fbpx

HFM

artykulylista3

 

Paul McCartney - McCartney III

cd042021 009

MPL Communications Ltd.

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Paul McCartney to obecnie najbogatszy muzyk rockowy. Nie musi się starać, by osiągnąć sukces, bo całe ich pasmo ma już w artystycznym dorobku. Zapewne dlatego do swej trzeciej, niemal całkowicie solowej płyty (gra z nim tylko kontrabasista Bill Black – były akompaniator Elvisa Presleya) podszedł zupełnie na luzie. Zarejestrował ją w domowym studiu. Ot tak, dla zabicia czasu, którego miał w nadmiarze w trakcie lockdownu. Może dlatego sesje nie zaowocowały wymyślnie opracowanymi melodiami, wyjątkowymi przesłaniami w tekstach czy nowatorskimi aranżami. Słyszymy muzyka w dobrej formie, ale też w repertuarze pozbawionym perełek. Owszem, albumu słucha się przyjemnie, ale czy któryś z pochodzących z niego utworów zapisze się w szerszej świadomości na dłużej? Ja na pewno wrócę jeszcze do ballady „The Kiss Of Venus”. Przypuszczam też, że skoczny numer „Seize the Day” nieraz mnie ucieszy, zwłaszcza jeżeli pojawi się w radiu, gdy będę jechał samochodem. Nie wykluczam również, że zasłucham się ponownie w piosence „Women and Wives” i jej rozmarzonym tekście o przyszłości. Ale już „Lavatory Lil” i „Slidin’” jakoś mnie nie porwały. Mimo że album „McCartney” z 1970 roku również był skromny pod względem oprawy, to jednak zawierał przepiękne utwory „Maybe I’m Amazed” i „Junk”, od których nadal trudno mi się oderwać. Takich na „McCartney III” nie ma. A może po prostu trzeba z tą płytą pobyć dłużej? n

 

Grzegorz Walenda

 


 

 

Bon Jovi - 2020

cd042021 008

Universal Music 2020

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Grupa Bon Jovi powstała w 1983 roku, a więc dekadę po złotych czasach rocka. Konsekwentnie jednak prezentuje muzykę osadzoną w korzeniach stylu. Tak jest i tym razem. Album „2020” jest dwudziestym w studyjnym dorobku zespołu. Pierwotnie muzycy zamierzali w tekstach skupić się na kampanii prezydenckiej, ale ich plany zmieniła pandemia. Obok utworów nawiązujących do sytuacji politycznej i ekonomicznej USA, nie brakuje więc odniesień do koronawirusa. Lider grupy – Jon Bon Jovi – nawołuje do zrozumienia sytuacji i robienia wszystkiego, co możliwe, aby godnie przetrwać kryzys. „Chociaż utrzymuję bezpieczną odległość, to chciałbym przytulić świat. Nim się zaszczepimy, niech nas łączy miłość.” To słowa piosenki „Do What You Can”, czyli „Rób to, co możesz”. Z kolei w „American Reckoning” jest mowa o zamieszkach ulicznych po śmierci George’a Floyda. „Ameryka płonie…” – zaczyna utwór o tym wydarzeniu zatroskany wokalista. Płyta jest mniej dynamiczna niż wcześniejsze produkcje zespołu. Słychać więcej ballad, czego przykładem utwór o relacjach rodziców i dzieci pod znamiennym tytułem „Story Of Love”. „Ojcowie kochają córki tak, jak matki kochają synów” – to fragment refrenu. Członkowie Bon Jovi, choć tym razem nieco spokojniejsi, i tak wypadają tu całkiem nieźle.

 

Grzegorz Walenda

 


 

 

Various Artists - Eurovision Song Contest: The Story of Fire Saga

cd042021 007

Sony Music 2020

Muzyka:k3
Realizacja: k3

W czerwcu 2020 roku miała premierę muzyczna komedia o duecie Fire Saga z Islandii, który startuje w konkursie Eurowizji. Obraz nosi polski tytuł „Eurovision Song Contest: Historia zespołu Fire Saga”. A że w głównej roli występuje Will Ferrell („Bracia przyrodni”, „Policja zastępcza”, „Zoolander”), to akcenty komediowe nie są najwyższego lotu. Dodatkowo w odbiorze przeszkadza polski dubbing. Ekranową partnerką aktora, a zarazem drugą członkinią tytułowego duetu jest Rachel McAdams. Teraz trafił na rynek soundtrack z tego filmu. Ferrell nie ograniczył się do zagrania głównej roli, ale naprawdę tu śpiewa. McAdams nie zawierzyła swojemu głosowi i robi to tylko sporadycznie. Większość partii wokalnych wykonuje za nią Szwedka Molly Sandén, znana jako My Marianne. Film wypełniony jest rozmaitymi utworami, zarówno w wykonaniu aktorów, jak i piosenkarzy, w tym np. Demi Lovato. Piosenki brzmią festiwalowo, choć do prawdziwych nagród Eurowizji nie wszystkie bym wytypował. Tak naprawdę, w konkursie miałaby szansę jedynie nastrojowa kompozycja „My Hometown”, śpiewana przez Ferrella i My Marianne. Na pierwszy singiel wybrano jednak żywszy utwór „Volcano Man” w wykonaniu tego duetu.

 

Grzegorz Walenda

 


 

 

Bovska - Sorrento

080 Hifi 03 2021 Strona 1 Obraz 0003

Agora Muzyka 2020

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Bovska, czyli Magda Grabowska-Wacławek, nie tylko śpiewa, ale też ilustruje. Może dlatego okładka jej najnowszej produkcji prezentuje bardzo dobry poziom. To niebagatelne, bo dziś pojawia się mnóstwo płyt i trudno przekonać słuchaczy, że powinni sięgnąć właśnie po tę konkretną. Wszak wszystko mają w streamingu, więc nie trzeba się wysilać. Jednak dla artysty sprzedać fizyczny krążek to honor. Otoczka jest więc ważna, choć nie najważniejsza. A co z treścią? Otrzymujemy ciekawy elektroniczny pop z dobrymi tekstami. Niby wszystko się zgadza, ale czegoś brakuje. Tak jak polityki nie wolno sprowadzać wyłącznie do excela, tak twórczości artystycznej nie należy zamykać w akademickich ramach. Trzeba trochę popłynąć, nie bać się banału i kompromitacji. Bo przecież chodzi o ryzyko, o balansowanie na granicy. „Sorrento” oczywiście nie jest płytą złą; bez wątpienia nie brakuje na niej ciekawych momentów. Ale jeśli mnie osobiście Bovska chciałaby zachwycić, trzeba by tu dodać sporo temperatury, a odjąć automatyzm i asekuranctwo. To jednak tylko moje zdanie, wypowiadane z pozycji reprezentanta czasopisma dla audiofila i melomana. Miliony ludzi, słuchający Bovskiej na Youtubie, nie muszą go brać pod uwagę.

Michał Dziadosz

 


 

 

Yellow Snow - Yellow Snow

080 Hifi 03 2021 Strona 1 Obraz 0002

Flower Records 2020

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

„Don’t eat the yellow snow” – taką dyrektywę zawarł Frank Zappa w swojej słynnej suicie z roku 1974. „Skonsumowanie” omawianej płyty wydawało się zatem średnio smaczne. Ale zaryzykowałem i nie żałuję. Po pierwsze, przez wzgląd na świadome granie i niezwykłą biegłość instrumentalną. Po drugie, debiut Yellow Snow to inteligentne połączenie gatunków (zupełnie jak u cytowanego Zappy). Punktem wyjścia są fusion i rock psychodeliczny, ale zespół nie zamyka się w żadnej konwencji. Po trzecie, nie brakuje tu poczucia humoru, nie tylko na płaszczyźnie dowcipnych wstawek, ale choćby także świadomie rozchwianej frazy. Po czwarte, kiedy trzeba, pojawiają się liryczność, wrażliwość i przestrzeń. Po piąte – to granie z pełnym przekonaniem, werwą i radością. Tylko, cholera, brzmi nieco zbyt surowo. Dobrze wiem, jaki efekt panowie chcieli uzyskać; niby tak miało być. Ale nie można przenosić klisz brzmieniowych z lat siedemdziesiątych bezpośrednio do naszych czasów, bo współcześnie nie dysponujemy ani tamtymi stołami, ani tamtymi rejestratorami i analogowa muzyka nagrana na komputer będzie brzmieć ryzykownie. Yellow Snow się asekurują, dodając specjalnie różne gadki i pozostawiając „śmieci”, ale według mnie lepiej by było przejść w stu procentach na analog i wyczyścić ścieżki z wygłupów.

Michał Dziadosz

 


 

 

The White Kites - Devillusion

080 Hifi 03 2021 Strona 1 Obraz 0001

Deep Field Records 2020

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Czy chcecie się przenieść w czasy wczesnego Davida Bowie, Pink Floydów z epoki Syda Barreta, ale też Soft Machine i innych odlotowych kapel z przełomu lat 60. i 70. XX wieku? Proszę bardzo. The White Kites zabiorą Was w taką podróż. Dodatkowo zrobią to z wdziękiem, naturalnością i zaangażowaniem. To polski band z brytyjskim wokalistą, a więc możecie także liczyć na odpowiednią oprawę językową. Sean Palmer to prawdziwa indywidualność, która wchodzi w muzykę na sto procent. Czasem nawet odrobinę za bardzo, ale pewną teatralność można mu wybaczyć – pozostaje bowiem spójna z całą koncepcją. A owa koncepcja to największa siła albumu, choć, z drugiej strony, nie można zespołowi odmówić dobrego poziomu wykonawczego, konsekwencji brzmieniowej i ciekawych pomysłów. A co z dźwiękiem? „Devillusion” brzmi czytelnie i surowo. Z jednej strony to zarzut, z drugiej – nie jest to produkcja pacykowana efektami, co uznaję za atut w czasach, gdy wszystko jest barwione w stopniu nieprzyzwoitym. Szczególnie że wielowątkowości, przestrzeni i planów tutaj nie brakuje. Podobnie jak ciężkiej pracy, którą słychać, włożonej w płytę przez cały zespół. Polecam. Nie tylko fanom starego rocka psychodelicznego i art rocka.

Michał Dziadosz