fbpx

HFM

artykulylista3

 

VTL S-200

4653 0708 2015 04

Amerykańska wytwórnia Vacuum Tube Logic została zarejestrowana w 1987 roku przez Davida Manleya. Korzenie przedsięwzięcia sięgają jednak lat 70. XX wieku, kiedy to budował on – najpierw w RPA, a następnie w Wielkiej Brytanii – wzmacniacze studyjne.

Produkcję urządzeń domowych VTL rozpoczął w 1983 roku, jeszcze na terenie Zjednoczonego Królestwa. W czerwcu 1986 r. syn Davida – Luke, postanowił zaprezentować je na wystawie CES w Chicago. Zainteresowanie przerosło chyba oczekiwania obu panów, ale dało mocny impuls do działania. Szybko zapadła decyzja o przeniesieniu firmy do USA. Tak też się stało.






Przez kilka kolejnych lat VTL był aktywny zarówno w segmencie amatorskim, jak i profesjonalnym. Ojciec i syn pracowali razem, jednak ich wizje rozwoju przedsiębiorstwa stawały się coraz bardziej rozbieżne. W końcu uznali, że najlepiej będzie, jeśli każdy pójdzie w swoją stronę. David, wraz z piątą żoną EveAnną, pozostali przy profesjonalnej marce Manley oraz wytwórni płytowej ViTaL. Luke natomiast zajął się VTL-em.

Filozofia
Od samego początku Luke Manley chciał budować niezawodny sprzęt lampowy dla audiofilów i melomanów. Wzmacniacze miały być mocne, naturalne i bezobsługowe, tak aby funkcjonalnością dorównywały tranzystorom, ale przewyższały je muzykalnością. Luke nie dążył do projektowania urządzeń o brzmieniu eufonicznym i pozbawionym skrajów pasma. Hołdował natomiast zasadzie, że czystej mocy nigdy za wiele.
Przez blisko trzy dekady żadne z tych założeń nie uległo zmianie. Firma specjalizuje się w produkcji mocnych wzmacniaczy lampowych, wykonanych z bardzo dobrych podzespołów i kontrolowanych przez zaawansowaną elektronikę. Ta ostatnia czuwa nad poprawnością parametrów pracy. Kiedy trzeba – wprowadza korekty, a w razie niebezpieczeństwa aktywuje procedury awaryjne. Użytkownik ma jedynie od czasu do czasu wymienić lampy. O resztę zadba mikroprocesor.

4653 0708 2015 01
Wzmacniacz jest zbalansowany i zbudowany w oparciu o współczesne lampy



Katalog
Aktualny katalog VTL-a zawiera głównie konstrukcje dzielone – przedwzmacniacze liniowe i gramofonowe, monobloki i stereofoniczne końcówki mocy. Model zintegrowany – IT-85 – jest tylko jeden, za to od zawsze. Jego konstrukcja jest systematycznie udoskonalana, tak aby nadążała za rozwojem współczesnej techniki. Relatywnie niska cena, bardzo dobra jakość  oraz renoma producenta systematycznie przekonują do lamp kolejnych klientów.
Nie zmienia to faktu, że o wiele większy wybór mają odbiorcy skłonni przeznaczyć na system nieco większe fundusze. Opisywana dziś końcówka mocy S-200 należy do serii Signature, a to już w VTL-u wysoka półka. Nad nią znajdują się modele linii Reference – prezentujące spektakularne osiągi i  adekwatnie do nich ceny.
Signature jest o krok niżej, ale wydaje się, że właśnie ona gromadzi najciekawsze propozycje z tzw. realnego świata. Takie, na które mogą sobie pozwolić użytkownicy poszukujący sprzętu klasy hi-end i które da się zmieścić w mieszkaniu. Trzeba bowiem zauważyć, że rosnące moce wzmacniaczy, zwłaszcza lampowych, wymuszają konieczność stosowania coraz większych obudów. W pewnym momencie system puchnie do tego stopnia, że zaczyna być trudny do ustawienia w pokoju. Emitowane ciepło również daje się we znaki. Pół biedy, jeśli słuchamy zimą, bo wtedy można po prostu zmniejszyć ogrzewanie. Ale w letnie wieczory mocne lampy potrafią uprzykrzyć życie. Poza tym, do nagłośnienia przeciętnego salonu rzadko potrzeba ekstremalnych mocy. Zawsze natomiast w cenie pozostają walory brzmieniowe i funkcjonalne.
Z takimi założeniami zespół VTL-a przystępował do pracy nad najnowszą końcówką mocy. S-200 to jedyny stereofoniczny model w serii Signature. Pozostałe to monobloki: MB-185 Series III oraz mocarne MB-450 Series III, które rozsławiły firmę za oceanem. S-200 zajmuje tyle miejsca co każdy z nich, oferując jednak wystarczające osiągi od razu w dwóch kanałach. Przy czym przymiotnik „wystarczające” należy rozumieć tak samo, jak w przypadku Rolls Royce’a, który zwykł nim określać osiągi swoich limuzyn.

 

4653 0708 2015 01
Wejścia XLR oraz RCA, zasilanie 20 A, 5-omowe odczepy głośnikowe.



Przed użyciem
VTL S-200 to stereofoniczna końcówka mocy, dysponująca mocą 200 W na kanał, przy obciążeniu 5 ?. To wynik nominalny w trybie tetrodowym. Producent przewidział także tryb triody, w którym wzmacniacz uzyskuje 100 W. O wyborze opcji zdecyduje gust słuchacza oraz efektywność głośników i wielkość pomieszczenia. Do przełączania służy przycisk „Mode”, który wystarczy przytrzymać przez około 7 sekund w trakcie pracy urządzenia.
Dwusetkę wyposażono również w przełącznik prądu spoczynkowego lamp mocy. Oznaczono go jako regulację współczynnika tłumienia (DF od angielskiego damping factor). Wraz z rosnącym prądem spoczynkowym spada impedancja wyjściowa lampy, a co za tym idzie – rośnie współczynnik tłumienia. Do wyboru przewidziano trzy wartości DF: niską, średnią i wysoką. Wyboru dokonujemy trójpozycyjnym pstryczkiem, umieszczonym w sąsiedztwie lamp sterujących.
Producent zaznacza, że każde ustawienie wpływa na dźwięk. Paradoksalnie, rosnący damping factor pogarsza jego jakość. S-200 najlepiej gra w trybie „Lo”. Jeżeli dysponujemy łatwymi do wysterowania kolumnami o przyjaznym przebiegu impedancji, wskazane jest przy nim pozostać. Pozycja „Mid” to nadal dobry kompromis pomiędzy zdolnością pracy z trudniejszymi obciążeniami a przyjemnością odsłuchu. Natomiast „Hi” zwiększa, co prawda, kontrolę nad głośnikami, ale negatywnie odbija się na muzyce.
Deklaracje producenta potwierdza praktyka. „Lo” daje dźwięk najgłębszy i najbardziej przestrzenny, nasycony szczegółami i o zróżnicowanej mikrodynamice. „Mid” jest już trochę spłaszczony, chociaż lepiej zbiera bas; prezentacja traci na timingu. Z łatwymi do wysterowania Avalonami Transcendent tryb „Hi” okazał się zbyteczny. Wróciłem do pozycji „Lo” i w niej kontynuowałem odsłuchy.

