fbpx

HFM

artykulylista3

 

Yesterday - Original Motion Picture Soundtrack

cd052020 0005

Universal 2019

 

Muzyka: brak oceny
Realizacja: k3

Film „Yesterday” (ten nowy, z roku 2019, nie ten polski z 1984) bywa oceniany różnie, ale mnie bardzo się podobał. Myślę, że negatywny odbiór wynika z braku fenomenologicznego podejścia do dzieła oraz z życia w bezpiecznej bańce, bez znajomości problemów, z jakimi zderza się artysta. Kto choć raz w życiu dotknął prawdziwego dna, ma szansę naprawdę zrozumieć ten obraz. Przedstawiona w nim historia jest bowiem naprawdę trafiona. Ale dziś nie o treści filmu, a o jego ścieżce dźwiękowej. A ta jest po prostu średnia. A może inaczej: sens jej posiadania wydaje się nikły. Fani historii przedstawionej w fabule zapewne zechcą postawić na półce pamiątkę z wycieczki do kina. Ale czy wszyscy inni zapragną słuchania coverów Beatlesów bez filmowego kontekstu? Chyba nie, choć z ludźmi bywa różnie. Prócz nielicznych, malowniczych przerywników pod postacią muzyki tła i fragmentów ścieżek dialogowych, CD wypełniają głównie dobrze znane utwory Wielkiej Czwórki. Jeśli więc ktoś lubi piosenki The Beatles, ale nie lubi ich oryginalnych wykonań, może spróbować. Wszyscy inni, bez filmowego kontekstu, mogą odpuścić. Film dobry. Ścieżka dźwiękowa bez filmu – dziwactwo. Dlatego chyba lepiej kupić Blu-raya i poznać pełne dzieło. n

Michał Dziadosz

 


 

 

Amarok - The Storm

cd052020 0006

On Art 2019

 

Muzyka: k4
Realizacja: k3

Czy Michał Wojtas, główna postać stojąca za projektem Amarok, to polski Steve Wilson, czy bardziej Mike Oldfield? Na szczęście ani jeden, ani drugi. Spójność artystycznej koncepcji za bardzo łączy się u niego z nieustannymi poszukiwaniami i sporą dawką pokory. Mimo faktu, że jest to już piąta płyta Amaroka i trudno policzyć, która Wojtasa, w jego twórczości nadal słychać potrzebę twardego resetu. Choć – z drugiej strony – ten kompozytor, producent i multiinstrumentalista dobrze wie, czego chce. Tym razem stworzył ścieżkę dźwiękową do przedstawienia baletowego brytyjskiego reżysera Jamesa Wiltona. Krążek zawiera więc głównie muzykę ilustracyjną. Ale nie lękajcie się. Każdy dźwięk jest tutaj przemyślany i ma swoje miejsce. Obładowany analogowymi syntezatorami, legendarnymi modelami gitar i innym pieczołowicie wyselekcjonowanym sprzętem, w pełni świadomy muzyk nie zagubił się w tworzonych przez siebie przestrzeniach. Staranna struktura planów, przenikanie się pasm, brak lęku przed potężnym dołem, miazmatycznym środkiem i subtelną górą to tylko niektóre z atutów „The Storm”. Resztę trzeba odkryć samemu. Trzeba, bo naprawdę warto.

Michał Dziadosz

 


 

 

Camila Cabello - Romance

cd Hifi 03 2020 0009

Simco Ltd. 2019

 

Muzyka: k4
Realizacja: k3

Camila Cabello to kubańsko-amerykańska wokalistka – była członkini żeńskiego zespołu Fifth Harmony. „Romance" to jej drugi album. Podobnie jak na debiucie „Camila” z 2018 roku, Cabello śpiewa tu delikatnie, bez wysiłku, często przechodząc w falset. Partiom wokalnym towarzyszą przeważnie instrumenty elektroniczne. W efekcie otrzymujemy typową dla obecnych czasów muzykę, która będzie rozbrzmiewać w wielu nocnych klubach. Wszystkie utwory napisała bohaterka płyty, z pomocą znanych przyjaciół, którzy w licznym gronie odpowiadają za produkcję nagrań. W programie znalazł się jeden utwór już nie taki nowy, bo znany z luksusowego wydania trzeciej płyty Shawna Mendesa z 2018 roku. Nosi tytuł „Señorita”, a Cabello tworzy w nim z Mendesem przyjemny dla ucha duet. Nie wiem, dlaczego nad tym nagraniem musiało pracować aż dziewięciu kompozytorów i trzech producentów (kiedy np. Prince robił o wiele bardziej skomplikowane rzeczy sam, osiągając znacznie lepsze efekty), ale ostatnio taka moda. Kolejnym znakiem czasu jest udział wielu gości. Co rusz obok Cabello słychać głosy innych wokalistów. Szanse na popularność ma kilka nagrań z „Romance”, choć głównie dlatego, że konkurencja na aktualnym rynku muzycznym nie jest specjalnie atrakcyjna.

 
Grzegorz Walenda

 


 

 

Leonard Cohen - Thanks for the Dance

cd Hifi 03 2020 0010

Sony Music 2019

 

Muzyka: k4
Realizacja: k3

Cztery lata po śmierci kanadyjskiego barda przychodzi nam usłyszeć jego nowe piosenki. Przyznacie, że to spora niespodzianka. Wiadomo jednak, że artyści nagrywają w trakcie sesji więcej utworów, niż później trafia na płytę. Te, które nie pasowały do koncepcji, są zwykle publikowane na kolejnych albumach. Zwłaszcza jeśli wiadomo, że ich autor już nie nagra następnych. Ta ostatnia sytuacji dotyczy Cohena. Jego syn, Adam, wziął na warsztat niedokończone lub nie w pełni opracowane instrumentalnie kompozycje i postarał się o zespół, który je dokończył. W efekcie możemy posłuchać Leonarda Cohena raz jeszcze i to w premierowych utworach. Jest ich tylko dziewięć i zostały utrzymane w typowym dla piosenkarza stylu. Przy czym album „Thanks for the Dance” przypomina bardziej wydawnictwa, które Cohen zarejestrował na przełomie lat 60. i 70. XX wieku niż te późniejsze, z udziałem Sharon Robinson (kompletnie inny od wszystkich jest jedynie „Death of a Ladies’ Man”, gdzie artyście towarzyszy legendarna ściana dźwięku Phila Spectora). Powinien więc przypaść do gustu miłośnikom ballad kanadyjskiego barda, bo jest tradycyjnie cohenowski – nieśpieszny, melancholijny, miejscami mroczny. „Thanks for the Dance” to udane pożegnanie artysty z fanami.

 
Grzegorz Walenda

 


 

 

The Who - Who

cd Hifi 03 2020 0011

Polydor 2019

 

Muzyka: k4
Realizacja: k3

Pete Townshend sprawił melomanom niespodziankę. Zgromadził na nowej płycie kompozycje, które brzmią jak stare The Who, równocześnie dodając do nagrań sporo świeżych, ciekawych elementów. W przedstawieniu premierowego materiału pomógł mu Roger Daltrey, którego głos brzmi tu prawie jak dawniej. Towarzyszący obu muzykom instrumentaliści musieli się nasłuchać nagrań The Who, bo chwilami bardzo przypominają pozostałą dwójkę, która już odeszła. Perkusyjny początek „I Don’t Wanna Get Wise” brzmi prawie tak, jakby grał Keith Moon. A przecież ten utalentowany muzyk – zaliczany do najlepszych rockowych bębniarzy wszech czasów (obok Gingera Bakera i Johna Bonhama) – zmarł 41 lat temu. Mniej jest może basowych popisów, z których słynął John Entwistle (zmarł w 2002 roku), ale niektóre partie niskich tonów, jak w „Detour”, również wypadły atrakcyjnie. Otwierający krążek „All This Music Must Fade” mógłby się z powodzeniem znaleźć na jednym ze starych albumów The Who i nikt by nie zauważył, że pochodzi z przyszłości. Po ostrym początku przychodzi kilka spokojniejszych kawałków, jak chociażby finałowy „She Rocked My World” w latynoskim rytmie. Nowy materiał The Who nie dorównuje trudnej do przebicia „Quadrophenii”, ale na tle obecnej rockowej sceny świetnie się broni.

 
Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 03/2020

 


 

 

Toto - 40 Tours Around The Sun

cd Hifi 03 2020 0007

Universal Music Polska 2018

 

Muzyka: k4
Realizacja: k3

Bracia Porcaro – najlepsza sekcja rytmiczna w historii muzyki rozrywkowej – nie żyją. Jeff zmarł w roku 1992, Mike – w 2015. Z legendarnej rodziny w składzie Toto został już tylko klawiszowiec Steve. Zespół za każdym razem otrząsał się jednak z tych tragedii i grał dalej, trzymając abstrakcyjnie wysoki poziom. Trzeba zaznaczyć, że nie jest to łatwe, jeśli już dawno temu wyznaczyło się standardy rozsadzające wszelkie klasyfikacje. Toto to ekipa, która cieszy się ogromnym szacunkiem muzyków. Nic w tym dziwnego. Od czterdziestu lat grają tak perfekcyjnie, że można się nabawić kompleksów. Dodatkowo mniej tu chodzi o przeładowane sztukmistrzostwo, a bardziej – o frazę, płynność i zgranie. Mię-dzynarodowa popularność zespołu opiera się natomiast na wielkich hitach z pięknymi melodiami, za które fani go uwielbiają. Byłem na paru koncertach Toto i wiem, że panowie mają różne dni. Występ zaklęty na omawianym podwójnym albumie został jednak zarejestrowany w ten lepszy. Oprócz wysypu większych i mniejszych przebojów otrzymujemy sporą dawkę jazz-rockowej energii, muzycznych łamańców i – przede wszystkim – niekwestionowanego profesjonalizmu i prawdziwych wzruszeń. Jak oni to robią, że po tylu latach nadal wierzą w te wszystkie historie, o których śpiewają, a jednocześnie opowiadają je tak, jakby ciągle mieli po 25 lat?

 
Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 03/2020