niemęczący i wyrozumiały dla słabo zrealizowanych, ostro brzmiących płyt.

020 025 Hifi 05 2021 002

 

Stosowanie kolców nie zawsze
jest konieczne – kolumny można
postawić bezpośrednio na cokole.
Ale nigdy nie przysuwajmy ich
tak blisko ściany.

 

A co się stanie, kiedy wysokie tony otrzymają rolę wiodącą, na przykład w barokowych koncertach skrzypcowych albo w nagraniach tria bądź kwartetu smyczkowego? Tu niespodzianka, ponieważ mimo ich łagodnego charakteru, wcale nie odczujemy niedosytu. Koncerty skrzypcowe Vivaldiego, Telemanna czy Geminianiego zabrzmiały eufonicznie i spójnie, bez przesadnie eksponowanej detaliczności, która mogłaby popsuć przyjemność słuchania. Góra niosła oczywiście sporą dozę łagodności, ale była też dźwięczna, perlista i angażująca – do jej barwy nie miałem żadnych zastrzeżeń. Mało tego, w innych gatunkach, gdzie od góry wymaga się „zaiskrzenia”, podwójne kopułki Linna naprawdę dawały radę i potrafiły pokazać pazur. No, może pazurek, bo jednak nie mówimy o brzmieniu superprecyzyjnych kopułek tytanowych. Na płycie amerykańskiego gitarzysty Erica Bibba „Booker’s Guitar” pojawiają się tylko wokal, gitara i harmonijka ustna. Zwłaszcza ta ostatnia musi czasem ostro „przyciąć”, ponieważ taka jest poetyka bluesa. I tym razem przycinała, choć ze względu na filigranowość góry Majików 140 nie groziło to zranieniem uszu. I bardzo dobrze, ponieważ ja sam dawno już zrezygnowałem z bojów o neutralność za wszelką cenę, szczególnie kosztem komfortu. Widocznie wiek robi swoje.
Jeżeli chodzi o wrażenia przestrzenne, to Majiki 140 radzą sobie bardzo dobrze i nie przeszkadza w tym kanciastość obudów. Dźwięk jest obszerny, napowietrzony i swobodnie wychodzi poza kolumny w każdą stronę. W nagraniach klasycznych scena jest nieco oddalana, a w wokalistyce, jazzie i popie – nieco przybliżana do słuchacza. Wynika to ze sposobu realizacji, ale nie wszystkie konstrukcje potrafią oddać efekt równie rzetelnie – tu wielkie brawa dla Linna. Dopiero nieco uproszczona gradacja planów przypomina, że to jeszcze nie high-end. Słychać to na przykład na płycie Tori Amos „Unrepentant Geraldines”, której miks jest wyjątkowo złożony, ale mistrzowska realizacja sprawia, że niemal widzimy wszystkie jego warstwy, zupełnie jak na obrazie w 3D. Majiki 140 ów obraz nieco spłaszczyły, a plany nałożyły na siebie tak, że nie wszystkie warstwy instrumentalne były do końca czytelne. Nie przeszkodziło to jednak w wykreowaniu bardzo muzykalnej, ciepłej i przyjaznej dla ucha atmosfery – a ta jest przecież równie istotna w odbiorze muzyki.

020 025 Hifi 05 2021 002

 

Producent poleca firmowe zestawienie
– Majik 140 i Majik DSM.

 

Konkluzja
Linnowi udało się zbudować naprawdę muzykalne i uniwersalne kolumny, które powinny przypaść do gustu nie tylko tym początkującym audiofilom. Za nieco ponad 10000 zł dostajemy zestawy o bardzo dobrym brzmieniu, a zarazem wyrafinowane konstrukcyjnie i wyposażone w rozwiązania spotykane w znacznie droższych modelach. W tym segmencie cenowym nietaktem byłoby oczekiwać jeszcze więcej.

 

 

2021 05 22 09 26 31 020 025 Hifi 05 2021.pdf Adobe Reader

 

Bartosz Luboń
Źródło: HFM 05/2021