HFM

artykulylista3

 

Lady Gaga - Dawn Of Chromatica

cd042022 2 006

Interscope Records 2021


Muzyka: k3
Realizacja: k3

Lady Gaga to reprezentantka artystycznego świata z najwyższej półki. Śpiewa utwory popowe, rockowe – znane chociażby z filmu „Narodziny gwiazdy”, w którym zagrała główną rolę – a czasami interpretuje też amerykańskie standardy, czego przykładem dwa longplaye nagrane z 95-letnim Tonym Bennettem (najnowszy, z 2021 roku, nosi tytuł „Love For Sale”). Niedawno piosenkarka wzięła na warsztat repertuar klubowy, przeznaczony do tańca. Bo trudno inaczej określić zawartość krążka „Dawn Of Chromatica”. Album tworzą kompozycje wydane już wcześniej na longplayu „Chromatica” z 2020 roku. Tym razem jednak zostały inaczej zmiksowane, a miejscami wzbogacone o partie elektroniczne. Dzięki tym zabiegom nabrały żywszego charakteru, a melodyjność przy tym nie ucierpiała. Nadal słychać też gości zaproszonych na oryginalną sesję nagraniową, wśród nich Arianę Grande, która śpiewa z Lady Gagą utwór „Rain On Me”, oraz południowokoreański girlsband Blackpink. Trudno nie wspomnieć także o udziale bardzo ostatnio aktywnego Eltona Johna. Pomimo swoich 74 lat artysta współpracuje obecnie z wieloma muzykami, np. Ozzym Osbourne’em („Ordinary Man”) czy Edem Sheeranem („Merry Christmas”). Na płycie Lady Gagi słyszymy go w nagraniu „Sine From Above”.

Grzegorz Walenda

 


 

 

Jethro Tull - The Zealot Gene

cd042022 2 001

InsideOutMusic 2022


Muzyka: k3
Realizacja: k3

Ian Anderson czasem wydaje płyty pod własnym nazwiskiem, ale częściej tworzy, nagrywa i koncertuje pod szyldem kierowanej przez siebie kapeli Jethro Tull. Tym razem brytyjski rockman, który słynie z oryginalnych pomysłów muzycznych, przypomina o sobie albumem „The Zealot Gene”. Kiedy inni reprezentanci rocka ograniczają się do grania na gitarach lub perkusji – z rzadka zabierając do studia klawisze – on postawił na kojarzony raczej z muzyką klasyczną flet poprzeczny. Okazuje się, że w sprawnych rękach potrafi on zabrzmieć równie ekspresyjnie, jak elektryczna gitara, a kiedy trzeba – wnieść do mocnych kompozycji odrobinę lekkości i nastroju. Fanów Jethro Tull uspokajam, że 54 lata od fonograficznego debiutu w 1968 (ukazała się wtedy płyta „This Was”) w stylu zespołu nie zaszły radykalne zmiany. „The Zealot Gene” można polecić zarówno im, jak i młodym melomanom, którzy wcześniej o grupie nie słyszeli. Jeżeli chcą się dowiedzieć, jak można inaczej, ale nadal dobrze grać rocka, to trudno o lepszy przykład. Najnowszy album Jethro Tull nie ustępuje wcześniejszym wydawnictwom Brytyjczyków. Nie wnosi może świeżości porównywalnej z krążkami „Aqualung” czy „Thick As A Brick”, ale zdecydowanie zasługuje na uwagę. Utwory rockowe, niektóre z ostrymi gitarowymi solówkami, sąsiadują z bardziej wyważonymi akustycznymi. Melodie pozostały atrakcyjne, a głos Andersona czarujący, mimo że pomysłowemu wokaliście i genialnemu fleciście stuknęły już 74 lata.

Grzegorz Walenda

 


 

 

AnVision Love & Hate

cd042022 2 002

Empire 2020


Muzyka: k3
Realizacja: k3

AnVision to polski zespół o ambicjach międzynarodowych. Czy rzeczywiście zrobi karierę nie tylko u nas, trudno powiedzieć. Plan jest jednak dobry, bo nie ma co się ograniczać do rodzimego podwórka. Poza tym ludziom podobają się bardzo różne rzeczy, więc warto i trzeba próbować. No i czasem bardziej się docenia lokalnych muzyków za granicą niż w ojczyźnie. Pomówmy jednak o czwartym albumie AnVision. Miłośnicy gatunku powinni być zadowoleni. Ci, którzy kompletnie nie mają rozeznania w prog metalowej materii, niech lepiej zaczną od klasycznych wydawnictw Dream Theater. Płyta „Love & Hate” miewa bardzo ciekawe, liryczne i przestrzenne momenty. Cała reszta to niemiłosierne galopady, oparte na dynamicznych riffach, solówkach i bardzo technicznej perkusji. Niestety, realizacja dźwięku nie jest na tyle dobra, żeby dało się wszystko usłyszeć. Ekipa gra sprawnie i niestraszne jej ryzykowne przejścia oraz karkołomne gonitwy. Ale całość jest zbita i brzmi trochę jak z boomboksa. Szkoda, bo taka muzyka wymaga nie tylko niesamowitej precyzji od strony wykonawczej, ale również technicznej. O ile tę pierwszą słychać, o tyle brak drugiej psuje efekt.

Michał Dziadosz

 


 

 

Bloody Mess - Changes

cd042022 2 003

Góra Muzyki 2021


Muzyka: k3
Realizacja: k3

Dobrze, że koledzy z redakcji polecili mi kupić lepszy sprzęt do słuchania muzyki, bo mój stary by tego materiału nie wytrzymał. Potrzeba bowiem sporej ilości prądu, żeby przetworzyć energię zespołu Bloody Mess. Na co dzień nie słucham metalu, ale umiem odróżnić bezmyślny uliczny młyn od profesjonalnego łomotu na ringu. Tu zdecydowanie mamy do czynienia z drugą kategorią. Bloody Mess to zawodnicy wagi superciężkiej, choć wciąż latający w lidze boksu amatorskiego. Nie przez wzgląd na swoje umiejętności, a bardziej dlatego, że nie dotarli jeszcze do żadnej oficjalnej federacji. Grają tak, jakby miało nie być jutra albo jakby od ich grania zależało wszystko. Ostrzegam jednak, że jest to materiał zdecydowanie dla fanów tego rodzaju estetyki. I to niekoniecznie spod znaku klasyki gatunku, choć zespół nie stroni od nawiązań zarówno do grania sprzed dwudziestu, jak i sprzed czterdziestu lat. Są to jednak tylko delikatne aluzje. W większości materiał gniecie powietrze w nowoczesny sposób, ale odbywa się to z sercem i świadomością. Wady? Utwory z polskimi tekstami wydają się jednak bardziej nośne; wokalista zwyczajnie lepiej w nich śpiewa. Angielski do dopracowania. To drobiazg, ale lekko psuje odbiór całości. Podobnie jest z perkusistą, który czuje, o co chodzi, ale czasem zdarza mu się niechlujstwo.

Michał Dziadosz

 


 

 

Dla Kontrastu - Daleko

cd042022 2 010

Dla Kontrastu 2020


Muzyka: k3
Realizacja: k3

Zacznę od końca. Adam Karol Drozdowski, czyli autor tekstów i główny głos, jest najmocniejszym, a jednocześnie… najsłabszym ogniwem zespołu Dla Kontrastu. Jego odważne liryki – raczej obecnie niespotykane – to prawdziwe perły. Ich odwaga nie kryje się ani w wulgaryzmach, ani w łamaniu schematów na siłę, ale w prawdziwej poetyckości, która niewielu już interesuje. Choć powinna. Mądre jednostki, skłonne do głębokich wyznań to rzadkość, o którą trzeba dbać. Niestety, Adam Karol techniką recytacji nie dosięga do poziomu swoich tekstów. W tym względzie jest, co najwyżej, dostateczny. Jeżeli o to chodziło, to… nie o to chodziło. Dwupłytowy, pięknie wydany i starannie opracowany album wymaga konsekwentnej troski o klimat. Klimat, do którego chciałoby się wracać, bez uwag na marginesie. Bo zespół gra świetnie. Tworzy niezwykłe przestrzenie, w których gitarowy rock miesza się z ambientem, ciepłymi brzmieniami i nieuchwytną nostalgią, generowaną nie tylko słowami. Jeżeli chodzi o aspekty techniczne, to na podkreślenie zasługuje fakt, że według deklaracji składanych w książeczce materiał został nagrany „na setkę”. To dzisiaj wielka rzadkość. Muzyce wyszło to tylko na dobre, bo taka naturalność stanowi atut.

Michał Dziadosz

 


 

 

Dariusz Kozakiewicz - Krokodyl

cd042022 2 012

Polskie Radio 2021


Muzyka: k3
Realizacja: k3

Patrząc na oprawę graficzną „Krokodyla”, pomyślałem: „pewnie jakiś jubileuszowy koncert i dwugodzinna męczarnia”. Na szczęście ten podwójny album to tylko składanka. Tylko i aż. „Aż”, bo każdy szanujący się fan polskiego rocka powinien ją mieć w swojej kolekcji. To fascynująca podróż przez meandry, częstokroć już zapomnianej, historii. Główną ideą i punktem wyjścia jest oczywiście postać Dariusza Kozakiewicza, czyli legendarnego gitarzysty, który właśnie obchodzi pięćdziesięciolecie działalności. Omawiany album to chaotyczny esej o obecności i działalności muzyka w krajowej muzyce rockowej. Dlaczego chaotyczny? Ano dlatego, że utwory nie zostały uporządkowane według jakiegokolwiek sensownego klucza. Z roku 1974 przeskakujemy do 1979, by za chwilę znaleźć się w 2010, a następnie wrócić do 1980 i tak w kółko. Ma to swoje plusy, bo od gęstości współczesnej „loudness war” można sobie odpocząć przy muzyce sprzed pięćdziesięciu lat, która naprawdę oddycha. Nawet jeśli jest bardzo rockowa. Jednak edukacyjnie ten album kuleje. Bez wsparcia odpowiednimi annałami lub chociaż Wikipedią trudno przez niego przebrnąć, nie doznając zawirowania. Tadeusz Mieczkowski dokonał prawdziwego cudu, że to wszystko się nie gryzie na poziomie masteringu. Powyższe minusy nie zmieniają jednak faktu, że „Krokodyl” jest płytą ważną.

Michał Dziadosz