fbpx

HFM

artykulylista3

 

Rod Stewart - Soulbook

103-104 03 2010 RodStewart

Sony Music 2009

Interpretacja: k5
Realizacja: k4

Niewiele muzycznych produkcji wzbudza u wyrobionego słuchacza więcej nieufności i lekceważenia niż okolicznościowe składanki. Wypełniacze promocyjnych silosów w supermarketach stanowią naturalny żer dla poszukiwaczy prezentów last minute. Powstają przeważnie po to, by wykonawca miał z czego przeżyć do następnych świąt.
Rod Stewart nic już nie musi i ma zasobny trzos. Soulowe hity z lat 60. i 70. wykonuje tak, jakby były stworzone specjalnie dla jego szorstkiego głosu, a interpretacje znanych przebojów są jak tłumaczenia Boya – niekiedy ciekawsze od oryginałów.
Świetnie zagrane numery odnajdą na płycie nie tylko ci, którzy dobrze pamiętają klimaty spod znaku Smokey Robinsona, ale też znacznie, znacznie młodsi, którym przypadną do gustu dwa rewelacyjne duety: z Mary J. Blige i Jennifer Hudson.
Stewart nagrał płytę, która spodoba się każdemu, chociaż nie każdy się do tego przyzna. Płytę z muzyką wolną od ideowych przesłań, a służącą wyłącznie rozrywce i radości. Po kolejnym przesłuchaniu nie sposób się oprzeć wrażeniu, że nagrano ją po to, by słuchacz lepiej się poczuł, nucąc znane melodie przy goleniu lub w czasie zmywania naczyń.
„Soulbook” to produkt najwyższej jakości, wielosezonowy i do wielokrotnego użytku.

Autor: Mirosław Szymański
Źródło: HFiM 03/2010

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Spandau Ballet - Once More

103-104 03 2010 SpandauBallet

Mercury Records 2009
Dystrybucja: Universal Music

Interpretacja: k4
Realizacja: k3

„Jeszcze raz” tak postanowiła formacja, która odnosiła największe sukcesy w latach 80. na fali new romantic. Jej album „True” przyniósł wówczas dwa wielkie hity – „True” i „Gold” – które osiągnęły wysokie pozycje na listach przebojów i do dziś są chętnie przypominane przez różne stacje radiowe i z jeszcze większą przyjemnością słuchane.
Żeby nie wypaść źle, grupa przygotowała zaledwie dwa utwory premierowe – tytułowy oraz „Love Is All”. Resztę programu wypełnia jedenaście znanych już i sprawdzonych piosenek, ale nagranych na nowo. Mamy więc kolejne wersje „True” i „Gold”, które zyskały cieplejszą, orkiestrową oprawę. Niewiele to jednak zmienia, gdyż oryginalne nagrania coś w sobie mają, a przy tym bronią się siłą wspomnień. Każdy, kto w czasach premiery „True” słuchał muzyki, zna je na pamięć, a na ogół także kojarzy z jakąś miłą chwilą ze swojej młodości.
Jeśli miałbym wybrać najlepszą z odkurzonych propozycji, to chyba zdecydowałbym się na „Through The Barricades”. Dwie kompozycje premierowe też są całkiem zgrabne. Sugerują, że może to nie tylko okazjonalny projekt Spandau Ballet, ale zapowiedź nowego etapu kariery.

Autor: Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 03/2010

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Them Crooked Vultures - Them Crooked Vultures

103-104 03 2010 ThemCrookedVultures

Them Crooked Vultures 2009

Interpretacja: k4
Realizacja: k3

„Nikt mnie nie kocha i ja też nikogo”. Nagranie o takim tytule otwiera wspólny projekt artystów pochodzących z odmiennych muzycznych kierunków i reprezentujących różne pokolenia. Joshua Homme zasłynął jako gitarzysta i wokalista grupy Queens of The Stone Age. Dave Grohl grał na perkusji w zespołach Nirvana i Foo Fighters, natomiast najstarszy z trzech muzyków – i chyba najsłynniejszy – to były basista Led Zeppelin, John Paul Jones.
Krytycy na ogół przychylnie przyjęli krążek gwiazdorskiej kapeli i oczywiście, trochę na skróty, stwierdzili, że stanowi on wypadkową tego, co muzycy robili w swoich macierzystych formacjach. Nic bardziej błędnego. Gdyby ci, co tak piszą, znali twórczość King Crimson z lat 90., a zwłaszcza album „Thrak”, bez trudu skojarzyliby z nim stylistykę wspomnianego pierwszego utworu.
Z kolei w „Mind Eraser, No Chaser” słychać pomysły Davida Bowie. O ile jeszcze czasami coś z repertuaru Queens of The Stone Age i dalekie echa Nirvany można w tym wszystkim odnaleźć, to już z Led Zeppelin prawie nic, jeśli nie liczyć początku „Elephants”.
Szkoda, bo przecież nazwisko basisty legendarnej kapeli miało być jednym z wabików przyciągających melomanów.

Autor: Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 03/2010

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Rickie Lee Jones - Balm in Gilead

103-104 03 2010 RickieLeeJones

Rickie Lee Jones 2009

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Kobieta, która śpiewa dziewczęcym głosem, choć posługuje się nim w sposób profesjonalny. Tak najkrócej można scharakteryzować wrażenia po zapoznaniu się z nowym albumem Rickie Lee Jones – artystki 56-letniej, pochodzącej z Chicago, która pierwsze kroki stawiała na scenie w Los Angeles, a w 1979 roku otrzymała Grammy za debiutancki album.
Recenzowałem jakiś czas temu jej płytę „It’s Like This” z roku 2000, rozchwytywaną przez miłośników folkowej ballady. To właśnie na niej dziewczęcy głos artystki, połączony z oszczędnym podkładem akustycznych gitar i rozmaitych perkusjonaliów, świetnie się sprawdził. Nic dziwnego, że akurat to wydawnictwo doczekało się niedawno edycji audiofilskiej.
„Balm in Gilead” przynosi podobne nastroje. Tu też króluje akustyczna gitara i nie brakuje instrumentów perkusyjnych. Trudno się również oprzeć urokowi wyjątkowego głosu. Czasami słychać więcej instrumentów (Alison Krauss na skrzypcach, Bill Frisell na gitarze) oraz bogatsze harmonie wokalne (gościnnie śpiewają Ben Harper i Vic Chesnutt). Jedynie kompozycje nieco wolniej zapadają w pamięć i mniej chwytają za serce niż te, które znamy z wcześniejszych płyt.
Mimo to „Balm in Gilead” mogę śmiało polecić każdemu, kto lubi melancholijny repertuar w mistrzowskim kobiecym wykonaniu.

Autor: Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 03/2010

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Peter Gabriel - Scratch My Back

110 04 2010 peterGabriel

EMI Music

Interpretacja: k4
Realizacja: k5

Peter Gabriel zaskakiwał już nieraz i nie inaczej zrobił, wydając „Scratch My Back”.
Po pierwsze, płyty nie tworzą nowe utwory byłego wokalisty Genesis, lecz piosenki z repertuaru Lou Reeda, Reginy Spektor czy Neila Younga. Po drugie, materiał został zaaranżowany na głos, fortepian i orkiestrę, nie ma więc w nim miejsca na elementy typowe dla twórczości Gabriela, takie jak solidna rytmika, etniczne dodatki czy gitary. Po trzecie, niektóre utwory różnią się od oryginałów na tyle, że stają się nowymi bytami muzycznymi.
Gabriel wydobywa z interpretowanych piosenek pokłady melancholii. W „Heroes” Bowiego jego głos brzmi, jakby wokalista był bliski płaczu. Choć z początku może to razić, jeśli przyjmiemy tę konwencję, piosenka przebiegnie nam po plecach przyjemnym dreszczem! Zwłaszcza że towarzyszą jej znakomite partie smyczków – zasługa Johna Metcalfe’a, któremu album zawdzięcza najpiękniejsze fragmenty. Można do nich zaliczyć „My Body Is A Cage”, jeszcze bardziej poruszający niż oryginał Arcade Fire czy „The Boy In The Bubble”, którego tekst oczarowuje skuteczniej niż w wykonaniu autora, Paula Simona.
Gabriel potrafi sprawiać niespodzianki! Choć nagrał album z piosenkami innych artystów, stworzył dzieło niezwykle osobiste. Nawet jeśli nie wszystkie utwory dorównują oryginałom (np. cover Radiohead), to melomani poszukujący w muzyce popularnej szczerych emocji nie będą zawiedzeni.

Autor: Bartosz Szurik
Źródło: HFiM 04/2010

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Jack Bruce & Robin Trower - Seven Moons Live

110 04 2010 JackBruceRobinTrower

Rut Records 2009

Interpretacja: k4
Realizacja: k3

Koncertowa płyta dwóch rockowych weteranów, chociaż bohaterem jest tutaj Jack Bruce. Mimo że bez Erica Claptona i Gingera Bakera, Bruce wciąż jest w formie i prezentuje świetny set, złożony w większości z utworów wydanych rok wcześniej na albumie „Seven Moons”.
Tak jak w czasie sesji studyjnej, również na koncercie w Holandii towarzyszyli mu Robin Trower na gitarze i Gary Husband na perkusji. Pierwszego doskonale znają fani grupy Procol Harum, z którą Trower nagrywał i występował na przełomie lat 60. i 70. XX wieku. Zasłuchani w fortepianowe pasaże i urokliwy głos Gary’ego Brookera prawdopodobnie nie dostrzegali wówczas, że także gitarzysta jest utalentowanym muzykiem, który potrafi zagrać prawie jak Hendrix. Dowód tego daje na omawianej płycie. Z kolei Husband jest perkusistą jazzowym i rockowym. Współpracował między innymi z Johnem McLaughlinem oraz grupą Level 42.
Muzycy dobrze czują się razem na scenie. Grają z pozoru brudno, ale bez błędów, na dużym luzie. Słychać, że starsi panowie czują bluesa. Świetnie wypadają zarówno w repertuarze autorskim, jak i w przebojach Cream, które uzupełniają materiał z kompaktu „Seven Moons”. Jest więc „White Room” i „Politician”. Nie zabrakło też „Sunshine of Your Love” – utworu z jednym z najsłynniejszych riffów w historii rocka.

Autor: Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 04/2010

Pobierz ten artykuł jako PDF