HFM

artykulylista3

 

Rozmazani - Hard Times

078 079 Hifi 06 2023 009

Wydanie własne 2023

Muzyka: k3
Realizacja: k3


Mamy jakiś rok 1984 w równoległej rzeczywistości. Depeche Mode spotykają Davida Bowiego i ostro imprezują przez miesiąc. W międzyczasie odbywają liczne rozmowy. Depeche przypominają Davidowi, że czas porzucić delikatną popową formułę i wrócić do muzyki nieco bardziej skomplikowanej i mrocznej. Bowie z kolei uświadamia chłopakom, że powinni się jeszcze bardziej oddalić od parkietu. Ostatecznie stwierdzają, że trzeba przejść od słów do czynów i nagrać wspólną płytę, ale na pewno niekomercyjną. Myślę, że mogłaby ona brzmieć mniej więcej tak, jak „Hard Times”. Co może wynikać z przytoczonej powyżej, całkowicie fikcyjnej historii? Po pierwsze to, że Rozmazani nie proponują nic oryginalnego. Po drugie, że to, co proponują, prezentuje określony poziom. Zarówno pod względem świadomości harmonicznej, jak i aranżacyjnej. Programowana perkusja, ciężkie klawisze i przetworzony wokal tworzą formułę charakterystyczną i osobliwą. A nad tym wszystkim dominuje klimat – mroczny, gęsty, ale mimo wszystko bardzo energetyczny. Ostrzegam jednak: to nie jest muzyka dla wszystkich, a wysoka ocena wiąże się z kategorią artystyczną, w której porusza się duet. A zatem „Hard Times” to propozycja wyłącznie dla fanów cold wave’u, mrocznego synth popu i electro- -industrialu.

 

Michał Dziadosz

 



 

 



 

 



 

 


 

 

Pewien rodzaj opowieści - Wiersze

078 079 Hifi 06 2023 009

Wydanie własne 2023

Muzyka: k3
Realizacja: k3


Z jednej strony to pozytywna, szczera, ciepła i przyjemna muzyka. Dziś niemal niespotykana. Brak zadyszki w pogoni za oryginalnością na siłę to wielki plus. Poza tym podoba mi się znakomicie uśrednione brzmienie. Nic tu nie jest przesadzone ani przepompowane. Perkusja brzmi bezpiecznie i bez kombinacji. Bas siedzi na miejscu. Klawisze są dyskretne i nie zalewają aranżacji majonezem, a gitary się nie ścigają. Opowieść nie przesadza z pogłosami, a mimo to stara się budować malownicze plany. Z drugiej strony – po którymś utworze formuła zaczyna męczyć. Znajdujemy się gdzieś w bezpiecznym soft rockowym środku, który został odpowiednio uprzestrzenniony. Brzmi to trochę tak, jakby Feel (przystępność, radiowy rock) nagrał płytę z Atmosphere (przestrzeń, harmonie, wrażliwość). Zgrabne teksty nie wykraczają poza nie silące się na pretensjonalną poezję liceum. Na przyszłość trzeba pomyśleć o albumie bardziej holistycznie. Lista utworów też powinna być przemyślana jako całość. Nie jako zbiór singli, tylko kompozycja, która buduje atmosferę i napięcie. Skoro bowiem nagrywamy płytę, to powinna być ona przygodą. Ze wstępem, rozwinięciem i zakończeniem. Poza tym nic by się nie stało, gdyby usunąć ze trzy kawałki. Jestem pewien, że wówczas całość stałaby się bardziej zwarta i mocna. Ocena mimo wszystko wysoka, ale następnym razem nie pójdzie już tak łatwo.

 

Michał Dziadosz

 



 

 



 

 



 

 


 

 

Michael Bolton - Spark of Light

078 079 Hifi 06 2023 009

Montaigne Records 2023

Muzyka: k3
Realizacja: k3


Kolejny album Michaela Boltona jest kontynuacją stylu, do którego nas przyzwyczaił. Przy okazji warto jednak wspomnieć, że wokalista o lekko chropowatym, soulowym głosie zaczynał karierę jako rockman w grupie Blackjack. Dopiero pod koniec lat 80. sięgnął po popowe ballady i pozostaje im wierny do dziś. Jest współkompozytorem wszystkich piosenek na „Spark of Light”. Śpiewa je równie dobrze, jak swoje wcześniejsze przeboje. Może jedynie jego głos jest teraz nieco wyższy niż dawniej. Chwilami brzmi nawet, jakby wydobywał się z megafonu, co może być efektem korekt lub kompresji. Piosenki mają bogatą oprawę, choć z dużym udziałem elektroniki. Chyba najlepiej walory głosu artysty oddaje kompozycja „Whatever She Wants”, z oszczędnym akompaniamentem, za to dynamiczna wokalnie. „Home” pokazuje potęgę, zaś „We Could Be Something” to utwór melodyjny i pełen ciepła. Spokojnie może zająć wysokie miejsce na listach „Adult Contemporary”, na których zresztą królowało wiele innych hitów Boltona. W finałowym nagraniu „Out of the Ashes” jego głos raz płynie łagodne, kiedy indziej jest bliski krzyku. To kwintesencja wokalnych możliwości artysty.

 

Grzegorz Walenda

 



 

 



 

 



 

 


 

 

Yusuf/Cat Stevens - King of a Land

078 079 Hifi 06 2023 009

Cat-O-Log Records 2023

Muzyka: k3
Realizacja: k3


Autor longplaya ma w metryce nazwisko Steven Demetre Georgiu, ale zadebiutował na muzycznej scenie jako Cat Stevens i nagrał pod tym pseudonimem 11 płyt. Odkąd w 1977 roku przeszedł na islam, wydał kilka krążków jako Yusuf Islam. Zawarte na nich teksty dotyczą głównie jego nowej wiary. Równolegle nagrywał albumy popowe, które podpisywał tylko imieniem. Tym razem powraca do stylu, od którego zaczynał karierę. Podkreślił to, sygnując album zarówno imieniem Yusuf, jak i pseudonimem Cat Stevens. Na „King of a Land” znalazło się 12 premierowych kompozycji. Są melodyjne jak dawniej, a główny instrument to gitara. Towarzyszą jej syntezatory oraz smyczki, tworząc razem orkiestrowy akompaniament. W nagraniu tytułowym słychać wieloosobowy chór. Zdarzają się też utwory kameralne, przypominające klimatem „Tea for the Tillerman” (1970) – jeden z najsłynniejszych albumów piosenkarza, ten z przebojem „Wild World”. Na jego 50-lecie Stevens wydał longplay pod tym samym tytułem, z przeróbkami utworów zawartych na pierwowzorze. Do jego dawnego stylu na nowej płycie nawiązuje kompozycja „He is True”. Fanom dawnego Stevensa powinno się też spodobać kilka innych premierowych piosenek, jak choćby godny polecenia „How Good It Feels”

 

Grzegorz Walenda

 



 

 



 

 



 

 


 

 

Simply Red - Time

078 079 Hifi 06 2023 009

Simplyred.com Limited 2023

Muzyka: k3
Realizacja: k3


Po dłuższej przerwie wraca z nowymi nagraniami jeden z najsłynniejszych przedstawicieli błękitnookiego soulu (blue-eyed soul). Tak nazywa się muzykę ciemnoskórych piosenkarzy wykonywaną przez białych artystów. Zwłaszcza takich, którzy nie tylko śpiewają kompozycje afroamerykańskich gwiazd, ale też komponują w ich stylu. Mowa o Micku Hucknallu. Zasłynął w połowie lat 80. XX wieku, kiedy założył grupę Simply Red i – wspólnie z Neilem Mossem, z którym pracował w punkowej kapeli The Frantic Elevators – napisał przebój „Holding Back the Years”. W 1985 roku utwór trafił na debiutancki album zespołu. „Time” to już 13. wydawnictwo Simply Red, ale przez lata charakter muzyki niewiele się zmienił. Na krążku znów mamy do czynienia ze zgrabnym połączeniem popu, soulu, funky i R&B. Wszystkie utwory skomponował Hucknall, co słychać od razu, ponieważ mają w sobie ów melancholijny klimat, do którego zdążył nas przyzwyczaić. Do takich piosenek jego głos pasuje idealnie. A jako że towarzyszą mu zdolni muzycy, nagrania świetnie brzmią wszędzie – zarówno w domu, jak i w klubach czy dyskotekach. Hucknall twierdzi, że w tekstach mówi o sobie, więc żeby go poznać, należy się w nie wsłuchać.

 

Grzegorz Walenda

 



 

 



 

 



 

 


 

 

Roger Waters - The Lockdown Sessions

078 079 Hifi 06 2023 009

Legacy Recordings 2023

Muzyka: k3
Realizacja: k3


Czasy lockdownu za nami, ale zarejestrowana wówczas muzyka nadal się ukazuje. Rezultat jednej z popularnych wówczas domowych sesji ukazał się na EP-ce pod tytułem, nomen omen, „The Lockdown Sessions”. Bohaterem blisko 40-minutowego wydawnictwa jest Roger Waters. Ostatnio bywa krytykowany za poglądy, ale nie przeszkadza mu to pozostawać zdolnym wykonawcą. Podkreślam: „wykonawcą”, ponieważ tym razem nie stworzył niczego nowego i po raz kolejny zarejestrował znane kompozycje. Może nie lepiej niż kilkadziesiąt lat temu, ale inaczej i bez wątpienia ciekawie. Trudno uwierzyć, że od wydania „The Wall” minęły 44 lata. To właśnie z tego albumu Waters zaczerpnął, a następnie przearanżował i na nowo zaśpiewał utwory „Mother”, „Vera” i „Comfortably Numb”. Cztery dekady upłynęły również od premiery krążka „The Final Cut” – ostatniego w dyskografii Pink Floyd z jego udziałem. Znalazły się na nim piosenki „Two Suns In the Sunset” i „The Gunner’s Dream”, które Waters również odświeżył. Obok nich na omawianą płytę trafiło „The Bravery of Being Out of Range” z solowego wydawnictwa „Amused To Death”. Piosenki są bardziej wyciszone niż w oryginale, ale nadal interesujące. Na polecenie zasługują zwłaszcza świetne żeńskie wokalizy. Muzyczna aktywność Watersa w czasie lockdownu dała przyjemny dla ucha efekt.

 

Grzegorz Walenda