fbpx

HFM

artykulylista3

 

Allison Moorer - Mockingbird

110-111 07-08 2009 AllisonMoorer

New Line Records 2008

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Ktoś mógłby powiedzieć, że w Ameryce podobne piosenkarki pracują w co drugim barze. I jest w tym trochę racji, chociaż nie do końca. Bo żeby tak jak Moorer interpretować przeboje gwiazd, potrzeba czegoś więcej niż tylko „barowego” talentu.
Po raz pierwszy usłyszałem Allison w telewizyjnym programie Jaya Leno. Potem długo szukałem w naszych sklepach płyty, jednak bez efektu. Było to kilka lat temu i nie sądzę, aby od tego czasu sytuacja się zmieniła. Moorer prawdopodobnie pozostanie jeszcze jedną utalentowaną wykonawczynią zza Atlantyku, której głos mają szansę usłyszeć tylko stali klienci sklepów internetowych. Ale skoro można tam kupić jej płyty, to nie ma problemu. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby ocenić możliwości interpretacyjne Allison, a zwłaszcza zapoznać się z jej podejściem do hitów Joni Mitchell („Both Sides Now”), Jessi Colter („I’m Looking For Blue Eyes”) czy Niny Simone („Sugar In My Bowl”). Jest wreszcie jedna jej własna kompozycja („Mockingbird”), która potwierdza, że Moorer mogłaby swobodnie stworzyć cały repertuar na udany album, ale widocznie po prostu wolała pośpiewać sobie piosenki innych. W końcu jest gwiazdą.
Obok niej znajdziemy tu znane naz-wiska, że wymienię Steve’a Earle’a i Buddy Millera. Doborowa obsada i ładna muzyka.

Autor: Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 7-8/2009

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Ron Sexsmith - Exit Strategy of the Soul

110-111 07-08 2009 RonSexsmith

Ronboy Rymes, Inc. 2008

Interpretacja: k5
Realizacja: k4

Nazwisko tego wykonawcy niewiele mówi polskim melomanom, chyba że dobrze znają kanadyjski rynek muzyczny lub przynajmniej polubili piosenki Johna Hiatta i Elvisa Costello. Ci ostatni wprawdzie nie są Kanadyjczykami, ale Sexsmith przyznaje się do fascynacji ich twórczością.
W przypadku Costello podziw jest wzajemny. Artysta wypowiadał się pozytywnie o pierwszych nagraniach Sexsmitha i nawet zaprosił go do otwierania swoich koncertów. Jeśli dodamy, że trzecim ulubionym muzykiem autora omawianej płyty jest Paul McCartney, to chyba możemy sobie wyobrazić zarejestrowane na niej brzmienia. No, może nie do końca, bo zamiłowanie do czyjejś twórczości wcale nie oznacza, że należy ją kopiować. Sexsmith ma sporo własnych pomysłów i świetne wyczucie. Dzięki temu jego autorskie kompozycje brzmią atrakcyjnie.
Jeśli miałbym którąś wyróżnić, to na pewno „This Is How I Know”. Mamy tu ładną melodię, nostalgiczny tekst oraz świetną aranżację – z sekcją dętą włącznie. Jeżeli szukamy kandydata na ta-neczny przebój, to jest nim „One Last Round”.
Mimo kilku energicznych fragmentów, na płycie przeważa materiał nastrojowy, czego przykładem „Ghost of a Chance”. Poszczególne kawałki wciągają stopniowo, z każdym przesłuchaniem bardziej. Polecam!

Autor: Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 7-8/2009

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Cantat Superstars

119 10 2009 CantasSuperstar

2009 Luna Music

Interpretacja: k3
Realizacja: k3

„Cantat Superstars” wbrew pozorom nie ma nic wspólnego z Piotrem Rubikiem. To efekt koncertu w Legnicy, w maju 2008 roku. Kolejny, 39. turniej chórów postanowiono urozmaicić, zapraszając gwiazdy polskiej piosenki i opracowując ich utwory na chór. Przedsięwzięcie tak się spodobało, że chóry i śpiewające z nimi gwiazdy powędrowały do studia, by zarejestrować całość na płycie.
Album ma różne oblicza. O ile trudno się przyczepić do chórów, które swoje obowiązki wykonują zazwyczaj poprawnie, o tyle z solistami bywa różnie. Znakomicie wypada Ewa Bem z Chórem Kameralnym Uniwersytetu Adama Mickiewicza. Wśród trzech nagranych przez nią utworów stary przebój „Podaruj mi trochę słońca” powinien na nowo podbić fale eteru, gdyby istniało dziś radio nadające taką muzykę. Klasą dla siebie jest Stanisław Soyka. Nadspodziewanie dobrze wypadł też w swoim zawadiackim repertuarze Maciej Maleńczuk.
Niestety, Małgorzata Ostrowska bez elektrycznego zespołu głównie psuje nerwy przeraźliwym wrzaskiem. Katarzyna Cerekwicka drażni miałkim, schematycznym repertuarem i nużącą manierą „arenbi”. A już popisy fałszującego i smętnie zawodzącego Pawła Kukiza w piosenkach, które zrobiłyby furorę na weselach, to prawdziwy horror.
Reasumując – nie jest źle, tym bardziej, że Bem, Soyka i Maleńczuk udowodnili, że ich piosenki w towarzystwie chóru nabierają zupełnie nowego wymiaru.

Autor: Marek Romański
Źródło: HFiM 10/2009

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Piotr Rubik - Rubikone

119 10 2009 PiotrRubik

Iwona Węgrowska, Halina Mlynkova, Joanna Liszowska i in.
EMI Music Poland 2009
Dystrybucja: EMI Music Poland

Interpretacja: k2
Realizacja: k2

„Tę płytę dedykuję mojej żonie – Agacie. Za miłość, za szczęście, za wszystko” – pisze Piotr Rubik na okładce swojej najnowszej płyty, której premierę zsynchronizowano z narodzinami córki kompozytora.
Szczęście Rubika opiera się na żeńskim fundamencie, toteż w ramach wdzięczności autor zaprosił do śpiewania tylko samiczki. Ostatecznie zaproszenie przyjęło jedenaście piosenkarek, w tym jedna zaprezentowała się dwukrotnie, a sam maestro – świeżo upieczony ojciec – wykonał solo jedną piosenkę: „Kiedy mężczyzna płacze” – i, prawdę mówiąc, ta interpretacja nie chwyta za serce ani za uszy. Niestety, dotyczy to całego albumu. W dodatku wokal został przytłumiony przez wyeksponowanie podkładu instrumentalnego.
Pomysł na babską płytę okazałby się trafiony, gdyby zgromadzić ciekawe osobowości, wyraźnie odróżniające się od koleżanek skalą i barwą głosu, frazowaniem, wreszcie – temperamentem. Poza tym każda piosenka powinna być minimonodramem, odróżniającym się od sąsiednich ścieżek.
Mamy jednak do czynienia z mdłym zawodzeniem, monotonnymi melodiami i banalnymi tekstami. Oczywiście są i pozytywne wyjątki – np. orientalny koloryt aranżacji piosenki Aidy Kosojan (mającej korzenie gruzińsko-ormiańskie). Korzystne wrażenie robi w pełni profesjonalna produkcja wokalna Isis Gee. Talent i indywidualność potwierdza Ewa Maria Lewandowska. Szkoda jedynie, że jej interpretacja jest rozdarta między operową emisją a popowymi ambicjami.
Dobrze mieć ten Rubikon za sobą.

Autor: Hanna i Andrzej Milewscy
Źródło: HFiM 10/2009

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Wilco - Wilco (the album)

119 10 2009 Wilco

Nonesuch Records 2009
Dystrybucja: Warner Music

Interpretacja: k5
Realizacja: k3

Wilco to sześciu utalentowanych muzyków z Ameryki. Grają lekkiego rocka z elementami country i rhythm and bluesa. Grupie przewodzi gitarzysta i wokalista, a zarazem główny kompozytor, Jeff Tweedy.
„Wilco (the album)” to ich siódma płyta studyjna. Jest na niej wszystko, do czego muzycy zdążyli nas przyzwyczaić w ciągu kilkunastu lat aktywności.
Program rozpoczyna kompozycja „Wilco (the song)”, z grunge’ową gitarą, znacznie ostrzejszą niż w pozostałych nagraniach. Na pierwszym planie słychać zachrypnięty głos Tweedy’ego; pozostali muzycy dają solidny rockowy podkład. Potem klimat łagodnieje, lider zamienia gitarę elektryczną na akustyczną i zbliżamy się do stylu, z którym najczęściej kojarzy się twórczość zespołu. „Deeper Down” to niemal country. Z kolei „One Wing” jest ukłonem w stronę rockowej ballady.
Chyba najciekawsze w pierwszej części jest nagranie „You and I”, w którym śpiewa Leslie Feist. Po nim słyszymy kojące melodie w „Country Disappeared” i „Solitaire” oraz świetną współpracę sekcji i organów w rockowym, acz delikatnym „I’ll Fight”. Na zakończenie powracają balladowe klimaty („Everlasting Everything”).
Jeśli ktoś jeszcze nie słyszał o Wilco, radzę sięgnąć po ten kompakt. A jak się spodoba – koniecznie poszukać podwójnego albumu „Being There”. Tam się dopiero dzieje!

Autor: Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 10/2009

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Editors - In this Light and on this Evening

142-143 11 2009 Editors

Pias 2009
Dystrybucja: ISound

Interpretacja: k4
Realizacja: k5

Przez ostatnie cztery lata Editors, z kolejnego zespołu kopiującego Joy Division, wyrośli na drugą po Arctic Monkeys siłę na brytyjskiej scenie. Kluczem do sukcesu okazał się egzaltowany głos Toma Smitha i uproszczenie nowofalowej motoryki oraz brzmienia na potrzeby chwytliwych i mrocznych piosenek.
Po dwóch albumach, które pokryły się platyną, muzycy oficjalnie zapowiedzieli zmianę stylu i zatrudnili do produkcji Flooda, znanego ze współpracy z New
Order, Soft Cell czy Depeche Mode. Ten wybór od razu sugeruje, w którą stronę postanowili się zwrócić. Singlowe „Papillon” budzi nawet skojarzenia z legendarnym „Blue Monday”. Na „In this Light and on this Evening” może i jest więcej syntezatorów rodem z lat 80., ale to raczej naturalna konsekwencja rozwoju niż rewolucja. Gdyby nie długa rozbiegówka „Bricks and Mortar” z motoryką Kraftwerku, utwór mógłby trafić na wcześniejszą płytę. Podobnie pełne elektronicznego patosu „Like Treasure”.
Niespodziankami mogą być jedynie „The Big Exit“, oparty na rytmie electro i stylizowany na Depeche Mode oraz najbardziej progresywny pod względem kompozycji „Eat Raw Meat = Blood Drool”. W ten sposób Editors nie stracą swojej obecnej publiczności, za to mają szansę podtrzymać dobrą passę i zdobyć nową.

Autor: Jacek Skolimowski
Źródło: HFiM 11/2009

Pobierz ten artykuł jako PDF