fbpx

HFM

PS Audio BHK Signature 300 Mono

056 063 Hifi 001Historia PS Audio rozpoczęła się od współpracy Paula McGowana i Stana Warrena. W 1974 roku panowie opracowali przedwzmacniacz gramofonowy, który w sprzedaży bezpośredniej kosztował 59,95 dolara.








Pod koniec lat 70. XX wieku pojawił się ich pierwszy wzmacniacz mocy – Model One. Na początku lat 80. Warren odszedł, by założyć własną firmę – Superphon. Jego miejsce zajął inżynier Bob Odell, który wcześniej brał udział w ambitnych projektach Harmana/Kardona. To właśnie on opracował 200C – pierwszy high-endowy wzmacniacz w ofercie PS Audio. W 1985 roku recenzent magazynu „Stereophile” napisał: „Nigdy nie słyszałem tak high-endowego dźwięku ze wzmacniacza w segmencie cenowym 200C. Nawet jeśli nie jest najlepszy, to z pewnością prezentuje światową klasę”.
W 1990 McGowan niespodziewanie opuścił PS Audio i przyłączył się do Arniego Nudella, by projektować kolumny w jego nowej firmie Genesis Technologies, z siedzibą w Seattle. Wcześniej Nudell założył Infinity Systems, gdzie sprawował także funkcję głównego konstruktora. Stosował magnesy neodymowe i membrany z polipropylenu. Opracował głośniki quasi wstęgowe EMIT i EMIM, a jego sztandarowym dziełem stała się słynna seria IRS (Infinity Reference System). Jej ukoronowaniem były jedne z najlepszych kolumn w historii hi-fi – IRS V. Cztery wieże z głośnikami do dziś stoją w specjalnym pokoju odsłuchowym PS Audio w Boulder.
W latach 90. ubiegłego stulecia PS Audio skoncentrowało się na produkcji DAC-ów, ale ze względu na problemy finansowe w 1997 roku firma ogłosiła upadłość. Niewykluczone, że sentyment skłonił McGowana do odkupienia w 1998 nazwy i wskrzeszenia przedsiębiorstwa, którego był współzałożycielem. Paul miał bowiem wiele pomysłów, które chciał zrealizować. I tak w Boulder, u podnóża Gór Skalistych, odrodziło się nowe PS Audio, oferując najpierw regeneratory prądu, a następnie – przetworniki i wzmacniacze.

056 063 Hifi 002

 

Rosyjskie podwójne triody Genalex
Gold Lion 6922 (E88CC).

 

 

Firma prowadzi sprzedaż bezpośrednią do odbiorców w USA, a klienci z innych krajów korzystają z pośrednictwa dystrybutorów i sklepów. Jak podaje Wikipedia, w połowie 2019 roku PS Audio zatrudniało 51 pracowników. Szeroką ofertę firmy przybliżyliśmy przy okazji testu zestawu złożonego z przedwzmacniacza Stellar Gain Cell DAC i końcówki mocy Stellar S300 („HFiM” 10/2020). Warto dodać, że trwają prace nad zestawami głośnikowymi, choć dotąd na wystawach prezentowano wyłącznie prototypy.
Rocky Mountain 2015
Prezentacja topowych wzmacniaczy PS Audio odbyła się na wystawie Rocky Mountain International Audio Fest 2015 w Denver, stolicy stanu Kolorado. Na konferencji głos zabrali Paul McGowan i Bascom H. King, ale o początkach projektu opowiedział Arnie Nudell, znany w amerykańskim światku high-endu ze świetnego systemu odsłuchowego i specjalnego pomieszczenia do testowania nowych urządzeń.

056 063 Hifi 002

 

Wszystko, co potrzebne
do instalacji.

