fbpx

HFM

artykulylista3

 

McIntosh MT5

5661022018 007McIntosh produkuje całą gamę urządzeń odtwarzających dźwięk, jednak skojarzenie z gramofonem na pewno nie jest pierwszym, które przychodzi do głowy. Ale i w tej dyscyplinie Amerykanie mogą wystawić dwóch zawodników. Topowy MT10 gościł już w naszej redakcji (HFM 3/2009). Teraz do testu trafia podstawowy McIntosh MT5.

Gramofon MT5, jak każdy inny produkt firmy z Binghamton, już od pierwszego spojrzenia musi wyglądać jak McIntosh. Tak też jest. Trzywarstwową podstawę wykonano ze stali, aluminium i akrylu. Wewnątrz obudowy znalazł się materiał tłumiący.


Akrylowy talerz o grubości 4 cm waży około 2,5 kg. Jest osadzony na odwróconym łożysku z ceramiczną osią. Stalowy kołnierz łożyska jest odpychany przez magnes umieszczony w podstawie, wokół ceramicznej osi. Przez to, wraz z talerzem, unoszą się na poduszce powietrznej. W ten sposób McIntosh minimalizuje drgania obracającego się modułu. W ruch wprawia go silnik prądu stałego produkcji szwajcarskiej, płaski gumowy pasek oraz lekki subplater (talerzyk), umieszczony pod głównym talerzem. Cały układ jest podświetlony na zielono przez światłowody i diody zamontowane w podstawie. Za regulację obrotów odpowiada moduł elektroniczny (servo) w głównej obudowie. Prąd elementom napędu i sterowania dostarcza zewnętrzny zasilacz wtyczkowy.

 

5661022018 001McIntosh MT5


Do obsługi przewidziano dwa pokrętła, ulokowane na klasycznym dla McIntosha szklanym froncie. Lewe służy do wyboru prędkości obrotowej (33 1/3, 45 lub 78 obr./min), prawe to trójpozycyjny włącznik. W pozycji lewej odłącza zasilanie, w środkowej aktywuje sterowanie zasilaniem przy pomocy połączeń systemowych Power Control, a po przekręceniu w prawo uruchamia silnik i załącza podświetlenie talerza. Może się ono załączać także przy korzystaniu z połączeń systemowych. W centrum przedniej ścianki widać podświetlone logo z nazwą modelu.
Ścianki boczne i tylną wypolerowano na lustrzany połysk. Sygnał wyprowadza wyjście RCA. Pozostałe gniazda to: zacisk uziemienia, wejście i wyjście Power Control oraz wejście zasilacza.

 

5661022018 001McIntosh MT5 – ramię.


Gramofon wyposażono w 9-calowe ramię, wykonane z lekkiego i sztywnego duraluminium. Ma kardanowe zawieszenie oraz prostą belkę, wytłumioną w środku i zakończoną skośną główką. Przeciwwaga z obniżonym środkiem ciężkości przesuwa się po osi, na której zaznaczono miejsce odpowiadające sile nacisku (VTF) dla dostarczanej w komplecie wkładki. Konstrukcja ramienia umożliwia także regulację VTA oraz magnetyczną regulację antyskatingu. Ramię jest proste w obsłudze. Wyposażony w gumowy element uchwyt parkowania ramienia oraz winda spisują się bez zarzutu.



 

5661022018 001McIntosh MT5 – kolumna ramienia.


Wkładka
McIntosh MT5 jest fabrycznie wyposażony we wkładkę Sumiko Blue Point No. 2. Jest to przetwornik z ruchomą cewką (MC). Ostrze igły o eliptycznym szlifie zamontowano na aluminiowym wsporniku. Układ elektryczny skrywa się w estetycznej ciemnoniebieskiej obudowie. Jej proste krawędzie pomagają ustawić geometrię.
Przetwornik generuje wysokie napięcie wyjściowe 2,5 mV (High Output MC, HOMC), zwykle umożliwiające korzystanie z gramofonowego stopnia korekcyjnego dla wkładek MM, o typowej impedancji 47 kΩ. Jednak ze względu na zalecaną przez Sumiko impedancję obciążenia wynoszącą 1 kΩ, niezbędny będzie przedwzmacniacz z wejściem MC. Na szczęście, w systemie McIntosha nie stanowi to problemu.
Wyposażenie uzupełniają: mata, docisk płyty, szablon i narzędzia do ustawienia geometrii ramienia, poziomnica, waga, olej, przewód uziemiający oraz akrylowa pokrywa, która skutecznie zabezpiecza talerz, ramię i wkładkę przed kurzem. Wyceniony na 29500 zł McIntosh MT5 nie wydaje się okazją cenową. Ale wielcy mają swoje przywileje. Oby tylko ich nie nadużywali.



 

5661022018 001McIntosh MT5 – kolumna ramienia.


Konfiguracja
Gramofon dociera z formie częściowo rozłożonej, a jego montaż wymaga nieco uwagi. Dotyczy to szczególnie nasmarowania łożyska oraz odpowiedniej kolejności montażu jego oraz talerza. Oś odwróconego łożyska została wykonana z ceramiki, przez co jest krucha. Należy nanieść na nią dwie krople załączonego oleju (wg mnie to troszkę za mało i po pierwszym odsłuchu zaaplikowałem go więcej), a następnie bardzo ostrożnie nasunąć metalowy kołnierz z wcześniej zamontowanym aluminiowym talerzykiem (subplaterem). Później montujemy pasek napędowy i dopiero wtedy nakładamy akrylowy talerz. W ten sposób minimalizujemy ryzyko złamania osi łożyska. Dopiero nałożony talerz dociśnie całość na tyle, by subplater znalazł się na wysokości rolki napędowej silnika. Wysokość ustala oczywiście magnetyczne zawieszenie talerza. Dołączona cienka mata, mimo że wygląda biednie, spełnia swoje zadanie i – co ważne – nie ulega naelektryzowaniu.



 

5661022018 001Sumiko Blue Point No. 2 w akcji.


Konfiguracja
Producent dołącza do gramofonu prosty, jednopunktowy szablon do ustawiania geometrii wkładki. Pozwoli on zrobić to w mocno przybliżony sposób. Sugeruję od razu skorzystać z innego dedykowanego narzędzia, np. szablonu z punktami Baerwalda. Gramofon ma nóżki o regulowanej wysokości, jednak wykonane z twardego tworzywa, a przez to tendencję do ślizgania się po gładkiej powierzchni stolika. W części testu korzystałem z dodatkowej platformy Atacama Staticstage. Nie do końca rozwiązuje to jednak problem ślizgania się samego gramofonu. Trzeba przyznać, że mimo to maszyna okazuje się odporna na przeskakiwanie igły w czasie standardowych manewrów na półce. McIntosh nie dołącza przewodu sygnałowego, a jedynie uziemiający. W teście wykorzystałem łączówkę VPI-JMW Phono.

 

5661022018 001Talerzyk, pasek i rolka silnika.


Poza tak skonfigurowanym gramofonem w zestawie odsłuchowym znalazły się: przedwzmacniacz McIntosh C52 z gramofonowym stopniem korekcyjnym MM/MC, monobloki McIntosh MC301 oraz kolumny ATC SCM-35. Elementy spinały przewody Fadel Coherence One (głośnikowe i zasilające wraz z listwą) oraz Fadel Aeroflex Plus (XLR). Urządzenia, ustawione na stolikach StandArt SSP, grały w zaadaptowanej akustycznie części pomieszczenia o powierzchni około 36 m².
McIntosh MT5 grał także w mniejszym systemie z gramofonowym stopniem korekcyjnym McIntosh MP100, wzmacniaczem słuchawkowym McIntosh MHA150, słuchawkami McIntosh MHP1000 oraz monitorami Epos Elan 10.



 

5661022018 001McIntosh MT5 – odpoczynek.


Wrażenia odsłuchowe
Nie wiem, dlaczego odsłuchy MT5 rozpocząłem od Cohena. Nieczęsto sięgam po jego nagrania, bo swój szczególny czas w moim życiu miał, kiedy w młodości muzykowałem przy obozowym ognisku. Tym razem wybór padł na LP „Old Ideas”. To dobra realizacja, a jak dobra, przypomniał mi gramofon McIntosha. W latach, ale ciągle intrygujący głos Leonarda był ciepły, bliski i pokryty delikatnym aksamitem chrypki. Bardzo ładnie przedstawiony przez źródło i bez wrażenia działań upiększających. Osadzony nisko, otoczony delikatniejszymi, ale nie mniej zmysłowymi głosami chórków i wspierany akustycznym akompaniamentem, sprawił mi naprawdę dużą radość. Spotkanie po latach, z tym innym już Cohenem i w innych okolicznościach wywołało szczery uśmiech na mojej twarzy. Szkoda Leonarda, chociaż był z niego kawał skurczybyka. MT5 nieco ocieplił jego muzyczny, a może nawet i życiowy wizerunek. Charakterny duet.

 

5661022018 001Docisk.


McIntosh potrafi grać w sposób opanowany i płynny, ale bez pomijania szczegółów. W nagraniach o wyrazistym charakterze lub zdecydowanej sygnaturze pokazuje, jak dobrze się zachować. Chodzi mu o to, żeby nie zepsuć przyjemności słuchania ani nie rozpraszać skupienia. Kulturalny egzemplarz, pod tym względem trochę niedzisiejszy, a może nawet vintage? Jego brzmienie jest przyjemnie zaokrąglone i minimalnie dociążone. Stąd wnosi bardzo pożądany efekt analogowości, wspierający słabsze nagrania i ani trochę nie psujący tych efektownych.



 

5661022018 001Ceramiczna oś łożyska.


MT5 przywołuje w mojej pamięci czasy skupiania się na muzyce, a nie na wyrafinowanym sposobie jej odtwarzania. Słuchało się dla odpoczynku, w czasie prywatek i tańca. Miała tylko pobudzać energię, dać się wyszaleć i zapewniać dobrą zabawę. Słuchało się na znacznie słabszym sprzęcie, a jednak niczego jej nie brakowało.
Tak też kojarzy mi się to brzmienie. Niczego w nim nie brakuje. Zostało podporządkowane muzyce. Na talerzu McIntosha MT5 wylądowało mnóstwo płyt, w tym cała kolekcja węgierskich „rarytasów” z lat 80. Z dumą przyznaję, że zachowała się w doskonałym stanie technicznym. Największą frajdę sprawił mi powrót do płyt Omega „5” (to łatwy tytuł, prawda?) oraz Hobo Blues Band „Oly Sokáig Voltunk Lenn” (nieco trudniejszy). McIntosh bardzo dobrze sprawdza się w takim repertuarze rockowym i bluesowym. Nagrania zabrzmiały soczyście, pewnie i dynamicznie.
Przegląd kilku kolejnych zespołów (P.Mobil, Dinamit, EDDA, Karthago, KFT) na LP z lat 1980-82 uzmysłowił mi, jakie bogactwo repertuarowe prezentowały węgierskie zespoły rockowe oraz jak dobrze rejestrowano ich nagrania. Można się też doszukiwać zachodnich wzorców. John Lord, niech spoczywa w pokoju, z pewnością byłby dumny z węgierskich kolegów klawiszowców.



 

5661022018 001Wszystkie prędkości obrotowe.


Zdobyczą z zimowego wypadu w Beskidy okazały się nie regionalne pamiątki, ale zakupiony za dychę na stoisku sąsiadującym z oscypkami monofoniczny album z nagraniami Edwarda Statkiewicza (skrzypce) oraz Aleksandry Utrecht (fortepian), wykonujących Sonatę a-moll Ignacego Paderewskiego oraz IV sonatę Grażyny Bacewicz (Muza). Po umyciu w maszynie VPI HW-17 odsłuchiwałem płytę w firmowej konfiguracji gramofonu, przy pomocy stereofonicznej wkładki Sumiko Blue Point No. 2. Chyba niewielu górali słuchało tej płyty przede mną, bo jej stan okazał się zaskakująco dobry. W sumie nie wiem, dlaczego, może skrzypce na zbyt mało góralską nutę grały? Ale dzięki temu mogłem bez przeszkód poświęcić się wnikaniu w aspekty muzyczne i brzmieniowe.



 

5661022018 001Podświetlony talerz.
To jest kolor zielony.


Stara realizacja, to słychać, ale zachowująca naturalne proporcje duetu, z dobrą akustyką. Oczywiście, bez stereofonii i z szerokością sceny ograniczoną do jedynie wąskiego pasa dokładnie pośrodku. Co więcej, załączanie opcji Mono w przedwzmacniaczu McIntosh C52 nie wpływało na ten efekt. A to oznacza, że w MT5 po pierwsze zastosowano naprawdę dobry przetwornik, do tego o cechach uniwersalnego, a po drugie – że można bardzo precyzyjnie ustawić geometrię układu ramię/wkładka.

 

5661022018 001Talerz. Solidny kawał akrylu.


Inny duet, tym razem Erasure z LP „The Innocents” (Mute), zabrzmiał dynamicznie, chociaż bez forsowania. Gramofon zaprezentował muskularny bas i zmysłowo pulsujący rytm. Do tego dobre i czytelne męskie wokale, wnoszące naturalność do syntetycznego elektronicznego akompaniamentu. McIntosh MT5 bez problemu poradził sobie z oddaniem ducha tamtych czasów i nie zohydził tej muzyki. Te nagrania miały cukierkowy klimat i pewnie tyle po nich zostało. Nie ma co ukrywać, ta estetyka się zestarzała i czeka na zainteresowanie nowego pokolenia, które może będzie w stanie tchnąć w nią współczesne znaczenia. Lecz jeśli ktoś chce częściej do niej wracać, to ten gramofon nadaje się jak mało który.

 

5661022018 001McIntosh MT5 – tył.


Przejście na kosmiczne brzmienia wibrafonu Jerzego Miliana z LP „Milianalia” pokazuje przepaść pomiędzy muzyką syntetyczną, a zagraną akustycznie i bez komercyjnej napinki. McIntosh MT5 wczuł się w rolę mistrza tej ceremonii, bo przecież bez niego nie zadziałoby się to, co się zadziało. Zaskoczył mnie bardzo dobrym oddaniem wybrzmień, może delikatnie zaokrąglonych, ale przez to cudownie analogowych.

 

5661022018 001Gniazda.

Drżące rury rezonatorów instrumentu wydobywały czyste tony, unoszące się wokół odbiorcy. Bez problemu słychać też różnice pomiędzy wykorzystanymi w nagraniach wibrafonem, który ma sztabki metalowe, a marimbą, ze sztabkami drewnianymi. Faktury dźwięków ułożone z alikwotów były czytelne i bogate.

 

5661022018 001Poziomnica na pewno się przyda.
Tą dostajemy w komplecie.
Regulowane nóżki.

A co najważniejsze – w tej muzyce dało się odczuć, jak rzetelnie „gra” napęd MT5. To dzięki świetnej stabilności obrotów. Postawiony ton brzmiał długo i swobodnie, bez zauważalnego zniekształcania. A przecież to moment, na który ucho jest szczególnie wyczulone. Zafalowanie obrotów spowoduje od razu słyszalną modulację. A tutaj nic. Ton pozostaje czysty przez cały czas swojego trwania. Co ważne, prawidłowo ustawiony zestaw jest także odporny na występowanie efektu błędu kątowego. Nagrania z początku LP wciągają w klimat i ten będzie zachowany do końca. Nie odnotowałem pogarszania jakości odsłuchu przy odtwarzaniu utworów bliższych końca strony. Przekonało mnie to w pełni do możliwości mniejszego z gramofonów McIntosha. Urządzenie pokazało również, jak świetnie sobie radzi z niestandardowym materiałem muzycznym.



 

5661022018 001Zasilacz i złącza Power Control.


Konkluzja
McIntosh MT5 ma swój niepowtarzalny styl. Doskonale uzupełnia firmowy system, ale jest także dobrą propozycją przekornego początku przygody z amerykańską marką. Przede wszystkim zaś MT5 to przykład klasycznego analogowego brzmienia. Gotowy allrounder.

 

 

McIntosh MT5 o

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
Paweł Gołębiewski
Źródło: HFM 02/2018


Pobierz ten artykuł jako PDF