HFM

artykulylista3

 

Bleachers - Gone Now

cd052018 016

RCA Records 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Takich płyt jest coraz mniej. Zresztą, w całej światowej muzyce nie dzieje się najlepiej. Skoro magazyn „Rolling Stone” na szczycie listy najlepszych albumów 2017 stawia „Damn” Kendricka Lamara, to o czymś świadczy. W tym kontekście dobrze, że powiedzenie o wyjątkach potwierdzających regułę pozostaje aktualne. Takim wyjątkiem jest bowiem drugi studyjny krążek amerykańskiej formacji Bleachers. W minionym roku równie porywające kompozycje można było policzyć na palcach jednej ręki! „Gone Now” stawiam wysoko w moim topie 2017. Dwanaście udanych piosenek, do tego każda w innym stylu, z oryginalną melodią i pomysłem na aranż. Utwory trzymają się hip-hopowej mody i synth-popowej konwencji, ale zawierają ogromny wkład kompozytorskiej inwencji i wykonawczej maestrii. Autorem całości i równocześnie głównym wykonawcą, a nawet producentem, jest Jack Antonoff; „zespół” Bleachers to tak naprawdę jeden muzyk. Artysta młody, ale już dobrze znany na awangardowej scenie Nowego Jorku. Odpowiada za niedawne sukcesy formacji Steel Train i Fun. „Gone Now” to jego kolejny udany projekt.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 05/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Millenium - 44 Minutes

cd052018 013

Lynx Music 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Krakowskie Millenium to pewna marka. Czego się nie dotkną – będzie na poziomie. Tak jest i tym razem. Otrzymujemy sprawdzoną formułę bezpiecznego art rocka, z chwytliwymi melodiami i czytelnymi aranżacjami. W przypadku „44 Minutes” bardziej istotny jest jednak smutny kontekst. To rzecz o pożegnaniu. O pożegnaniu z rodzicami, ale także o przemijaniu, poczuciu bezradności i głębokim wejściu do świata swoich myśli. Motto albumu: „Dziećmi przestajemy być wtedy, gdy odchodzą nasi rodzice” powinno być najlepszym drogowskazem do zrozumienia tych dźwięków. Trudno oceniać czyjeś emocje, ale warto zaznaczyć, że ta płyta może zadziałać na krwawiące serce jak właściwie dobrana pigułka albo jak dobrze napisany cykl trenów. W pewnym sensie to także historyczne wydawnictwo. Po pierwsze, ukazało się po dość długiej przerwie w fonograficznej aktywności zespołu. Po drugie, jest to ostatnia płyta z Łukaszem Gallem przy głównym mikrofonie. Bonusowy utwór „Ending Titles” jest swoistym pożegnaniem bohatera z resztą ekipy oraz, przede wszystkim, ze słuchaczami. Luźny, przyjemny tekst, zapewniający o przyjaźni i podsumowujący 18-letni okres wspólnego grania, to miła forma zamknięcia za sobą drzwi.

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 05/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Noibla - Hesitation

cd052018 014

Lynx Music 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

„Hesitation” to chyba najlepszy tytuł dla tej płyty. Brak tu zdecydowania i konkretnego rąbnięcia. Nie jest to jednak zarzut. Utwory snują się powoli, odziane w kameralne aranżacje, zagrane spokojnie i bez napinki. To bardzo miła i klimatyczna pozycja, choć wydana o 20-30 lat za późno. Rok 1992 słychać tu niemal w każdej chwili. W tamtych czasach byłaby to rewelacja; dziś – miły dodatek do dźwiękowego krajobrazu. Noibla proponuje łagodny art pop z nieśmiałym żeńskim wokalem. Jest przyjemnie i klimatycznie, jednak niektóre frazy po angielsku należałoby dopracować. I to kolejny argument, przemawiający za mentalnym podobieństwem do przełomu lat 80. i 90. XX wieku, kiedy to wielu naszych śpiewaków próbowało swych sił w języku Szekspira. Największym atutem „Hesitation” jest saksofon Dariusza Rybki. Słyszałem go wielokrotnie wcześniej, jednak dopiero tutaj, na tle tej właśnie muzyki, brzmi zaskakująco – jak połączenie Kenny’ego G z Melem Collinsem. Nie oznacza to, że reszta muzyków odstaje poziomem. Grają wybornie, choć się nie popisują. Ciekawa i dobra muzyka.

