fbpx

HFM

artykulylista3

 

Boenicke W8

3041102016 007
Wiele osób uważa, że w segmencie kolumn głośnikowych od dekad nie dzieje się nic nowego. Producenci w kółko wykorzystują te same technologie, tworząc wariacje na znany temat, a jedyne innowacje dotyczą materiałów na membrany.


Jest w tym trochę racji, ale od czasu do czasu pojawiają się wizjonerzy, którzy starają się spojrzeć na problem, odchodząc od stereotypów. Idą własną drogą, nie tylko po to, aby się odróżniać od konkurencji. Sven Boenicke wie, co robi, a o jego głośnikach mówi się dużo i dobrze. Trudno, żeby było inaczej. Wystarczy odwiedzić dowolną prezentację, by już po kilku sekundach wiedzieć, że „coś się dzieje”.


 




Wszystkie kolumny Boenicke, z jakimi się zetknąłem na wystawach, brzmiały spektakularnie. Wrażenie zawsze podkreślał kontrast pomiędzy rozmiarami dźwięku i skrzynek. Chciałem te doświadczenia skonfrontować z tym, co usłyszę w swoim domu. Po wielu latach recenzowania człowiek obojętnieje. To normalny proces – daje dystans, ale tonuje emocje. Svenowi Boenicke już na samym początku udało się wzbudzić moją autentyczną ciekawość. Brawo.
W katalogu szwajcarskiej manufaktury znajduje się jeden monitor W5 (13900 zł) i trzy kolumny podłogowe. Opisywane W8 to najtańsze podłogówki (26500 zł). Kolejne – B8 – są niewiele większe i droższe (29000 zł), ale to zupełnie inna konstrukcja, pomimo podobnych proporcji. B10 i SLS to dwa flagowce. Kosztują tyle samo (55900 zł), ale są z różnych bajek. Zwykle w takich sytuacjach wystarczy powiedzieć: zajrzyjcie na www, a dowiecie się wszystkiego. Jednak nie tym razem, bo zarówno producent, jak i importer mają dziwaczne strony internetowe, z których nie wyniesiecie wiedzy. Dobrze, że można przynajmniej obejrzeć fotki.
Przytoczone powyżej kwoty odnoszą się do wersji podstawowych. Tymczasem opisywane W8 są dostępne w trzech wersjach, różniących się znacznie ceną i ponoć również jakością. W efekcie otrzymujemy niby ten sam model, ale z nową duszą.


Budowa
Patrząc na proporcje wszystkich modeli, odczujemy coś w rodzaju deja vu. Bardzo wąskie fronty, odchylenie do tyłu, przetworniki basowe z boku… Wszystko to widzieliśmy już w Audio Physicu. Te obserwacje nie są zresztą  odkryciem. Sven wzorował się na założeniach Joachima Gerharda, założyciela i przez wiele lat konstruktora niemieckiej wytwórni. W8 na pierwszy rzut oka wyglądają jak mniejsza wersja Tempo VI, ale im bliżej się im przyjrzymy, tym więcej różnic dostrzeżemy.
Obudowy wykonano z litego drewna. Konstruktor uważa, że to zdecydowanie najlepszy materiał do tego zastosowania. Inne (MDF, kompozyty, metal) być może lepiej wypadają na pomiarach, ale drewno najlepiej brzmi i nie wnosi nienaturalnych podkolorowań. Co ciekawe, powierzchnie nie są wykańczane fornirami, więc jeśli wybierzecie którąś z wersji (orzech, jesion, dąb, wiśnia), to cała obudowa zostanie zrobiona właśnie z takiego drewna. Lity blok o grubości połowy szerokości kolumn nie jest niczym barwiony (za to olejowany) i tylko wygładzony papierem ściernym o mikroskopijnym ziarnie.

3041102016 001Kwartet muzyków, dokładnych jak szwajcarski zegarek.


Sposób wykonania skrzyń jest niespotykany nigdzie indziej. Są sklejone z dwóch takich bloków, co można stwierdzić po bliższych oględzinach, patrząc na układ słojów. Producent nawet nie stara się ich dobierać tak, żeby znajdowały kontynuację na spojeniu, tak jakby kontrast miał podkreślać koncepcję. Sama stolarka jest natomiast wybitna, wręcz artystyczna.
Powiecie, że skoro to dwa bloczki, każdy o grubości połowy szerokości kolumny, to gdzie w środku miejsce na przetworniki i komory rezonansowe? Sven wygospodarował je, wzorując się na Indianach, budujących łódki z jednego pnia: wyżłobił. Tego się nie da wykonać z MDF-u. Można odlewać metal czy kompozyt, ale w przypadku takich kształtów drewno to najbardziej wdzięczny materiał. Musi być jednak sezonowane i przedniej jakości, bo inaczej po sklejeniu będzie pracować. Esy-floresy układają się w naturalne wzmocnienia, ale bardziej istotne jest ich przeznaczenie. Dla każdego głośnika przewidziano osobną komorę akustyczną, a dla przetwornika nisko-średniotonowego – coś w rodzaju mieszanki linii transmisyjnej z bas-refleksem dmuchającym do tyłu.
Robocizna jest niesłychanie praco- i czasochłonna, a jej precyzja zasługuje na uznanie. W tym momencie chyba już pozbyliście się złudzeń, że mogłoby być taniej. Jeżeli dodamy, że cały proces odbywa się w Szwajcarii, można się nawet obawiać, że zwiększenie skali produkcji mogłoby cenę… podnieść.


W W8 zamontowano aż cztery głośniki. Bas i niską średnicę przetwarzają 14-cm Tang Bandy z szerokimi resorami o dużym skoku, z długą cewką i magnesami o średnicy większej niż sama membrana. Woofer pracuje bez zwrotnicy – jest filtrowany akustycznie. Ciekawostkę stanowi przetwornik średniotonowy, wykonywany dla Boenicke także przez Tang Banda. 10-cm papierową membranę wyposażono w korektor fazy w postaci kołka z drewna jabłoni oraz w wąski, miękki resor. Wygląda to kozacko, ale większą ciekawostkę ukryto od zakrystii. Do okazałego magnesu przyklejono stożkowato zakończony krążek z klonu. Jak widać, miłość Svena do drewna nie zna granic. Ten, najważniejszy zresztą, przetwornik jest filtrowany tylko od dołu, układem 1. rzędu. Powyżej pracuje kolejny oryginalny głośnik. To szerokopasmowiec Founteka z tradycyjną stożkową membraną z metalu (chociaż można się pomylić i wziąć nakładkę przeciwpyłową za kopułkę), o średnicy 7,7 cm, ze zwrotnicą 1. rzędu i elektromechanicznym rezonatorem. Z tyłu obudowy, na tej samej wysokości, umieszczono jeszcze tweeter Monacora.
Wewnętrzne okablowanie zrealizowano licowym drutem w jedwabnej izolacji. Gniazda to jedna para WBT NextGen, przyjmujących banany i widełki.
Przód kolumny opiera się na stopce, wkręcanej bezpośrednio w spód. Jest regulowana, więc można zmieniać kąt odchylenia obudów, w zakresie mniej więcej jednego stopnia. Kolumny są wąziutkie, więc mogłyby się przewrócić przy byle okazji, gdyby nie tylne podpory. To dość luźno wsuwana w prostokątny otwór konstrukcja, przypominająca literę „T”. Niesymetryczna, bo kątownik jest węższy od strony woofera. Opiera się na identycznych, niewielkich stopkach, podbitych miękkim materiałem.
Kolumny nie mają maskownic. Szkoda by było zakrywać coś tak oryginalnego. Poza tym, dzięki smukłym proporcjom i niewielkim rozmiarom, znikają w pokoju.

3041102016 001Z boku membrana basowa.


Wersje, tuning i ceny
Sven Boenicke to audiofil z krwi i kości. Taki, co z niejednego systemu chleb jadł, dopóki nie trafił na ten jedyny. Każdy, kto również tego doświadczył, wie, że to nie musi być koniec drogi, bo można sprzęt obudować akcesoriami. Te drobiazgi mogą być kosztowne i wnosić poprawę ocenianą na kilka procent (nie mam pojęcia, jak to zmierzyć, cytuję z wywiadu w „HFiM 1/2014”), ale nawet subtelne zmiany są zauważalne i interpretowane pozytywnie. A co dopiero, jeżeli elementów jest wiele i zaczynają się sumować?
Szwajcarska wytwórnia daje przyszłym właścicielom W8 szerokie pole do popisu. Tak jak w przypadku samochodów, wyposażenie dodatkowe może przekroczyć cenę wersji podstawowej. W końcu Boenicke to produkt luksusowy, nie dla tropicieli promocji.
Zaczniemy jednak od czegoś, co zdaniem konstruktora nie wpływa na jakość brzmienia. Chodzi o rodzaj drewna. Najtańszy jest jesion. Za drewno dębowe i wiśniowe dopłacamy 900 zł, a za orzech amerykański – 1700 zł. Nie powinno to nikogo dziwić; wystarczy wizyta w sklepie z wyposażeniem wnętrz i porównanie cen parkietów.
Sporo poprawią natomiast podstawy SwingBase. To skomplikowany metalowy „antyrezonator”, napylony srebrnym proszkiem, uzbrojony w stopki z ceramicznym łożyskiem kulkowym. Najbardziej istotna jest sama zasada działania. Kolumny tak naprawdę nie dotykają podłogi – są zawieszone na stalowych linkach i „pływają w powietrzu”. Ten sposób walki z wibracjami znamy chociażby z dokonań polskiej firmy Pro Audio Bono, produkującej podobną podstawę. Rozwiązaniem dostępnym w Boenicke zachwycił się ponoć w swoim czasie Joachim Gerhard. Koszt dodatku to 6900 zł.


Wersje uszlachetnione
Pierwsza z wersji uszlachetnionych – SE – to poważny tuning. Zawiera układ korygujący fazę (własne opracowanie Boenicke) oraz elektromechaniczne rezonatory głośników nisko-średniotonowych. Ze średniotonowymi współpracują RF 57 Mk II Tuning Bases firmy Harmonix – małe pigułki, które ponoć skutecznie tłumią wibracje. Zwykle stosuje się je na zewnątrz kolumn. W przypadku W8 swoje działanie koncentrują na średnicy pasma. Kolejne akcesorium to Quantum Purifiers firmy Bybee Technologies. Dopłata do wersji SE wynosi 15000 zł.
Druga, SE+, to szczytowa wersja W8. Koszt dodatkowy – 29000 zł – przekracza wartość kolumn w wyposażeniu podstawowym, a jeżeli dodamy do tego SwingBase, przeskoczymy cenę standardowej wersji flagowych B10.
Za tę sumę dostaniemy dodatkowo elektromechaniczne rezonatory w wersji Stage 2 (pewnie lepsze), działające ze wszystkimi głośnikami, oprócz wysokotonowego z tyłu. Kolejny poprawiacz to Steinmusic Speaker Match Signature. Jest dostępny w Polsce za 5370 zł, a importer pisze o nim: „moduł dopasowujący wzmacniacz, kabel głośnikowy i kolumny. Urządzenie, zbudowane w technologii znanej ze Speaker Match +, wykorzystuje najlepsze materiały dostępne na rynku: parowane kondensatory papierowo-olejowe, obudowy z drewna, stosowanego do budowy instrumentów dętych”.

3041102016 001Z przodu przetworniki: średniotonowy i szerokopasmowy.


Na razie W8 są u nas dostępne w wersji podstawowej. Można też dokupić podstawki SwingBase. Kolejne opcje zapewne się pojawią, bo zainteresowanie marką Boenicke rośnie za sprawą zadowolonych posiadaczy. W każdym razie, wszystkie można zamówić. Na specjalne życzenia czeka się nawet w Ferrari i nikt nie ma tego za złe rozbrykanemu ogierowi.


Konfiguracja systemu
Zwykle piszemy, co z czym pracowało. W tym przypadku sprawa wymaga głębszej analizy. Boenicke W8 nie są kolumnami plug&play. Okazują się wyjątkowo wrażliwe na jakość toru, ale tu znów nie działa prosta recepta: wydasz dziesięć tysięcy, będzie źle, wydasz sto – rozpłyniesz się jak czekolada w mleku.


W8 są kapryśne i wymykają się schematom. Zwykle na wystawach grają z mocnymi tranzystorami, co daje efekt swobody i wypełnienia sali dźwiękiem. Chodzi nie tyle o waty, co o wydajność prądową. Ponoć świetnie się sprawują z integrą Trilogy 925. U mnie bardzo dobrze zagrały z greckim Ypsilonem Phaethon. Sprzedawcy chwalą też kombinacje z piecami Electrocompanieta. Za to McIntosh MA8000… okazał się za słaby. A przecież to stado watów! Grał intrygującą barwą, ale przy głośności jeszcze nie „prywatkowej” wskaźniki wychylały się zbyt mocno w prawo, a lampki zabezpieczeń błyskały. W8 chyba niespecjalnie się lubią z autoformerami.
Niebagatelne znaczenie ma też przebieg ich impedancji: nominalnie 4 omy, ale z lokalnymi spadkami do 2 omów, to wyzwanie. Skuteczność 87 dB również nie pomaga.
Z tych rozważań wynika, że lampy raczej odpadają, ale tu znów zagwozdka. Podobno magiczne połączenia to Auris Audio, Cary, Rogue czy Prima Luna. To by się nawet zgadzało, bo przeważnie brakowało mi mięsa w środku, a te urządzenia je dodają. Z tranzystorów aż się prosi spróbować Vitusa. Szkoda też, że nie miałem pod ręką szczytowej integry Accuphase’a. Niewykluczone, że 30 watów w klasie A by wystarczyło.
Poszukiwania towarzystwa odbywają się, być może, trochę po omacku, ale efekt je wynagrodzi. Wystarczy dużo próbować albo… mieć dużo szczęścia i trafić za pierwszym razem.

 

3041102016 001Kopułka z tyłu pomaga w kreowaniu obszernej sceny.


Ustawienie
Kiedy wybierzemy właściwą konfigurację, czeka nas drugi etap, czyli ustawianie.
Boenicke kochają duże wnętrza i w nich rozwijają skrzydła. Nie inaczej W8. Szerokość 11,6 cm, wysokość dużego psa i masa 10 kg. Toż to monitor rozwałkowany na stolnicy. Tymczasem okazuje się, że 25 m² to powierzchnia graniczna, tyle, że… od dołu. 40 metrów też by nie zaszkodziło. Zwłaszcza kiedy rozpocząłem poszukiwania miejsca, w którym wylądują kolumny.
Zacząłem od bazy 2,5 m. Było dobrze. Potem ją zwężałem i – coraz gorzej. Poszerzałem i efekt się poprawiał. Tak doszedłem do 3 m. Boenicke lubią stać szeroko i nie tracą spójności sceny. Nie pojawia się dziura.
Nie można jednak tego traktować jak recepty na sukces, ponieważ każde pomieszczenie jest inne. Poza tym ogromne znaczenie ma to, czy głośniki basowe skierujemy do wewnątrz, czy na zewnątrz. Producent nie zaleca żadnej opcji; sugeruje próbować. Przy „zewnętrznym” ustawieniu największą rolę gra dystans od bocznych ścian. Zbyt bliski nie jest korzystny, bo zamazuje kontury basu. Ale skierowanie do wewnątrz powoduje z kolei nakładanie się fal i ich wygaszanie, zwłaszcza w najniższym zakresie. Tak czy siak, baza się „rozpycha”. Co wybrać?
To zależy od charakteru dźwięku, jaki uzyskamy na starcie. Skierowanie wooferów do środka spowoduje wzmocnienie przełomu średnicy i dołu pasma. Ociepli chłodne barwy. Doda brzmieniu mięsistości, ale też ograniczy jego przejrzystość i rozciągnięcie niskich tonów; zgasi subwooferowy pomruk. Z głośnikami na zewnątrz bas zejdzie niżej. Nabierze głębi, góra poszybuje wyżej, a detale zyskają kontur. Przy okazji faktura się napowietrzy, a scena urośnie. Za to barwa stanie się chłodniejsza, średnica lżejsza i oparta w wysokim rejestrze. Obrazowo: fortepian schudnie.


U mnie druga opcja okazała się lepsza, ale wiele zależy od wnętrza. Trzeba próbować.
Jeżdżenie z kolumnami po pokoju na tym się jednak nie kończy. Musimy pamiętać, że tweeter jest skierowany do tyłu; dmucha też wylot kanału refleksowo-transmisyjnego. Tutaj zalecenie jest jednoznaczne: im dalej, tym lepiej. Zyskają swoboda i lekkość prezentacji, precyzja, przestrzeń i barwa, zwłaszcza w zakresie wysokiego basu i niskiej góry.
W efekcie tych eksperymentów kolumny wylądowały niemal na środku mojego pokoju – dwa metry od tylnej ściany. Kuriozalnie to wygląda? Być może. Ale to nie nowość. Tak samo kazał ustawiać kolumny Gerhard. Tu zaczynamy rozumieć wymagania Boenicke w kwestii wielkości pomieszczenia. Skoro wszystkie ściany mają być daleko, a kolumny od siebie też, to nie może być klitka.
I ostatnia kwestia: dogięcie. W trudnych warunkach producent poleca ustawienie równoległe. U mnie ni cholery się nie sprawdziło. Wprawdzie scena się powiększała, ale lokalizację trafiał szlag.
W8 wymagają dobrych kilku dni drobnych korekt. Nawet przestawienie o kilka centymetrów w dowolną stronę wpływa na efekt. Na szczęście, kolumny są leciutkie, malutkie i można je podnieść jedną ręką.
Czy warto? Tak. Na samym początku grały u mnie jak dobry system samochodowy. Trzy dni zabawy w chowanego i dźwięk się otworzył, jak wrota od stodoły. Po miesiącu pewnie bym poleciał w kosmos. Zawsze chciałem, chociaż próżni się boję, jak głębokiej wody. Nie ma czym oddychać.

3041102016 001Wersja podstawowa. W wyższej nóżka zawiera łożysko kulkowe.


Wrażenia odsłuchowe
Od pierwszej chwili słychać, że W8 są wyjątkowe w dwóch aspektach: przestrzeni i namacalności.
Opis sceny warto zacząć do tego, że znalezienie tradycyjnych konstrukcji zbliżających się do tego efektu będzie niezmiernie trudne. Nasuwają się raczej porównania do elektrostatów, magnetostatów albo „cebulek” MBL-a. Do tych ostatnich jest zresztą chyba najbliżej, bo to przy okazji podobny charakter barwy. Dźwięk jest tak ogromny, że rozpycha ściany. Jeżeli zgasimy światło, można dać się oszukać, że siedzimy w bardzo dużej sali, a muzyka jest napowietrzona, rozpostarta aż po horyzont, ze wszystkimi subtelnymi odbiciami, pogłosami. Oddychamy pełną piersią. Czujemy się tak, jakby dźwięki wokół unosiły się z lekkością tancerki. Swoboda jest uzależniająca i daje radość ze słuchania. To trochę tak, jakbyśmy wsiedli do samochodu i ruszyli w podróż po pustej drodze gdzieś na odludziu USA. Po powrocie do Europy zawsze wszystko wyda się mniejsze. Nie wiem, jak Boenicke to robią. Na pewno pomaga w tym kopułka z tyłu; wąskie obudowy też swoje dodają… Nieważne. Liczy się efekt, a ten jest porywający.
Po takim wstępie natychmiast musimy sięgnąć po nagrania, które się z tą estetyką kojarzą, czyli Rogera Watersa, Pink Floydów… i tak trafiamy w żywioł malutkich podłogówek. Nie napiszę nawet o znikaniu głośników, bo to dla nich przystawka. Słynne zegary na „Ciemnej stronie Księżyca” odbieramy tak, jakbyśmy siedzieli w zakładzie zegarmistrzowskim i właśnie wybiła dwunasta. Zaczyna się istny koncert, a każde uderzenie młoteczka w metalowy pręt ma miejsce dokładnie określone w przestrzeni. Realizm jest zaskakujący, a podkreśla go druga cecha wspólna z „cebulkami” – wyrazistość, zwłaszcza w zakresie wysokich tonów i średnicy.


Szwajcarskie kolumny są dosadne i stawiają na krystaliczną czystość, podkreślając ją hojnością i brakiem zahamowań. Podają wszystko jak na tacy, nawet z przesadą. Jeżeli szukacie aksamitnej miękkości, delikatności czy wygładzenia, to nie ten kierunek. Boenicke kładą nacisk na górę pasma. Jest jej mnóstwo i ani przez sekundę nie mamy wątpliwości, co się stało, jeżeli perkusista przez przypadek muśnie talerz paznokciem. Kolumny to pokażą przez lupę, dokładnie narysują kontury „zdarzenia”. Mnie to nie przeszkadza, ponieważ lubię słyszeć wszystko i najmniejsze „zamulenie” odbieram jako ograniczenie rozdzielczości. Myślę, że wiele osób lubiących ciepłą prezentację zmieni zdanie, bo za ilością, graniczącą niekiedy z nadmiarem, idzie bogactwo barw. Trio, złożone z szerokopasmowca, kopułki z tyłu i średniotonowego, daje efekt trudny do podrobienia. Nawet jeżeli saksofon zabrzmi krzykliwie, to jest w tym nie hałas, ale dramatyzm. Zresztą, posłuchajcie na żywo trąbki. To nie jest mięciutki instrument melodyczny, ale od setek lat używany jako sygnałowy, który przebijał się przez wielką orkiestrę symfoniczną i wyrywał ze snu strażaka, nawet jeśli mieszkał pół kilometra za wsią. Owszem, Flojdzi mogą się stać bardziej agresywni, ale wypada zapytać, czy czasem nie mieli tak właśnie brzmieć?

3041102016 001Para gniazd, wylot tunelu i specyficzne podparcie skrzynek.


Na ich płytach warto śledzić nie tylko partie perkusji i elektroniczne efekty, ale też gitary i klawisze. W zakresie górnej średnicy obserwujemy rzadko spotykaną precyzję. Nie tylko łatwo te instrumenty wyodrębnić, ale można docenić, jak szeroką paletą barw dysponują.
Nie będę nikomu mydlić oczu – W8 nie dodają wokalom mięsistości. Nie zaokrąglają ich jak najlepsze monitory BBC. Boenicke to przeciwieństwo tej szkoły. Tam mamy ekspozycję pierwszego planu, a muzycy pojawiają się w pokoju i dają prywatny koncert. Boenicke nas od tego obrazu oddalają i każą usiąść na środku wielkiej sali. Do pierwszego rzędu chóru mamy ładnych kilkanaście metrów i to też jest realizm, chociaż w zupełnie innym wydaniu. Oddalenie powoduje lekkość bytu i słuchania, ale te wynikają również z charakterystyki pasma. Wycofano w nim lekko dolną średnicę i górny bas. Nie bez powodu, bo ten zakres ma największe zasługi we wcześniej wspomnianej dyscyplinie „zamulania”. Trudno pokazać go z pełną siłą, „lampowo”, nie tracąc przejrzystości. A jeżeli się to zrobi, to ucierpią skraje pasma. W każdym razie, tej prezentacji zawsze dobrze robią duże przetworniki, których w W8 przecież nie ma. Sven postawił na przejrzystość, barwę góry, przestrzeń i kilka aspektów, o których dalej. Mógł to osiągnąć poprzez kompromis i to zrobił, z wyczuciem godnym po raz czwarty wywołanego Gerharda.
Wspomniane cofnięcie przełomu basu i średnicy powoduje, że doskonale zagrane przez Pogorelicha scherza Chopina mają mniejszy ciężar i oparcie w lewej ręce niż to słyszymy z Harbetha, Spendora z linii klasycznej czy Grahama. Inne są bowiem założenia i inny cel. Tu jest lżejszy i bardziej zwiewny. Nie ma tej masy, ale jest czytelny i otacza go wspaniała aura pogłosowa.


Zejdźmy jeszcze niżej, gdzie lubią hasać kontrabas, bęben wielki albo gitara Marcusa Millera. I tu mamy atrakcję, która dla jednych będzie rekomendacją, a dla innych podrasowaniem. Linia transmisyjna to rozwiązanie, które umożliwia uzyskanie potężnego basu z małego przetwornika. Z powodzeniem stosował je chociażby TDL, którego budżetowy model RTL 3 w połowie lat 90. zatrząsł polskim rynkiem i zbudował sukces jednego z największych obecnie importerów sprzętu hi-fi w Polsce.
W W8 linia jest niepełna, co z kolei powinno uspokoić sceptyków, zarzucających jej spowolnienie i specyficzne pohukiwanie.
Bas małych Boenicke jest potężny, wręcz subwooferowy. Schodzi bardzo nisko, a na skraju pasma włącza się „dopalacz”. W muzyce organowej piszczałki 64-stopowe masują żołądek, a na najnowszej płycie Madonny usłyszymy pomruk, który da towarzystwu zastrzyk adrenaliny w okolicy czwartej nad ranem. Kontrabas brzmi potężnie. Podstawa harmoniczna zyskuje rumieńce nawet w starych nagraniach Cata Stevensa, Franka Sinatry czy Presleya. Pasmo się przez to wypełnia. Staje się bardziej „nowoczesne” i łatwiej trafia do ucha. Odbywa się to pewnym kosztem: wybrzmienia zwalniają, atak rozciąga się w czasie, jednak to nie jest ani zaleta, ani wada, tylko określony typ prezentacji.

3041102016 001Obudowa z litego drewna. W środku wzmocnienia, komory i tunel – mieszanka bas-refleksu i linii transmisyjnej.


Jeżeli ktoś chce mieć przeciwieństwo, niech sięgnie po ATC SCM 19, najlepszy produkt z serii SCM. Do tego porównania warto sięgnąć po „A Dramatic Turn of Events” Dream Theater. Ta płyta zawiera muzyczny przekaz na najwyższym poziomie, ale też wiele problemów dla kolumn. Zarówno na W8, jak i na SCM 19 słychać wszystko, ale inaczej. Przez swoją akuratność ATC pokonują problemy, tracąc jednak odrobinę efektowności tej muzyki. Natomiast Boenicke trudności nie napotykają. Przez swoją receptę na brzmienie omijają je, niczym wytrawny narciarz chorągiewki na trasie slalomu. Różnica tkwi w podejściu do przetwarzania basu i dolnej średnicy. W pierwszym przypadku priorytetem jest precyzja i kontrola; w drugim – potęga i głębia, podkreślone miękkością.
Rzekło się, że W8 grają „jak cebulki”. Ale MBL-e mają przecież nasyconą średnicę i równy bas! Podobnie grają Wilsony, ale tam znów jest masa. Co z tego wynika?
Stanisław Lem powiedział kiedyś, że nie ma to, jak sobie dobrze zjeść, a potem ponarzekać.
Wspomniane kolumny kosztują zdecydowanie high-endowo, natomiast W8 – poniżej 30 tysięcy. Mimo to pewne cechy lokują je w obszarze znacznie droższej konkurencji. Sven Boenicke to dla mnie obecnie chyba najbardziej obiecująca postać wśród konstruktorów kolumn. Jak kiedyś, przywołam po raz piąty, wiadomo kto.


Konkluzja
Z kupieniem kolumn Boenicke są problemy – popyt przewyższa podaż. Jeżeli Sven pozostanie bezkompromisowy i nie ulegnie pokusom ekonomii, to zbuduje firmę z zasadami, wizją i wybitnymi konstrukcjami.

 

 

boenicke w8 o




Maciej Stryjecki
Źródło: HFM 10/2015

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

 

 

Komentarze  

0 #1 foni 2016-03-17 19:58
Bardzo rzetelny test. Większość spostrzeżeń trafiona w 10.
Dobór wzmacniacza jest kluczowy!!! Odradzam próbować z Accu. Okazał się za słaby. Aluxity dawał doskonale radę, choć dźwięk był odrobinę zbyt tłusty. Monosy VTLa poległy, Phast tak samo. Vitus....:)
Cytować | Zgłoś administratorowi
0 #2 Tomytys 2019-10-28 19:38
Małe pierdziawki.
Pasmo od 25hz ale z max spl 75db dla tej czestotliwosci?
Cytować | Zgłoś administratorowi