fbpx

HFM

artykulylista3

 

Hijiri H-SLC Million

054 057 Hifi 11 2019 005
Pamiętacie kable japońskiej marki Harmonix? My tak, bo przez kilka lat używaliśmy w redakcji głośnikowego. I tak jest też dzisiaj, chociaż przewody nazywają się inaczej.

Twórca i wykonawca pozostał ten sam – Kazuo Kiuchi – wizjoner i… japoński przodownik pracy w starym stylu. Czego to on nie robił? W czym rąk nie maczał? A wszystko okazało się strzałem w dziesiątkę, chociaż na docenienie niektórych pomysłów musiał czekać przez dziesięciolecia. Najlepszym przykładem jest właśnie Harmonix. Pod tą marką Kazuo oferował okablowanie, choć teraz to już historia. Ta działalność odbywa się obecnie pod marką Hijiri i obejmuje wąską, ale przemyślaną ofertę.




Harmonix robi to, od czego zaczynał w czasach, gdy w Polsce dogorywały Peweksy, a audiofile zaczynali poznawać zupełnie nowy dla nich świat wzmacniaczy NAD-a i monitorów Eposa. Różnej maści akcesoria nie cieszyły się wówczas uznaniem, by ująć to najłagodniej. Dziś stosują je nawet studia nagraniowe, a klienci indywidualni wydają niemałe kwoty, by poprawić akustykę pokoju lub komfort pracy systemu. A propos studiów, to oddział JVC, przygotowujący płyty w wersji XRCD używa przewodów Hijiri i akcesoriów Harmoniksa. Sam zaś Kazuo-san bierze czynny udział w masteringu materiału dźwiękowego.
Hijiri ma w ofercie tańszą linię, składającą się z przewodów: głośnikowego, zasilającego oraz łączówki RCA i XLR. Taki set pracuje w moim systemie. Wyższą, Million – jak nazwa wskazuje – skierowano do audiofilów z platynowymi kartami. Ponoć „zamyka temat” i z powodzeniem może konkurować z najbardziej wyszukanymi wynalazkami. Głośnikowe H-SLC mają tworzyć z przewodem sygnałowym i zasilającym układ synergiczny, jednak solo także wzbudzają zainteresowanie. Wytwarza je ręcznie Kazuo Kiuchi. Montaż jednego egzemplarza zajmuje mu około tygodnia. Dopiero kiedy kabel jest gotowy, rozpoczyna się praca nad kolejnym. Osoby zainteresowane kulturą Kraju Kwitnącej Wiśni znajdą tu odniesienie do wykuwania samurajskiego miecza albo noża Hattori. Te przedmioty mają osobisty kontakt ze swoim „ojcem”; otacza je aura mistrza. Dla nas to może zabawne, ale w pewnych szerokościach geograficznych takie rzeczy traktuje się śmiertelnie poważnie.

 

054 057 Hifi 11 2019 002 tq Puszka, a w niej – tajemnica.

 

 

Tu powinna być „Budowa”
O samych kablach nie wiadomo prawie nic. Kiuchi-san nie dzieli się szczegółami technicznymi, stąd akapitu „budowa” nie będzie. Przewodnik to „specjalnie przygotowana miedź”. Kierunek przepływu sygnału określono na izolacji. Na kablu zamontowano drewniane puszki, które też nie wiadomo, co (i  czy w ogóle coś) mają w środku.
H-SLC Million ma 2 cm grubości i sztywną izolację. Na zewnątrz pokryto go kolorowym oplotem. Wyczuwamy też palcem cienki przewód, biegnący spiralnie na zewnątrz rurki. Jego przeznaczenia nie znamy, ale to raczej nie uziemienie, bo wyprowadzono by je na zewnątrz, jak w łączówkach gramofonowych.
W rurce biegną dwie osobno zaizolowane żyły obu kanałów. Na zewnątrz wychodzą w koszulkach termokurczliwych. Zakończono je solidnymi wtykami widełkowymi ze srebrzonej miedzi PCOCC. Wykonanie jest bardzo solidne, a same kable wyglądają ładnie, o ile ma to dla kogoś znaczenie.

 

054 057 Hifi 11 2019 002 Do tej pory tak wyglądało
opakowanie. Wkrótce będzie to
drewniana skrzynka.

 

 

Do wyboru przewidziano trzy standardowe długości: 1,5; 2; 2,5 albo 3 m. Normalnie nie miałoby to znaczenia, ale cena jest słona i jeżeli komuś wystarczy 1,5 m, to zaoszczędzi na pudełko płyt XRCD, wycieczkę na Majorkę, albo skrzynkę porto, przy którym przyjemnie się słucha madrygałów Monteverdiego.
Do tej pory kable były pakowane w ręcznie malowane tekturowe pudełka. Najnowsza dostawa miała dotrzeć w drewnianej skrzynce. Jeszcze jej nie widzieliśmy, bo importerzy dopiero zostali poinformowani o zmianie, więc publikujemy zdjęcia starszej wersji. Dobra wiadomość jest taka, że nowe pudełko nie spowoduje wzrostu ceny Milliona.
Na koniec warto wspomnieć o ciekawej instrukcji, autorstwa Kazuo Kiuchi. Zalecenia sprawdziłem w praktyce i sugeruję się zastosować. Zanim przewody zaczną normalnie pracować, powinny zostać podłączone i poleżakować przynajmniej przez 12 godzin. W tym czasie podobno się układają, a później źle znoszą przekładanie czy unoszenie. Powinny się też wygrzać, czyli popracować z sygnałem. Do recenzji dotarły rozegrane, ale i tak zapewniłem im cały dzień  relaksu.

 

054 057 Hifi 11 2019 002 Pod oplotem – sztywna rurka.

 

 

Wrażenia odsłuchowe
W odsłuchu symfoniki pierwszym wrażeniem jest plastyczność i aksamitność barwy. W porównaniu z redakcyjnym okablowaniem, dźwięk nie zyskał specjalnie na dynamice, bo też trudno by było. Poprawiła się za to głębia. Tylna ściana odsunęła się o kilka metrów, a kolumny wyparowały z pokoju. Orkiestra miała właściwą masę i drapieżność, ale stało się coś, co trudno opisać jednym zdaniem. Bez utraty choćby jednego szczegółu, może nawet przy mocniejszym akcentowaniu góry pasma, zniknęły wszystkie śmieci, których dotąd nie zauważałem. Tło stało się czarne. Pomiędzy instrumentami, tam gdzie nie docierał pogłos, zapadła kompletna cisza.
Zyskała na tym mikrodynamika. Wibracje drgających strun stały się odczuwalne niemal fizycznie. Impulsy nabrały konturowości. Wrażenie czystości było uderzające, ale jeszcze ważniejsze wydało mi się coś, co nazwałbym wykończeniem dźwięków. Polega to na tym, że znikają szumy i nieprzyjemne zabarwienia wysokich tonów, a każdy dźwięk staje się osobną, błyszczącą perełką. Nie ma to nic wspólnego z wygładzeniem, ociepleniem ani innym „zlampowieniem”. Przeciwnie: góra pasma jest jaśniejsza, lżejsza i mimo złudzenia, że ogólnie jej przybyło – spokojniejsza.

 

054 057 Hifi 11 2019 002 tq Puszka, a w niej – tajemnica.

 

 

Kolejny paradoks to dodanie masy w średnicy przy jej równoczesnym otwarciu w wyższym rejestrze. Efekt jest taki, jakby „pasmo przenoszenia” instrumentów rozszerzyło się i w górę, i w dół jednocześnie. Czyli: dźwięku przybywa, a mimo to jest… no właśnie. Lżejszy? Delikatniejszy? W aspekcie swobody: tak, ale już w odniesieniu do masy: nie. Dziwne, a zarazem jednoznacznie pozytywne połączenie.
Kolejna zaleta to różnicowanie barw. Każdy instrument ma swoje niepowtarzalne widmo, przez co jest łatwy do obserwacji.
Mikrodynamika tworzy z kolei specyficzne napięcie, jakbyśmy czuli prąd spoczynkowy tranzystorów; specyficzną gotowość do uderzenia w ułamku sekundy. Rozwodzić się można nad pięknem brzmienia klarnetu i fletu (polecam zwrócić uwagę na sola w symfoniach Szostakowicza), ale to przecież nie zasługa cudownego dopalacza. Raczej przekazania dźwięku takim, jaki jest w rzeczywistości.

 

054 057 Hifi 11 2019 002 Widełki ze srebrzonej miedzi.

 

 

Kolejny materiał to pop i elektryczny jazz. W odtwarzaczu wylądowały albumy Prince’a i Marcusa Millera. I tutaj objawiła się kolejna cecha, która w symfonice nie była tak czytelna. Dynamika (a jednak!) i – jakby w jej cieniu – bas. Praca stopy i instrumentów generujących kaloryczne impulsy nabrała nowego kształtu. Oczyszczenie tła wydobyło kontrasty i – co tu dużo gadać – powietrze zaczęło się poruszać. Bas u Millera pełni funkcję nie tylko podstawy harmonicznej, ale też podobną do perkusji: podaje i trzyma rytm, puls, oraz podkreśla kulminacje. Z Millionem nabiera takiej konturowości i energii, że na twarzy pojawia się uśmiech. W stosunku do tańszych Hijiri jest go więcej, a już na pewno schodzi znacznie głębiej. Po raz pierwszy musiałem nawet skorygować ustawienie Tempo VI, bo dźwięk momentami się wzbudzał. Czy to mógł spowodować kabel? Nie sądzę, bo przecież nie powinien robić nic. Może więc poprzednie ograniczały dół?
U Prince’a, podobnie jak w symfonice, znów dały o sobie znać krystaliczna przejrzystość, obszerna i poukładana scena oraz szlachetna, jędrna, a jednocześnie aksamitna barwa. Z nagrań Dream Theater zniknął hałas. Zastąpiło go bogactwo aranżacji. Faktury były napakowane taką ilością planów i szczegółów, że przestało mnie dziwić, iż wiele systemów się w tych nagraniach po prostu gubi. Im robiłem głośniej, tym efekt się potęgował. Po przekroczeniu 60 na skali McIntosha poczułem się jak… na koncercie? Gdzie tam! Nigdy nie byłem na tak dobrze nagłośnionej imprezie.

 

054 057 Hifi 11 2019 002 Milion? Gdzie tam, tylko
32 tysiące.

 

 

Kolejna muzyka i kolejne cechy wychodzą na pierwszy plan. Dzieje się tak bez przerwy i Million nie przestaje zaskakiwać. Do momentu, w którym uznamy, że „ma wszystko” i przestajemy się nim interesować. Tak już zostanie do końca, chyba że sytuacja życiowa zmusi nas do sprzedaży i zamienimy go na coś „bardziej przystępnego”. Nawet nie chcę myśleć, jak wtedy zaboli.
Generalnie odnoszę wrażenie, że z Millionem jest trochę tak, jak z płytami XRCD; nawet brzmienie jakby to samo. Z przykrością muszę to powiedzieć, ale jakość mojego systemu w każdym aspekcie podskoczyła o klasę. Różnica była ewidentna, jakbym zmienił jeden z elementów toru: głośniki, wzmacniacz albo źródło. Gdybym miał zbędne 30 tys., nie wahałbym się. I nawet świadomość, że kolumny kosztują połowę tej sumy, by mnie nie powstrzymała.

 

054 057 Hifi 11 2019 002 Jeżeli przewód głośnikowy
może być ładny, to ten jest.

 

 

Konkluzja
Przykrość polega na tym, że Hijiri H-SLC Million jest absurdalnie drogi. Prywatnie uważam, że dyktowanie takich cen za kawałek drutu jest pozbawione logicznego uzasadnienia. Ale skoro są ludzie, którzy chcą zapłacić, to nic nikomu do tego. Są jeszcze droższe przewody głośnikowe i kilka z nich słyszałem. Ale ten jest najlepszy ze wszystkich, z którymi miałem do czynienia.


 

2019 11 28 13 22 40 054 057 Hifi 11 2019.pdf Adobe Reader

Maciej Stryjecki
Źródło: HFM 11/2019