HFM

artykulylista3

 

Janusz Estep Wykpisz Wszystko zmyśliłem

cd042022 2 011

Flower Records 2021


Muzyka: k3
Realizacja: k3

Dobrze, że jestem w świetnej formie, bo zabranie się za tę płytę w deszczowy, poniedziałkowy poranek mogłoby się skończyć zepsutym startem w nowy tydzień. I to wcale nie dlatego, że coś z nią jest nie tak. Jej pierwsza część to po prostu totalny dół. Teksty, oględnie mówiąc, nie napawają optymizmem. Szczególnie jeśli się w nie wczujemy. Bo dzieło artystyczne można potraktować z dystansem godnym mędrca i uśmiechnąć się pobłażliwie. Jednak z albumem „Wszystko zmyśliłem” nie jest tak prosto. No i samemu Wykpiszowi też się należy szacun na dzielni, bo nie urodził się wczoraj, choć pewnie jego nazwisko nie każdemu coś powie. Zorientowanym w krajowym bluesie i rocku na pewno jednak takie zespoły jak Gang Olsena czy Obstawa Prezydenta są znane. Właśnie w nich działał wokalista. Dziś, po wielu latach na scenie, przychodzi do nas z pierwszą solową płytą. Dobrze nagraną, świetnie zagraną i charakterystycznie zaśpiewaną. Za co tak wysoka ocena? Za styl, za poziom, za klimat. Warto też zwrócić uwagę na linie wokalne, które są naprawdę jakieś, nie tylko pod względem wykonawczym, ale również kompozycyjnym. To dziś rzadkość, bo większość muzyków nie słyszała o istnieniu tak dziwnego i tajemniczego zjawiska jak… melodia.

Michał Dziadosz

 


 

 

Maciej Lenartowicz - Nagi w pokrzywach

cd032022 002

Dla Kontrastu 2021


Muzyka:nie podejmuje się oceny
Realizacja: k3

Maciej Lenartowicz proponuje ciekawy muzyczno-słowny eksperyment z pogranicza różnych estetyk, z przewagą elektroniki. Ciemnej, analogowej, industrialnej, ale niepozbawionej naturalnego groove’u. Pod pewnymi względami przypomina to dźwięki z płyty „Trial” zespołu Annalist, wydanej w roku 2000. Sięgając do wzorców międzynarodowych, można się odwołać do klimatu grupy Sisters of Mercy, która jamuje z Depeche Mode. Nie ma tu jednak mowy o kopiowaniu ani wtórności. Artysta dodaje sporo od siebie. Również na płaszczyźnie tekstów, kontestujących zastany porządek. Z jednej strony przekaz nie jest zbyt optymistyczny; z drugiej – skłania do refleksji nad koniecznością zmian. Zmian nieuniknionych, które często zależą tylko od nas samych i świadczą o dojrzałości. Materiał jest obiecujący, ale to, niestety, tylko EP-ka z czterema utworami. Jak będzie pełny album, to pogadamy o ocenie. Do tego czasu trzeba: 1. poprawić mastering, tak żeby przyzwoicie brzmiał nie tylko na dobrym sprzęcie domowym, ale również na trochę gorszym (ginie wokal); 2. jeżeli tekst jest ważny – usprawnić selektywność linii wokalnych; 3. uporządkować chaos panoramiczny i pasmowy, ale nie zmieniać basu, ani na poziomie pasm, ani brzmień instrumentów, bo jest super.

Michał Dziadosz

 


 

 

Jasmeno - Elixir

cd032022 003

Lynx Music 2021


Muzyka: k3
Realizacja: k3

Starajmy się być sprawiedliwi, ale ocena dzieła niech zawsze pozostaje niezależna od czynników towarzyszących. Szczególnie że przyjęta przez nas skala ma czemuś służyć. Nieważne więc, czy materiał nagrywano dziesięć lat, czy pół roku. Nieważne, czy w domowym studiu, czy w drogim konglomeracie, pełnym legendarnych maszyn. Liczy się wyłącznie efekt i to, co otrzymujemy do posłuchania. A jak jest w tym przypadku? Bez wątpienia napracowano się tu konkretnie i trzeba to docenić. Album kipi od brzmień, pomysłów, motywów, ale również od międzynarodowych gości. Powoduje to jednak wrażenie bałaganu. W mojej opinii za mało jest tu wyraźnej pieczęci producencko-aranżacyjnej. Programowana perkusja na pewnym poziomie może drażnić. Niesamowicie przestrzenne brzmienia klawiszy nie są równoważone analogowym ciepłem. Odczuwa się wielki cyfrowy chłód. Aby „Elixir” docenić, trzeba się nastawić na określone warunki. Jeżeli lubimy ambitniejszą elektronikę lub komputerowy pop progresywny, w którym więcej jest klawiszy niż czegokolwiek innego, to album powinien się przyjąć. Jeżeli jednak szukamy odmiennych brzmień i wymagamy od muzyki przekroczenia bariery roku 2000, może być różnie. Płyta raczej dla miłośników konkretnej estetyki.

Michał Dziadosz

 


 

 

Loonypark - The 7th Dew

cd032022 001

Lynx Music 2021


Muzyka: k3
Realizacja: k3

Odpocząłem przy tej płycie. Lekkość, melodia i czad. Tak można by ją podsumować. Loonypark proponuje tradycyjny art rock, choć nie bez wpływów hard rocka, jazzu i ambientu. Robi to z niezwykłą mocą i świeżością. Biegłość instrumentalistów i niesamowity wokal Sabiny Goduli-Zając stanowią znakomity punkt wyjścia do naprawdę jakichś kompozycji. Albo odwrotnie. Brzmieniowo Loonypark buduje pomost pomiędzy współczesnością a latami 80. XX wieku. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że formuła, jaką zespół przedstawia, nie zahacza o współcześnie źle rozumiany rock progresywny, który dawno się zmienił w progresywny hałas. Mocniejsze wątki mają tu znaczenie głównie w kontekście napięcia, jakie Loonypark potrafi zbudować. Ale prócz owego napięcia jest tu też sporo przestrzeni. W tym przestrzeni dla wokalu, co nie zawsze jest oczywiste. Paradoksalnie, ten nie miałby najmniejszego problemu z przebiciem się przez ścianę dźwięku, ale instrumentaliści zachowują się kulturalnie, co świadczy o klasie i wysmakowaniu wydawnictwa. „The 7th Dew” to płyta nie tylko dla zwolenników gatunku. Dla mnie to prawdziwa „polska alternatywa”. Bo w przeciwieństwie do grona wykonawców, którzy tak są oficjalnie określani, Loonypark naprawdę na nic się nie ogląda. Robi swoje i robi to dobrze. Bez dotacji, bez sponsorów, bez znanych kolegów i bez podlizywania się publiczności.

Michał Dziadosz

 


 

 

Novela - 39:54

cd032022 004

Wydanie własne 2021


Muzyka: k3
Realizacja: k3

Nie będzie łatwo, ale nie będzie też trudno. Będzie prosto. Plusy: – Kompozycje: Nie ma wstydu. Jest świadomość. Zespół nie nudzi schematami, mimo że od schematów nie odbiega jakoś strasznie daleko. – Melodie: Mimo świadomości i osłuchania, Novela nie boi się melodii. Większość z nich jest zapamiętywalna już przy drugim przesłuchaniu CD. – Niesamowicie sprawni instrumentaliści: Towarzystwo umie grać. Czasem aż za bardzo. – Świetna okładka: Choć wkładka już niekoniecznie, gdyż czcionka w książeczce karykaturalnie mała, co jest nie bez znaczenia, o czym dalej. Minusy: – Realizacja wokalu: Głos często ginie w aranżach, więc tekstów trzeba się domyślać, a przeczytać nie jest łatwo ze względu na mikroskopijną czcionkę. Novela kipi energią. Przydałoby się wprowadzić jakiś porządek i zrobić więcej miejsca dla głosu, który czasem nie może się przebić. – Zbite brzmienie całości: Wynika prawdopodobnie z tego, że zespół nawarstwił zbyt wiele elementów na sekundę. Pewnie dlatego głos czasem ginie i rzadko można liczyć na oddech. Nawet najlepsze studio tego nie załatwi. Trzeba o tym pomyśleć już w sali prób. Podsumowanie: „39:54” to dobra płyta dla osób tęskniących za dynamicznym polskim rockiem, nawiązującym do tego, co się działo w jego złotej i srebrnej erze, czyli latach 80. i 90. XX wieku. Ale nie bez odwołań do Rush, Dream Theater, a nawet Toto.

Michał Dziadosz

 


 

 

Romantic Funk - Romantic Funk

cd032022 005

Universam 2021


Muzyka: k3
Realizacja: k3

Niniejsze wydawnictwo jest przeznaczone głównie dla fanów muzyki z lat osiemdziesiątych i to niekoniecznie tej z list przebojów. W pełni świadomie poprowadzona narracja, nie tylko poprzez harmonie, przestrzenie i klimat, ale również rasowe instrumenty z epoki, mogłaby spokojnie służyć jako ścieżka dźwiękowa do wysokobudżetowego amerykańskiego serialu pokroju „Miami Vice”. Dynamiczna instrumentalna muzyka pasuje do nocnej jazdy samochodem. Za wszystkim stoi Waldemar Kuleczka, znany m.in. z zespołu Papa D. Muzyk okrzesany, ale nie czerstwy. Zaproszeni do projektu koledzy dotrzymują mu kroku. Kompozycje kipią od autorskich pomysłów, ale również inteligentnie wplatanych cytatów. Na tle setek nieprofesjonalnych albo profesjonalnych, ale nijakich płyt ta wypada wyjątkowo świeżo, odważnie i szczerze. Czy ten materiał ma jakieś wady? Tak. Trzeba się przygotować na oldskulowe brzmienie w bezpiecznym paśmie, charakterystycznym dla produkcji sprzed czterech dekad. Momentami pojawia się też zbyt brawurowy synkretyzm. Będzie przeszkadzał ludziom, którzy zapomnieli, że fusion może przybierać bardziej rozrywkową formę. Dla niektórych nie będzie to ani romantic, ani funk, ale nadmierna analiza gatunkowa nie jest wskazana, gdy mowa o zwyczajnie dobrej muzyce. Polecam.

Michał Dziadosz