fbpx

HFM

artykulylista3

 

Davone Rithm

74-77 12 2009 01Skąd pomysł na taką obudowę? Paul Schenkel sam nie potrafi precyzyjnie odpowiedzieć na to pytanie. Mówi, że patrząc na przedmioty, widzi w nich potencjalne kolumny głośnikowe. Inspirują go architektura i meble. A kształt łuku pojawił się po prostu któregoś dnia w szkicowniku.

Idąc tym tropem, moglibyśmy oczekiwać, że któregoś dnia zobaczymy kolumny przypominające kobiece piersi lub Big Maca. Inspiracji wokół jest mnóstwo, a odsiewać je może tylko zdrowy rozsądek.


Paulowi nie powinno go zabraknąć. Jest z wykształcenia fizykiem i akustykiem, sam też zaprojektował obudowy Rithmów. W procesie ich powstawania podkreśla etap pomiarów oraz optymalizacji kształtu „skrzynek” na ich podstawie. Nie obyło się też bez komputerowych symulacji i prób odsłuchowych, wobec czego trudno uznać, że krzywizny są dziełem przypadku. Warto dodać, że duńska manufaktura nie wykorzystała obudowy jako punktu wyjścia do stworzenia całej linii kolumn, wymieniając w kolejnych wcieleniach przetworniki lub przeskalowując projekt na potrzeby monitorów czy subwoofera.
Davone ma katalog najskromniejszy z możliwych – zawiera tylko jeden model kolumn. Po raz pierwszy zaprezentowano je na wystawie hi-fi w Kopenhadze, a linia produkcyjna pojawiła się rok później. Od tego czasu rozpoczęto też próby pozyskania odbiorców za granicą. Jak widać, udane, bo od niedawna Rithm jest dostępny także w Polsce.

Budowa
Przyglądając się kolumnom uważniej, dochodzimy do wniosku, że wzornictwo jest wprawdzie oryginalne, ale zaznacza się w nim minimalizm. Bryła obudów jest zwarta, a krzywizny tworzą regularny i miły dla oka kształt. Łuki spięte czarnymi bokami są konstrukcją sztywniejszą od konwencjonalnego prostopadłościanu. Ich wykonanie jest trudniejsze, ale nie od dziś Dania słynie ze znakomitych stolarzy. Tym razem mieli wymagającego klienta, ponieważ obie literki „U” składają się z 16 warstw drewnianej płyty. Pomiędzy nimi znajduje się elastyczny klej, który dodatkowo wykazuje dobre właściwości tłumiące. Dzięki temu można było ograniczyć drgania obudowy i zapewnić głośnikom lepsze warunki pracy.
Kształt skrzynek uzyskuje się za pomocą prasy – w wysokim ciśnieniu i temperaturze. Proces trwa długo i z pewnością ma kluczowe znaczenie dla ceny produktu. Warto jednak pamiętać, że pozbawione równoległości ścianki pozwalają redukować fale stojące wewnątrz obudowy. Sklejka ma grubość 22 mm i nie wymaga dodatkowych wzmocnień. Wytłumienie sprowadza się do jednego dużego płata sztucznej waty.
Zwrotnicę ograniczono do kilku elementów. Najciekawszy wydaje się jednak przetwornik. Produkowany w Norwegii dla Davone jest układem współosiowym. Wygląda solidnie – ma odlewany kosz, a potężny magnes zamknięto w ekranującej puszce. Mr. Schenkel wierzy w punktowe źródła dźwięku, które ponoć zapewniają najlepszą propagację fal i efektowną, precyzyjnie zogniskowaną przestrzeń. Nie jest zresztą odosobniony w takich poglądach, bo koncentryczne przetworniki od lat stosują z powodzeniem inni, jak choćby KEF czy Tannoy.
W Rithmach niskie tony i średnicę odtwarza polimerowa, przezroczysta membrana o średnicy 13,5 cm. W jej centrum tkwi tekstylna calowa kopułka w niewielkiej tubce wykładniczej, będącej jednocześnie korektorem fazy dla woofera. Głośnik przykrywa delikatna maskownica. Wydłubać ją z wyfrezowanego otworu niełatwo. Z założonymi osłonami kolumny wyglądają lepiej, ale po ich usunięciu trochę lepiej grają. Warto się pomęczyć, tym bardziej, że producent poleca takie rozwiązanie.

