HFM

artykulylista3

 

Ayden - Identity

cd112017 002

Ayden 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Kto na hasło „polski rock progresywny” nie dostaje mdłości – ręka do góry! W ostatniej dekadzie płyt w tym gatunku powstało u nas tyle, że każda kolejna prowokuje pytanie: „po co?”. Dla tych dwudziestu osób, które przyjdą na koncert i kupią CD? Dla hobby? Po co zatem poświęcać środki o równowartości Skody Rapid, wydawać płyty i zasypywać nimi rynek? Ayden dobrze rozumie te wątpliwości i deklaruje granie „post rocka”. Jeżeli jednak sam miałbym określić, co to za muzyka, wskazałbym na coś z pogranicza rocka progresywnego i prog-metalu. Jest też trochę gitarowych brzmień w estetyce Robina Guthrie, choć na pewno do oniryczności Brytyjczyka jeszcze daleko. Podobnie jak do abstrakcyjności Porcupine Tree czy konsekwencji Manual. Ale skojarzenia błądzą właśnie w tamtych kierunkach. Oby się tylko nie okazało, że jest to twórczość dla nikogo. Bo dla metalowców za lekka, dla chilloutowców za ciężka, a w dodatku bez wokalu, co dla wielu osób jest zagwozdką nie do przejścia. Akurat dla mnie to atut. A tak poza wszystkim, to bardzo dobra płyta. Idealna na deszczową jesień czy do jazdy samochodem w zimowym krajobrazie

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 11/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Korpus - Respekt

cd112017 006

Korpus 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Człowiek widzi tę fatalną okładkę, pretensjonalne tytuły utworów i myśli sobie: „Matko… kolejny rozpaczliwy powrót ociężałych weteranów”. Na szczęście, po włożeniu CD do odtwarzacza, jest już znacznie lepiej. Otrzymujemy zaskakująco energetyczne wykonania melodyjnych kompozycji, które przyklejają się do ucha już za pierwszym razem. Korpus proponuje słuchaczom klasyczny hard rock, oparty na zdecydowanej, zeppelinopodobnej sekcji, pełnych werwy riffach i klawiszach à la Van Halen. Wokal jest dojrzały, emocjonalny, choć może zbyt matowy w barwie. Taką muzykę głos powinien podbijać, wznosić się nad nią i kręcić piruety. Niewykluczone jednak, że to nie kwestia wokalu, a jedynie realizacji. Jeśli jednak pogodzimy się z faktem, że pan Janusz „Johan” Stasiak pełni bardziej funkcję gawędziarza niż śpiewaka, to wszystko będzie w porządku. Swoje życiowe historie opowiada bowiem z wdziękiem. Zespół nie wziął się znikąd. W latach 80. XX wieku panowie dorównywali krajowej czołówce rockowo-metalowej. Dla wielu fanów takiej muzyki stanowią zatem klasykę. Ale pamiętajmy, że świat się resetuje z każdym pokoleniem. Nie wiadomo zatem, jak na dziadków zareagują młodzi. Miłośnicy Turbo, TSA, Banku, a nawet ostrzejszych kawałków Budki Suflera z całą pewnością powinni dać szansę Korpusowi. Najlepiej w samochodzie

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 11/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Alphaville - Strange Attractor

cd102017 013

Lunapark 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

„Strange Attractor” to płyta, której równie dobrze mogłoby nie być i chyba nikt, poza fanami Alphaville, by za nią nie tęsknił. Nie chodzi o to, że jest zła. Znajdzie się na niej bowiem kilka piosenek, które brzmią całkiem przyjemnie. Tyle że nie ma tu nic oryginalnego. Z drugiej strony, taki album nie powinien odbiorcom zrobić krzywdy, bo wykonania są udane, a całość powstała w renomowanej wytwórni. Grupa Alphaville pochodzi z Niemiec, a debiutowała na początku lat 80. XX wieku, kiedy muzykę pop opanowała elektronika. Wypłynęła właśnie na brzmieniach synth-pop i new wave. Najpierw udało jej się ulokować na listach przebojów hit „Big in Japan”, a później przyszedł najsłynniejszy – „Forever Young” – oraz kilka innych, już nie tak popularnych. Na nowej płycie muzycy pozostają w konwencji tamtych brzmień, jedynie z mniejszą dawką syntezatorów. Z pierwotnej ekipy pozostał tylko 62-letni Marian Gold (prawdziwe nazwisko Hartwig Schierbaum). To on decydował zwykle o melodiach oraz niuansach aranżacyjnych piosenek Alphaville. Mimo że od największych sukcesów grupy minęło wiele lat, w premierowych utworach nadal czuje się ducha synth- -popu. Niestety, nie dorównują one największym hitom kapeli.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 10/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Calvin Harris - Funk Wav Bounces Vol. 1

cd102017 014

Sony Music 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Szkot Calvin Harris naprawdę nazywa się Adam Richard Wiles i trudno zrozumieć, dlaczego dla potrzeb kariery scenicznej postanowił zrezygnować z tak dobrze brzmiącego nazwiska. Debiutował jako didżej i w tej roli nadal dobrze się sprawdza. Podobno jest jednym z najlepiej zarabiających przedstawicieli tej profesji. Mimo to kilka lat temu zdecydował się rozszerzyć swoje artystyczne działania o występy wokalne i instrumentalne. Śpiewa od roku 2002, a pięć lat później zadebiutował albumem „I Created Disco”. Jego płyty reprezentują różny poziom artystyczny. Najnowsza perłą nie jest. Na szczęście, Harris otoczył się utalentowanymi współpracownikami, którzy uatrakcyjnili repertuar. Są wśród nich m.in. Schoolboy Q, Pharrell Williams, Snoop Dogg, a także Ariana Grande, John Legend i Katy Perry, a więc wyjątkowo gwiazdorskie towarzystwo. Pod względem stylistycznym przeważa funk i hip-hop, a w warstwie wokalnej króluje rap. Miejscami, jak w przeboju „Feels”, pojawia się rytm ska. Podobne brzmienia dominują od paru lat w radiu. Harris, z pomocą innych autorów, ułożył wszystkie melodie i gra na gitarach, klawiszach oraz perkusyjnych syntezatorach.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 10/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Ayreon - The Source

cd102017 015

Mascot Label Group 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Na scenie metalu progresywnego Arjen Anthony Lucassen jawił się zawsze jako ostoja tradycji. Jego wielopłytowe albumy koncepcyjne, na których gościnnie występowało wielu najlepszych wokalistów gatunku, oraz niezwykle bogate aranżacje porywały nawet najbardziej konserwatywnych fanów progresywy. „The Source” z pewnością nie będzie wyjątkiem. Trzymanie się tradycji ma jednak swoje minusy. O ile gitary akustyczne, flet i skrzypce dobrze pasowały choćby do historii o kupcu w Indiach („The Diary”), to już bunt maszyn i kolonizacja przestrzeni kosmicznej aż się proszą o kilka bardziej nowoczesnych wstawek. Wprawdzie w przypadku albumów Ayreona mieszanie tematyki science-fiction oraz folku nie jest niczym nowym, jednak po ponad dwudziestu latach od debiutu przydałoby się popchnąć muzykę nieco do przodu. Obiektywnie trzeba przyznać, że i kompozycje, i wykonanie stoją na najwyższym poziomie. Całość brzmi bogato, lecz tym razem ciężar kompozycji nie spoczywa na ozdobnikach. Twórcy skupili się bardziej na zagrywkach gitarowych, co zaowocowało wieloma fantastycznymi riffami. Najnowsze dzieło Ayreona to świetna płyta. Przeszkadza jedynie względny brak nowości.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 10/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Septicflesh - Codex Omega

cd102017 001

Season of Mist 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Połączenie brzmień symfonicznych z death metalem bywa mocno niedoceniane, choć może dawać niesamowite rezultaty. Potęga orkiestry sprawia, że ekstremalne gatunki metalu są w stanie uderzyć odbiorców o wiele skuteczniej, niż byłoby to możliwe wyłącznie za pomocą konwencjonalnych środków wyrazu. Grupa Septicflesh doskonale zdaje sobie z tego sprawę, dzięki czemu jej najnowszy album dosłownie zmiata słuchaczy z powierzchni ziemi. Wiele bandów, łącząc tak odległe światy, nie jest w stanie do końca ich ze sobą zespolić. W tym przypadku nie ma jednak mowy o niedociągnięciach. Pisząc utwory, zespół uczynił elementy symfoniczne samym rdzeniem kompozycji, wokół którego obraca się całość. Co ciekawe, udało się to osiągnąć bez choćby najmniejszego złagodzenia brutalności konwencji. Wprawdzie słychać sporo spokojniejszych momentów, ale służą one głównie budowaniu napięcia. Dzięki nim ze zdwojoną siłą odczuwamy furię gitar, perkusyjny grad czy energię growli. Te odczucia potęguje jeszcze nagranie, pozbawione niepotrzebnej kompresji. „Codex Omega” to niesamowite przeżycie, które na pewno docenią zwolennicy mocnych wrażeń.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 10/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF