fbpx

HFM

artykulylista3

 

Gordon Lightfoot - Solo

cd0092020 004

Rhino 2020

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

„Droga, którą wybrałem, nie zawsze była taka, jaką być powinna. Czasami jednak miałem na niej świetny ubaw” – tak w otwierającej płytę kompozycji „Oh So Sweet” śpiewa 81-letni Gordon Lightfoot. Starsi melomani zapewne znają to nazwisko, a młodsi, którzy go dotąd nie słyszeli, powinni zapamiętać. Pomimo faktu, że artysta jest Kanadyjczykiem, należy do legend muzyki country. Nagrał blisko 20 albumów studyjnych oraz mnóstwo singli. Na tegorocznym longplayu wzięło go na wspominki i podsumowania. Kompozycje nie są nowe. Większość powstała w pierwszych latach XXI wieku. Później autor miał problemy zdrowotne, a w 2006 roku przeszedł zawał, więc ze śpiewaniem musiał poczekać. Teraz zarejestrował materiał, towarzysząc sobie jedynie na gitarze akustycznej. Zawartość albumu jest przez to bardziej osobista i kameralna. Niekiedy artysta pozwala sobie na gorzkie konkluzje, jak w utworze „The Laughter We Seek”, w którym śpiewa: „Świat jest nieprzyjazny i są powody do obaw”.

Grzegorz Walenda

 


 

 

Laura Marling - Song For Our Daughter

cd0092020 005

Chrysalis Records 2020

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Jeśli ktoś lubi muzykę amerykańskiego Południa, to chętnie posłucha nowych nagrań Laury Marling. Ta 30-letnia artystka, laureatka Brit Award 2011 i kilkakrotnie do tego wyróżnienia nominowana, nie urodziła się w USA, lecz w Anglii. W jej piosenkach słychać jednak wyraźnie folkowe brzmienia i rytmy country zza Atlantyku. Spora w tym zasługa Ethana Johnsa – współproducenta albumu. To też Anglik, ale mający na koncie współpracę z takimi amerykańskimi gwiazdami, jak Emmylou Harris, Ryan Adams i Ray LaMontagne. Marling ma delikatny, dziewczęcy głos o barwie godnej piosenkarki z Nashville. Wszystkie piosenki na krążku są jej autorstwa, przy czym w dwóch pomogli jej inni muzycy. Ponadto bohaterka płyty odpowiada za większość partii gitarowych. Albumu słucha się przyjemnie. Utwory nie uplasują się może wysoko na listach przebojów, ale do domowego słuchania dla relaksu będą w sam raz. Polecam zwłaszcza bardziej dynamiczny od pozostałych „Held Down”, z wpadającą w ucho partią basu. Z kolei w „Hope We Meet Again” zwraca uwagę podkład zagrany na gitarze akustycznej. Dobre jest też nagranie tytułowe, z ciekawym, pełnym życiowych przestróg tekstem.

Grzegorz Walenda

 


 

 

Sparks - A Steady Drip, Drip, Drip

cd0092020 006

BMG 2020

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Sparks to amerykański duet, który tworzą bracia Mael – Russell (wokal) i Ron (instrument klawiszowe). Grają razem od 1967 roku, tworząc piosenki pop z nie zawsze poważnymi tekstami, za to z oryginalną aranżacją. Russell wielokrotnie rejestruje swoje partie wokalne, tworząc z nich niecodzienne harmonie, na granicy chorału i arii operowej. Tak było na ich debiutanckim albumie z 1971 roku („Halfnelson”, przemianowanym rok później na „Sparks”) i nie zmieniło się do dziś. Płyta „A Steady Drip, Drip, Drip” nie jest może tak odkrywcza i przebojowa, jak „Kimono My House” z 1974 roku i nie dorównuje „Hippopotamusowi” sprzed trzech lat, ale ma swoje zalety. Russell Mael wciąż dysponuje takim samym głosem jak pół wieku temu, a Ron po mistrzowsku potrafi bratu akompaniować. Fortepian w utworze „One For the Ages” świetnie się łączy z rytmiczną elektroniką i partiami wokalnymi Russella. W „Onomato Pie” słychać połączenie popu z wodewilem. Duet słynie z takiego mariażu i nagrał w tym klimacie niejeden hit. Członkowie Sparks nie stronią również od rocka, czego przykładem nagranie „I’m Toast”. W ich repertuarze znajdują się również ballady, które na „A Steady Drip, Drip, Drip” reprezentuje kompozycja „Please Don’t Fuck Up My World”.