74-77 12 2009 03     74-77 12 2009 04

Wylot bas-refleksu wyprowadzono do dołu i znajduje się on zaraz za przednią ścianką. Powietrze dmucha w podłogę pod kątem około 30 stopni. Ta nierównoległość także ma zapobiegać szkodliwym rezonansom.
Jak nietrudno się domyślić, do dyspozycji mamy jedną parę gniazd, za to solidnych. Zaciski są złocone i przyjmują wszystkie rodzaje połączeń: banany, widełki, szpilki oraz gołe przewody do 4 mm. W komplecie znajdziemy także kolce do wkręcenia w podstawy.
Kolumny na zdjęciach wyglądają na wysokie, ale to mylące. W rzeczywistości są niewielkie – sięgają do połowy uda dorosłego mężczyzny. Nie należy się jednak zbytnio przejmować wysokością położenia głośnika, bo promieniuje do góry pod kątem.
Klientom pozostawiono do wyboru tylko dwie wersje wykończenia naturalnym drewnem dębowym i orzechowym. Zresztą to jedna z warstw sklejki.

74-77 12 2009 06     74-77 12 2009 07

Konfiguracja
Dobierając wzmacniacz, należy pamiętać o jednym: Davone mają niską skuteczność. Wartość 85 dB sugeruje, aby szukać wśród mocnych tranzystorów. Producent nie poleca konkretnych modeli. W teście używałem kilku konstrukcji zintegrowanych z przedziału 2000-4000 zł i nie dostrzegłem wyraźnych ograniczeń, chociaż zdecydowanie lepszym partnerem duńskich łuków okazał się McIntosh MA7000. Dopiero z nim kolumny rozwinęły skrzydła, co nie powinno chyba nikogo dziwić. Radziłbym jednak rozejrzeć się za piecami o bardziej rozjaśnionym dźwięku i dużej wydajności prądowej. Na pewno pomoże to kolumnom w uzyskaniu bardziej naturalnego brzmienia.
Jako źródło pracował Gamut CD3. Okablowanie sygnałowe i głośnikowe pochodziło od Fadela (Aphrodite), a sieciowe od Fadela i Neela (N14E Gold).
Koniecznie trzeba pamiętać o wkręceniu kolców. Bez nich dźwięk jest rozmydlony i spowolniony, a bas buczy. Kolejną poprawę przyniesie postawienie Rithmów na granitowych płytach. Zamówienie takich, najlepiej o grubości 3 do 5 cm, będzie się wiązać z wydatkiem przekraczającym 500 zł, ale zmiana rysunku niskich tonów i średnicy jest warta tej inwestycji.

74-77 12 2009 08     74-77 12 2009 09

Wrażenia odsłuchowe
W zależności od materiału muzycznego Davone są w stanie zaprezentować różne sposoby spojrzenia na fakturę nagrań. Jako pierwsze w odtwarzaczu wylądowały audiofilskie realizacje Stockfischa, Chesky’ego i jazzowe wycinki katalogu Reference Recordings. Oprócz bardzo dobrej roboty dźwiękowców warto zwrócić uwagę, że zwykle na płytach tego typu rejestruje się niewielkie składy instrumentalne, które mają największą szansę zabrzmieć czysto, przejrzyście i przestrzennie. Do tego zwykle góra pasma jest lekko wyciągnięta, nadając całości nośny i świeży charakter. Duńskie głośniki czują się w takim repertuarze zdecydowanie najlepiej. Niezbyt duża ilość informacji pomaga im osiągnąć miły dla ucha efekt.
Pierwsze wrażenie to ciepło w średnicy i zaokrąglenie skrajów pasma. Dźwięk nabiera przez to szlifu, który uznajemy za stereotyp lampowego brzmienia. Głosy ludzkie są podgrzane, ich barwa zbliża się do tego, co prezentują wzmacniacze na EL34. Najważniejsze jest centrum pasma, przez co instrumenty takie jak skrzypce, gitara i saksofon wysuwają się na pierwszy plan. Ten jest zresztą wyraźnie uprzywilejowany i lekko wypchnięty przed linię głośników. Jeżeli chodzi o dalsze obszary sceny, także są przysunięte do słuchacza. Scena ma stosunkowo niewielkie rozmiary. Przyznam, że byłem tym trochę zaskoczony, ponieważ po przetwornikach współosiowych spodziewałem się holograficznych przestrzeni. Tymczasem naj
wyraźniej Mr. Schenkel wybrał inną estetykę, bardziej zbliżoną do tak zwanej „starej brytyjskiej szkoły brzmienia”.
Wspomniane wcześniej zaokrąglenie skrajów pasma objawia się głównie sposobem prezentacji wysokich tonów. Zostały ukształtowane tak, by nie przeszkadzać. Są lekko wycofane, a raczej – uspokojone. Nawet gitara ze stalowymi strunami nie przerwie relaksu z ulubionymi nagraniami. Mimo to dźwięk pozostaje przejrzysty. Chociażby z powodu takiej prezentacji góry są to kolumny dla osób, które poszukują w muzyce delikatności i spokoju. Warto przy tym zauważyć, że średnica i góra są ze sobą dobrze połączone, jakby się wydobywały z głośnika szerokopasmowego. Trudno się dziwić, bo było to jednym z głównych założeń konstruktora, skoro zdecydował się na koaksjalny przetwornik.
Membrana nisko-średniotonowa ma niewielkie rozmiary, a więc nie powinniśmy się spodziewać zbyt wielkiego basu. Tymczasem to, co słyszymy, zaskakuje. Kolumienki starają się wydobyć jak najwięcej z polimerowego stożka, co owocuje niespodziewanymi efektami. Warto jednak pamiętać, że w przyrodzie nic nie ginie ani się nie pojawia znikąd. Moc i głębia są okupione nie tak precyzyjną kontrolą, jak w zamkniętych skrzynkach lub typowych bas-refleksach z tunelem wyprowadzonym do przodu lub tyłu. Bas Davone przypomina ten z linii transmisyjnej. Pamiętacie TDL-e? Tam niskie tony pojawiały się jakby z minimalnym opóźnieniem i ciągnęły za sobą „ogonek”, który czynił je charakterystycznymi i w zasadzie rozpoznawalnymi od pierwszej chwili. Tutaj efekt występuje w mniejszym stopniu, ale zabarwienie jest podobne. Niskie tony są miękkie, ciepłe i mają wyraźnie zaokrąglone kontury. Ten charakter pasuje do gorącej średnicy i łagodnej góry. To z pewnością celowy zabieg.
Kolejną cechą rozpoznawczą Davone jest zakres wysokotonowy w okolicach 6-8 kHz. Głośniki wykazują tendencję to podkreślania syczących spółgłosek, które mimo ogólnie miłego charakteru całości lubią niespodziewanie wyjść na pierwszy plan. W materiale czysto instrumentalnym ten zakres jest najbardziej słyszalny w postaci uderzeń pałeczek w membrany werbla i wyższych składowych reszty membran zestawu perkusyjnego. Miało to na celu pokazanie informacji, które wiele osób odbiera jako oznakę przejrzystości. I dobrze, bo dzięki temu dźwięk się ożywia w nagraniach o rzadkiej fakturze.
Najnowsza płyta Tomasza Stańki znowu zaprezentowała spokój i ciepłe, niezobowiązujące, choć kojące brzmienie. Trochę brakowało ECM-owskich przestrzeni, ale za to mogłem się bardziej skupić na grze lidera. Tym razem nie było już podkreślania basu, ponieważ obszar ekspozycji znajdował się niżej, niż zwykle operuje kontrabas i fortepian w trio.
Dynamika nie poraża, ale w pokojach o niewielkiej powierzchni powinna sprostać potrzebom większości odbiorców. Jeżeli jednak często organizujecie głośne imprezy, lepiej szukajcie wśród dużych skrzynek. Duńskie łuki powstały raczej z myślą o wieczornym słuchaniu ze szklaneczką dobrego trunku w ręce.
Rithmy nie lubią zbyt wysokich poziomów głośności, rozbudowanych składów instrumentalnych i gwałtownych kontrastów dynamicznych. Dlatego takie płyty, jak „3121” Prince’a, rockowe koncerty czy Mahlerowska symfonika brzmią w trochę pomniejszonej skali. Łagodność i delikatność do nich po prostu nie pasują.

Reklama

Konkluzja
Jeżeli chcecie mieć niezwykle oryginalny przedmiot, który przyciągnie uwagę wszystkich znajomych – Davone są strzałem w dziesiątkę.

74-77 12 2009 T

Autor: Maciej Stryjecki
Źródło: HFiM 12/2009

Pobierz ten artykuł jako PDF