fbpx

HFM

artykulylista3

 

The Rasmus - The Rasmus

100-103 10 2012 TheRasmus

EMI 2012

Interpretacja: k3
Realizacja: k3

Po czterech latach przerwy fińska grupa, znana u nas głównie z przeboju „In the Shadows”, wydała ósmy studyjny album. Jako że The Rasmus konsekwentnie łagodzi swoje brzmienie (trudno uwierzyć, że panowie zaczynali od dość surowego funk rocka!), jego ostatnia płyta zasługuje na etykietę „soft rocka”… z akcentem na pierwszy z wyrazów. Nie chodzi nawet o ilość ballad, ale o ściszenie wszystkich potencjalnie „niemiłych” przypadkowemu uchu dźwięków.
Większość kompozycji z płyty nazwanej po prostu „The Rasmus” bardziej niż na rockowych riffach opiera się na delikatnych elektronicznych podkładach. Jeśli pojawiają się gitary, to grają raczej przepuszczone przez pogłos ozdobniki kojarzące się z niektórymi patentami The Edge’a z U2. Syntetyczne ścieżki sekcji rytmicznej, jak w promującym płytę singlu „I’m a Mess”, przypominają zaś „Radio Ga Ga” Queen. The Rasmus podążają więc śladem wybitnych pop-rockowych kapel. Niestety, słusznych inspiracji nie wzmacniają szczególną oryginalnością.
Jeśli w najnowszym wcieleniu formacji coś naprawdę zaskakuje, to tylko to, że zespół Lauriego Ylönena wciąż stara się utrzymać swój „mroczny wizerunek”. Farbowane włosy i cienie pod oczami nie zmieniają jednak faktu, że panowie postawili na wtórne, przyjazne radiu piosenki. Nie są złe, ale – niestety – raczej nijakie.

Autor: Bartosz Szurik
Źródło: HFiM 10/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

The Smashing Pumpkins - Oceania

100-103 10 2012 TheSmashingPumpinks

Martha’s Music 2012

Interpretacja: k5
Realizacja: k4

Każdy, kto pamięta opus magnum The Smashing Pumpkins „Mellon Collie and the Infinite Sadness”, wie, że zespół nie ma sobie równych w tworzeniu płyt, na których każda piosenka brzmi jak z innej bajki.
Najnowsze dzieło „Dyń” też nie jest stylistycznie jednorodne. Rozpoczyna je rockowe uderzenie elektrycznych gitar i bębnów w utworach „Quasar” oraz „Panopticon”. Dalej „Oceania” okazuje się jednak żeglugą po zupełnie innych wodach. Chociaż wciąż pojawiają się na niej różne stylistyki (bywa akustycznie, elektronicznie, progresywnie, postrockowo), to od trzeciego utworu zaczyna być jasne, że tym razem większość nowych kompozycji Billy’ego Corgana ma wspólny mianownik. Są melodyjne i raczej spokojne.
Na „Oceanii” dominują wpadające w ucho melodie, ballady i delikatniejsze tony. Pod względem muzycznym dzieje się tu dużo, ale utrzymanie podobnego nastroju i charakteru powoduje, że jest to krążek zwarty i łatwiejszy w odbiorze, niż poprzednie w dorobku grupy. A przy tym taki, którego chce się słuchać.
Ponoć na następny album The Smashing Pumpkins nie trzeba będzie długo czekać. Corgan zapewnił, że prace trwają i że będzie on „okrutny”. Możliwe więc, że „Dynie” wrócą do mocniejszych brzmień. Na razie warto się zainteresować ich łagodniejszym wcieleniem!

Autor: Bartosz Szurik
Źródło: HFiM 10/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

Pearl Jam - Ten

110-111 07-08 2009 PearlJam

Sony Music Entertainment 2009

Interpretacja: k6
Realizacja: k4

Album zawiera 11 nagrań, które w 1991 roku podbiły świat. Pearl Jam trafił wówczas na szczyty list bestsellerów, sprzedając debiutancki krążek w ponad 12 milionach egzemplarzy. W tym roku powraca w zremasterowanej wersji i to na dwóch kompaktach, bo powiększony o materiał, który z różnych powodów w oryginalnej wersji się nie znalazł.
Fani Pearl Jam znajdą na jednym krążku poprawiony dźwięk w przebojach „Jeremy”, „Alive” i „Deep”, a na drugim – niewydane dotąd utwory „Brother”, „Just a Girl” i kilka innych, które pasują jak ulał do stylistyki zaproponowanej przez grupę z Seattle. Jest też wydanie z krążkiem DVD. Można wprawdzie mieć zastrzeżenia do szaty graficznej okładki, ale „grunge” wypracował własną stylistykę również w kategoriach plastycznych i tak po prostu musi być.
Wznowienie albumu „Ten” to tylko przygrywka do kolejnych niespodzianek, przygotowywanych przez wydawcę zespołu. Szykuje się cała seria odkurzonych albumów – również zremasterowanych i powiększonych o materiał bonusowy. Wznowienia mają trafiać na rynek przez kolejne dwa lata, a więc do 2011, na kiedy to zaplanowano huczne obchody 20. rocznicy powstania zespołu.
Tymczasem już krążą pogłoski o nowym studyjnym albumie Pearl Jam.

Autor: Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 7-8/2009

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Ben Harper And Relentless 7 - White Lies For Dark Times

110-111 07-08 2009 BenHarperAndRentless7

Virgin Records 2009
Dystrybucja: EMI

Interpretacja: k3
Realizacja: k4

W czasie stosunkowo długiej kariery Ben Harper współpracował z wieloma grupami i niezależnymi muzykami. Jego dorobek też jest różnorodny gatunkowo: od rocka, przez reggae, aż po muzykę z elementami folkloru czy gospel.
„White Lies for Dark Times” to pierwsza płyta wydana we współpracy z grupą Relentless 7. Tym razem łączy rocka z bluesem. Znalazło się na niej 11 utworów, utrzymanych w raczej spokojnej stylistyce.
Album rozpoczyna się żywym „Number With No Name”, po czym przechodzi w inny klimat kawałkiem „Up To You Now” – de facto najciekawszym z całej zawartości. Nie zabrakło także klasycznych ballad, jak „Skin Thin” czy kończący „Faithfully Remain”. Kompozycje są na ogół jednorodne, bez miejsca na ostre kontrasty. Niestety, prócz kilku wyjątków całość zlewa się w dość obojętny ciąg dźwięków. Zdecydowaną zaletę stanowi natomiast brzmienie grupy – czyste i wyraźne, o naturalnym, akustycznym charakterze.
Album ukazał się także w edycji rozszerzonej, na której znajdziemy materiały promocyjne oraz dwa utwory specjalne.
Ostatecznie „White Lies for Dark Times” można określić mianem klasycznego rocka. Muzyka dla osób doceniających lekkie, odprężające dźwięki.

Autor: Rafał A. Janus
Źródło: HFiM 7-8/2009

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Cassandra Wilson - Closer To You: The Pop Side

110-111 07-08 2009 CassandraWilson

Blue Note 2009
Dystrybucja: EMI Music Poland

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

Cassandrę Wilson zwykło się uważać za wokalistkę jazzową, choć ona sama często podkreśla, że jazz to tylko jeden z nurtów, w jakich się wypowiada. Karierę rozpoczynała od folku. Potem śpiewała jazz (współpraca ze Steve’em Colemanem), bluesa i pop. Dziś wszystkie te elementy współtworzą jej styl.
„Closer To You” jest kompilacją utworów z siedmiu wcześniejszych albumów wydanych przez Blue Note (wytwórnia obchodzi właśnie 70-lecie istnienia). Nagrania przeszły delikatny remastering, zatem wszystko brzmi świeżo i przestrzennie.
Album zawiera 11 coverów, m.in. „Love Is Blindness” U2 (chyba najlepszy na płycie), „Time After Time” Cyndi Lauper (niegdyś także hit Milesa Davisa), „Fragile” Stinga, tematy Dylana, Van Morrisona i Neila Younga.
Porównywanie wersji Wilson z oryginałami nie ma chyba większego sensu, bo z coverami jest tak, jak ze standardami jazzowymi – każdy artysta, zachowując bazę utworu, stara się przekazać coś od siebie.
Tak też czyni Cassandra, traktując każdy utwór indywidualnie i subtelnie modyfikując jego kolejne elementy. Balla-dowy klimat, charakterystyczny wokal i eteryczne aranżacje to główne atuty albumu. Wilson operuje pięknym kontraltem o ciemnej, lekko matowej barwie, a jej sposób śpiewu jest naturalny i zmysłowy. Przy tej muzyce naprawdę łatwo odpłynąć.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 7-8/2009

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

The Wishing Tree - Ostara

110-111 07-08 2009 TheWishingTree

Intact Records 2009
Dystrybucja: Kartel Music

Interpretacja: k3
Realizacja: k4

Pop z domieszką rocka i brzmień celtyckich – tak najkrócej można określić zawartość płyty „Ostara”. Ważny jest jeszcze jeden element, dominujący we wszystkich nagraniach. To głos wokalistki – ciepły, melodyjny, a równocześnie wyrazisty. Hannah Stobart nie tylko śpiewa, ale napisała też wszystkie teksty. Powinna zatem najlepiej wiedzieć, jak je zinterpretować, wykorzystując do tego ułożone wspólnie ze Steve’em Rotherym (znanym z grupy Marillion) melodie.
Jednak mimo że współautorka repertuaru głosowo sprawdza się poprawnie, na etapie interpretacji prawie nic od siebie nie wnosi. Właśnie to jest głównym powodem, obok niezbyt zróżnicowanej melodyki, dla którego „Ostara” brzmi monotonnie. Owszem, jest tu dość bogata oprawa instrumentalna, ze wstawkami orkiestrowymi włącznie (niestety, generowanymi komputerowo), ale nawet smyczki nie wpływają specjalnie pozytywnie na atrakcyjność materiału.
Nie udało się stworzyć oszałamiającego efektu. Wyszła jedynie lekka i melodyjna muzyka z nieco cięższym, rozbudowanym akompaniamentem. Trudno mieć nadzieję, by komukolwiek zapadła w pamięć na dłużej.

Autor: Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 7-8/2009

Pobierz ten artykuł jako PDF