fbpx

HFM

artykulylista3

 

Tori Amos - Midwinter Graces

124-126 02 2010 ToriAmos

Universal Republic 2009
Dystrybucja: Universal Music

Interpretacja: k4
Realizacja: k3

Tori Amos utalentowaną piosenkarką jest. Tego jej nie można odmówić i zapewne w każdym nurcie artystka sobie poradzi.
Tym razem wzięła na warsztat repertuar zimowy. Ale nie poprzestała jedynie na świątecznych evergreenach. Dołączyła do nich kilka własnych kompozycji i to jest – poza głosem i instrumentalnym talentem wykonawczyni – główną zaletą omawianej płyty.
Możemy jej słuchać nie tylko przy wigilijnym stole również kiedy święta jeszcze nie nadeszły, ale za oknami zaczyna już pachnieć mrozem i sypie śnieg. Do tego wykonania są przeurocze, więc na pewno nie będzie to strata czasu.
Z twórczością Tori Amos zetknąłem się po raz pierwszy długo po jej początkowych sukcesach. Był to jakiś koncert wydany na DVD. Odtąd z przyjemnością witam każdy jej nowy album.
„Midwinter Graces” należy do pozycji okolicznościowych, wydawanych w czasie, kiedy wszyscy są tak oszołomieni świątecznymi zakupami, że nabyliby prawdopodobnie wszystko, na co pozwoliłaby im zawartość portfela. Jednak mimo że płyta ukazuje się akurat przed Bożym Narodzeniem, nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Dlatego może być śmiało uznawana za prezent na cały rok, o ile oczywiście słuchaczom nie przeszkadza, żeby słodkich melodyjek o śniegu słuchać przy basenie lub na plaży.

Autor: Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 02/2010

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

A Fine Frenzy - Bomb in a Birdcage

124-126 02 2010 AFineFrenzy

Virgin Records 2009

Interpretacja: k4
Realizacja: k3

Pod szyldem A Fine Frenzy ukrywa się 24-letnia amerykańska wokalistka i kompozytorka Alison Sudol. To właśnie jej zdjęcie zdobi okładkę. Dwa lata temu nagrała debiutancki album „One Cell in the Sea”, który dotarł do 91. miejsca listy bestsellerów „Billboardu”. Wtedy zauroczyła słuchaczy balladami. Tym razem do swoich melancholijnych kompozycji dodała szczyptę popu.
Jej muzyka stała się bardziej energiczna, ale nie straciła poetyckiego piękna. Płyta zaczyna się nawiązaniem do poprzedniczki; utwór „What I Wouldn’t Do” mógłby z powodzeniem pochodzić z debiutanckiej sesji. Akordy akustycznej gitary odzywają się jednak z każdym taktem głośniej, aż wreszcie perkusja zaczyna wystukiwać motoryczny rytm.
Kolejne nagranie – „New Heights” – jest jeszcze bardziej dynamiczne. Właściwie dopiero kompozycja „Happier” zwalnia tempo, a zaraz po niej słyszymy liryczny „Swan Song” z fortepianem w roli głównej. Ten drugi utwór zdecydowanie wyróżnia się na tle pozostałych.
Alison Sudol nie tylko popisuje się talentem wokalnym, ale również skomponowała większość piosenek i gra na instrumentach klawiszowych. Repertuar sprawia wrażenie wykonanego na luzie, choć zapewne kryje się za tym sporo pracy włożonej w opracowanie atrakcyjnych aranżacji. Szkoda tylko, że nie zadbano o audiofilską realizację. Mogło być jeszcze lepiej.

Autor: Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 02/2010

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

The Black Crowes - Before The Frost... Until The Freeze

124-126 02 2010 TheBlackCrowes

Silver Arrow Records Inc. 2009

Interpretacja: k5
Realizacja: k4

Pewnie większość wytwórni płytowych walczy z piractwem, ale raczej nie firma, która wydała omawiany album. Płyta kosztuje więcej od innych, co już skłania potencjalnego nabywcę do zastanowienia się, jak w inny sposób dotrzeć do nagrań ulubionej kapeli. A gdy już jakiś fan zdecyduje się wyłożyć prawie 70 zł (zamiast 60 zł, które zapłaciłby za krążek innego wykonawcy), oczekuje równowartości w towarze. Tymczasem dostaje mniej. W opakowaniu jest tylko jeden kompakt, natomiast drugi każdy musi sobie sam zorganizować. Jak? Otóż w obwolucie – zresztą kiepskiej jakości, z której, żeby coś wyczytać, trzeba się zaopatrzyć w lupę – jest karteczka z tajnym hasłem i adresem strony internetowej. Po zalogowaniu można zgrać utwory tworzące drugi album. Potem trzeba wydrukować okładkę, bo w oryginalnym opakowaniu nie ma przegródki na drugi kompakt. Jak wiemy, melomani, a zwłaszcza audiofile, zdecydowanie chętniej wydają pieniądze na sprzęt grający niż na kolorowe drukarki. No cóż... I to wciąż nie koniec, bo należy taką okładkę umiejętnie wyciąć i posklejać, a przecież nie każdy to majsterkowicz. Tymczasem tani „pirat” gdzieś tam czeka i kusi...
Na szczęście powyższe wysiłki się opłacają, bo album rzeczywiście się udał. Rock na luzie, z drive’em, świetnymi wokalnymi harmoniami i garażowym feelingiem. Trochę w stylu „Exile on Main Street” grupy The Rolling Stones.

Autor: Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 02/2010

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Miley Cyrus - The Time Of Our Lives

103-104 03 2010 MileyCyrus

Hollywood Records 2009
Dystrybucja: Universal Music

Interpretacja: k2
Realizacja: k3

Akordy otwierające „Kicking And Screaming” przypominają przeboje Alice’a Coopera z czasów „School’s Out”. Z kolei „Party in the U.S.A.” ma we wstępie gitarę w stylu The Rolling Stones. Ale zaraz po tych przyciągających uwagę przygrywkach pojawiają się dyskotekowe brzmienia z żeńskim wokalem na pierwszym planie.
Miley Cyrus (a.k.a. Hannah Montana) w roli piosenkarki radzi sobie nieźle i z powodzeniem pokonuje wysokie rejestry, ale nagrała płytę, która nie wnosi nic nowego do popowej stylistyki. Do tego krótką, bo trwającą zaledwie pół godziny.
Ktoś powie: „dobrze, bo po co męczyć słuchaczy dłużej, jeśli nic specjalnego tu nie ma”. Tak, ale są fragmenty, które sugerują, że włożenie odrobiny wysiłku w proces rejestracji mogłoby zaowocować poprawą. Mamy tu na przykład całkiem niezły kawałek „Obsessed” i udany koncertowy „duet” z braćmi Jonas („Before The Storm”). Nie wiem wprawdzie, jak młodzi melomani mają się uczyć poprawnego języka, skoro wydawcy mówią o „duetach” złożonych z więcej niż dwóch osób, ale co tam. Ważniejsza jest muzyka, a ta mogłaby być lepsza, gdyby producent poświęcił więcej czasu młodej wokalistce, wzbogacił repertuar i dopracował aranżacje. W końcu rzadko zdarzają się albumy, na których utwór tytułowy jest jednym z najgorszych.

Autor: Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 03/2010

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Bon Jovi - The Circle

103-104 03 2010 BonJovi

Island 2009
Dystrybucja: Universal Music

Interpretacja: k4
Realizacja: k3

„Jak byś zareagowała, gdybym ci opowiedział o moim śnie”? Tak się zaczyna kompozycja „Happy Now”. Jest ona kolejnym dowodem, że członkowie grupy Bon Jovi nie spali w szkole muzycznej na lekcjach rock and rolla.
Bo ten styl aż się prosi o marzycielskie teksty, wprawione w ruch tętniącym, motorycznym rytmem. Najlepiej, jeżeli śpiewa je wokalista obdarzony magicznym głosem.
I tutaj takiego mamy. Nazywa się Jon Bon Jovi. Zapewne niejedna fanka przelała przez niego morze łez. Dodajmy do tego solidną, choć może nie wirtuozerską, gitarę Richie’ego Sambory i dostaniemy smakowite muzyczne danie. A że Bon Jovi i jego koledzy to nie nowicjusze, nie zostawiają słuchaczy z jednym świetnym kawałkiem.
Dają jeszcze utwór „Fast Cars” – równie udany i tak samo porywający. Znów wkraczamy w rockandrollowe marzenia, a zespół Jona maluje przed nami kolejny magiczny pejzaż, za którym pędzimy szybkim samochodem. U nas średnia 50 na trasie to dużo, ale w USA to dopiero początek wspaniałej wędrówki w nieznane. Album „The Circle” ma też obowiązkową rockową „pościel”, czyli „Learn To Love”, sprytnie zaserwowaną na zakończenie. Szkoda tylko, że pozostałe utwory nie dorównują „Livin’ On A Prayer”.

Autor: Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 03/2010

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Rod Stewart - Soulbook

103-104 03 2010 RodStewart

Sony Music 2009

Interpretacja: k5
Realizacja: k4

Niewiele muzycznych produkcji wzbudza u wyrobionego słuchacza więcej nieufności i lekceważenia niż okolicznościowe składanki. Wypełniacze promocyjnych silosów w supermarketach stanowią naturalny żer dla poszukiwaczy prezentów last minute. Powstają przeważnie po to, by wykonawca miał z czego przeżyć do następnych świąt.
Rod Stewart nic już nie musi i ma zasobny trzos. Soulowe hity z lat 60. i 70. wykonuje tak, jakby były stworzone specjalnie dla jego szorstkiego głosu, a interpretacje znanych przebojów są jak tłumaczenia Boya – niekiedy ciekawsze od oryginałów.
Świetnie zagrane numery odnajdą na płycie nie tylko ci, którzy dobrze pamiętają klimaty spod znaku Smokey Robinsona, ale też znacznie, znacznie młodsi, którym przypadną do gustu dwa rewelacyjne duety: z Mary J. Blige i Jennifer Hudson.
Stewart nagrał płytę, która spodoba się każdemu, chociaż nie każdy się do tego przyzna. Płytę z muzyką wolną od ideowych przesłań, a służącą wyłącznie rozrywce i radości. Po kolejnym przesłuchaniu nie sposób się oprzeć wrażeniu, że nagrano ją po to, by słuchacz lepiej się poczuł, nucąc znane melodie przy goleniu lub w czasie zmywania naczyń.
„Soulbook” to produkt najwyższej jakości, wielosezonowy i do wielokrotnego użytku.

Autor: Mirosław Szymański
Źródło: HFiM 03/2010

Pobierz ten artykuł jako PDF