fbpx

HFM

artykulylista3

 

Sparks - A Steady Drip, Drip, Drip

cd0092020 006

BMG 2020

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Sparks to amerykański duet, który tworzą bracia Mael – Russell (wokal) i Ron (instrument klawiszowe). Grają razem od 1967 roku, tworząc piosenki pop z nie zawsze poważnymi tekstami, za to z oryginalną aranżacją. Russell wielokrotnie rejestruje swoje partie wokalne, tworząc z nich niecodzienne harmonie, na granicy chorału i arii operowej. Tak było na ich debiutanckim albumie z 1971 roku („Halfnelson”, przemianowanym rok później na „Sparks”) i nie zmieniło się do dziś. Płyta „A Steady Drip, Drip, Drip” nie jest może tak odkrywcza i przebojowa, jak „Kimono My House” z 1974 roku i nie dorównuje „Hippopotamusowi” sprzed trzech lat, ale ma swoje zalety. Russell Mael wciąż dysponuje takim samym głosem jak pół wieku temu, a Ron po mistrzowsku potrafi bratu akompaniować. Fortepian w utworze „One For the Ages” świetnie się łączy z rytmiczną elektroniką i partiami wokalnymi Russella. W „Onomato Pie” słychać połączenie popu z wodewilem. Duet słynie z takiego mariażu i nagrał w tym klimacie niejeden hit. Członkowie Sparks nie stronią również od rocka, czego przykładem nagranie „I’m Toast”. W ich repertuarze znajdują się również ballady, które na „A Steady Drip, Drip, Drip” reprezentuje kompozycja „Please Don’t Fuck Up My World”.

Grzegorz Walenda

 


 

 

The Boomtown Rats - Citizens Of Boomtown

cd0092020 007

BMG 2020

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Irlandzka grupa The Boomtown Rats ma długą historię – debiutowała w 1975 roku w Dublinie. Nie może się jednak pochwalić licznymi albumami, ponieważ ma ich w dorobku zaledwie siedem. Ostatnio zespół długo pauzował. Od poprzedniego longplaya upłynęło aż 36 lat. Przyczyn jest wiele, ale najważniejsza tkwi w osobie lidera, którym jest Bob Geldof. Muzyk ma na koncie pięć płyt solowych, które odciągały go od pracy pod szyldem Boomtown Rats. Zasłynął też jako organizator wielu akcji charytatywnych, z których najsłynniejsza to widowisko Live Aid z 1985 roku. Jego celem była zbiórka funduszy na walkę z głodem w Etiopii. Geldof wystąpił również w kilku filmach, m.in. w „The Wall”. Wskrzeszenie grupy The Boomtown Rats także było jego pomysłem i to on skomponował większość nowych piosenek. Utwory nawiązują do muzyki rockowej minionych czasów. Do nagrań takich gwiazd, jak The New York Dolls, Mott the Hoople czy David Bowie. Słyszymy znane brzmienia, ale we współczesnym wydaniu. Zagrane przez weteranów sceny muzycznej, z charakterystycznym wokalem Geldofa na pierwszym planie. Jeżeli ktoś zna twórczość The Boomtown Rats, to zapewne już kupił płytę lub przesłuchał ją w serwisie streamingowym. Melomanom, którzy grupy nie kojarzą, polecam ten niesztampowy krążek, choć uprzedzam, że nie wszystkie kompozycje są godne uwagi.

Grzegorz Walenda

 


 

 

Perfume Genius - Set My Heart on Fire Immediately

cd0092020 008

Matador Records 2020

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Perfume Genius to pseudonim Mike’a Hadreasa, amerykańskiego kompozytora, wokalisty i multiinstrumentalisty. Cztery jego wcześniejsze płyty zawierały bogato oprawiony elektroniką pop, z łagodnym, wysoko postawionym głosem autora na pierwszym planie. Kompozycje z tegorocznej propozycji artysty są utrzymane w zbliżonej stylistyce, a teksty – podobnie poetyckie, szczere i prowokacyjne. W aranżacjach dominują syntezatory, choć niekiedy odzywają się również instrumenty akustyczne. W czterech nagraniach słychać nawet wiolonczelę, a w trzech rozbrzmiewa saksofon. Bohaterowi płyty udało się namówić do współpracy tak renomowanych muzyków, jak Jim Keltner (perkusja) i Pino Palladino (bas). Razem grają kompozycję „Describe”. Mimo to nowy album Perfume Geniusa nie wciąga tak jak jego fantastyczny poprzednik sprzed trzech lat, zatytułowany „No Shape”. Dopiero po dłuższym słuchaniu można się do niego przekonać. Polecam zwłaszcza utwór „Moonbend” z rozbudowanymi harmoniami wokalnymi i zgrabną partią gitary oraz melodyjną kompozycję „Just A Touch”. Wokale w „Some Dream” mogą się podobać, a finałowa, oszczędna kompozycja „Borrowed Light” robi duże wrażenie. Niepokojąca muzyka na niejeden wieczór.

Grzegorz Walenda

 


 

 

Lucinda Williams - Good Souls Better Angels

cd0092020 009

Highway 20 Records 2020

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

W twórczości włoskiego kompozytora i pianisty Ludovica Einaudiego liczy się przede wszystkim klimat czy nawet – mikroklimat. Proste, krótkie, melodyjne tematy, rozpięte na nieskomplikowanych strukturach rytmicznych, są wielokrotnie powtarzane, przez co stają się dla ucha znajomą i nieinwazyjną mantrą. Między dźwiękami jest sporo przestrzeni – ciszy; miejsca na oddech, refleksję i wyobraźnię. Dla melomanów i dla samego autora. „Seven Days Walking” to projekt muzycznych zapisków, na które Einaudi wyruszał w kolejnych dniach tygodnia. W przechadzce dnia pierwszego kompozytorowi a zarazem pianiście towarzyszą wiolonczela (Redi Hasa) i skrzypce lub altówka (Federico Mecozzi). Przyjemnie iść razem z nimi, zwłaszcza gdy wokół pojawia się mgła („Low Mist”) lub gdy szlak wyznaczają lisie tropy („Fox Tracks” – udane naśladowanie drobnych kroczków). Pojęcie symetrii („A sense of symmetry”) wyjaśnia Einaudi rytmem zgoła niesymetrycznym, czyli melancholijnym walczykiem. W najdłuższym, ośmiominutowym „A Path of Fossils” dzieje się, jak na tę płytę, zaskakująco dużo i w melodii, i w harmonii, a jest to minitraktat o… skamielinach – szczątkach roślin i zwierząt napotkanych na leśnej ścieżce. Steinway brzmi po prostu cudownie. Widać wychodzące z wnętrza dźwięki. Nie byłoby tej i takiej płyty, gdyby stroiciel John Elliot nie przygotował wspaniale fortepianu, a ekipa realizatorów Air Studio nie wykorzystała niesamowitej akustyki gmachu Lyndurst Hall w Londynie. Brawo!

Grzegorz Walenda

 


 

 

Krzysztof Cugowski - 50/70. Moje najważniejsze

cd0708 007

Mystic Production 2020

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Krzysztof Cugowski to jeden z najlepszych polskich wokalistów. Świetnie sobie radził z Budką Suflera, ale dużo do pokazania ma również jako solista. Warto przypomnieć, że 46 lat temu odbyła się słynna sesja Budki, na którą Romuald Lipko przygotował własne kompozycje. Dziennikarz Jerzy Janiszewski poradził jednak muzykom, by nagrali „Ain’t No Sunshine”, do którego polski tekst napisał Adam Sikorski. W ten sposób powstał „Sen o dolinie”, który rozsławił głos Cugowskiego w całej Polsce. „70” w tytule najnowszego albumu to aktualny wiek piosenkarza, zaś „50” – liczba lat, które spędził na scenie. Wydawnictwo składa się z dwóch krążków. Na pierwszym znalazły się utwory starsze, choć nagrane na nowo; na drugim – materiał z koncertu zarejestrowanego w Lublinie z Zespołem Mistrzów. Trudno do czegokolwiek zgłosić zastrzeżenia. Bohater płyty w obu odsłonach prezentuje świetną formę wokalną, a towarzyszący mu instrumentaliści sprawnie mu akompaniują. Do tego w programie znalazły się same hity, ze „Snem o dolinie” na czele. Zabrakło jedynie wspaniałej ballady „Z dalekich wypraw”, ale trudno wymagać wszystkiego. Fantastyczny album, uświetniający dwa okrągłe jubileusze jego bohatera.

Grzegorz Walenda

 


 

 

Bill Fay - Countless Branches

cd0708 008

Dead Oceans 2020

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Bill Fay to brytyjski wykonawca o melodyjnym głosie i nietypowo przebiegającej karierze. Debiutował w 1970 roku, a w kolejnym wydał swój drugi album. Oba zawierały melancholijne, bogato zaaranżowane kompozycje, z głosem i fortepianem na pierwszym planie. Pomimo walorów artystycznych, utwory Faya nie zdobyły większego uznania, więc wytwórnia zerwała z nim współpracę. Po latach płyty wznowiono i tym razem zyskały zaskakującą popularność. Autor wrócił więc do studia i od 2005 roku nagrał cztery krążki. Najnowszy – „Countless Branches” – ukazał się w roku 2020 i stylistycznie jest podobny do debiutu. Kompozycje nie straciły wdzięku. Jedynie głos autora stał się bardziej szorstki, choć wcale nie brzmi gorzej. Jeżeli ktoś lubi kameralny, melancholijny śpiew przy fortepianie, to koniecznie powinien posłuchać. Na płycie nie ma słabszego nagrania. Wszystkie wciągają i przyjemnie relaksują. Zabrakło dużej orkiestry, która potęgowała brzmienie pierwszych krążków, jednak fortepian i kilka instrumentów towarzyszących wystarczyły do zgrabnej oprawy nowych ballad 77-letniego Billa Faya. „Countless Branches” ukazało się w dwóch wersjach. Na jednej zapisano 10 nagrań; druga zawiera jeszcze 7 bonusów.

Grzegorz Walenda