Grzegorz Walenda

 


 

 

The Boomtown Rats - Citizens Of Boomtown

cd0092020 007

BMG 2020

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Irlandzka grupa The Boomtown Rats ma długą historię – debiutowała w 1975 roku w Dublinie. Nie może się jednak pochwalić licznymi albumami, ponieważ ma ich w dorobku zaledwie siedem. Ostatnio zespół długo pauzował. Od poprzedniego longplaya upłynęło aż 36 lat. Przyczyn jest wiele, ale najważniejsza tkwi w osobie lidera, którym jest Bob Geldof. Muzyk ma na koncie pięć płyt solowych, które odciągały go od pracy pod szyldem Boomtown Rats. Zasłynął też jako organizator wielu akcji charytatywnych, z których najsłynniejsza to widowisko Live Aid z 1985 roku. Jego celem była zbiórka funduszy na walkę z głodem w Etiopii. Geldof wystąpił również w kilku filmach, m.in. w „The Wall”. Wskrzeszenie grupy The Boomtown Rats także było jego pomysłem i to on skomponował większość nowych piosenek. Utwory nawiązują do muzyki rockowej minionych czasów. Do nagrań takich gwiazd, jak The New York Dolls, Mott the Hoople czy David Bowie. Słyszymy znane brzmienia, ale we współczesnym wydaniu. Zagrane przez weteranów sceny muzycznej, z charakterystycznym wokalem Geldofa na pierwszym planie. Jeżeli ktoś zna twórczość The Boomtown Rats, to zapewne już kupił płytę lub przesłuchał ją w serwisie streamingowym. Melomanom, którzy grupy nie kojarzą, polecam ten niesztampowy krążek, choć uprzedzam, że nie wszystkie kompozycje są godne uwagi.

Grzegorz Walenda

 


 

 

Perfume Genius - Set My Heart on Fire Immediately

cd0092020 008

Matador Records 2020

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Perfume Genius to pseudonim Mike’a Hadreasa, amerykańskiego kompozytora, wokalisty i multiinstrumentalisty. Cztery jego wcześniejsze płyty zawierały bogato oprawiony elektroniką pop, z łagodnym, wysoko postawionym głosem autora na pierwszym planie. Kompozycje z tegorocznej propozycji artysty są utrzymane w zbliżonej stylistyce, a teksty – podobnie poetyckie, szczere i prowokacyjne. W aranżacjach dominują syntezatory, choć niekiedy odzywają się również instrumenty akustyczne. W czterech nagraniach słychać nawet wiolonczelę, a w trzech rozbrzmiewa saksofon. Bohaterowi płyty udało się namówić do współpracy tak renomowanych muzyków, jak Jim Keltner (perkusja) i Pino Palladino (bas). Razem grają kompozycję „Describe”. Mimo to nowy album Perfume Geniusa nie wciąga tak jak jego fantastyczny poprzednik sprzed trzech lat, zatytułowany „No Shape”. Dopiero po dłuższym słuchaniu można się do niego przekonać. Polecam zwłaszcza utwór „Moonbend” z rozbudowanymi harmoniami wokalnymi i zgrabną partią gitary oraz melodyjną kompozycję „Just A Touch”. Wokale w „Some Dream” mogą się podobać, a finałowa, oszczędna kompozycja „Borrowed Light” robi duże wrażenie. Niepokojąca muzyka na niejeden wieczór.

Grzegorz Walenda

 


 

 

Lucinda Williams - Good Souls Better Angels

cd0092020 009

Highway 20 Records 2020

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

W twórczości włoskiego kompozytora i pianisty Ludovica Einaudiego liczy się przede wszystkim klimat czy nawet – mikroklimat. Proste, krótkie, melodyjne tematy, rozpięte na nieskomplikowanych strukturach rytmicznych, są wielokrotnie powtarzane, przez co stają się dla ucha znajomą i nieinwazyjną mantrą. Między dźwiękami jest sporo przestrzeni – ciszy; miejsca na oddech, refleksję i wyobraźnię. Dla melomanów i dla samego autora. „Seven Days Walking” to projekt muzycznych zapisków, na które Einaudi wyruszał w kolejnych dniach tygodnia. W przechadzce dnia pierwszego kompozytorowi a zarazem pianiście towarzyszą wiolonczela (Redi Hasa) i skrzypce lub altówka (Federico Mecozzi). Przyjemnie iść razem z nimi, zwłaszcza gdy wokół pojawia się mgła („Low Mist”) lub gdy szlak wyznaczają lisie tropy („Fox Tracks” – udane naśladowanie drobnych kroczków). Pojęcie symetrii („A sense of symmetry”) wyjaśnia Einaudi rytmem zgoła niesymetrycznym, czyli melancholijnym walczykiem. W najdłuższym, ośmiominutowym „A Path of Fossils” dzieje się, jak na tę płytę, zaskakująco dużo i w melodii, i w harmonii, a jest to minitraktat o… skamielinach – szczątkach roślin i zwierząt napotkanych na leśnej ścieżce. Steinway brzmi po prostu cudownie. Widać wychodzące z wnętrza dźwięki. Nie byłoby tej i takiej płyty, gdyby stroiciel John Elliot nie przygotował wspaniale fortepianu, a ekipa realizatorów Air Studio nie wykorzystała niesamowitej akustyki gmachu Lyndurst Hall w Londynie. Brawo!

Grzegorz Walenda