 

 

Kiedy Nudell postanowił przejść na emeryturę i zająć się swoim hobby – astronomią, zadzwonił do niego wydawca magazynu „The Absolute Sound” Jim Hannon, który zbierał materiały do książki o historii hi-fi. Zadał Arniemu interesujące, choć proste pytanie: które urządzenie uważa dziś za najlepsze.
– Wzmacniacz Constellation Audio” – miał odpowiedzieć po sekundzie zastanowienia Arnie.
– Dlaczego?” – drążył Hannon.
– Bo największe dzieła powstawały pod koniec życia ich twórców. Na przykład Giuseppe Verdi. Najlepsze opery –  „Otello” i „Falstaff” – napisał przed śmiercią” – wyjaśnił Nudell. – Podobnie jest z Bascomem H. Kingiem, który projektował dla Constellation Audio, a jego ostatnie dzieło to wzmacniacze PS Audio. Skonstruował je, będąc praktycznie na emeryturze. Gdybym dziś odpowiadał na postawione mi wtedy pytanie, powiedziałbym, że najlepszy sprzęt grający to wzmacniacze Constellation Audio i PS Audio – podkreślił Arnie Nudell.
Warto przeczesać YouTube i posłuchać tamtego wystąpienia, bo to opowieść fascynująca. Dowiemy się z niej, że Paul McGowan co roku przywoził do Nudella kolejne prototypy. Słuchali ich razem, a Arnie kwitował je stwierdzeniem: „Nice try, young man!”. Co roku wzmacniacz grał lepiej, ale to nadal nie było to. W końcu Nudell stwierdził: „Słuchaj, robisz świetne przetworniki, więc potrzebujesz naprawdę dobrego wzmacniacza. Może zleć projekt Bascomowi? Nie, żeby miał kopiować Constellation Audio, ale niech zrobi coś zupełnie nowego dla PS Audio”.

056 063 Hifi 002

 

Nie trzeba rozkręcać obudowy,
żeby wymienić lampy.

 

 

BHK Signature 300 Mono są dziełem życia Bascoma H. Kinga. Zwieńczeniem blisko półwiecznej kariery konstruktora, który projektował m.in. dla: Marantza, Conrada-Johnsona, Infinity, Constellation i Audeze.
Praca dla PS Audio pozwoliła Kingowi powrócić do koncepcji hybrydy. W serii BHK Signature połączył wejście na lampach z wyjściem na tranzystorach MOSFET (Metal-Oxide Semiconductor Field-Effect Transistor).
Zaraz, zaraz lampy w PS Audio? Przecież przez lata McGowan unikał ich jak ognia. Kiedy się jednak okazało, że we flagowej konstrukcji żarzą się małe szklane bańki, zachował zimną krew i stwierdził: „Nie chodzi o to, że nie lubię brzmienia lamp; zawsze je lubiłem. Po prostu nigdy nie byłem przekonany, że ich zalety potrafią przeważyć nad niedostatkami”.
Poza konstrukcją hybrydową wzmacniacze serii BHK Signature charakteryzują się rozdzieleniem zasilania obu sekcji. W związku z tym zawierają dwa transformatory. Elementy bierne, takie jak rezystory PRP, kondensatory foliowe Rel Cap i inne podzespoły wysokiej jakości są przed montażem ręcznie dobierane i lutowane techniką przewlekaną.

056 063 Hifi 002

 

Wielki toroid dla sekcji wyjściowej,
drugi – dla wejścia – pod płytką,
bliżej lamp.

 

 

Budowa
Każdy monoblok BHK Signature 300 ma wielkość stereofonicznej końcówki mocy BHK Signature 250 i tyle samo waży. Generuje 300 W/8 Ω, 600 W/4 Ω i 1000 W/2 Ω. Występuje w dwóch wersjach kolorystycznych: z czarnym albo srebrnym frontem. Reszta obudowy jest czarna.
W górnej części frontu umieszczono niebieskie logo firmy, które równocześnie pełni funkcję przycisku wybudzającego układ z uśpienia. Co ciekawe, wyłączenie nim wzmacniacza powoduje tylko odcięcie zasilania lamp. Reszta pozostaje pod napięciem przez cały czas, kiedy włączone jest główne zasilanie. Rozwiązanie to przedłuża żywotność szklanych baniek. Główny włącznik znajduje się z tyłu. Przy pierwszym włączeniu monobloki rozgrzewają się przez około 40 sekund.
Po bokach zamontowano solidne radiatory, zapewniające komfort termiczny tranzystorom stopnia prądowego.

056 063 Hifi 002

 

Lampy schowano za aluminiową
osłoną – tuż przy tylnej ściance.

 

 

Na tylnej ściance, oprócz gniazda zasilania, znalazły się zdublowane terminale głośnikowe, ułatwiające bi-wiring. Przyjmują banany, widełki i gołe przewody. Sygnał z przedwzmacniacza można podłączyć do wejścia XLR albo RCA.
Zestaw złącz uzupełniają dwa gniazda wyzwalaczy, przekazujących komendę włącz/wyłącz z innego urządzenia. Upraszcza to uruchamianie rozbudowanego systemu.
Także z tyłu, przymocowana śrubkami, które można odkręcić palcami, znajduje się płytka osłaniająca lampy. W każdym monobloku pracuje para ręcznie dobieranych podwójnych triod Genalex Gold Lion 6922 (E88CC) produkcji rosyjskiej. Układ automatycznej regulacji dobiera prąd spoczynkowy zależnie od ich zużycia.
Pod pokrywą widać potężny toroid, zasilający układ na MOSFET-ach. Mniejszy transformator zasila wejście na lampach. Od reszty wzmacniacza odgrodzono je aluminiowymi płytkami, które równocześnie odprowadzają ciepło z tranzystorów stabilizatora napięcia.

056 063 Hifi 002

 

Fragment stopnia wzmocnienia
prądowego na tranzystorach MOSFET.

 

 

Konfiguracja
Monobloki stanęły na osobnych granitowych platformach, a odtwarzacz CD/SACD Marantz SA10 i preamp PS Audio BHK Signature – na stoliku StandArt. Elektronikę łączyły Kimber KCAG i Acrolink A2080 (XLR). Pliki odtwarzał MacBook Pro z programem JRiver Media Center 27. Sygnał do kolumn Sonus Faber Olympica Nova III przesyłały przewody Monster Sigma Retro Gold.

056 063 Hifi 002

 

Fragment filtracji zasilania.

 

 

Wrażenia odsłuchowe
Obawiałem się, że monobloki PS Audio swoim wyglądem zdominują pomieszczenie do tego stopnia, że odciągną moją uwagę od muzyki. Na szczęście tak się nie stało. Szybko za to się okazało, że Signature 300 Mono są nawet nie tyle muzykalne, co wydobywają istotę muzyki z każdego nagrania. Słuchanie z nimi sprawia czystą, nie zabarwioną innymi odczuciami przyjemność. Po sześciu tygodniach odsłuchów stwierdziłem, że system wychodzi naprzeciw wszelkim moim zachciankom.
Zapisałem kilka pierwszych wrażeń. Rozdzielczością, barwą i osadzeniem dźwięku w przestrzeni czy wreszcie nieograniczoną ścianami sceną można by się zachwycać bez końca, ale skwitować te cechy jako bliskie doskonałości to jak nie powiedzieć nic. Wszystko to oczywiście było, ale nie odciągało mnie ani na centymetr od istoty przekazu. Doszedłem do wniosku, że flagowe monobloki PS Audio silnie działają na zmysły, pozostając przy tym neutralnymi dla brzmienia.

056 063 Hifi 002

 

Główny toroid z bliska.

 

 

Zapowiedzią wrażeń była stereofoniczna końcówka BHK Signature 250, której słuchałem wcześniej. Monobloki okazały się od niej lepsze pod każdym względem. Jakimś cudem działały nie tylko na odtwarzaną muzykę, ale i na słuchacza. To niby oczywiste, ale nie zawsze. Tu doszły efekty psychofizyczne, bo nie da się słuchania oddzielić od innych bodźców. Monobloki pięknie wyglądają w świetle, a niemal znikają wieczorem, kiedy przygasimy kinkiety. Tylko niebieskie diody podświetlające logo PS Audio dają znak, że żyją. Szkoda jedynie, że nie widać lamp. Choć z drugiej strony, gdyby było inaczej, mogłoby to sugerować dźwięk ocieplony, rozmarzony, może nawet leniwy… A w tym przypadku nie ma o tym mowy. Jest wystarczająco przejrzyście, by zapewnić wgląd w muzykę, a płynne połączenie lampy z tranzystorem sprawia, że żadna technologia nie dominuje nad prezentacją.
Test zbiegł się z przykrą wiadomością o śmierci jednego z najwybitniejszych gitarzystów rockowych wszech czasów – Eddiego Van Halena. Miał 65 lat i pozostawił mnóstwo wspaniałych solówek oraz rockowych hitów. By uczcić jego pamięć, sięgnąłem po zremasterowany album „The Very Best of Van Halen”, zaczynający się ognistym popisem wirtuozerii w utworze „Eruption”. Soczyste akordy i wibrujące efekty fuzz z echem wypełniły mój pokój i przepędziły smutek. Jakoś wcześniej nie doceniałem świetnej roboty realizatorów, którzy pomimo lawiny przeróżnych dźwięków potrafili zachować czytelność. Przynajmniej dla słuchacza dysponującego wysokiej klasy sprzętem odtwarzającym. Dobrym przykładem jest utwór „Up For Breakfast”, na wstępie którego słychać elektroniczne infradźwięki. Wychodzi im naprzeciw gitarowy riff Eddiego, wsparty atomowymi uderzeniami perkusji. A przecież wcale nie słuchałem głośno, bo noc zapadła już dawno. Mimo to monobloki wydobywały z muzyki emocje pobudzone ostrym, energetycznym brzmieniem rockowej kapeli.


 

Kiedy przyszła kolej na słynny „Jump”, musiałem wstać, bo nie mogłem usiedzieć. Jak pięknie brzmi to nagranie w wersji zremasterowanej! Ile tam niuansów z syntezatora, jak precyzyjnie pracuje perkusja; słychać każde uderzenie w szeroko rozstawione bębny i czynele. I ten trochę zblazowany wokal – niepowtarzalny, niezapomniany.
Niedawno odkryłem zremasterowaną wersję „Nevermind” Nirvany i postanowiłem porównać grunge’ową gitarę Kurta Cobaina z tą rockową Van Halena. Na pewno mniej tu wirtuozerii, ale moc przekazu wsparta charyzmatycznym wokalem lidera – porażająca. Ile w tym zasługi monobloków i to wcale nie pracujących pełną parą? Dużo. Nirvany można słuchać na wszystkim, ale by wejść w niuanse, potrzeba już bardzo dobrego systemu.
Do serwisów oferujących pliki hi-res trafił niedawno odświeżony album Fourplay „Best of…”, z gitarzystą Lee Ritenourem. Relaksująca, melodyjna muzyka, zaaranżowana z polotem i perfekcyjnie wykonana, dała mi przyjemność obcowania z prawdziwym brzmieniem instrumentów, tych elektrycznych, jak i akustycznych.
Stąd już tylko krok do mojej faworytki Diany Krall i jej najnowszego krążka „This Dream of You”. To zestaw niepublikowanych nagrań, wyprodukowanych przez zmarłego niedawno Tommy’ego LiPumę, długoletniego współpracownika i przyjaciela Diany. Lubię ten album, szczególnie w wersji plików 24/44,1, bo głos wokalistki nabrał tu większej naturalności, a w systemie z BHK Signature stał się jeszcze bliższy i bardziej zmysłowy. Ktoś powie: plik 24 bitowy, a częstotliwość próbkowania tylko 44,1 – jak na płytach kompaktowych? Jak się okazuje, nie trzeba więcej, by zmieścić informacje o barwie i przestrzeni w stopniu pozwalającym delektować się niuansami.
Głos Diany Krall z płyty „This Dream of You” w wersji hi-res brzmi cudownie. Z często przywoływanej na tych łamach „The Very Best of Diana Krall” także znakomicie, choć nieco inaczej. System pozwolił wyraźniej wychwycić różnice między sesjami nagraniowymi, a także zrozumieć, jak z wiekiem ewoluował głos Kanadyjki. Z subtelnego, dziewczęcego, wręcz nieśmiałego – w pewny siebie, lekko zachrypnięty, o nieco niższym tonie, za to bogatszy w alikwoty i wyrazistszy. Powietrze otaczające siedzącą przy fortepianie artystkę stało się mocniej wyczuwalne.

056 063 Hifi 002

 

Potężna bryła wzmacniacza
aż się prosi o elegancki stolik.

 

 

Świetny remaster „Diamond Voices of the Fifties” (STS Records) wydobył ze starych nagrań to, co najlepsze, czyli barwę głosów Julie London, Dakoty Station (sugestywnie zaśpiewany standard „Close Your Eyes”), Doris Day. W utworze „Empty Glass” Peggy Lee pojawiają się metalowe dzwonki (chimes), których dotąd nie słyszałem tak wyraźnie i naturalnie. Były na wyciągnięcie ręki, aż chciało się samemu nimi potrząsnąć. Podobnie realistycznie zabrzmiały: gitara akustyczna i flet, a zmysłowy głos Peggy wywołał dziwne mrowienie na plecach.
 „Kind of Blue” Davisa słucham na dwa sposoby: zwracając uwagę na detale, przestrzeń studia i niuanse albo przeciwnie – dla samych melodii i cudownej harmonii instrumentów. Tym razem zaskoczyła mnie kontrola szarpnięć strun kontrabasu, które zwykle wydawały mi się trochę rozlazłe. Akurat w tym przypadku im lepszy sprzęt, tym lepiej zebrany bas. Fortepianowe akordy Billa Evansa były bardziej perliste niż pamiętam, dźwięczne, choć nieco zaokrąglone, trąbka Milesa – gładka i lśniąca, za to saksofon Coltrane’a – chropowaty i zadziorny. Bodaj pierwszy raz odniosłem tak sugestywne wrażenie, że Coltrane wniósł do nagrania pewien brzmieniowy ferment, który nie pozwolił pozostałym otulić się miłymi dla ucha dźwiękami. Wzmógł czujność i wyniósł nagranie na wyższy poziom.

056 063 Hifi 002

 

Solidne radiatory efektywnie
odprowadzają ciepło.

 

 

Feeria dzwonków i drewnianych perkusjonaliów z utworu „Double Rainbow” („Just Jobim” Manfredo Festa) odciągnęła moją uwagę od pozostałych instrumentów, choć fortepian jest tu słodki jak landrynka. Po prostu Cyro Baptista i Steve Davis dłońmi i pałeczkami wyczyniają cuda. Powietrze aż zgęstniało od rytmu wybijanego na bębnach i czynelach, dzwonkach metalowych i krowich, dzwonach rurowych i czego tam jeszcze w swoim arsenale Cyro nie ma. Starałem się zapamiętać ten odsłuch, więc powtórzyłem go kilkakrotnie. Może się zdarzyć, że długo już nie usłyszę tylu ekscytujących dźwięków i odgłosów z tej płyty.
Architektura sceny Signature 300 Mono jest kreślona tym dokładniej, im lepszy realizator siedział za konsoletą. W przypadku Ala Schmitta (Diana Krall) i Toma Junga (Manfredo Fest) instrumenty czy głos mają nie tylko ściśle zdefiniowaną pozycję w przestrzeni, ale i aurę, która pozwala sobie wyobrazić inscenizację studia nagraniowego. Muszę też podkreślić, że to jeden z najbardziej muzykalnych wzmacniaczy, jakich miałem okazję słuchać. Zachęci do rozkochania się w płytach ulubionych wykonawców. Zyskają drugą młodość i wigor, a my razem z nimi.

056 063 Hifi 002

 

W komplecie z firmowym
przedwzmacniaczem.

 

 

Konkluzja
Od nowego roku zacząłem oszczędzać na monobloki Bascoma H. Kinga. Nie słyszałem wzmacniacza lepiej łączącego subtelność prezentacji, przejrzystość sceny, bogactwo faktury dźwięków i dokładność artykulacji. Z nim łatwiej zrozumieć istotę muzyki.

 

 

 

2021 03 25 19 39 51 056 063 Hifi 03 2021.pdf Adobe Reader

 

Janusz Michalski

Źródło: HFM 03/2021