fbpx

HFM

artykulylista3

 

Falcon Acoustics BBC LS3/5a

3847052019 001
Legendy świata hi-fi, ponadczasowe, poszukiwane konstrukcje. Wiele z nich stało się motorem rozwoju firm i przyniosło bogactwo ich właścicielom.
Każda ma swoją historię. Bywają ciekawe, jak ta o projektowaniu prototypów w garażu, albo nudne – o tym, że inżynierowie zaprojektowali, komputer policzył, a rynek przyjął.


W Falconie LS3/5a splatają się dwie opowieści: o monitorze BBC i o Falconie. Rozchodzą się, spotykają, by wreszcie znaleźć wspólny finał. Zacznijmy od tego, że gdyby nie było Falcona, nie byłoby BBC LS3/5a, a gdyby nie było LS3/5, to niewykluczone, że i Falcon dawno by nie istniał. Skończmy na tym, że te maleńkie monitory są jak pomnik, któremu niestraszny upływ czasu. Po prostu trwają i wszystko wskazuje na to, że nawet za 30 lat na spiżowej rzeźbie nie pojawią się pierwsze pęknięcia.




Historia
BBC jest uważana za wzór medium publicznego. Informuje, edukuje, propaguje kulturę i przyczynia się do budowania wizerunku Wielkiej Brytanii na świecie. BBC wyznacza standardy na wielu płaszczyznach: technicznej, artystycznej czy warsztatowej. Mało kto wie, że także na audiofilskim poletku położyła wielkie zasługi, nie tylko w postaci programu badawczego nad monitorami studyjnymi. Wszakże były one jedynie środkiem do celu. Wysokiej klasy narzędziem do przekazywania wysokiej jakości treści.
Rozgłośnia w latach, kiedy większości z nas nie było jeszcze na świecie, dysponowała szczytową technologią. Jakość transmisji nie miała sobie równych, a przy dobrym sygnale mogła konkurować z muzyką odtwarzaną z gramofonu. Dzięki temu tuner w wielu domach przekształcał się z okna na świat i zamiennika gazety w pełnoprawne źródło dźwięku. W starych, dobrych czasach był zwyczaj puszczania w radiu całych płyt i transmisji koncertów, obecnie prawie zapomniany. BBC budowało też konsekwentnie archiwum kultury w postaci nagrań. Od strony technicznej wszystko musiało być najlepsze: ludzie, sprzęt i procedury.

3847052019 002Autentyki.


Z tego powodu koncern utrzymywał własny dział badawczo-rozwojowy. Głównie na potrzeby radia, bo transmisja FM na przełomie lat 60. i 70. dała możliwość osiągnięcia jakości bliskiej fizycznym nośnikom, jak płyta czy taśma. Podstawowym zadaniem dźwiękowców było nadawanie na żywo koncertów muzyki poważnej. Ta stawiała najwyższe wymagania i wymusiła konieczność używania dobrych monitorów kontrolnych. Sygnał przekazywany do studia musiał być perfekcyjny. Zadanie komplikował fakt, że monitory musiały się wykazać nadzwyczajną uniwersalnością. Miały pracować nie tylko stacjonarnie, w studiach, ale też w wozach transmisyjnych. W tych zaś było mało miejsca, więc i skrzynki musiały być miniaturowe.

3847052019 002Nisko-średniotonowy B110.


Warunki akustyczne także trudno było przewidzieć. Trzeba się było uniezależnić od zmiennych otoczenia, zdecydowano się więc na obudowę zamkniętą. Odtwarzany materiał stawiał z kolei wysokie wymagania w dziedzinie jakości brzmienia. Możecie więc włożyć między bajki stwierdzenia, że LS3/5 to głośnik do wokali i kameralistyki. Miał wiernie przekazywać sygnał w szerokim paśmie, zachowując możliwie najwyższą neutralność.
Zadanie od początku wydawało się karkołomne i decydenci zdawali sobie z tego sprawę. Dlatego przeznaczono na nie niewiarygodne wręcz środki: sto tysięcy funtów! Na owe czasy była to kwota tak oszałamiająca, że dyskutował o niej brytyjski parlament.

3847052019 002Wysokotonowy T27.


Zapotrzebowanie na LS3/5 pojawiło się w 1967 roku; historia Falcona zaczęła się trzy lata wcześniej. Założyciel firmy, Malcolm Jones, pracował wówczas w KEF-ie i projektował głośniki. Był jednym z pierwszych szefów zespołu inżynierów, bo też i sam KEF istniał od niedawna (1961). W tamtych latach priorytetem firmy było wykonanie membran z nowoczesnego materiału – plastiku.
W 1965 roku Gustaw Thulin Sten opatentował plastikową torebkę, która we wczesnych latach 70. XX wieku okazała się przełomem w świecie reklamy. Można było na niej drukować obrazki i teksty, więc wielkie firmy szybko dostrzegły jej potencjał. Sami klienci mieli się stać nośnikami haseł, a na dodatek nie trzeba będzie za to płacić. Mimo że koszty wytworzenia plastikowych torebek były relatywnie wysokie, opłacało się je ponieść. Bo billboard czy reklama telewizyjna i tak w efekcie okazywały się droższe, przeliczając na zasięg.

3847052019 002LS3/5a rozebrane na części
pierwsze.


Tak reklamówki trafiły do świata Zachodu. W Polsce pierwsza torebka foliowa pojawiła się na wystawie techniki i ludzie kupowali po kilkadziesiąt biletów na osobę, bo dołączano do nich niesłychane cudo – torbę, w której można było nosić nawet wodę! Wkrótce reklamówki pojawiły się na bazarach, przemycane przez żelazną kurtynę przez pracowników państwowych firm, wysyłanych w delegacje. Jeszcze w późnych latach 80. XX wieku na ulicach Warszawy nie nosiło się neseserów czy aktówek, tylko kolorowe plastiki, a niejedna „oryginalna” potrafiła służyć nawet rok.


Brytyjski koncern medialny także dostrzegł potencjał plastiku i skontaktował się ze swoim byłym pracownikiem Raymondem Cooke’em, założycielem KEF-a. Jeszcze w 1965 roku do produkcji wszedł nowy materiał – Bextrene – będący mieszanką polistyrenu. Membrany z niego zaprojektował Malcolm Jones, a potem ubrał w pełny przetwornik B110. Nisko-średniotonowiec okazał się strzałem w dziesiątkę, a KEF zbudował na nim swój sukces. B110 sprzedał się w milionach sztuk. Wysokotonowy T27 z Melineksu (poliester w postaci folii) nie bił aż takich rekordów, ale również zyskał popularność. W czasie burzy mózgów przedstawiciele BBC i KEF-a ustalili, że w oparciu o te głośniki zbudują minimonitor LS3/5.

3847052019 002Przednia ścianka.


Wkrótce projekt ujrzał światło dzienne i potwierdził swoją klasę jakością transmisji radiowych. Nie było wówczas na świecie małego monitora studyjnego, który wytrzymałby z nim porównanie.
Zestaw skierowano do produkcji. Powstało 20 par i wszystkie trafiły do BBC. Jednak tylko kilka wykorzystywano do pracy. Reszta wylądowała w magazynie, gdzie pudełka pokryły się kurzem. Państwowy koncern zrealizował swoje zapotrzebowanie i słono za to zapłacił. Jeżeli podzielimy sumę 100000 funtów na 20 par, okaże się, że każda kosztowała 5000 GBP. Powiecie: nie takie rzeczy już widzieliśmy. Warto sobie jednak uzmysłowić, że u schyłku lat 60. XX wieku realna wartość tej kwoty odpowiadała dzisiejszym 100000 funtów. W tamtym czasie najbardziej elegancki brytyjski samochód sportowy – Jaguar E-Type w wersji OTS (open two-seater) kosztował 2098 funtów. Nawet przy dzisiejszym high-endowym szaleństwie można zaryzykować stwierdzenie, że były to najdroższe minimonitory świata. Inna sprawa, że obecnie bez problemu znalazłoby się 20 klientów, którzy bez zająknięcia przekazaliby neseser z gotówką za egzemplarze z tamtej serii, byle w perfekcyjnym stanie i bez przebiegu. Tylko gdzie je znaleźć?

3847052019 002T27 pod płytką zwrotnicy.