Mikroprocesor
VTL-S200 jest wzmacniaczem lampowym z mikroprocesorową kontrolą parametrów pracy. O ile sam układ sygnałowy jest dość prosty i nawiązuje do klasycznej konstrukcji Williamsona, to został obudowany zaawansowaną współczesną techniką. W urządzeniu nie dzieje się nic, o czym nie decydowałby procesor. Zawiera on autorskie oprogramowanie VTL-a, które realizuje opóźnione załączanie napięcia anodowego, sekwencję aktywacji przekaźników uruchamiających kolejne sekcje, automatyczną regulację prądów spoczynkowych lamp mocy (autobias), jak również procedury awaryjne, takie jak sygnalizowanie błędu oraz odcięcie sygnału. Tych ostatnich w czasie trwającego około sześciu tygodni testu wzmacniacz nie zrealizował, niemniej dobrze mieć świadomość, że jego praca jest monitorowana na bieżąco.
Idea zastosowania mikroprocesora była bardzo prosta: użytkownik ma jedynie umieć włączyć i wyłączyć wzmacniacz. O reszcie pomyślał zespół konstruktorów.
A trzeba zaznaczyć, że myślał długo, bo pierwsza prezentacja VTL-a S-200 odbyła się na styczniowej wystawie CES w Las Vegas w… 2012 roku. Kolejne prototypy pokazywano w 2013, kilka razy przekładając decyzję o rozpoczęciu produkcji. Informacja o tym, że „teraz już na pewno”, pojawiła się na monachijskim High-Endzie w maju 2014, po czym zapadła kilkumiesięczna cisza. W październiku 2014 VTL ostatecznie potwierdził wdrożenie projektu i rozpoczął przyjmowanie zamówień. Pierwsze dostawy zaczęły docierać do europejskich dystrybutorów na początku drugiego kwartału 2015, a więc trzy lata po pierwszym publicznym pokazie.

 

4653 0708 2015 01
Transformatory wyjściowe i zasilające z blach E-I. Elektrolity Nippon Chemi-Con w filtrze anodowym. Po lewej – stabilizacja napięć żarzenia.


To bardzo długo, ale zwłoka potwierdza perfekcjonizm amerykańskiej wytwórni. Dopóki nie było pewności, że nowy model będzie pracował stabilnie i bezawaryjnie, nie zdecydowano się go oferować. Dopracowano konstrukcję w fabryce, przetestowano, sprawdzono trwałość i niezawodność i dopiero kiedy wszystko było dopięte na ostatni guzik – wprowadzono do sprzedaży. Warto docenić tak rzetelną postawę.

Budowa
Obudowę VTL-a S-200 skręcono z blach stalowych i ozdobiono panelem z bardzo grubego aluminium. Jest on demontowalny, ale lampy można wymienić i bez tego. Wystarczy odkręcić dwie metalowe maskownice, znajdujące się nad każdym kwartetem.
Ozdobna ścianka przednia jest dostępna w kolorach czarnym albo srebrnym. Resztę wykończono czarnym lakierem proszkowym. Gęsta sieć podłużnych otworów pokrywa wszystkie ścianki, nie wyłączając spodu. Umożliwiają one  przepływ powietrza, niezbędny do chłodzenia pracujących we wnętrzu elementów. Pod żadnym pozorem nie należy urządzenia zabudowywać w szafce. W najlepszym razie skrócilibyśmy jego żywotność. W najgorszym – doprowadzili do trwałego uszkodzenia.
Główny włącznik zasilania umieszczono z tyłu. Na froncie widać przycisk Power, wybudzający wzmacniacz z uśpienia. Sekwencja startowa trwa 80 sekund. W tym czasie następuje sprawdzenie poprawności pracy wszystkich sekcji i ich sekwencyjne załączanie. Podgrzewane są też lampy mocy, aby nie dopuścić do emisji elektronów z zimnej katody. Wydłuża to ich żywotność, która powinna wynieść nie mniej niż 2000 godzin.

Przycisk „Mute” służy do wyciszenia; „Mode” – do zmiany trybu pracy na triodowy. Aktualne działanie jest sygnalizowane kolorem właściwej diody. Wzmacniacz wyposażono w wejścia RCA i XLR. Do wyboru służy dwupozycyjny przełącznik. Konstrukcja jest zbalansowana, więc lepiej korzystać z tego drugiego. Typowo dla VTL-a, wyjście głośnikowe jest jedno, zoptymalizowane dla 5 ?. Zalecany zakres impedancji nominalnej kolumn wynosi 4-8 omów. Ukryte w plastikowych płaszczach terminale WBT pozwalają wygodnie zainstalować wtyki widełkowe, bananowe, a nawet gołe kable.
Wejście zasilania to dość rzadko spotykane gniazdo 20-amperowe. Ma szerokie styki, co pozwala uniknąć strat energii w miejscach kontaktu z sieciówką. Bezpieczniki są łatwo dostępne na zewnątrz.

Technika
Sygnał z wejścia ekranowanym przewodem jest przesyłany najpierw do lamp ECC81 (odpowiednik 12AT7) produkcji JJ Electronic, a stamtąd do odwracacza fazy, zbudowanego na podwójnych triodach 12BH7 Electro Harmoniksa. Identyczną konfigurację zastosowano w monoblokach MB-185 II, a ciekawostką jest fakt, że 3,5-watowej 12BH7 Bob Carver użył w swoim historycznym wzmacniaczu Silver Seven.

 

4653 0708 2015 01
Za kontrolę prądów spoczynkowych, opóźnione załączenie napięcia anodowego oraz bezpieczeństwo pracy odpowiada mikroprocesor. Układ sygnałowy jest prosty, ale otoczony zaawansowaną logiką.


Po wyjściu z odwracacza fazy, poprzez kondensatory Mundorf MCap 0,68 µF/600 V, sygnał trafia do siatek pierwszych lamp mocy. W każdym kanale, w trybie push-pull, pracują cztery tetrody strumieniowe Electro Harmonix 6550. W ich miejsce można wstawić KT-88.
Lampy mogą pracować z jednym z trzech wspomnianych prądów spoczynkowych. Warto wiedzieć, że jego zwiększanie obniża, co prawda, impedancję wyjściową, ale równocześnie skraca żywotność.
W zasilaczu zastosowano duży transformator E-I, wspólny dla obu kanałów, oraz dławik, dzięki któremu unika się sprzężeń i interferencji pomiędzy sekcjami. Napięcia anodowe filtrują dwa kondensatory Nippon Chemi-Con 1600 µF/450 V, po jednym na kanał. W pobliżu zasilanych elementów rozmieszczono lokalnie filtry typu „pi” (kondensator/opornik/kondensator). Napięcie żarzenia jest stabilizowane półprzewodnikiem, umieszczonym na dużym radiatorze. Oprócz transformatora głównego widać niewielki pomocniczy, obsługujący tryb czuwania.
Pięciosekcyjne trafa dopasowujące umieszczono na podkładkach, które zapobiegają przenoszeniu się drgań i nadmiernemu nagrzewaniu. VTL stosuje własne kryteria selekcji, po spełnieniu których transformator jest kwalifikowany do montażu we wzmacniaczach Signature.
Układ elektroniczny zmontowano na dużej, sztywnej płytce o grubości około 2 mm. Elementy, które mniej się nagrzewają, leżą na laminacie, ale oporniki pracujące z wysokimi mocami zamontowano nieco wyżej. Poprawia to ich wentylację i zapobiega przegrzewaniu laminatu.

Autobias
Autobias zrealizowano, umieszczając 7-watowy opornik przy katodzie każdej lampy mocy. Pobierane z niego napięcie trafia do mikroprocesora. Ten wykonuje pomiar i na jego podstawie reguluje napięcie ujemne, które pojawia się na siatkach pierwszych. Kompensuje w ten sposób spadki albo wzrosty prądu anodowego. Rozwiązanie to podnosi koszt produkcji wzmacniacza, ale dla użytkownika ma same zalety. Nie degraduje jakości dźwięku i czyni wzmacniacz praktycznie bezobsługowym. Dopiero kiedy ustawienie właściwego parametru nie jest możliwe, dioda znajdująca się w sąsiedztwie zużytej lampy zmienia kolor na czerwony. Wystarczy wstawić nową bańkę i można grać dalej. Gdyby przez nasze zaniedbanie lampa uległa uszkodzeniu, należy wymienić całą parę push-pull.
Po rozkręceniu obudowy uzyskuje się dostęp do potencjometrów regulacji biasu, ale będą one przydatne tylko do celów serwisowych. Wzmacniacz jest kalibrowany fabrycznie, a później na bieżąco działa autobias. Konstrukcja jest zaawansowana technicznie i bez odpowiedniego przygotowania nie należy w nią ingerować.

Konfiguracja
VTL S-200 pracował pod kontrolą przedwzmacniacza TL5.5 II oraz tranzystorowego Sanders Audio Preamp. Żadna konfiguracja nie sprawiła zawodu, choć komplet VTL-a okazał się lepszy.
Źródłem sygnału był odtwarzacz CD/SACD Accuphase DP-700. Kolumny to Avalon Transcendent. VTL do Avalona pasuje zwykle jak słodki tokaj grzanki z niebieskim serem, więc i tym razem powinno być dobrze.
Sygnał przesyłała łączówka i przewód głośnikowy KBL Sound Red Eye Ultimate oraz Transparent Audio Reference XL MM2 XLR. Prąd filtrował Gigawatt PC-4 Evo, a dostarczały sieciówki Gigawatt LS-1 oraz KBL Sound Red Eye Ultimate. Ze względu na fakt, iż S-200 wyposażono w gniazdo 20-amperowe, konieczne było użycie specjalnie konfekcjonowanego przewodu. W pudełku ze wzmacniaczem znajdziemy, co prawda, standardowy kabel, ale dystrybutor dostarczył Transparenta Powerlink MM.
Sprzęt stał na stolikach Stand Art STO Mk II oraz Sroka. Końcówka mocy spoczywała dodatkowo na trzech podkładkach Symposium Acoustics Ultra Padz. System grał w 16,5-metrowym pomieszczeniu, poddanym delikatnej adaptacji akustycznej.

4653 0708 2015 01
VTL-S200 – jeden z najdłużej oczekiwanych wzmacniaczy Vacuum Tube Logic. Pierwsza końcówka stereo w serii Signature


Wrażenia odsłuchowe
Połączenie VTL-a z Avalonem to pewniak i gwarancja dobrego dźwięku. Jak dobrego – zależy od reszty systemu i pomieszczenia, ale podstawy są mocne i można na nich budować rasową konfigurację. S-200 i Transcendent potwierdzają tę regułę.
Dźwięk jest pełny, słodki w średnicy i oparty na masywnym mięsistym basie. Nie ma wątpliwości, że gra lampa, tak jak nie podlega dyskusji, że jest to lampa wysokiej klasy. Wzmacniacz nadaje systemowi miękki i ciepły charakter, ale nie odbywa się to kosztem przejrzystości. Bez trudu można śledzić każdą zmianę w systemie. Podobnie wątpliwości nie budzi, która realizacja jest świetna, która dobra, a która ledwie przeciętna. Słodycz w tak rasowym sprzęcie przekłada się jedynie na większą przyjemność ze słuchania. Nie niesie natomiast ryzyka, że część przekazu zostanie ukryta bądź zamazana.

Obserwacja ta odnosi się zarówno do szczegółowości w aspekcie barwy, jak i przestrzeni. VTL z Avalonami potrafił namalować przepiękną sceną dźwiękową, zdolną bez trudu pomieścić nawet wielki skład symfoniczny. Nie faworyzował jednak tego repertuaru, dzięki czemu równie atrakcyjnie brzmiały kameralne ansamble jazzowe z wokalem. W bliskich realizacjach pojawiły się charakterystyczne impulsy, towarzyszące ekspresyjnej artykulacji głosek zwarto-wybuchowych. Akcentowane na początku wyrazów, wywoływały delikatne uderzenia energii akustycznej, które urozmaicały i bez tego ciekawe występy.
Działo się dużo. A to ktoś mocniej zaśpiewał, a to energiczniej szarpnął strunę kontrabasu, a to gwałtownie stłumił akord. Jeżeli tylko realizator nagrania zachował czujność i miał do dyspozycji dobry sprzęt, możemy oczekiwać większego realizmu nagrań akustycznych. 200 watów na kanał nie musi być przeszkodą w cyzelowaniu szczegółów. Duża moc pomaga wytwarzać duże natężenia dźwięku, ale prawidłowo użyta – odwzoruje dokładnie także zdarzenia mikrodynamiczne. Bez tego wiałoby nudą, a z S-200 nudzić się niepodobna.
Poza głębią scena jest także odpowiednio szeroka, parametr ten zachowując nawet w dalekich planach. Kotłom w orkiestrze nigdy nie jest ciasno, a instrumenty pozostają wyraźne i stabilnie osadzone. Wzmacniacz nie gra plamami, co pewnie też miałoby swój urok, ale tutaj postawiono na precyzję. Dzięki temu informacje o pogłosie i akustyce przestrzeni stają się czytelniejsze i nie giną, przytłoczone głośniejszymi sygnałami. Przekaz jest selektywny, a spójnie podana całość – nie męczy. VTL bez trudu panuje nad gradacją planów nawet w gęstych fakturach i kulminacjach. Słychać tę przyjemną pewność i spokój, dzięki którym możemy się zrelaksować, nie tracąc ani na chwilę zainteresowania muzyką.

 

4653 0708 2015 01
Z czterech tetrod 6550 Electro- -Harmoniksa uzyskano 200 W na kanał


W poprzednim teście VTL-a z serii Signature (HFiM 7-8/2013) monoblokami MB-185 II sterował przedwzmacniacz Spectrala. DMC30 SSII to najszybszy preamp, jaki dotąd słyszałem, a tamto zestawienie, poszerzone o świetny odtwarzacz Soulution 540, zapamiętałem jako spektakularne. Spectral wziął końcówki w karby i można było odnieść wrażenie, że przyspieszył przepływ elektronów w lampach. TL5.5 II działa inaczej i nie oferuje równie wyczynowej, studyjnej estetyki. Podłączając go, trochę się obawiałem, że z zestawienia ciepłej końcówki z ciepłym preampem wyjdą ciepłe kluchy, ale nie. Komplet VTL-a nie kryje swej lampowości, ale zachowuje wysoki poziom wyrafinowania. Brzmienie jest wyrównane i wyraziste. Ze Spectralem byłoby szybsze; może też minimalnie lżejsze, choć niekoniecznie. VTL gra słodko i miękko, ale nadal mamy do czynienia z prezentacją wysokiej próby.

Połączenie z firmowym przedwzmacniaczem daje głęboki i obfity, ale nieprzesadzony bas. Jego zawartość w paśmie ukontentuje najbardziej złaknionych odbiorców, ale u pozostałych nie wywoła przesytu. Dźwięk VTL-a cechuje ciepła barwa, ale równowaga tonalna nie ulega zachwianiu. Żaden zakres pasma nie jest faworyzowany. Solidne niskie tony równoważy swobodna góra. Nie została odfiltrowana, dzięki czemu muzyka brzmi świeżo. Dopiero w trybie triodowym szczęścia zaczyna być za dużo, a faza ataku w partiach fortepianu ulega nadmiernemu zaokrągleniu. Nie jest to jednak naturalne środowisko pracy VTL-a i lepiej pozostać przy fabrycznym trybie tetrodowym. Nadal będzie słodko, ale zawartość cukru w cukrze pozostanie na zdrowym poziomie.
Niektóre urządzenia lampowe psują tej technice opinię, ponieważ grają tak pluszowo, że zamulają dźwięk. VTL nie przekracza tej granicy i wątpliwe, by kogokolwiek do siebie zniechęcił. S-200 to bardzo dobra lampa. Imponuje przy tym kompatybilnością, bo trudno sobie wyobrazić, że 200 watów, generowanych przez cztery tetrody na kanał, skapituluje przed głośnikiem z podobnej półki cenowej. Oczywiście, zdarzają się przypadki ekstremalne, ale w czasie codziennej eksploatacji raczej się z nimi nie zetkniecie.

Konkluzja
Dwusetka kosztowała VTL-a trzy lata przygotowań. Zamknięcie takiej mocy i klasy dźwięku w jednej obudowie okazało się trudniejsze niż pierwotnie zakładano. W końcu się udało, a efekt jest znakomity. Signature w jednym kawałku to kawał dobrej roboty.

 

 

 

 


VTLS 200 o




Jacek Kłos
Źródło: HFM 07-08/2015

Pobierz ten artykuł jako PDF