fbpx

HFM

artykulylista3

 

Bronka #wczoraj_i_dziś

cd122020 001

Warszawa 2019

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

„Wanda i Banda epoki iPhone’a” – to pierwsza refleksja, która mnie naszła przy otwierającym płytę utworze „Po_nieboskłonie”. Ale chwilę później zorientowałem się, że tutaj nie ma przecież żadnej bandy, a Bronka działa solo i to dosłownie. Uproszczenie było nietrafione również pod względem muzycznym, bo choć początek „#wczoraj_i_dziś” rzeczywiście sprawia wrażenie dynamicznego, to następujące po nim dźwięki częściej roztapiają się w błogiej przestrzeni, niż zabierają na dynamiczną przejażdżkę. Muzycznie album stanowi syntezę nowoczesnego popu, inteligentnej elektroniki i rocka. Z pewnością Dominika Bronka Szcześniak ma swój własny styl. Ale „#wczoraj_i_dziś” to płyta nierówna! Fragmenty magiczne i piękne przeplatają się z mniej porywającymi. Co to może oznaczać? Chyba jedynie to, że nad Bronką nikt nie stał i nie mówił „zostaw to/usuń tamto”. Bo jeśli potrafi tworzyć tak wspaniałe utwory, jak „Kołysanka” czy „Taniec”, to nie jest możliwe, by nie potrafiła utrzymać całego wydawnictwa na takim poziomie. Czasem wystarczy się uzbroić w cierpliwość. Choć wiadomo, że artyście myślącemu po staremu ciężko jest istnieć bez albumu. Dlatego w tym wypadku bierzemy poprawkę na niezależność Bronki i dajemy jej kredyt zaufania!

Michał Dziadosz

 


 

 

Igor Herbut - Chrust

cd122020 002

Agora Muzyka 2020

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Igor Herbut to wokalista zespołu LemON, który cieszy się w naszym kraju sporą popularnością. Trudno analizować, czy w gronie uczuciowych licealistek, czy wśród poważnych melomanów. Mnie się to nigdy nie podobało. Permanentna ścieżka dźwiękowa do serialu dla wrażliwych nastolatków. Inaczej z pierwszą solową płytą Herbuta. Może to jest ten właściwy moment, do którego dążył? Może wszystko wcześniej było jedynie przynętą? „Chrust” sprawia wrażenie przemyślanego. Nie wykalkulowanego, a właśnie przemyślanego. Większość utworów opiera się na instrumentach akustycznych, przestrzennych fortepianach i refleksyjnych tekstach, śpiewanych delikatnym głosem wokalisty. Sporo tu ducha tradycyjnej polskiej poezji śpiewanej. Ktoś usłyszy Grzegorza Turnaua, ktoś inny Marka Grechutę. I choć wszystko jest na dobrej drodze i naprawdę ma potencjał, to pewne sfery trzeba jeszcze dopracować. Nawet jeśli Igor Herbut uważa się już za artystę kompletnego (co bardzo „światowa” okładka mogłaby potwierdzać), to są do przerobienia dwie rzeczy. Wkurzająca, nadużywana transakcentacja, która sprawia, że zwyczajnie ciężko się słucha tych (dobrych) tekstów. I melodie. Za mało tych naprawdę pięknych, choć, ogólnie, brzydko nie jest.

Michał Dziadosz

 


 

 

Janek Pentz - Eternity

cd122020 003

Janek Pentz 2019

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Jeśli jesteście fanami fingerstyle, to na pewno wiecie, kim jest Janek Pentz. W Polsce objawił się kolejny artysta, którego twórczość nie ogranicza się do krótkich występów w telewizyjnych konkursach talentów. To żaden przytyk do Marcina Patrzałka, bo też gra świetnie, choć zupełnie inaczej. Tymczasem Janek Pentz nie osiągnął jeszcze szczytu swoich możliwości technicznych, ale podchodzi do wykonywanego rzemiosła z głową i sercem oraz – przede wszystkim – z sensem. Jego korzenie są rockowo-metalowe, więc nawet w pozornie łagodnych strukturach udaje mu się przemycić sporą dawkę energii. Choć nie ulega wątpliwości, że „Eternity” to głównie święty spokój. A jeśli nie wiecie, czym jest fingerstyle, a lubicie przestrzenne brzmienie gitary akustycznej w wersji kameralnej lub poszukujecie płyty na długie, klimatyczne wieczory, z całą pewnością musicie sięgnąć po ten album. Dlaczego? Bo to dziesięć autorskich kompozycji na wysokim poziomie. Bo kryje się w nich przestrzeń, piękno i tajemnica. Bo mało jest dziś płyt, które nie uwodzą słuchacza banałem albo nie drażnią elitarną pretensjonalnością. Janek Pentz, mimo młodego wieku, posługuje się niesamowitym zmysłem równowagi, zarówno pod względem estetycznym, jak i merytorycznym. n

Michał Dziadosz

 


 

 

Lizard - Master & M

cd112020 004

Audio Cave 2019

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Mamy do czynienia z reedycją płyty z roku 2013. Krążek został poddany kompletnemu remiksowi i ogólnemu odświeżeniu. Audio Cave stoi na straży dziedzictwa muzyki Lizarda i dba, żeby kolejne pokolenia młodych melomanów miały szansę zaznajomić się z twórczością grupy. Warto wspomnieć, że choć zespół istnieje od bardzo dawna, zdarzało mu się zaliczać przerwy w działalności. „Master & M” ukazało się po jednej z tych najdłuższych. Osiem lat temu wszystkim wydawało się, że Lizard już nigdy nie wróci, a tu niespodzianka. Powrócił i to w dobrym stylu. Na tym albumie znajdziemy dobrze osadzoną syntezę wszystkiego, co najlepsze w klasycznym (choć nie do bólu) rocku progresywnym. Lizard jest w pełni świadomym tworem. Świadomym zarówno siebie, jak i swoich inspiracji. Nie ma więc mowy o wtórności ani odcinaniu kuponów. Jest ostra walka z materią i bardzo dużo świeżości. To nie jest łatwa płyta. Muzycy sami określają swoją twórczość jako „ciężką, trudną i nieprzyjemną”. Ta kokieteria nie ma jednak odbicia w rzeczywistości, bo choć faktycznie dwa pierwsze określenia jeszcze jakoś pasują, to ostatnie już nie. Wszystko jest kwestią gustu i z całą pewnością fani Zenka Martyniuka nie pokochają „Master & M”, ale poszukiwacze dźwięków frapujących lub „frippujących” – już tak.

 Michał Dziadosz


 

 

Marek Dyjak - Piękny instalator

cd112020 005

Agora Muzyka 2019

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Od premiery „Pięknego instalatora” minęło trochę czasu, ale panuje pandemia, więc jesteśmy usprawiedliwieni. Kto miał płytę usłyszeć, zapewne już ją usłyszał. Kto nie miał tej sposobności, niech najpierw przeczyta tę recenzję. Bo nie ma co oceniać książki po okładce, a twórcy po nazwisku. Niejeden sapał, że muzyka zbyt wygładzona i zbyt ładna. Że Dyjak już nie tak szorstki jak dawniej, a „Piękny instalator” drażni kiczem. Ludziom nigdy nie dogodzisz. Rzeczywiście, pod względem produkcji jest bardziej światowo. Dużo pomysłów, patentów i wstawek. Kto się spodziewał więziennych tang, nagrywanych na dyktafon, ten może się zawieść. Dyjakowi bliżej do Ryszarda Rynkowskiego niż kiedykolwiek wcześniej, ale bez przesady. Ten artysta jest tak wyrazisty, że nie sposób go pomylić z kimś innym. A że na płycie są ładne melodie? No trudno. Jak ktoś ma z tym problem, to niech nie słucha. Dla mnie to atut. Nawet jeśli – jako zwolennikowi piękna w klasycznej postaci – początkowo ciężko mi było przebrnąć przez tę chropowatość. „Gintrowski spod ciemnej gwiazdy”, „Garou dla twardzieli” – nazywajcie go sobie, jak chcecie. Ja jeszcze do tej płyty wrócę. Nastąpi to w ciemną zimową noc. Będzie pasować idealnie.

 Michał Dziadosz


 

 

Małgorzata Markiewicz - Bring The Light

cd112020 006

Opus Series 2020

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Małgorzata Markiewicz klaskała, przepraszam, śpiewała u Rubika. Ale pamięć medialna jest tak krótka, że pewnie nikt tego nie pamięta. Zacznijmy zatem od twardego resetu. Artyści nie lubią porównań, ale recenzje są dla Was, Szanowni Czytelnicy, a nie dla nich. Żeby więc jak najkrócej wytłumaczyć, kim artystycznie jest Małgorzata Markiewicz, trzeba by sięgnąć do równoległej czasoprzestrzeni, w której Anna Maria Jopek nie zrobiła spektakularnej kariery, ale ciągle działa i wydaje niszowe, choć dobre płyty. Tak sobie to wyobrażam. A kiedy dodamy do tego szczyptę fortepianowego soulu, odrobinę funky i dobry pop-jazz, wówczas uda nam się określić kierunek tego albumu. Markiewicz nie zamyka się w jednej estetyce, a wychodzi naprzeciw różnym gatunkom. Słychać tu też sporo balladowej Kai i innych wątków, którymi bawi się konsekwentnie i swobodnie. Trzeba przyznać, że „Bring The Light” jest nie tylko świetnie zaśpiewana, ale też dobrze zagrana. Starannie dobrani muzycy nie kombinują za bardzo, ale też nie grają jak w barze mlecznym w poniedziałek, co bywa zmorą wielu polskich płyt, sygnowanych przez ciągle prawie ten sam skład zaniżających loty grajków.

 Michał Dziadosz