BBC dostała, co chciała i… zapomniała o sprawie. Jednak w 1972 roku znów pojawiło się zapotrzebowanie na mały monitor. Niestety, KEF zdążył już pozmieniać przetworniki B110 i T27. Na tyle istotnie, że nie dało się ich bezpośrednio przełożyć do identycznych skrzynek, z identyczną zwrotnicą. Cooke nie mógł zaspokoić popytu, bo nie zachował oryginalnych form z 1967 roku. Zresztą – po co, skoro z BBC nikt nie dzwonił ani nie pytał.
W tej sytuacji zwrócono się o pomoc do, znanego nam już, Malcolma Jonesa. Ten wziął na warsztat jedną parę oryginalnych LS3/5, wykonał pomiary i… schował wyniki do szuflady. Zachował też po kilka przetworników z 1967 oraz gotowe obudowy. Kto wie, czy gdyby nie tamta wizyta, projekt nie trafiłby na świetnik historii. Ostatecznie KEF otrzymał od Malcolma kolejną wersję głośników, po czym o sprawie znowu zapomniano.

3847052019 00214 elementów.


W 1974 roku ktoś jednak doszedł do wniosku, że można zarobić na legendarnej już wtedy konstrukcji. Wydział projektowy BBC wziął się ostro do roboty, przy udziale Jonesa jako osoby najlepiej rozeznanej w temacie. Do tej samej obudowy włożono aktualne wersje B110 i T27, a Malcolm przeprojektował zwrotnicę tak, aby zapewniła identyczne z oryginałem parametry oraz brzmienie. Tak powstały BBC LS3/5a, które… znowu nie trafiły do produkcji, bo koncern nie dysponował odpowiednim zapleczem. Pomysł na zarabianie pieniędzy pojawił się gdzie indziej.
W 1976 roku BBC opracowała dokładną specyfikację monitorów. Warunkiem było zastosowanie tych samych wersji przetworników oraz identycznej zwrotnicy BBC FL6/23. Określono nawet parametry sklejki, z której miały powstawać obudowy – koniecznie musiała to być fińska brzoza. I tak rozpoczął się nowy rozdział historii monitorów BBC.

3847052019 002Każdy centymetr się liczy.


Dokładnie to samo Brytyjczycy robili z każdym kolejnym opracowanym przez siebie monitorem. Produkować je mogła dowolna firma zewnętrzna. Pod dwoma wszakże warunkami. Po pierwsze, musiała dokładnie odtworzyć oryginał, co sprawdzali kontrolerzy z BBC. Po drugie, musiała płacić tantiemy od każdej wyprodukowanej pary. Jakby tego było mało, egzamin trzeba było systematycznie powtarzać, bo BBC musiało mieć pewność, że nikt nie zdewaluuje słynnego certyfikatu jakości.
Pomysł powtarzali później inni, jak choćby Philips w przypadku standardu CD, choć bez tak rygorystycznej kontroli.


Licencjonowani wytwórcy narzekali na drożyznę i upierdliwość BBC, jednak nie przeszkadzało im to robić interesów. LS3/5a produkowało kilka firm, jak KEF, Rogers, Spendor i inni. Łącznie sprzedali 100000 par. Głównie odbiorcom domowym. Żadna brytyjska firma z rynku profesjonalnego nie powtórzyła tego sukcesu.
Malcolm Jones już w 1972 roku podejrzewał, że „coś się kroi”, więc oprócz napełnienia szuflady pomiarami i przetwornikami zrobił jeszcze jedno: założył Falcon Acoustics. Pierwotnie firma zajmowała się sprzedażą podzespołów dla majsterkowiczów. Następnie asortyment wzbogacono zestawami do samodzielnego montażu, czyli tzw. „kitami”. W latach 70. i 80. XX stulecia był to poważny segment rynku. Mężczyźni w tamtych czasach potrafili się posługiwać narzędziami. Sami kleili obudowy i lutowali druciki. Kit był też zdecydowanie tańszy od gotowego produktu. Poza tym, własnoręcznie zbudowane kolumny stanowiły powód do dumy. Powstawały nawet kluby „złotych rączek”, które organizowały konkursy na najlepiej zrealizowane projekty.

3847052019 002Zwrotnica za kopułką.
Trzy cewki Volta.


Sprzedaż podzespołów przynosiła Falconowi niezłe dochody. Hitem okazała się produkcja cewek z rdzeniem ferrytowym, o bardzo wąskim rozrzucie parametrów. Dobrze sprzedawały się także głośniki. Dzisiaj Falcon pozostaje największym dostawcą przetworników w Wielkiej Brytanii.
Malcolm prowadził swój interes z żoną Valerie. Ta w 2006 roku przeszła na emeryturę, a dwa lata później zmarła. W 2009 firmę odkupił Jerry Bloomfield, a Malcolm pozostał konsultantem technicznym. To, co miał w szufladzie, a przede wszystkim w głowie, było zbyt cenne.

3847052019 002Zwrotnica.


100 procent
W latach 90. XX wieku definitywnie skończyły się zapasy głośników B110 i T27, produkowanych przez KEF-a. Tym samym BBC przestało udzielać licencji na LS3/5a. Firmy, takie jak Spendor, Harbeth czy Chartwell nadal produkowały LS3/5a, z tym, że… nie były to już LS3/5a. Zmieniły się symbole, ale ludzie z przyzwyczajenia posługiwali się starą nazwą. Kolejne opracowania nie były złe, jednak gdzieś w głębi serc tliła się nie do końca uświadomiona tęsknota, podsycana legendą o świętym Graalu.
Falcon miał wszystko, by ją ożywić. Szufladę i Malcolma, który przecież zaprojektował oba przetworniki.

3847052019 002Cewka firmy Volt.


Idea była prosta: odtworzyć BBC LS3/5a w stu procentach i bez żadnych kompromisów. Malcolm dysponował dokładnymi planami. Z pomocą przyszła także współczesna technika, dzięki której kosz ani magnes nie sprawiały już problemu. Trzeba było jedynie odtworzyć formy. Gorzej było z Bextrenem, bo materiału od dawna nie produkowano; ostatnio używał go Spendor (a przynajmniej czegoś podobnego). Falconowi udało się odtworzyć dokładny skład, a nawet otrzymał niespodziewany prezent. Technologia materiałowa i wykorzystanie komputerowo sterowanych maszyn pozwoliły uzyskać membrany lepsze od oryginału. W latach 70. XX wieku materiał był trudny do równomiernego nałożenia, przez co grubość powierzchni drgającej potrafiła się zmieniać w niekontrolowany sposób. Z egzemplarza na egzemplarz zmieniała się też masa, co wymuszało parowanie już na etapie samych membran, które miały zostać użyte do montażu w głośnikach. Było to pracochłonne i niezwykle utrudniało zachowanie powtarzalności. Nowoczesna technologia pozwoliła produkować membrany o jednolitej grubości i idealnie takiej samej masie, dzięki czemu powtarzalność przestała być zmartwieniem. Przy okazji poprawie uległy właściwości akustyczne.

3847052019 002Fornir – czeczotka orzechowa.


Z wysokotonowcem nie było tyle zachodu i reaktywacja udała się koncertowo. Jednak mimo że Falcon zaopatruje w przetworniki wiele firm, to B110 i T27 nie są dostępne dla innych wytwórców. Można je kupić tylko na wymianę w posiadanych monitorach BBC.
Obudowy również nie sprawiły wielkiego problemu. Dzięki dostępowi do oryginałów, powtórzono wszystkie szczegóły. Trzeba było jedynie znaleźć stolarnię, która wykona brzozowe skrzynki.
Większym wyzwaniem okazały się elementy zwrotnic. I tu pomocna okazała się szuflada. Udało się odtworzyć oryginalne cewki na rdzeniu transformatorowym. Produkcją zajęła się znana brytyjska firma Volt. Pozostałe elementy, w przytłaczającej większości (98 %), również pochodzą z Wielkiej Brytanii. Przed montażem są mierzone i parowane. Obudowy wykonuje się ręcznie w Oxfordzie. Skrupulatność Falcona przerasta tę z BBC, ponieważ każdy arkusz sklejki jest oglądany ze wszystkich stron i ważony. Musi mieć bowiem idealną gęstość.

3847052019 002Widok zdecydowanie niedzisiejszy


Najbardziej kłopotliwy okazał się z pozoru nieistotny drobiazg – maskownice w formie metalowych siatek. Okazało się, że nikt już takich nie robi, a dla brzmienia istotne są proporcje otworków i sam materiał. W końcu udało się dotrzeć do producenta oryginału, który w dodatku miał gotowe arkusze w magazynie. Na razie zapas jest duży, a kiedy się skończy, Jerry Bloomfield zacznie się martwić.
Maskownice są mocowane nie na magnesiki, ale toporne rzepy krawieckie i dodatkowo mają wyraźne ramki. W latach 70. nikt się specjalnie nie przejmował załamaniami fal na krawędziach. I jeszcze te obwódki wokół kopułek. To jakaś kpina, prawda? Być może, ale tak się wtedy budowało kolumny, a nowy monitor miał być w stu procentach zgodny z oryginałem.
W 2014 roku BBC przyznało Falconowi licencję na LS3/5a. Była to podobno najszybciej przeprowadzona procedura w historii brytyjskiego nadawcy. To dobra wiadomość. Złą mamy dla tych, którzy oczekują teraz większych modeli z łamańcem w symbolu. Obecnie nie ma o tym mowy. Nic również nie wskazuje, że sytuacja ulegnie zmianie.

3847052019 002Klasyczny monitor BBC.


Budowa
Po tak rozbudowanym wstępie można już tylko krótko i węzłowato. Falcon LS3/5a to dwudrożny minimonitor z obudową zamkniętą. Niskie i średnie tony odtwarza głośnik 13,8 cm, a wysokie – 19-mm. Przy 3 kHz pasmo rozdziela 14-elementowa zwrotnica. Obudowę wykonano ze sklejki z brzozy bałtyckiej i wytłumiono płatami gąbki. Maskownica wchodzi we wgłębienie we froncie. Producent nie zaleca jej zdejmować do odsłuchu.
Głośniczki są miniaturowe i kanciaste. Na szczęście, zamiast archaicznych zacisków zastosowano parę solidnych złącz, akceptujących gołe druty, banany i widełki.
Uroda? Jeszcze jedno korzystne odstępstwo od wzorca. Falcon pozwala wybierać spośród naprawdę urodziwych fornirów; szczególnie czeczotka i drewno różane przyciągają oko. Warto dopłacić 500 zł, no chyba że ktoś kocha orzech. Niezależnie od wersji, jakość wykonania pozostaje poza wszelką dyskusją. To klasyczna stolarka w mistrzowskim wydaniu.

3847052019 002Maskownica mocowana
na rzepy.


Falcon oferuje własne podstawki. W moim odczuciu – niezbędne, bo postawić BBC LS3/5a na półce to jak zamontować w maserati stalowe felgi. Wygląd to jednak sprawa drugorzędna, bo ma grać i głównie na to wydajemy dodatkowe 4490 zł. Podstawki wykonano zgodnie ze sztuką. Są stabilne, ciężkie (16 kg/szt.) i gwarantują monitorom komfort pracy. Redukują drgania, odbierają je obudowom i… Szkoda miejsca na opisy. Zakup Falconów bez nich to błąd.
Stendy można dociążyć, wsypując przez otwory w podstawie balast. Wzrost masy powinien korzystnie wpłynąć na własności akustyczne. Poprawi się także stabilność. Dla pewności polecam usunąć gumowe nóżki-przylepki na rogach górnych blatów i przykleić skrzyneczki do podstawy uhu-tackiem albo inną niezasychającą substancją.
Stendy opierają się na czterech ostrych szpikulcach. Można je stawiać na parkiecie, ale wejdą jak w masło. Lepiej podłożyć płytę z granitu albo lignofolu, podklejoną filcem. Każdy z materiałów wpłynie na rysunek basu, przejrzystość i ochroni podłogę. Poza tym LS3/5a to pomnik techniki hi-fi i cokół mu się należy.

3847052019 002Skrzynki wytłumione
płatami gąbki.


Konfiguracja systemu
W teście Falcony LS3/5a grały z McIntoshem MA9000 i Gamutem CD 3. System został okablowany przewodami Hijiri (HCS, HCI, Million). Prąd rozprowadzał system Ansae. To dobre zestawienie, bo Falcon prezentował swoje dzieło na wystawach w USA właśnie z Makiem. Ma też zwyczaj pokazywać się z elektroniką Sugdena, choćby na własnej stronie internetowej. Ekipy obu firm po prostu się lubią. Jak to razem gra – nie wiem.
Dobór wzmacniacza do LS3/5a teoretycznie jest prosty, bo monitory zagrają ze wszystkim. Pytanie tylko: jak. Jeżeli obawiacie się 15-omowej impedancji, śpijcie spokojnie. Problemy mogą się pojawić dopiero, kiedy zechcemy je zasilać z 4-omowego odczepu w lampie. Wówczas może się zrobić mdło i nijako. Podłączenie do odczepu 8-omowego również nie gwarantuje sukcesu, ale na pewno zabrzmi lepiej. McIntosh MA9000 potencjalnie także powinien sprawić kłopot, bo został wyposażony w autoformery.

3847052019 002Fornir orzechowy.


O ile 15-omowa impedancja poprawia kompatybilność (ze wzmacniaczami bez transformatorów wyjściowych na pewno), o tyle skuteczność 83 dB to katastrofa. Miniaturki chłoną waty jak gąbka. Zalecaną moc 50 W na kanał możecie potraktować jak pobożne życzenie i poniżej rzetelnej setki nie rozpoczynajcie poszukiwań. Odpowiednia moc wpłynie nie tylko na dynamikę i kontrolę namiastki basu, ale także na barwę i przestrzeń.
Monitory są wrażliwe na klasę elektroniki i potrzebują godnego partnera. Nawet D’Agostino nie będzie przesadą. Nabywcy LS3/5a reprezentują przeważnie najwyższy poziom zaawansowania w poszukiwaniu dźwiękowego ideału i jeżeli dostrzegą go w Falconach, nie będą szczędzić funduszy na elektronikę. Generalnie, nie da się wystawić recepty na sukces, ale z odpowiednią kombinacją polecicie w kosmos.

3847052019 002Pod śrubami otwory
do napełnienia komór balastem.


Kolejna sprawa to ustawienie. O ile sam rozmiar pokoju nie jest krytyczny (choć wiadomo, że najlepszy będzie mały, a nawet bardzo mały), to odległość od słuchacza – już tak. Monitory zostały przystosowane do pracy na stole w wozie transmisyjnym, a więc w oddaleniu około metra od uszu. I tak się spisują najlepiej, co opisało stu recenzentów przede mną. Warto o tym pamiętać, choć oczywiście mogą się zdarzyć niespodzianki.

3847052019 002Cis.


Wrażenia odsłuchowe
Zacznę od wysokiego „c”. Na Audio Show 2018 było za mało czasu, żeby posiedzieć, popatrzeć, przysłuchać się bliżej. Pozostały tylko te wrażenia, które od pierwszej chwili uderzyły w serce. Tak właśnie było z Falconem. Firma zorganizowała swoją prezentację sama, ponieważ nie miała wtedy polskiego dystrybutora. Po wystawie kontakt się urwał, ale musiała mi zapaść w pamięć, skoro jako o jedynej napisałem o niej we wstępniaku do wydania „HFiM 12/2018”.
Teraz minimonitory wylądowały w moim pokoju. Sporym (źle), na firmowych podstawkach (dobrze), w odległości dwóch metrów od słuchacza (znowu źle).
Najpierw zagrały z Rogue Audio Cronus Magnum III, przestawionym z fabrycznych 8 omów na 4. Źle nie było, ale magia też się nie pojawiła. Sterowanie z odczepu 4-omowego z pewnością nie pomogło.
Po Magnum do pracy wrócił McIntosh MA9000. Konieczna okazała się korekta ustawienia. Bazę zwęziłem z 2,6 m do 1,5 m. Jeszcze węziej – nic złego się nie działo i dopiero poniżej 1,1 m stereofonia zaczęła zanikać. Za to powyżej 2 m dźwięk tracił spójność. Jeżeli chodzi o odległość od słuchacza, to zmniejszyłem ją do 1,5 m od linii uszu (teraz dobrze).

3847052019 002 Drewno różane.


Zgodnie ze stereotypowym postrzeganiem LS3/5a, najpierw sięgnąłem po wokale. „He Is Christmas” Take 6 to spektakularna realizacja męskich głosów. W większości akustyczna, choć na albumie znalazły się też ścieżki podpompowane elektroniką. Dość długo szperałem w pamięci, chcąc odnaleźć najlepsze prezentacje tej płyty. Znalazło się kilka, ale zaryzykuję, że ta była najlepszą, z jaką miałem do czynienia. Byłem na koncercie zespołu w Filharmonii Narodowej, ale to, co usłyszałem w domu, spodobało mi się jeszcze bardziej. To przez bliższy kontakt z wykonawcami. W dużej sali dźwięk jest bardziej lotny, lżejszy. Z Falconów – skupiony, bezpośredni i bardziej szczegółowy niż na słuchawkach. Do tego nasycony energią tak, jakby za chwilę miał eksplodować. Realizm barwy okazuje się uderzający. Scena jest lekko wypchnięta do przodu, ale nie występuje zjawisko wychodzenia muzyków przed głośniki. Monitory zachowują się raczej jak trójwymiarowy projektor. Zachowując znakomitą bezpośredniość i czytelność, roztaczają wokół siebie aurę pogłosu. Rysują scenę bez planów czy granic między nimi, co nie przeszkadza w zogniskowaniu źródeł tak ostro, że bardziej już chyba się nie da. W dźwięku jest wszystko: gęsta, mięsista średnica, dźwięczne jak kryształ wysokie tony, a bas? Tu nie ma sygnałów, które wymagałyby szerszego pasma, więc też odbieramy go jako wystarczający. Trudno zresztą napisać coś adekwatnego, bo to trochę tak, jakby oceniać muzykę wykonywaną na żywo. To zresztą jedyna słuszna konkluzja: głośników i elektroniki po prostu nie ma. Tak samo nie ma ich ograniczeń, zabarwień, kłamstewek i grubszych oszustw.

3847052019 002Czeczotka orzechowa


W pięciogłosowych madrygałach Marenzia (Rene Jacobs, Harmonia Mundi) słychać to samo. Jedyne, co przeszkadza, to realizacja z 1982 roku, w której szwankuje równowaga rejestrów. Nie jest to kwestia daty wydania, ponieważ „Winterriese” Schuberta w ponadczasowym – dla mnie najlepszym – wykonaniu Dietricha Fischer-Dieskaua z 1966 (Polydor, wydanie na CD Deutsche Gammophon) jest pod tym względem bez zarzutu. Ładunek emocji – nieprawdopodobny. Skala dynamiki, jaką się posługuje baryton, rozpiętość pomiędzy piano a forte, uderzające crescenda, szlachetność barwy i kontrola nad emisją głosu – to wszystko za każdym razem wtłacza mnie w fotel. Niestety, nie miałem okazji posłuchać Dieskaua na żywo, ale odnoszę wrażenie, że właśnie to nadrobiłem. Jakby stał przede mną. Słuchaliście śpiewaka klasycznego z odległości metra? Ja wiele razy. Na scenie Opery Narodowej spędziłem ładnych parę lat i kilkaset przedstawień, więc znam to, jak taksówkarz pracę silnika swojej skody.
Mówiąc o crescendzie Dieskaua, przechodzimy w pół sekundy od szmeru do progu bólu. Śpiewak miał świadomość niesłychanej sprawności swego warsztatu i lubił to pokazać. Czasem popadał wręcz w efekciarstwo, które tak mnie porywa w pieśniach Schuberta. I wiecie co? Falcony pokazały to bez zawahania. Jakby urosły do wielkości podłogówek.

3847052019 002Wiśnia.


Po brytyjskich monitorkach spodziewałem się wiele, ale nie przypuszczałem, że zaczarują mnie dynamiką. A tu, przy wysokim poziomie głośności – ani śladu ściśnięcia czy wyostrzenia. Jakby tego było mało, na drugim planie głosowi kulturalnie towarzyszył perfekcyjnie akustyczny fortepian. Naprawdę, wielkie przeżycie.
A propos fortepianu, w solowym materiale pozostał równie naturalny. Celowo na talerzu położyłem krążek z „Obrazkami z wystawy” Musorgskiego w wykonaniu Ivo Pogorelicha (DG). Ujęcie brutalnie traktowanego instrumentu – w forte Pogorelich się nie pieści – pokazuje, że dolne częstotliwości wyraźnie się kończą przy 70 Hz. To wystarczy do pokazania mięsistości i głębi oktawy wielkiej, ale już kontrę i subkontrę trzeba sobie dobudować w głowie. Podobnie w przypadku organów – poruszania powietrzem przez największe piszczałki już nie słychać. To nie znaczy, że basu bardzo brakuje albo że jest za chudy. Prezentację fortepianu i tak można uznać za wzorową; w kwestii naturalności barwy wręcz porywającą i nie zamieniłbym tego na kilka dodatkowych herców.

3847052019 002Orzech.


Największe wyzwanie w klasyce to symfonika. Falcony zagrały dokładnie tak, jak oczekiwałem. Zachowały idealne proporcje. Przekazały barwę znakomitej większości instrumentów w postaci nienaruszonej. Zarysowały głębię i lokalizację, znikając w chmurze dźwięku. A to, co je przerastało, zmniejszyły do swoich możliwości, nie pompując w ramach rekompensaty wyższego basu ani nie stosując tanich sztuczek. Pozostawiły też wszystko, co daje radość słuchania, głównie złudzenie obecności na koncercie. Odsłuch Falconów dał mi nie mniejszą radość niż redakcyjnych Tempo VI.
Realistyczne odwzorowanie barwy powoduje, że nie brakuje ciężaru w kontrabasach ani pary w tutti. Szybko się przyzwyczajamy do trochę mniejszej skali i zaczynamy ją odbierać jak oczywistość. Zresztą, uwagę i tak przykuwa wzorowa szczegółowość i przejrzystość. Jakie by miały zresztą być, skoro to wysokiej klasy monitor studyjny? Moim zdaniem bardziej wiarygodny od Tannoyów, Geneleców czy Adamów.

3847052019 002Obudowa zamknięta.


Falcony kochają wokale, ale równie gorącym uczuciem darzą kameralny, akustyczny jazz i muzykę ze swojej epoki: Pink Floyd, Beatlesów, Cata Stevensa czy wczesnego Oldfielda. O jazzie pisać nie będę, bo wiecie, czego się spodziewać. Natomiast w drugiej grupie potrafią pokazać, pokryte niekiedy lekką patyną piękno. Zdejmują nalot, a muzyka staje się czysta i dźwięczna. Starocie lubią sobie czasem cyknąć, co nie przeszkadza w oddaniu ich specyficznej atmosfery. Podobne wrażenia towarzyszyły odsłuchom większych Grahamów. Trudno się dziwić, skoro to też konstrukcja BBC.

 

3847052019 002 Zaciski sauté.


LS3/5a nie mają problemu z popem. Dire Straits, Stinga czy The Police słucha się z przyjemnością. Podobnie współczesnych realizacji, pod warunkiem, że nie oczekujecie spektakularnych pomruków z najnowszego albumu Madonny. Dream Theater, Rammstein i Metalikę też da się od czasu do czasu puścić, jeżeli bardzo trzeba. To jednak kiepski pomysł i nie polecam. Na tej podstawie nie należy jednak oceniać LS3/5a, bo to tak, jakby kazać jeździć Ferrari po lesie albo wysłać Land Rovera Defendera na tor wyścigowy.
Wszystkie opisane powyżej atrakcje odnajdziecie pod jednym warunkiem. Falcony LS3/5a nie są głośnikami, które wypełnią dźwiękiem szpary w parkiecie. Nie stworzą złudzenia, że ktoś śpiewa w salonie, kiedy jesteśmy w gabinecie na górze. Trzeba spokojnie usiąść w fotelu, stosując się do wskazówek dotyczących ustawienia. Taka jest specyfika monitora bliskiego pola i do takiego celu LS3/5a zostały stworzone.


Konkluzja
Na temat LS3/5a napisano już tyle, że nie sposób dodać czegoś odkrywczego. Jeżeli ktoś polubi ten model, nie będzie chciał innego. Pozostanie wybór pomiędzy kilkoma kopiami. Tutaj macie oryginał.

 

2019 05 17 20 08 58 038 047 Hifi 05 2019.pdf Adobe Reader

 

 

Maciej Stryjecki
Źródło: HFM 05/2019


Pobierz ten artykuł jako PDF