HFM

artykulylista3

 

John Mellencamp - Strictly a One-Eyed Jack

cd052022 001

UMG Recordings, Inc. 2022


Muzyka: k3
Realizacja: k3

John Mellencamp to taki trochę Springsteen, tyle że pozostający w cieniu słynnego konkurenta. Może tylko w Stanach wygląda to inaczej, ponieważ tam obaj przedstawiciele rocka środkowego nurtu mają miliony fanów. Jednak na świecie zdecydowanie dominuje Springsteen. W Polsce o Mellencampie mało kto słyszał, jednak dzięki płycie „Strictly a One-Eyed Jack” sytuacja może się zmienić. Album dowodzi, że to wykonawca zdecydowanie zasługujący na uwagę. I choć do takich majstersztyków Springsteena, jak „Born to Run” i „River” jego najnowszej propozycji trochę brakuje, to od ostatnich nagrań Bossa jest po prostu lepsza. Już pierwszy utwór – „I Always Lie To Strangers" – choć stonowany, zapowiada niejedną atrakcję. Słyszymy w nim skrzypce, które pojawiają się również w innych kompozycjach. Dobry ruch, ponieważ dodają im uroku. O ile dawniej Mellencamp lubił szybkie tempa rockowe, o tyle na „Stricktly a One-Eyed Jack” dominują piosenki spokojne i melodyjne. Nawet jeśli czasem robi się nieco energiczniej, to tylko przez chwilę. Później wraca spokój. Największą niespodzianką albumu jest udział Bruce’a Springsteena w aż trzech piosenkach. W dwóch śpiewa, a w jednej tylko gra na gitarze. Czyżby przestał być konkurentem Mellencampa, a stał się jego współpracownikiem? Jeżeli tak, to brawo!

Grzegorz Walenda

 


 

 

The Weeknd - Dawn FM

cd042022 2 008

Republic Records 2022


Muzyka: k3
Realizacja: k3

„Dawn FM” to piąta płyta długogrająca w dyskografii kanadyjskiego rapera. Można ją uznać za kontynuację poprzedniczki – „After Hours”. O ile jednak tamta cechowała się melodyjnymi klimatami, pasującymi do wieczornego relaksu, to omawiana okazuje się znacznie bardziej dynamiczna. Artysta nawiązuje do brzmień synth- -popowych, z których słynęły takie formacje jak Duran Duran czy Spandau Ballet. Ktoś mógłby nawet odnaleźć w nowych kompozycjach inspirację przebojami Depeche Mode (przykładem „Best Friends”). W niektórych nagraniach The Weeknd sięga jeszcze dalej w przeszłość, bo czujemy się przy nich jak na dyskotece ponad 40 lat temu. Kilka numerów nawiązuje charakterem do twórczości Michaela Jacksona. W „Here We Go… Again” (duet z raperem o pseudonimie Tyler, The Creator) pobrzmiewają echa balladowych hitów autora „Thrillera”, a w „I Heard You’re Married” (z gościnnym udziałem Lila Wayne’a) mamy do czynienia z tanecznym obliczem króla popu. Nawet głos The Weeknda chwilami przypomina wokal Jacksona. Wszystko to wydaje się idealne na poranną rozbiegówkę lub na jazdę autem po zakorkowanej drodze. Na takie sytuacje „Dawn FM” będzie jak znalazł.

Grzegorz Walenda

 


 

 

Drake - Certified Lover Boy

cd042022 2 009

Republic Records 2022


Muzyka: k3
Realizacja: k3

„Certified Lover Boy” to już szósty studyjny album kanadyjskiego rapera Aubreya Drake’a Grahama. Zwykle o rapie mówi się, że są to słowne rymowanki na muzycznym podkładzie. Tak jest i tym razem, z tą różnicą, że rytmy ze skocznych zmieniły się w bardziej rozmyte. Między hip-hopowymi recytacjami pojawiają się liryczne melodie. Drake debiutował w 2010 roku albumem „Thank Me Later.” Krążek trafił na szczyt amerykańskiej listy „Billboard 200”. Jeżeli ktoś za Atlantykiem startuje tak wysoko, to zwykle i poza USA cieszy się popularnoscią. Muzyk był 47 razy nominowany do nagrody Grammy, z czego otrzymał cztery statuetki. Standardem w hip hopie jest, że nad każdym utworem pracuje po kilku kompozytorów. W przypadki albumu Kanadyjczyka wynika to z faktu, że część nagrań zawiera muzyczne cytaty. Przykładem nazwiska Paula McCartneya i Johna Lennona pod kompozycją „Champagne Poetry”, w której pobrzmiewa „Michelle” z repertuaru The Beatles. Drugą cechą charakterystyczną dla rapu jest liczny udział producentów. Na płycie Drake’a pod nagraniami podpisuje się ich zwykle kilku, a nad jedną z kompozycji pracowało nawet sześciu. Inaczej niż na dawnych autorskich krążkach takich mistrzów, jak Billy Joel, Bob Dylan czy Paul Simon, którzy na ogół wszystko robili samodzielnie. Ale czy teraz efekt jest lepszy? Niekoniecznie.

Grzegorz Walenda

 


 

 

Iron Maiden - Senjutsu

cd042022 2 007

Iron Maiden LLP 2021


Muzyka: k3
Realizacja: k3

Po obejrzeniu okładki od razu wiemy, jakich dźwięków możemy się spodziewać. Odsłuch longplaya potwierdza przypuszczenia – to heavy metal wysokiego lotu. Trudno się zresztą dziwić, wszak Iron Maiden to zasłużona dla tego stylu formacja. Sympatykom mocnych brzmień dostarczyła już 17 albumów, w tym najnowszy „Senjutsu”, co po japońsku oznacza taktykę. Na płycie znalazło się 10 nowych kompozycji, wszystkie autorstwa członków zespołu. Brzmienie nawiązuje do wcześniejszych dokonań Iron Maiden. Tylko miejscami pojawiają się nowatorskie fragmenty, które świadczą o tym, że muzycy wciąż, pomimo blisko pół wieku kariery, szukają nowych pomysłów. Równocześnie nie chcą jednak zawieść starszych fanów, którzy pokochali ich za nagrania z pierwszych lat aktywności. Grupa powstała w 1975 roku w Londynie, z inicjatywy gitarzysty i pierwszego wokalisty, Steve’a Harrisa. Muzyk nadal gra w Iron Maiden, ostatnio głównie na basie i klawiszach, ponieważ w 1981 roku przy mikrofonie zastąpił go Bruce Dickinson i teraz to on jest frontmanem. Wzorem innych zespołów heavymetalowych Iron Maiden w swoje utwory wplata krótkie chwile na oddech od gitarowych przesterów i dudniącej perkusji. Na początku kompozycji „The Writing on the Wall” słyszymy gitarę akustyczną, a w „Lost in a Lost World” jest nastrojowo i melodyjnie.

Grzegorz Walenda

 


 

 

Elvis Costello & The Imposters - The Boy Named If

cd042022 2 004

Universal Music 2022


Muzyka: k3
Realizacja: k3

Elvis Costello nie doczekał się w Polsce tak dużej popularności, jak w Wielkiej Brytanii czy USA. Znamy go głównie z utworów lirycznych, jak chociażby nagranie „She”, które otwierało bardzo lubiany u nas film „Notting Hill” z Julią Roberts i Hugh Grantem. Piosenka nie jest jednak kompozycją Costello; napisali ją Charles Aznavour i Herbert Kretzmer. To wyjątek, ponieważ z reguły artysta wykonuje własne utwory. Na ogół też nie są to ballady, lecz kawałki bardziej dynamiczne. „The Boy Named If ” to już 32. album w jego fonograficznym dorobku. Zaczynał karierę w 1977 roku od punk rocka. Jego debiutancki singiel nosił tytuł „Less Than Zero”; w tym samym roku ukazał się też pierwszy album piosenkarza, zatytułowany „My Aim Is True”. Echa punkrockowe w kompozycjach artysty słychać zresztą do dziś. Jego najnowsza płyta również zawiera kilka utworów utrzymanych w tym duchu. Z drugiej strony, nie brak na niej melodyjnych piosenek. Przykładem „Paint the Red Rose Blue”, „My Most Beautiful Mistake” czy „Mr. Crescent”. Niezależnie od stylistyki, na wszystkich słychać fantastyczny wokal artysty – odrobinę płaczliwy, jedyny w swoim rodzaju. Wykonawcy towarzyszy grupa The Imposters, z którą od dawna, choć z przerwami, współpracuje.

Grzegorz Walenda

 


 

 

Los Lobos - Native Sons

cd042022 2 005

New West Records 2021


Muzyka: k3
Realizacja: k3

„Native Sons” to płyta nowa, ale z repertuarem wspominkowym. Kinomani, którzy oglądali film „La Bamba” (1987) o rockandrollowym piosenkarzu Ritchiem Valensie, zapewne znają tytułową piosenkę; to właśnie Valens spopularyzował ją jako pierwszy. Na potrzeby jego ekranowej biografii nową wersję ludowej kompozycji z Meksyku nagrali muzycy grupy Los Lobos, a ich interpretacja rozsławiła utwór jeszcze bardziej. Po premierze filmu zespół zyskał światowy rozgłos. Jego członkowie pochodzą z Los Angeles, a wspólne granie rozpoczęli w 1973 roku. Głównymi muzykami kapeli, a równocześnie jej założycielami, są David Hidalgo (wokal, gitara) i Louie Pérez (gitara, perkusja, wokal). Reszta składu ulegała zmianom na przestrzeni lat. Mimo że przewodnim stylem formacji jest rock, to w repertuarze nie brakuje utworów inspirowanych soulem, country, R&B i muzyką latynoską. Niektóre piosenki są wykonywane po hiszpańsku. Tak też się dzieje na „Native Sons” – 17. albumie zespołu. Znalazła się na nim tylko jedna kompozycja premierowa. Reszta to przeróbki piosenek innych wykonawców, m.in. „The World Is A Ghetto” grupy War oraz „Sail On, Sailor” The Beach Boys. Wersje Los Lobos tych i innych standardów okazują się całkiem pomysłowe. W końcu dlaczego muzycy, którzy potrafili z „La Bamby” uczynić światowy hit, mieliby sobie nie poradzić z kompozycjami innych autorów?

Grzegorz Walenda