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 05/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Loonypark Perpetual

cd052018 015

Lynx Music 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Na początku uwagę zwraca dopracowana oprawa graficzna. I bardzo dobrze, ponieważ mnóstwo niezależnych zespołów, po długiej procedurze związanej ze zbieraniem środków na płytę, a w końcu po sesji nagraniowej, jest już tak wykończona, że daje na okładkę cokolwiek, a potem się dziwi, że wydawnictwo ginie w tłumie. Ale obwolutowe wizualia zawsze były mocną stroną Loonypark. A co z muzyką? Zespół proponuje bezpieczny, sprawdzony rock progresywny w odmianie melodyjno-refleksyjnej. Względem poprzednich albumów, poza lepszym poziomem wykonawczym, niewiele się zmieniło. I bardzo dobrze, że jest jeszcze ktoś, kto nie podpina się pod ideę art rocka, a tak naprawdę łoi ciężki metal. Nie, nie jestem ortodoksem. Po prostu, ostatnimi czasy niektórym pomyliły się pojęcia, bo za bardzo zapatrzyli się w Dream Theater. A przecież nie chodzi o to, by docierać do publiczności łomotem, lecz pięknem. Tutaj, na szczęście, piękna nie brakuje. To już czwarty album formacji. Czas na okrzepnięcie minął. Na następnej płycie chciałbym usłyszeć jakieś ciekawe innowacje. Oczywiście w obrębie wypracowanej już formuły. Podwójna stopa, poczwórny przester oraz wyścigi są niepotrzebne.

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 05/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Bownik - Delfina

cd052018 004

Kayax 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Projekt Bownik proponuje skoczną, radiową rozrywkę. Otrzymujemy zwarty, nieprzegadany, nieprzeintelektualizowany krążek, wypełniony tanecznym popem z zaraźliwym disco-soulowo- -funkowym groovem. Ale – jak wszędzie, idąc za klasykiem – są „plusy dodatnie” i „plusy ujemne”. Na szczęście, pierwsze przeważają. Na plus trzeba zaliczyć bardzo stylowe i spójne aranżacje, zdecydowaną, pulsującą grę oraz proste, ale zgrabne teksty po polsku. Na minus – realizację wokalu. Michał Bownik śpiewa, delikatnie mówiąc, po swojemu. Do tego nader często bawi się transakcentacją, więc jest aż… za bardzo osadzony w muzyce. Tak bardzo, że momentami trudno się wyławia tekst. I specjalnie piszę o realizacji, a nie śpiewie samym w sobie, bo na żywo brzmi o wiele czytelniej. Ale to tylko drobny szczegół, który młodym fankom nie powinien przeszkadzać. Poza tym jest wkładka z tekstami, która tym razem może się przydać jako coś więcej niż wzbogacenie kajaksowego wydania. Dla fanów ciepłego, współczesnego, tryskającego pomysłami popu jest to rzecz godna polecenia. Miłośnicy dźwięków stonowanych, wrażliwych, poszukujący i karmiący się ciszą – mogą tę płytę pominąć.

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 05/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Krzysztof Zalewski - Zalewski śpiewa Niemena

cd052018 008

Kayax 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Krzysztof Zalewski to dla mnie jedna z największych zagadek polskiego biznesu rozrywkowego. Umie śpiewać, dobrze wygląda, rusza się, ma pomysł na siebie, a mimo to nie zyskał choćby w połowie popularności, na jaką zasługuje. Niezbadane są gusta ludzi i prawa, rządzące tą machinerią. Chwilowo to jednak nieistotne. Dziś otrzymujemy bardzo ważną płytę, będącą hołdem dla jednego z największych polskich wokalistów wszech czasów – Czesława Niemena. Wypracowany śpiew, spójne, ciepłe i naturalistyczne brzmienie zespołu, siostry Przybysz w porywających chórkach… Jednym słowem – muzycznie jest, jak być powinno. Krzysztof super, a płyta wspaniale zagrana i równie pięknie wydana. Jako produkt nie może więc zyskać niższej noty. Jednak, na przyszłość, należy pamiętać, że rozumieć muzykę Niemena to jedno, a rozumieć samego Niemena, z głębią jego filozofii, z jego literackim zapleczem, z profetyczno-mistycznym przekazem, to coś zupełnie innego. U pana Czesława mieliśmy podobną nutę duchowej tajemnicy, co u Johna Coltrane’a. Nie wszyscy to rozumieją i nie wszyscy to czują, ale ktoś taki jak Krzysztof Zalewski, na tym etapie kariery – już powinien.

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 05/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF