fbpx

HFM

artykulylista3

 

Macy Gray - Ruby

cd0302

Mack Avenue, 2018

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Macy Gray kojarzy się z natychmiast rozpoznawalnym chrapliwym głosem i specyficzną manierą wokalną. W 2018 roku artystka wydała dziesiąty album w swojej karierze. Dwanaście premierowych piosenek na „Ruby” przesyca stylistyka nowoczesnego r’n’b z elementami jazzu, bluesa i popu. Bogate aranżacje orkiestrowe przeplatają się z elektroniką i efektami dostępnymi w nowoczesnych studiach nagraniowych. Album promował teledysk „Sugar Daddy”, nawiązujący klimatem do legendy Billie Holiday i biograficznego obrazu „Lady Sings the Blues” z 1972 roku. Odwołanie do fascynacji Lady Day dostrzeżemy również w grafice okładki albumu, ale nie zmienia to faktu, że „Ruby” został skierowany do odbiorcy preferującego współczesne brzmienia i rozwiązania aranżacyjne. Uwagę zwracają otwierający album „Buddha”, ciekawe aranżacje smyczków w balladowym „But He Loves Me” i rozbudowana sekcja dęta w „Over You”. Cała produkcja jest nowoczesna i to ona definiuje ostateczny kształt płyty. Wygląda na to, że po krótkim flircie z jazzem artystka wraca do konwencji takich przebojów, jak „I Try” czy „Why Didn’t You Call Me”. W końcu to one przed blisko 20 laty zapewniły jej światowy rozgłos.

Robert Ratajczak
Źródło: HFiM 03/2019

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Jeff Tweedy - Warm

cd0301

DBPM Records 2018

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Folkowe granie w łagodnie rockowym, amerykańskim stylu. Słychać tu echa Toma Petty, choć z większą dawką wyciszonych fragmentów, zagranych na gitarze akustycznej. Tweedy to kompozytor, gitarzysta i piosenkarz najbardziej kojarzący się z zespołem Wilco, którego jest liderem. Niezależnie od współpracy z macierzystą kapelą, z którą wydał dziesięć płyt, Tweedy nagrywa albumy pod własnym nazwiskiem. Na razie są dwa, w tym najnowszy „Warm”. Piosenki nawiązują do brzmienia Wilco. Nic w tym dziwnego, skoro Tweedy jest głównym kompozytorem formacji. Na marginesie warto dodać, że zarówno on, jak i grupa nagrywają i wydają płyty we własnej oficynie. Pozwala im to zachować twórczą niezależność. Album otwiera ballada „Bombs Above”. Idealnie definiuje brzmienia, które czekają na nas później. Od wzorca zdarzają się także odstępstwa. Czasami są nimi motywy country (jak w utworach „Let’s Go Rain” i „How Will I Find You?”) albo bluesa. Jednak niezależnie od kilku stylistycznych niespodzianek, muzyka niemal przez cały czas pozostaje spokojna i bez ostrych dźwięków. Wyjątkiem są podkręcone gitary przed finałem nagrania „The Red Brick”. Idealny repertuar na wieczorny relaks.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 03/2019

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Rod Stewart - Blood Red Roses

cd022019 013

Republic Records 2018

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Wokalista o głosie zabarwionym jedyną w swoim rodzaju chrypką powrócił na listy bestsellerów z przebojowym repertuarem. To już nie amerykańskie standardy, którymi od dłuższego czasu raczył słuchaczy, ani klubowe hity, którymi zachwycał amatorów dynamicznego rocka, kiedy stał na czele formacji Faces (tej z Ronnie Woodem – gitarzystą Stonesów). Wprawdzie od czasu do czasu w nagraniach (choćby w końcówce „Hole in My Heart”) odzywa się jeszcze „brudna” rockowa gitara, ale dominują piosenki pop. Obok nich pojawiają się melancholijne ballady z gatunku „Sailing” – ten 73-letni brytyjski wykonawca nadal czuje się w nich jak ryba w wodzie. Wyróżnia się melodyjna kompozycja „Farewell”; kameralna piosenka „Grace” ze skrzypcami w roli głównej także znajdzie wielu zwolenników. Choć na trzydziestym albumie Stewarta zgrabnie łączą się pop i rock, to artysta nie byłby sobą, gdyby między te style nie wplótł garści dźwięków celtyckich. Większość utworów wyszła spod pióra bohatera płyty, ale przy ich tworzeniu korzystał on z pomocy Kevina Savigara. Panowie współpracują już od dłuższego czasu, a Kevin gra na instrumentach klawiszowych w studiu i na koncertach. Aranżacje są bogate, z chórkami i orkiestrą. Krótko mówiąc: fachowa robota!

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 02/2019

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Richard Russell - Everything Is Recorded

cd022019 014

XL Recordings Limited 2018

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Takich wydawnictw pojawia się ostatnio wiele. Znany producent, w tym przypadku również szef wytwórni płytowej, zaprasza popularnych wykonawców, aby nagrali wybrane przez niego kompozycje. Russell poszedł jednak o krok dalej – nie tylko przygotował repertuar, ale także zagrał na basie i perkusji; jego głos słyszymy też w utworze otwierającym album. Głównym wokalistą jest jednak Sampha, który zachwycił melomanów wydanym w 2017 roku debiutanckim longplayem „Process”. Tutaj również pokazuje klasę. Zaśpiewana przez niego piosenka „Close But Not Quite” to najmocniejszy punkt programu. Rozpoczynający nagranie trzask czarnej płyty przenosi nas w czasy, kiedy winyl był najpopularniejszym nośnikiem muzyki, a mistrzowie soulowych rytmów święcili triumfy. To, że znaleźliśmy się w dźwiękach sprzed pół wieku, potwierdzają charakterystyczne dla tego okresu smyczki. Muzyczny podkład, bogaty zarówno w instrumenty akustyczne, jak i elektronikę, brzmi jednak współcześnie. Pod względem klimatu płyta Russella przypomina longplay „Pizzicato One”, którego pomysłodawcą, a zarazem producentem był japoński pianista Konishi Yasuharu. Tyle że u niego królowały standardy, a na „Everything Is Recorded” mamy repertuar autorski. Trzeba przyznać, że atrakcyjny, chociaż trafiają się i mniej ciekawe fragmenty, nie do końca pasujące do pozostałych. Jako przykłady można podać „She Said” i „Wet Looking Road”.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 02/2019

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Bruce Springsteen - Springsteen On Broadway

cd022019 015

Columbia 2018

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Od 3 października 2017 do połowy grudnia 2018, przez pięć dni w tygodniu, Bruce Springsteen koncertował w The Walter Kerr Theatre na nowojorskim Broadwayu. Sala jest relatywnie niewielka, bo mieści 975 osób, ale przy średniej cenie biletu 500 USD (na rynku wtórnym dwukrotnie drożej), 236 występów przyniosło blisko 115 milionów dolarów zysku. Sporo, jak na widowisko zagrane praktycznie w całości solo – jedynie w dwóch utworach muzykowi towarzyszyła na scenie żona, Patti Scialfa. Dzień przed finałem koncertowego maratonu do sklepów trafiła relacja fonograficzna. Jeśli ktoś nie miał szczęścia uczestniczyć w żadnym z występów na żywo, to koniecznie powinien posłuchać ich zapisu. Springsteen nie tylko śpiewa, akompaniując sobie na gitarze, harmonijce lub fortepianie, ale też czyta fragmenty autobiografii i opowiada o swoim życiu – od ubogiego dzieciństwa, przez nie mniej trudne początki kariery, aż po etap światowej sławy. Słuchając albumu, trudno stwierdzić, czy Springsteen czyta, czy opowiada – i czy te opowieści ma wyuczone na pamięć, czy za każdym razem improwizuje – robi to bowiem niczym rasowy gawędziarz. Piosenek nie muszę polecać. „Thunder Road”, „Born To Run” i inne utwory Bossa w autorskim wykonaniu po prostu muszą brzmieć rewelacyjnie. I tak też się dzieje!

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 02/2019

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Roine Stolt’s The Flower King - Manifesto Of An Alchemist

cd022019 007

Inside Out Music 2018

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Rock progresywny żyje i to nie tylko wśród artystów, którzy spopularyzowali ten gatunek na przełomie lat 60. i 70. XX wieku. Również współcześni wykonawcy – jak właśnie Roine Stolt – podtrzymują tradycję. Muzyk stał na czele wielu skandynawskich, a także międzynarodowych formacji, jak Kaipa, Transatlantic czy wreszcie The Flower Kings. Nagrywał we współpracy z brytyjskimi i amerykańskimi muzykami. W 2016 roku wydał płytę „Invention of Knowledge” z wokalistą Yes Jonem Andersonem. Ma też w dorobku płyty solowe, tyle że podpisane pseudonimem The Flower King. Tak firmuje również omawiany krążek. Album przynosi typowe brzmienia progresywne. Są tu wydłużone, bogato zaaranżowane utwory. Są niezłe wokale. Wyróżniają się niektóre solówki i nie brakuje interesujących partii na klawiszach. Na plus można zaliczyć fakt, że podwójna winylowa wersja albumu jest niedroga, a w pakiecie dołączono kompakt, dzięki czemu wydawnictwa można słuchać na różnym sprzęcie. Tylko po co, skoro longplay nie wnosi nic nowego do ogranego stylu? A może Stolt rozpuścił nas wysokim poziomem swoich poprzednich płyt – zwłaszcza rewelacyjnej „Adam & Eve” z 2004 roku, którą nagrał z grupą The Flower Kings? Znając ją, niepotrzebnie spodziewaliśmy się kolejnych cudów. Na „Manifesto …” nagrania nie są złe, ale – jak na takiego mistrza – zbyt mało interesujące.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 02/2019

Pobierz ten artykuł jako PDF