fbpx

HFM

artykulylista3

 

The Who - Who

cd Hifi 03 2020 0011

Polydor 2019

 

Muzyka: k4
Realizacja: k3

Pete Townshend sprawił melomanom niespodziankę. Zgromadził na nowej płycie kompozycje, które brzmią jak stare The Who, równocześnie dodając do nagrań sporo świeżych, ciekawych elementów. W przedstawieniu premierowego materiału pomógł mu Roger Daltrey, którego głos brzmi tu prawie jak dawniej. Towarzyszący obu muzykom instrumentaliści musieli się nasłuchać nagrań The Who, bo chwilami bardzo przypominają pozostałą dwójkę, która już odeszła. Perkusyjny początek „I Don’t Wanna Get Wise” brzmi prawie tak, jakby grał Keith Moon. A przecież ten utalentowany muzyk – zaliczany do najlepszych rockowych bębniarzy wszech czasów (obok Gingera Bakera i Johna Bonhama) – zmarł 41 lat temu. Mniej jest może basowych popisów, z których słynął John Entwistle (zmarł w 2002 roku), ale niektóre partie niskich tonów, jak w „Detour”, również wypadły atrakcyjnie. Otwierający krążek „All This Music Must Fade” mógłby się z powodzeniem znaleźć na jednym ze starych albumów The Who i nikt by nie zauważył, że pochodzi z przyszłości. Po ostrym początku przychodzi kilka spokojniejszych kawałków, jak chociażby finałowy „She Rocked My World” w latynoskim rytmie. Nowy materiał The Who nie dorównuje trudnej do przebicia „Quadrophenii”, ale na tle obecnej rockowej sceny świetnie się broni.

 
Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 03/2020

 


 

 

Toto - 40 Tours Around The Sun

cd Hifi 03 2020 0007

Universal Music Polska 2018

 

Muzyka: k4
Realizacja: k3

Bracia Porcaro – najlepsza sekcja rytmiczna w historii muzyki rozrywkowej – nie żyją. Jeff zmarł w roku 1992, Mike – w 2015. Z legendarnej rodziny w składzie Toto został już tylko klawiszowiec Steve. Zespół za każdym razem otrząsał się jednak z tych tragedii i grał dalej, trzymając abstrakcyjnie wysoki poziom. Trzeba zaznaczyć, że nie jest to łatwe, jeśli już dawno temu wyznaczyło się standardy rozsadzające wszelkie klasyfikacje. Toto to ekipa, która cieszy się ogromnym szacunkiem muzyków. Nic w tym dziwnego. Od czterdziestu lat grają tak perfekcyjnie, że można się nabawić kompleksów. Dodatkowo mniej tu chodzi o przeładowane sztukmistrzostwo, a bardziej – o frazę, płynność i zgranie. Mię-dzynarodowa popularność zespołu opiera się natomiast na wielkich hitach z pięknymi melodiami, za które fani go uwielbiają. Byłem na paru koncertach Toto i wiem, że panowie mają różne dni. Występ zaklęty na omawianym podwójnym albumie został jednak zarejestrowany w ten lepszy. Oprócz wysypu większych i mniejszych przebojów otrzymujemy sporą dawkę jazz-rockowej energii, muzycznych łamańców i – przede wszystkim – niekwestionowanego profesjonalizmu i prawdziwych wzruszeń. Jak oni to robią, że po tylu latach nadal wierzą w te wszystkie historie, o których śpiewają, a jednocześnie opowiadają je tak, jakby ciągle mieli po 25 lat?

 
Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 03/2020

 


 

 

Adekaem - Sound Coloring

cd Hifi 03 2020 0008

Lynx Music 2017

 

Muzyka: k4
Realizacja: k3

„Z tyłu muzeum, z przodu liceum” – tą odwróconą wersją popularnego tekstu można podsumować omawianą płytę. Z jednej strony to, co proponuje Adekaem, powinno od dawna poniewierać się gdzieś na strychu; z drugiej – całość brzmi świeżo i zgrabnie. Zresztą, obiekty upamiętniające historię też bywają różne. Mogą straszyć samymi replikami i figurami woskowymi, a mogą też przyciągać narracją, która w nowy sposób opowiada o rzeczach pozornie mało atrakcyjnych. Innymi słowy, Adekaem gra tak, jakby rok 2000 nigdy nie nadszedł. Recenzenci wprawdzie rozpływali się nad „nowoczesnym kierunkiem” i „odejściem od neoprogresywnego grania”, ale spójrzmy prawdzie w oczy: wszystko, co słyszymy na tej płycie, to bezpieczny, do bólu zgrany schemat sprzed lat. Miłośnicy takiej estetyki odetchną z ulgą. Przeciwnicy westchną z bezsilnością. Jest jednak w tym albumie z 2017 roku coś tak magnetycznego, że nie chce się go przestać słuchać. To naprawdę urocza praca licencjacka, mocno inspirowana dźwiękami znanymi nam dobrze z twórczości Pink Floyd, Marillion czy Pendragona. Do pracy magisterskiej trzeba się jednak bardziej przyłożyć. A to, jeśli – rzecz jasna – chcemy napisać ją samodzielnie, wymaga talentu, czasu, pracy, dyscypliny i konsekwencji. Czego zespołowi życzę.

 
Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 03/2020

Tom Walker - What A Time To Be Alive

cd022020 0001

Relentless Records 2019

 

Muzyka: k4
Realizacja: k3

 

„What A Time To Be Alive” to płyta dla sympatyków pop-rockowej ballady. Tom Walker to 27-letni brytyjski muzyk, który na scenie stawia pierwsze kroki. Jego głos przypomina mieszankę wokalu Eda Sheerana i Rag’n’Bone Mana. Do swoich ulubionych wykonawców Walker zalicza Muddy’ego Watersa i Paolo Nutiniego. Zasłynął przebojem „Leave A Light On”, który w 2018 roku dotarł do pierwszej dziesiątki brytyjskiej listy przebojów i był wysoko notowany w wielu krajach. W czasie tegorocznych Brit Awards Walker został uznany za najbardziej wyróżniającego się młodego wokalistę. Wygląda więc na to, że czeka go spektakularna kariera. O ile oczywiście skomponuje więcej utworów na miarę „Leave A Light On” oraz kilku innych, które znalazły się na omawianej tu debiutanckiej płycie. Otwierający ją rockowy utwór „Angels” może stać się hitem. Szanse na powodzenie mają też ballada „Fade Away”, uroczy „Dominoes” oraz „Now You’re Gone”. Ten ostatni Walker śpiewa w duecie z Zarą Larsson. Pierwszy singlowy przebój Walkera („Just You and I”) dowodzi, że miał zadatki na utalentowanego twórcę, zanim jeszcze trafił do studia, aby zarejestrować cały longplay „What A Time To Be Alive”.

Grzegorz Walenda

Źródło: HFiM 02/2020


 

 

Flying Colors - Third Degree

cd022020 0002

Mascot Label Group 2019

 

Muzyka: k4
Realizacja: k3

 

Rock progresywny, reprezentowany przez Yes czy Genesis, nie ma już tylu przedstawicieli, co dawniej. Mimo to nadal jest wykonywany po obu stronach Atlantyku. Świetnie się w nim odnajdują Skandynawowie, czego przykładem szwedzka formacja The Flower Kings. Tym razem jednak będzie o Amerykanach i to takich, którzy na co dzień grają w różnych zespołach, natomiast okazjonalnie łączą siły pod szyldem supergrupy Flying Colors. Tworzą ją Neal i Steve Morse (znani, odpowiednio, ze Spock’s Beard i Deep Purple), Mike Portnoy (Dream Theater), Casey McPherson (Alpha Rev) i Dave La- Rue (Dixie Dregs). Na trzeciej płycie formacji nie znajdziemy szczególnie wyrafinowanych kawałków, ale singlowy przebój „More” zawiera wszystko, czym progresywny rock powinien się charakteryzować. Są zatem gitarowe riffy i solówki. Jest dynamiczna perkusja i nie brakuje efektownych partii na syntezatorze. Do tego mocny, choć złagodzony chórkami wokal. Album otwiera udana kompozycja „The Loss Inside” – dynamiczna, z głosem wysuniętym przed instrumenty. Taki właśnie ma być progres – miejscami ostry, kiedy indziej łagodny, a nawet ckliwy, jak w balladzie „You Are Not Alone”, z tekstem opowiadającym o huraganie Harvey. Może nie wszystkie wykonania dorównują popisom klasyków gatunku, ale sympatycy rocka progresywnego powinni być zadowoleni.

Grzegorz Walenda

Źródło: HFiM 02/2020


 

 

Tom Petty and The Heartbreakers The Best Of Everything: The Definitive Career Spanning Hits Collection 1976-2016

cd022020 0003

Universal Music Polska 2019

 

Muzyka: k4
Realizacja: k3

 

Czas płynie, wszystko się zmienia, a legendy odchodzą. Nawet te, które towarzyszyły nam od zawsze i wydawały się naturalną częścią kulturowego krajobrazu. Artyści mają jednak to szczęście w nieszczęściu, że pozostawiają po sobie twórczość. Twórczość, do której możemy sięgać jeszcze wiele lat po ich odejściu. Tom Petty był u nas znany, choć nie tak bardzo jak u siebie, w USA. Niektórzy twierdzą, że grał country, ale to bzdura. Kierunek, w którym się poruszał, to przede wszystkim southern rock. A że umiał ciekawie wplatać wątki folkowe, bluesowe i rock’n’rollowe? No cóż, chwała otwartości jego umysłu. Nie była to jedyna umiejętność Toma Petty’ego. Artysta komponował również międzynarodowe hity. I właśnie z tego typu utworów składa się dwupłytowy przegląd jego muzycznej kariery, który jakiś czas temu ukazał się w Polsce. Znajdziemy tu radiowe klasyki, które zna każdy, ale także mniej oczywiste utwory, które warto poznać. Nawet jeśli się nie gustuje w takiej muzyce, dobrze mieć tę płytę w kolekcji. Bo to znakomicie uformowany crème de la crème.

Michał Dziadosz

Źródło: HFiM 02/2020