HFM

artykulylista3

 

SikTh - The Future in Whose Eyes?

cd102017 003

Peaceville 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Po niedawnym króciutkim, lecz udanym powrocie EP-ką „Opacities”, SikTh postanowili nagrać pierwszy po długiej przerwie album długogrający. Niestety, choć dzięki temu zespół dał fanom dokładnie to, czego oczekiwali, to większy format okazał się dla niego kulą u nogi. „The Future in Whose Eyes?” ma tyle samo treści co jego poprzednik, który jednak był krótszy o prawie dwadzieścia minut. Album wydaje się przez to sztucznie rozwleczony. Muzycy zbyt długo zatrzymują się na pewnych motywach, a niektóre fragmenty wydają się jedynie niezbyt przemyślanymi zapychaczami, mającymi odwlec pojawienie się kolejnej interesującej bądź niekonwencjonalnej zagrywki. Nie można jednak powiedzieć, że brakuje im pomysłów. SikTh wspinają się na wyżyny zarówno umiejętności wykonawczych, jak i kreatywności. Różnorodne wokale, rozległe, synkopowane riffy gitarowe, wyraźna, niesztampowa linia basu czy gwałtowne zmiany nastroju goszczą na każdym utworze. Bywają jednak przerywane niezbyt ciekawymi refrenami lub niepotrzebnymi powtórzeniami. Gdyby wycięto kilka fragmentów i podano tę samą treść w bardziej skondensowanej formie, powstałby wybitny album.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 10/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Accept - The Rise of Chaos

cd102017 010

Nuclear Blast 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Wydaną w 2010 roku płytą „Blood OfThe Nations” Accept podbił scenę tradycyjnegoheavy metalu. Zespół wracałwtedy po 14 latach milczenia i choć prezentowałte same pomysły, to jednak nowoczesnaoprawa pozwoliła zachowaćświeżość znanej od dawna formuły.Niestety, z każdym kolejnym wydawnictwemuczucie to zanikało, a jedynymargumentem, przemawiającym za istnieniemgrupy, stawała się nostalgia fanów.Na „The Rise of Chaos” słychać jużwyraźnie zmęczenie materiału. Panowiedają nam do zrozumienia, że nawet niemyślą, by kogokolwiek czymkolwiek zaskoczyć.Cały problem albumu najlepiejobrazuje utwór „Analog Man”. Wokalistanarzeka w nim na postęp technologiczny,za którym nie jest w stanienadążyć.Z jednej strony, starzy fani, oczekującykolejnej porcji oldskulowego heavymetalu, nie będą zawiedzeni – w końcumuzycy świetnie opanowali tę działkę.Technicznie też jest to solidny materiał.Sęk w tym, że zabrakło nowych pomysłów.Mimo to wszyscy, dla których trzymaniesię status quo jest zaletą, powinnisięgnąć po tę płytę.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 10/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Mew - Visuals

cd07082017 003

Pias 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

„Visuals” to już siódmy krążek w dorobku duńskiego zespołu. Pierwsze nagranie zapowiada fantastyczne wrażenia. Słychać w nim melodyjne skrzypce i stonowaną gitarę akustyczną. Następnie pojawia się klimatyczny, ciepły głos wokalisty. Gdyby zawartość płyty rozwijała się w tym kierunku, mógłby to być udany krążek. Niestety, w połowie piosenki czar pryska. Wchodząca perkusja zbyt mocno kontrastuje z subtelnym początkiem. Wstęp do drugiego utworu kojarzy się z dokonaniami Genesis z czasów albumu „And Then There Were Three”. Syntezatory ostro sobie poczynają na tle dynamicznej sekcji rytmicznej. Znajdujemy się w klimatach progresywnego rocka. Tyle że po chwili do energetycznego podkładu znów dołączają melodyjne głosy, które słyszeliśmy wcześniej w kompozycji otwierającej album. Są tutaj niczym z innego świata. Pasują bardziej do grup America czy nawet The Beach Boys (zwłaszcza w zamykającym krążek nagraniu „Carry Me To Safety”) niż do muzyki spod znaku Phila Collinsa, Yes albo Marillion. Mew to, owszem, muzyka progresywna, tyle że nie rockowa, lecz popularna. Istnieje nawet określający ją termin: „progresywny pop”, choć niewiele zespołów tworzy w tym stylu. Jeśli jednak ktoś lubi połączenie melodyjnych wokali, rodem z lekkiego rocka przełomu lat 60. i 70. XX wieku, z dynamicznymi syntezatorami na tle mocnej sekcji rytmicznej, to „Visuals” powinno mu przypaść do gustu.

 

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 07-08/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Loic Nottet - Selfocracy

cd07082017 001

Sony Music 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Niedawno oglądałem francuski film „Nieodwracalne” w reżyserii Gaspara Noégo. Jego akcja rozgrywa się od końca. Ekranowy pomysł skojarzył mi się z okładką debiutanckiego albumu belgijskiego piosenkarza Loica Notteta. Tytuły i teksty utworów napisane są tam tak, że można je odczytać tylko w lustrze. To pomysł, który zwraca uwagę, choć poręczny na pewno nie jest. Album rozpoczyna przesadnie poważna melorecytacja z towarzyszeniem chóru. Mimo że wykonawca, który w 2015 roku zdobył dla Belgii czwarte miejsce w 60. Konkursie Eurowizji, ma 21 lat, jego głos brzmi, jakby należał do nastolatka. Piosenki, głównie jego autorstwa, zaaranżowano na akompaniament elektroniczny. Wszystkie mają angielskie teksty. Na singlu promującym płytę znalazła się kompozycja „Million Eyes”. Rozpoczyna ją typowy akompaniament „z puszki”, po czym odzywa się łagodny, spokojny wokal bohatera albumu. Po chwili nabiera wigoru i w refrenie zbliża się do rejonów melodyjnego krzyku. „Wrzeszczę i krzyczę” – śpiewa kilka razy Nottet. Osobiście na singiel wybrałbym raczej kompozycję „Poison”, ale to kwestia gustu. „Selfocracy” to sprawnie zrealizowana płyta, która jednak nie porywa.

 

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 07-08/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

John Mayer - The Search For Everything

cd07082017 016

Columbia Records 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

„The Search For Everything” to porządny zestaw nagrań w wykonaniu wyjątkowo sprawnego gitarzysty. W roli wokalisty 40-letni John Mayer także wypada dobrze. W otwierającym „Still Feel Like Your Man” śpiewa nawet w stylu soulowych artystów z kręgu legendarnej wytwórni Motown. Ubarwia również piosenkę kojarzonymi z tamtą wytwórnią gitarowymi przygrywkami. Utwory są zróżnicowane. Raz jest to rockowa ballada („Never on the Day You Leave”), innym razem pojawia się nuta folkowa („In the Blood”). Nie brakuje rytmów zbliżonych do country („Love On The Weekend”). Trudno też przeoczyć udaną kompozycję „Changes”. Wszystko dobrze, poza jedną uwagą. Na swoich wcześniejszych płytach, zwłaszcza koncertowych, Mayer popisywał się gitarowym talentem. Tutaj improwizacje są pozbawione ekwilibrystyki, lubianej przez większość miłośników brzmienia sześciu strun. Żadna z solówek nie wprawia w osłupienie, że coś takiego w ogóle jest możliwe. Mayer gra tutaj oszczędnie i stroni od popisów. Repertuar jest lekki i stonowany, więc i poszaleć trudno. W skrócie: spokojna, kulturalna i przystępna muzyka w fachowym wydaniu.

 

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 07-08/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Gorillaz - Humanz

cd07082017 007

Parlophone 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Gorillaz to zespół, który nie koncertuje. Nagrywa tylko płyty, tworząc wokół nich wirtualną oprawę. Trzon nieistniejącej scenicznie grupy tworzą Damon Albarn i Jamie Hewlett. Pierwszy, znany z występów w brit-popowej kapeli Blur, odpowiada za muzykę. Drugi, z zawodu grafik, rysuje komiksowe postaci, będące wyobrażonymi członkami zespołu. W tak skromnym składzie trudno byłoby nagrać bogato aranżowane piosenki. Dlatego do sesji doprasza się mnóstwo znanych artystów, reprezentujących różne style – od rocka, poprzez rhythm and blues, hip-hop, soul, reggae, rap, aż po pop. Na płycie „Humanz” – piątej w dyskografii Gorillaz – pojawili się Vince Staples, Popcaan, D.R.A.M., Grace Jones, Anthony Hamilton, De La Soul, Kelela, Mavis Staples i Benjamin Clementine. Tym razem przeważają więc raperzy i hip-hopowcy. Taki też klimat dominuje na płycie. Nawet Clementine, znany przede wszystkim z nastrojowego repertuaru, wykonywanego z towarzyszeniem akustycznego pianina, śpiewa w utworze „Hallelujah Money” na podkładzie, w którym rytm wybija elektroniczna perkusja. I choć towarzyszą mu gospelowe chórki, to wszystko dzieje się w house’owym klimacie. Fani Blur, którzy cenią Albarna, zapewne sięgną po nową propozycję wymyślonej przez niego grupy. Album zainteresuje jednak głównie fanów rapu.

 

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 07-08/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF