fbpx

HFM

artykulylista3

 

Noibla - Hesitation

cd052018 014

Lynx Music 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

„Hesitation” to chyba najlepszy tytuł dla tej płyty. Brak tu zdecydowania i konkretnego rąbnięcia. Nie jest to jednak zarzut. Utwory snują się powoli, odziane w kameralne aranżacje, zagrane spokojnie i bez napinki. To bardzo miła i klimatyczna pozycja, choć wydana o 20-30 lat za późno. Rok 1992 słychać tu niemal w każdej chwili. W tamtych czasach byłaby to rewelacja; dziś – miły dodatek do dźwiękowego krajobrazu. Noibla proponuje łagodny art pop z nieśmiałym żeńskim wokalem. Jest przyjemnie i klimatycznie, jednak niektóre frazy po angielsku należałoby dopracować. I to kolejny argument, przemawiający za mentalnym podobieństwem do przełomu lat 80. i 90. XX wieku, kiedy to wielu naszych śpiewaków próbowało swych sił w języku Szekspira. Największym atutem „Hesitation” jest saksofon Dariusza Rybki. Słyszałem go wielokrotnie wcześniej, jednak dopiero tutaj, na tle tej właśnie muzyki, brzmi zaskakująco – jak połączenie Kenny’ego G z Melem Collinsem. Nie oznacza to, że reszta muzyków odstaje poziomem. Grają wybornie, choć się nie popisują. Ciekawa i dobra muzyka.

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 05/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Loonypark Perpetual

cd052018 015

Lynx Music 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Na początku uwagę zwraca dopracowana oprawa graficzna. I bardzo dobrze, ponieważ mnóstwo niezależnych zespołów, po długiej procedurze związanej ze zbieraniem środków na płytę, a w końcu po sesji nagraniowej, jest już tak wykończona, że daje na okładkę cokolwiek, a potem się dziwi, że wydawnictwo ginie w tłumie. Ale obwolutowe wizualia zawsze były mocną stroną Loonypark. A co z muzyką? Zespół proponuje bezpieczny, sprawdzony rock progresywny w odmianie melodyjno-refleksyjnej. Względem poprzednich albumów, poza lepszym poziomem wykonawczym, niewiele się zmieniło. I bardzo dobrze, że jest jeszcze ktoś, kto nie podpina się pod ideę art rocka, a tak naprawdę łoi ciężki metal. Nie, nie jestem ortodoksem. Po prostu, ostatnimi czasy niektórym pomyliły się pojęcia, bo za bardzo zapatrzyli się w Dream Theater. A przecież nie chodzi o to, by docierać do publiczności łomotem, lecz pięknem. Tutaj, na szczęście, piękna nie brakuje. To już czwarty album formacji. Czas na okrzepnięcie minął. Na następnej płycie chciałbym usłyszeć jakieś ciekawe innowacje. Oczywiście w obrębie wypracowanej już formuły. Podwójna stopa, poczwórny przester oraz wyścigi są niepotrzebne.

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 05/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Bownik - Delfina

cd052018 004

Kayax 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Projekt Bownik proponuje skoczną, radiową rozrywkę. Otrzymujemy zwarty, nieprzegadany, nieprzeintelektualizowany krążek, wypełniony tanecznym popem z zaraźliwym disco-soulowo- -funkowym groovem. Ale – jak wszędzie, idąc za klasykiem – są „plusy dodatnie” i „plusy ujemne”. Na szczęście, pierwsze przeważają. Na plus trzeba zaliczyć bardzo stylowe i spójne aranżacje, zdecydowaną, pulsującą grę oraz proste, ale zgrabne teksty po polsku. Na minus – realizację wokalu. Michał Bownik śpiewa, delikatnie mówiąc, po swojemu. Do tego nader często bawi się transakcentacją, więc jest aż… za bardzo osadzony w muzyce. Tak bardzo, że momentami trudno się wyławia tekst. I specjalnie piszę o realizacji, a nie śpiewie samym w sobie, bo na żywo brzmi o wiele czytelniej. Ale to tylko drobny szczegół, który młodym fankom nie powinien przeszkadzać. Poza tym jest wkładka z tekstami, która tym razem może się przydać jako coś więcej niż wzbogacenie kajaksowego wydania. Dla fanów ciepłego, współczesnego, tryskającego pomysłami popu jest to rzecz godna polecenia. Miłośnicy dźwięków stonowanych, wrażliwych, poszukujący i karmiący się ciszą – mogą tę płytę pominąć.

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 05/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Krzysztof Zalewski - Zalewski śpiewa Niemena

cd052018 008

Kayax 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Krzysztof Zalewski to dla mnie jedna z największych zagadek polskiego biznesu rozrywkowego. Umie śpiewać, dobrze wygląda, rusza się, ma pomysł na siebie, a mimo to nie zyskał choćby w połowie popularności, na jaką zasługuje. Niezbadane są gusta ludzi i prawa, rządzące tą machinerią. Chwilowo to jednak nieistotne. Dziś otrzymujemy bardzo ważną płytę, będącą hołdem dla jednego z największych polskich wokalistów wszech czasów – Czesława Niemena. Wypracowany śpiew, spójne, ciepłe i naturalistyczne brzmienie zespołu, siostry Przybysz w porywających chórkach… Jednym słowem – muzycznie jest, jak być powinno. Krzysztof super, a płyta wspaniale zagrana i równie pięknie wydana. Jako produkt nie może więc zyskać niższej noty. Jednak, na przyszłość, należy pamiętać, że rozumieć muzykę Niemena to jedno, a rozumieć samego Niemena, z głębią jego filozofii, z jego literackim zapleczem, z profetyczno-mistycznym przekazem, to coś zupełnie innego. U pana Czesława mieliśmy podobną nutę duchowej tajemnicy, co u Johna Coltrane’a. Nie wszyscy to rozumieją i nie wszyscy to czują, ale ktoś taki jak Krzysztof Zalewski, na tym etapie kariery – już powinien.

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 05/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Beth Hart & Joe Bonamassa - Black Coffee

cd052018 003

Provogue 2018

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Jeśli jest to kolejna płyta tych dwojga wykonawców, a w programie znów znalazły się standardy, to chyba każdy, kto słyszał dwa poprzednie albumy, wie, czego się spodziewać. Tym razem Beth Hart, słynąca z tembru głosu na granicy warkotu, i geniusz gitary przypomnieli utwory mniej u nas znanych wykonawców. Na album trafiły kompozycje wylansowane przez gwiazdę country Lucindę Williams, rhythm and bluesową piosenkarkę Delores LaVern Baker czy zdolnego artystę z Austrii Klausa Waldecka. Ale nie tylko, bo piosenka tytułowa pochodzi z repertuaru Ike’a i Tiny Turnerów. Płytę można podzielić na dwie części – pierwszą, bardziej wybuchową, z rockiem wzbogaconym energiczną sekcją dętą, oraz drugą, łagodniejszą, w której pojawia się więcej motywów bluesowych. W obu konwencjach wokalistka czuje się dobrze, a gitarowe solo Bonamassy w utworze „Joy” po prostu zapiera dech. Nie zmienia to faktu, że premierowe kompozycje tej dwójki ucieszyłyby mnie bardziej

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 04/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Casey - Where I Go When I Am Sleeping

cd052018 001

Hassle Records 2018

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Tytuł „Tam, dokąd zmierzam we śnie” zapowiada niecodzienne wrażenia. I to się potwierdza. Co prawda, pierwsza kompozycja mogłaby zapewne niejednego melomana ukoić do snu, ale już w drugiej następuje zaskakujący zwrot akcji. Z melancholijnych marzycieli Casey zmieniają się w thrash-metalowców, chociaż też nie do końca. Bo o ile wokalista charczy jak typowi przedstawiciele gatunku, to dźwięki gitar z metalem nie mają nic wspólnego. Już bardziej przypominają britpop. I to jest główna zagwozdka. Trash metal, ale nie wszędzie, bo po nim pojawia się kompozycja instrumentalna, równie łagodna jak utwór otwierający płytę. Naprawdę, trudno w tak odmiennych stylistykach, ułożonych obok siebie, poczuć się komfortowo. Ktoś powie, że nawet Black Sabbath grali nastrojowe ballady i nikomu to nie przeszkadzało. Różnica polega jednak na tym, że tam wszystko do siebie pasowało, a tutaj nie. Casey wymyślili inną odmianę skrajności. Pod względem instrumentalnym i, poniekąd, wokalnym wszystko się zgadza, jednak zestawienie tak różnych stylistyk nie do końca stroi.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 04/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF