fbpx

HFM

artykulylista3

 

Raz Dwa Trzy - 20 lat

105-107 01 2011 razDwaTrzy

4ever Music 2010

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Z okazji 20-lecia działalności zespół Adama Nowaka zagrał w Polskiej Filharmonii Bałtyckiej koncert, którego zapis właśnie ukazał się na dwupłytowym albumie oraz na DVD.
Jak przystało na szacowny jubileusz, był to występ szczególny. Prócz muzyków Raz Dwa Trzy na scenie pojawili się m.in.: Marcin i Mateusz Pospieszalscy, zespół Dagadana oraz orkiestra kameralna Hanseatica, której partie nie tyle nadały znanym kompozycjom nowy charakter, co naturalnie wpisały się w ich delikatną melodykę. Zarówno dominujące w pierwszej połowie koncertu nowsze piosenki („Zgodnie z planem”), jak i największe przeboje („Trudno nie wierzyć w nic”) znakomicie się prezentują w nowych aranżacjach i trudno nie ulec urokowi ich koncertowego wykonania.
Jako że płyta stanowi dokładny zapis występu, prócz piosenek usłyszymy dość rozbudowaną konferansjerkę wokalisty grupy. Nie zostały również wycięte drobne błędy czy wpadki, jak np. przerwane (następnie powtórzone w całości) wykonanie piosenki „Jutro możemy być szczęśliwi”. Ta surowość tworzy przyjemne wrażenie obcowania z koncertem żywych muzyków, a nie „automatów”, choć kilkakrotne słuchanie – nawet dowcipnych – przemówień Nowaka w końcu zaczyna nużyć. A tak urzekającego koncertowego wydawnictwa jak „20 lat” chciałoby się słuchać nie raz, nie dwa ani nawet nie trzy!

Autor: Bartosz Szurik
Źródło: HFiM 01/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

James Blunt - Some Kind of Trouble

105-107 01 2011 jamesBlunt

Atlantic Recording Corporation 2010
Dystrybucja: Warner Music

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Nie sądzę, aby wszyscy wiedzieli, że James Blunt jest byłym oficerem armii brytyjskiej. Ale dziś to chyba nie najważniejszy rozdział w jego CV. Krótką przygodę z wojskiem pewnie on sam rzadko wspomina, zbyt pochłonięty karierą sceniczną, która rozwija się dynamicznie.
Kiedy w 2005 roku na listy bestsellerów trafiły melancholijne ballady „You’re Beautiful” i „Goodbye My Lover”, nie było chyba kobiety, która nie zakochałaby się w jego anielskim głosie. Blunt nie tylko świetnie śpiewa, ale też pisze udane piosenki. Jego trzecia już płyta to kolejny dowód.
Mniej jest na niej ballad, a dominuje kalifornijski rock. Przykładem otwierające album nagranie „Stay The Night”, w którym autor opowiada o doskonałym dniu pod gorącym słońcem Las Vegas i o zbliżającej się upalnej nocy w ramionach nowo poznanej dziewczyny. Tego typu piosenek jest tu kilka i trzeba przyznać, że mimo oklepanej tematyki dobrze się ich słucha. Jedynie trzy utwory przywołują klimaty znane z „You’re Beautiful”. Są to „Best Laid Plans”, „No Tears” i „Calling Out Your Name”. To dla nich płytę kupią zapewne miłośnicy Blunta balladowego. Ale zapewniam, że i melomani lubiący żywsze rytmy odkryją na „Some Kind Of Trouble” sporo atrakcji.

Autor: Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 01/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Laurie Anderson - Homeland

105-107 01 2011 laurieAnderson

Nonesuch Records 2010
Dystrybucja: Warner Music

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Laurie Anderson działa na rynku muzycznym prawie 30 lat. Kilka jej nagrań pojawiło się już w 1981 roku na albumie „You’re the Guy I Want to Share My Money With”, chociaż jej pierwsza w pełni solowa płyta to „Big Science” z 1982. Materiał na „Homeland” powstał podczas ostatniej trasy koncertowej Laurie.
Naładowana muzyczną energią artystka – po 10 latach przerwy w nagrywaniu piosenek – znów trafiła do studia. Owocem sesji jest różnorodny materiał. Na liście współpracowników znaleźli się m.in. Lou Reed (również współproducent płyty), John Zorn oraz jazzowi eksperymentatorzy, a nawet specjalista od „gardłowego” śpiewania, który otwiera utwór „Transitory Life”. Pojawia się też męskie alter ego artystki, opowiadając o kolejnym dniu w Ameryce („Another Day in America”).
I właśnie melodeklamacje, zarówno wykonywane męskim, elektronicznie przekształconym głosem, jak i te bez ingerencji, jak w nagraniu „Only An Expert”, są najsłabszymi fragmentami albumu. Gdyby zamiast nich było więcej melodii, materiał by zyskał. Trudno jednak liczyć, aby na płycie wykonawczyni, która zagrała kiedyś symfonię na klaksonach samochodowych, wszystko było normalne i w tym samym stylu. Uważam jednak, że trochę umiaru w eksperymentach by się przydało. W końcu nie wszyscy melomani lubią słowa bez nut.

Autor: Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 01/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Kevin Costner & Modern West - Turn It On

105-107 01 2011 kevinCostner

Kevin’s Music 2010
Dystrybucja: Warner Music

Interpretacja: k3
Realizacja: k4

Zwykle to muzycy starają się o role filmowe i często – zupełnie niepotrzebnie – je dostają. Wprawdzie bywają wyjątki, że wymienię choćby ekranowe wcielenia Beatlesów, udane role Toma Waitsa czy znośne epizody Jona Bon Jovi, ale można je policzyć na palcach najwyżej dwóch rąk.
Zdarzają się też sytuacje odwrotne. Znani aktorzy sięgają po gitary, wydają płyty, a nawet ruszają w trasy koncertowe. Należy do nich zdobywca Oscara Kevin Costner, znany zarówno z wielkich ekranowych przebojów („Tańczący z wilkami”), jak i finansowych klap. Do tych ostatnich można zaliczyć „Wodny świat”, choć jest to obraz, którego oceny są tym wyższe, im dalej od premiery. Ale przecież nie o filmach mamy mówić. Ten sam Costner równie swobodnie co na planie filmowym radzi sobie na scenie. Jego muzyczne popisy nie wyróżniają się niczym szczególnym, ale są dobrze przygotowane i całkiem poprawnie zrealizowane. A melodie, nierzadko jego autorstwa, wpadają w ucho.
Costner gra ostrzejszą odmianę mainstreamowego rocka z delikatnymi elementami folku. Dzielnie sekunduje mu kapela Modern West. I choć Kevinowi daleko do Bruce’a Springsteena, to słyszałem już gorsze płyty w wykonaniu zawodowych muzyków. Tu zaś mamy do czynienia ze zdolnym aktorem i reżyserem, który lubi sobie pośpiewać.

Autor: Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 01/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Dżem - Muza

94-95 02 2011 dzem

Pomaton 2010

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

„Muza” – czego można dowiedzieć się z załączonego do albumu filmu dokumentalnego – została nagrana niemal w całości „na setkę” w studio Polskiego Radia w Katowicach. Może więc to powrót do miejsca, w którym powstały pierwsze single zespołu, a może formuła nagrania bliska występu na żywo spowodowały, że nad najnowszym dziełem Dżemu unosi się duch starszych płyt, a w muzyce da się wyczuć naturalną swobodę i żywiołowość? Chociaż to pierwszy studyjny album grupy nagrany bez tragicznie zmarłego Pawła Bergera i pierwszy, na którym pojawiają się kompozycje Zbyszka Szczerbińskiego i Janusza Borzuckiego, to trwająca blisko godzinę i piętnaście minut płyta stanowi klasyczną mieszankę gatunków znanych fanom sekstetu. Znajdą tutaj wszystko, do czego są przyzwyczajeni: bluesa („Koniecznie”), rocka („Nie patrz tak na mnie”) i reggae („Wolność dni”).
Swoje miejsce w zespole ugruntował śpiewający bez kompleksów Maciej Balcar, a mimo że na „Muzie” brak piosenek autorstwa Adama Otręby i Jerzego Styczyńskiego, nie zostali oni zepchnięci na dalszy plan. Ich solowe partie i gitarowe duety, np. w dziewięciominutowej kompozycji „Leci muza”, to kawał solidnej roboty!
„Muza” to równa, dobra płyta, nagrana bez oglądania się na panujące w showbiznesie tendencje. Kolejny wartościowy krążek w dorobku Dżemu.

Autor: Bartosz Szurik
Źródło: HFiM 02/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Sting - Live in Berlin

94-95 02 2011 sting

Deutsche Grammophon 2010

Interpretacja: k3
Realizacja: k3

„Live in Berlin” to jednocześnie druga (CD) i trzecia (DVD) część projektu rozpoczętego przez Stinga albumem „Symphonicities”. Część audio nowego wydawnictwa zawiera czternaście koncertowych utworów, z których tylko jeden pojawił się na płycie nagranej przez Anglika w 2010 roku w londyńskim Abbey Road. Reszta to wzbogacone o orkiestracje piosenki, których wyraźnie brakowało na „Symphonicities”.
Każdy miłośnik wokalisty The Police znajdzie tu coś dla siebie: od „King of Pain”, przez „Fields of Gold”, po „Desert Rose”, ale żaden z utworów nie zaskoczy tak bardzo w nowej aranżacji jak powalające symfonicznym brzmieniem „Next to You” z „Symphonicities”.
W porównaniu z albumem studyjnym w wersji koncertowej orkiestra jest nieco wycofana, a w centrum uwagi pozostaje więcej miejsca dla Stinga (kilka razy sięga po gitary i harmonijkę), jego gitarzysty Dominica Millera czy pojawiającego się gościnnie saksofonisty Branforda Marsalisa.
Na DVD zawierającym zapis berlińskiego koncertu znajduje się jeszcze inny zestaw piosenek: nie tylko większość kompozycji z jednej i drugiej płyty CD, ale też utwory, których na nich zabrakło. Nie ma rady! Żeby poznać całego „orkiestrowego Stinga”, trzeba sumiennie przesłuchać trzy krążki. Na szczęście nie jest to zadanie szczególnie nieprzyjemne!

Autor: Bartosz Szurik
Źródło: HFiM 02/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF