HFM

artykulylista3

 

Goran Bregović - Three Letters From Sarajevo

cd022018008

Mercury Music Group 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Urodzonego w Sarajewie muzyka znają u nas wszyscy melomani, zwłaszcza po jego współpracy z Kayą i Krzysztofem Krawczykiem. Dla porządku przypomnę, że pierwsze sukcesy odnosił w latach 70. XX wieku w jugosłowiańskiej formacji rockowej Bijelo Dugme. Później udało mu się podbić serca kinomanów muzyką do kilku obrazów Emira Kusturicy. Krążek „Three Letters From Sarajewo” nie zaskakuje. Nadal mamy do czynienia z ludową muzyką z rodzinnych stron autora, przez niego ułożoną (w większości) lub przynajmniej zaaranżowaną, jak w przypadku tradycyjnego utworu „Mazel Tov”. Dominującym instrumentem jest gitara, choć gra się tu niemal na wszystkim. Tak się zwykle dzieje w przypadku muzyki świata, a tej na płycie Bregovića nie brakuje. Już sam fakt, że album nagrywano w Tel Awiwie, Paryżu, Tuzli (BiH) oraz Belgradzie, sugeruje, że otrzymamy muzykę różnorodną pod względem korzeni kulturowych. Dodatkowych atrakcji dostarcza udział oryginalnych muzyków: Algierczyka Rachida Tachy, hiszpańskiej wokalistki Bebe czy izraelskiego rockmana i muzyka folkowego Asafa Avidana. Płyta idealna dla miłośników brzmień orientalnych, pulsujących światowymi rytmami.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 02/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Maroon 5 - Red Pill Blues

cd022018012

Interscope Records 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Maroon 5 to amerykańska formacja pop-rockowa, z wokalistą Adamem Levine’em na czele. Jej produkcje są zróżnicowane pod względem nastroju, choć ze wskazaniem na potrzeby tanecznego parkietu. W tym kontekście najnowsza płyta „Red Pill Blues” nie zaskakuje. Zawiera zarówno melodyjne kawałki do wieczornego relaksu, jak i rytmiczne nagrania do dyskoteki. Znajome klimaty nie świadczą jednak, że zespół stanął w miejscu i przestał się rozwijać. Na nowym wydawnictwie znajdują się bowiem elementy, które dowodzą, że Maroon 5 nie osiedli na laurach i bacznie śledzą aktualne trendy. Te zaś nakazują zapraszać do studia scenicznych konkurentów i rapować do podkładu muzycznego. Przy tytułach nagrań znalazły się więc nazwiska lub pseudonimy słynnych gości. W utworze „What Lovers Do” śpiewa Sza, a w kilku innych występują Julia Michaels, Lunchmoney Lewis, ASAP Rocky i Kendrick Lamar. Trzej ostatni to, a jakże, raperzy. Członkowie Maroon 5 wsparli się znanymi nazwiskami, postarali o chwytliwy repertuar i sprawnie go wykonali. Luksusowa edycja albumu zawiera bonusowy krążek z nagraniami koncertowymi.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 02/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

DragonForce - Reaching Into Infinity

cd012018 001

earMusic 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

DragonForce przez większą część swojej kariery wzbudzał skrajne emocje. Ich przerysowany power metal, bazujący praktycznie w całości na popisach gitarowych, przysporzył im rzeszy fanów i tyleż samo przeciwników. Zespół od kilku lat wycofuje się ze swej niszy na rzecz bardziej stonowanej klasyki gatunku. Jego najnowsze wydawnictwo kontynuuje tę tendencję. „Reaching Into Infinity” to porcja chwytliwego i solidnego power metalu. Wśród utworów charakterystycznych dla gatunku twórcy przemycili kilka interesujących eksperymentów z thrash, a nawet death metalem. Umiejętności muzyków nie wyparowały, ale popisy nie przesłaniają już treści utworów. Jedyny problem polega na tym, że scena, na której grupa się pojawia, jest dość zatłoczona. I choć wcześniejsze dokonania DragonForce odpychały część odbiorców, to jednak plasowały zespół we własnej, odrębnej kategorii. Na „Reaching Into Infinity” muzycy, naprawiając to, na co narzekali malkontenci, w pewien sposób pozbawili się wyjątkowości. Stonowanie kompozycji i trzymanie gitarowych solówek na wodzy mogą sprawić, że muzyka DragonForce przypadnie do gustu szerszej publiczności. Z drugiej strony, prawdopodobnie nie zachwyci starszych wielbicieli. Nie zmienia to faktu, że mamy do czynienia z jedną z lepszych płyt w tym gatunku od dłuższego czasu.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 01/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Alice Cooper - Paranormal

cd012018 009

earMusic 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Nie wszystkie gwiazdy rocka umieją się starzeć z godnością. Wielu muzyków odeszło w niepamięć, ponieważ nie potrafili już zaoferować nic odkrywczego. Wydawało się, że do tej grupy zalicza się także Alice Cooper, jednak „Paranormal” udowadnia, że akurat on ma jeszcze coś do powiedzenia. Próżno szukać tu kolejnego „Poison” czy „No More Mr. Nice Guy”. Nie znajdziemy także przełomowych pomysłów. Jednak album broni się kilkoma ciekawymi zagrywkami gitarowymi, unikalną atmosferą, wpadającymi w ucho motywami oraz produkcją odwołującą się do przeszłości, lecz nie straszącą garażową jakością. Nie ma w tym większej filozofii, jest natomiast przyzwoity hard rock. Część kompozycji wydaje się nieszczególnie trafiona. Niektóre nieco się ciągną, czasem przynudzają melorecytacją, lecz wpadek jest na tyle niewiele, a prostej przyjemności ze słuchania na tyle dużo, że całość składa się na bardzo miłe doświadczenie. „Paranormal” to zdecydowanie nie materiał na płytę roku. Trudno też powiedzieć, że to klasyk, którego wszyscy powinni posłuchać. Jest to jednak zdecydowanie jedna z lepszych propozycji dla każdego, kto ma ochotę spędzić przyjemny wieczór z klasycznym rockiem.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 01/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Nagroda roku - Płyty roku 2017 - pop/rock

5865012018 001Nagroda roku - Płyty roku 2017 - pop/rock

 

Quiet Riot - Road Rage

cd122017 014

Frontiers 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Wiele starszych zespołów ma problem z odnalezieniem się na scenie, gdy minie ich pięć minut. Przeważnie otrzymujemy przewidywalne albumy, które jednak cieszą wiernych fanów zespołu. W tym wypadku jest znacznie gorzej. „Road Rage” to zwykła próba wyciągnięcia pieniędzy z kieszeni niezorientowanych słuchaczy. W tym momencie Quiet Riot to tylko naklejka na albumie. Z klasycznego składu zespołu pozostał jedynie perkusista Frankie Banali, którego gra nigdy nie była centralnym punktem kompozycji. Nie znajdziemy tu niczego, co zagwarantowało sukces „Metal Health”. Brakuje gitarowych solówek, chwytliwych wokali czy porywających kompozycji. Najbardziej zaś załamuje samo wykonanie. Nowemu wokaliście Seannowi Nicolsowi nie wystarcza skali, a co gorsza – stara się nas przekonać, że wcale tak nie jest, co skutkuje wieloma, bolesnymi dla wszystkich, górami. Realizacja również woła o pomstę do nieba. Całość brzmi płytko, a niskie rejestry zostały wyciągnięte, pomimo braku jakiejkolwiek ciekawej treści w partiach gitary basowej. Brzmienie perkusji zaś przypomina tani automat. Mamy tu do czynienia ze średnim hard rockiem w okropnej oprawie, który próbuje zwabić słuchaczy nazwą zespołu. Omijajcie szerokim łukiem.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 12/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF