fbpx

HFM

artykulylista3

 

Tom Odell - Jubilee Road

cd012019 010

Sony Music 2018

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Trzeci album 27-letniego angielskiego piosenkarza i pianisty przynosi wszystko, co uczyniło go sławnym. Fantastyczny głos, świetną grę na fortepianie, a przede wszystkim – melodyjne, zgrabnie zaaranżowane utwory. W tekstach przeważają jednak mniej przyjemne tematy. „Jest sobota, a ja popijam” – oświadcza w piosence „Son of a Lonely Child”. Z kolei w otwierającej album kompozycji tytułowej skarży się, że siedzi w piątek sam w domu, ponieważ nikt nie zaprosił go na imprezę. W tym samym utworze śpiewa o sąsiadach alkoholikach i o śmieciarzu, który owdowiał i powinno się go odwiedzić i pocieszyć. Nie brakuje piosenek o uczuciach, ale Odell śpiewa o nich w negatywnym tonie. Jakby uważał, że nie podoba się kobietom. W „If You Wanna Love Somebody” słychać wprawdzie wers „Jeśli chcesz kogoś pokochać, to jestem tym facetem”, ale już tytuł „You’re Gonna Break My Heart Tonight” („Wieczorem złamiesz mi serce”) nie sugeruje optymistycznego rozwoju sytuacji. Melodie przyjemne, wykonanie udane, więc płyta do kupienia, pod warunkiem jednak, że nie zrazi nas tematyka tekstów. I oczywiście, o ile wybaczymy piosenkarzowi, że porusza sprawy nie ze swojego podwórka. Bo on akurat na brak zainteresowania raczej narzekać nie może.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 01/2019

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Arctic Monkeys - Tranquility Base Hotel & Casino

cd012019 012

Domino Recording Co. Ltd.

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Grupa Arctic Monkeys powstała w 2002 roku w okolicach angielskiego Sheffield. Tworzą ją: Alex Turner (głos, gitara, fortepian), Matt Helders (perkusja, wokal), Jamie Cook (gitara, klawisze) i Nick O’Malley (bas, chórki). Na fonograficznym debiucie grał jeszcze Andy Nicholson (bas, wokal), jednak w 2006 roku opuścił zespół. Do tej pory ukazało się sześć albumów, utrzymanych w stylu alternatywnego rocka. „Tranquility Base Hotel & Casino” to jednak zupełnie inna bajka. Alex Turner, który jest głównym kompozytorem utworów, tym razem odszedł od gitarowych riffów, koncentrując się na melodyjnych fortepianowych dźwiękach, zabarwionych tylko miejscami gitarą i elektroniką. Słychać wpływy jazzu, soulu i synth-popu. Grupa zaprosiła do studia kilku muzyków sesyjnych, dzięki czemu aranże są bogatsze niż na wcześniejszych albumach. Do tego wspaniały miękki głos Turnera i poruszające, miejscami lekko ironiczne, teksty. Ocena celująca to nie pomyłka. To jeden z najbardziej udanych krążków ostatnich miesięcy, jeśli nie lat. Teraz zapewne przyjdzie nam długo czekać na coś równie urokliwego.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 01/2019

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Nocne Boogie

cd012019 015

Flower Records 2018

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Dobrze, że działają w Polsce niezależne wydawnictwa. Dzięki nim nasza rzeczywistość nabiera barw. Czy jednak – w dobie ogromnej konkurencji i szumu wydawniczego – nie należałoby się bardziej postarać? Dziś muzycy i wydawcy stają na głowie, żeby wypuścić produkt kompletny, dopracowany albo po prostu ładny. Przykłady można by mnożyć, bo do redakcji przychodzi wiele materiałów. A ludziom i tak nie chce się kupować płyt. Trzeba zatem zrobić wszystko, by się wyróżnić. Najlepiej jakością. Tymczasem Nocne Boogie tkwi w jakimś 1992 roku. Płyta brzmi jak bardzo dobre demo, nagrane w kanciapie. Poligrafia wygląda jak projekt z Painta. Jest klimat, jest fajnie. Teksty nie żenują. Ale jakość tego wszystkiego przypomina złote lata naszego raczkującego kapitalizmu. To były szybkie czasy, ale… już minęły. Przymykając jednak oko na całą otoczkę – sama muzyka jest w porządku. Jeśli lubicie bluesowe klimaty, zjazdy motocyklowe i amerykański luz – ta płyta jest dla Was. Jeśli jednak szukacie czegoś nowoczesnego, podanego rzetelnie i elegancko – to nie ten kierunek.

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 01/2019

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Kandace Springs - Indigo

cd012019 003

Blue Note 2018

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

To już drugi studyjny album amerykańskiej wokalistki, wschodzącej gwiazdy Blue Note. Dostajemy doskonale i bezpiecznie skrojoną strukturę przyjaznego popu, ukierunkowanego na soul i jazz. Warto zaznaczyć, że ukierunkowanego z wyczuciem. Jest to muzyka nadająca się do klimatycznego repertuaru radiowego lub jako dźwięki przyjemnego tła w restauracji. Na pierwszy rzut ucha nie będziemy specjalnie zszokowani. Przy głębszej analizie produkcja wypada już bardzo korzystnie. Zadbano o to, by dalsze plany zawierały niespodzianki, zręczne dodatki i uzupełnienia, które sprawiają, że początkowe wrażenie niedoparzonej herbaty z torebki okazuje się mylne, a aromaty, smaki i ogólny zamysł zostały głęboko przemyślane. I w sumie nic w tym dziwnego, skoro nad całością czuwał Larry Klein – znany ze współpracy m.in. z Lizz Wright, Joni Mitchell i Melody Gardot. Dodatkowo do studia zaproszono znakomitych muzyków, takich jak Vinnie Colaiuta (swego czasu perkusista Stinga) czy trębacz Terence Blanchard. Mieć talent i muzyczne wykształcenie – to jedno. Nie schrzanić tego – to coś zupełnie innego. Dlatego każdy krok Kandace jest uważny, ale dostojny, co wyraźnie słychać na tej płycie.

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 01/2019

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Greta Van Fleet - Anthem Of The Peaceful Army

cd012019 005

Republic Records 2018

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Niektórzy fani Grety żartują sobie, że zespół tworzą „trzy Kiszki i jeden Wagner”. W istocie. Trzej bracia (Josh, Sam, Jake), którzy założyli grupę, mają na nazwisko Kiszka. Brzmi znajomo, prawda? Podobnie jest z muzyką. Ona też już była, choć teraz zmartwychwstała i oczarowała nowych miłośników klasycznego rocka. Skąd znamy te dźwięki? Oczywiście z Led Zeppelin. Na szczęście jednak nie zastosowano tu metody „Control C – Control V”. Zespół ma konkretny pomysł na siebie i choć brzmi jak z roku 1972, to jednocześnie na albumie słychać świeżość i współczesność. Taki paradoks czasowo- przestrzenny. A może to zapowiedź Królestwa Niebieskiego, w którym wiele sprzecznych ze sobą, ale wspaniałych rzeczy będzie się dziać równocześnie? A może czas zaczął się cofać do złotej ery rock’n’rolla? Słuchając tej płyty, można mieć różne odczucia, ale jedno wiadomo na pewno: to kawał świetnej muzyki, zagranej z werwą i pazurem. Realizacja też jest, jak trzeba. Nie ma Disneylandu. Mikrofony sieją, jest brud, buczenie transformatorów i lekko głuchy ambience. Przede wszystkim zaś są prawdziwe emocje. A ich nie zastąpi nawet najlepsze studio na świecie.

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 01/2019

Pobierz ten artykuł jako PDF