fbpx

HFM

artykulylista3

 

Janek Pentz - Eternity

cd122020 003

Janek Pentz 2019

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Jeśli jesteście fanami fingerstyle, to na pewno wiecie, kim jest Janek Pentz. W Polsce objawił się kolejny artysta, którego twórczość nie ogranicza się do krótkich występów w telewizyjnych konkursach talentów. To żaden przytyk do Marcina Patrzałka, bo też gra świetnie, choć zupełnie inaczej. Tymczasem Janek Pentz nie osiągnął jeszcze szczytu swoich możliwości technicznych, ale podchodzi do wykonywanego rzemiosła z głową i sercem oraz – przede wszystkim – z sensem. Jego korzenie są rockowo-metalowe, więc nawet w pozornie łagodnych strukturach udaje mu się przemycić sporą dawkę energii. Choć nie ulega wątpliwości, że „Eternity” to głównie święty spokój. A jeśli nie wiecie, czym jest fingerstyle, a lubicie przestrzenne brzmienie gitary akustycznej w wersji kameralnej lub poszukujecie płyty na długie, klimatyczne wieczory, z całą pewnością musicie sięgnąć po ten album. Dlaczego? Bo to dziesięć autorskich kompozycji na wysokim poziomie. Bo kryje się w nich przestrzeń, piękno i tajemnica. Bo mało jest dziś płyt, które nie uwodzą słuchacza banałem albo nie drażnią elitarną pretensjonalnością. Janek Pentz, mimo młodego wieku, posługuje się niesamowitym zmysłem równowagi, zarówno pod względem estetycznym, jak i merytorycznym. n

Michał Dziadosz

 


 

 

Lizard - Master & M

cd112020 004

Audio Cave 2019

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Mamy do czynienia z reedycją płyty z roku 2013. Krążek został poddany kompletnemu remiksowi i ogólnemu odświeżeniu. Audio Cave stoi na straży dziedzictwa muzyki Lizarda i dba, żeby kolejne pokolenia młodych melomanów miały szansę zaznajomić się z twórczością grupy. Warto wspomnieć, że choć zespół istnieje od bardzo dawna, zdarzało mu się zaliczać przerwy w działalności. „Master & M” ukazało się po jednej z tych najdłuższych. Osiem lat temu wszystkim wydawało się, że Lizard już nigdy nie wróci, a tu niespodzianka. Powrócił i to w dobrym stylu. Na tym albumie znajdziemy dobrze osadzoną syntezę wszystkiego, co najlepsze w klasycznym (choć nie do bólu) rocku progresywnym. Lizard jest w pełni świadomym tworem. Świadomym zarówno siebie, jak i swoich inspiracji. Nie ma więc mowy o wtórności ani odcinaniu kuponów. Jest ostra walka z materią i bardzo dużo świeżości. To nie jest łatwa płyta. Muzycy sami określają swoją twórczość jako „ciężką, trudną i nieprzyjemną”. Ta kokieteria nie ma jednak odbicia w rzeczywistości, bo choć faktycznie dwa pierwsze określenia jeszcze jakoś pasują, to ostatnie już nie. Wszystko jest kwestią gustu i z całą pewnością fani Zenka Martyniuka nie pokochają „Master & M”, ale poszukiwacze dźwięków frapujących lub „frippujących” – już tak.

 Michał Dziadosz


 

 

Marek Dyjak - Piękny instalator

cd112020 005

Agora Muzyka 2019

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Od premiery „Pięknego instalatora” minęło trochę czasu, ale panuje pandemia, więc jesteśmy usprawiedliwieni. Kto miał płytę usłyszeć, zapewne już ją usłyszał. Kto nie miał tej sposobności, niech najpierw przeczyta tę recenzję. Bo nie ma co oceniać książki po okładce, a twórcy po nazwisku. Niejeden sapał, że muzyka zbyt wygładzona i zbyt ładna. Że Dyjak już nie tak szorstki jak dawniej, a „Piękny instalator” drażni kiczem. Ludziom nigdy nie dogodzisz. Rzeczywiście, pod względem produkcji jest bardziej światowo. Dużo pomysłów, patentów i wstawek. Kto się spodziewał więziennych tang, nagrywanych na dyktafon, ten może się zawieść. Dyjakowi bliżej do Ryszarda Rynkowskiego niż kiedykolwiek wcześniej, ale bez przesady. Ten artysta jest tak wyrazisty, że nie sposób go pomylić z kimś innym. A że na płycie są ładne melodie? No trudno. Jak ktoś ma z tym problem, to niech nie słucha. Dla mnie to atut. Nawet jeśli – jako zwolennikowi piękna w klasycznej postaci – początkowo ciężko mi było przebrnąć przez tę chropowatość. „Gintrowski spod ciemnej gwiazdy”, „Garou dla twardzieli” – nazywajcie go sobie, jak chcecie. Ja jeszcze do tej płyty wrócę. Nastąpi to w ciemną zimową noc. Będzie pasować idealnie.

 Michał Dziadosz


 

 

Małgorzata Markiewicz - Bring The Light

cd112020 006

Opus Series 2020

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Małgorzata Markiewicz klaskała, przepraszam, śpiewała u Rubika. Ale pamięć medialna jest tak krótka, że pewnie nikt tego nie pamięta. Zacznijmy zatem od twardego resetu. Artyści nie lubią porównań, ale recenzje są dla Was, Szanowni Czytelnicy, a nie dla nich. Żeby więc jak najkrócej wytłumaczyć, kim artystycznie jest Małgorzata Markiewicz, trzeba by sięgnąć do równoległej czasoprzestrzeni, w której Anna Maria Jopek nie zrobiła spektakularnej kariery, ale ciągle działa i wydaje niszowe, choć dobre płyty. Tak sobie to wyobrażam. A kiedy dodamy do tego szczyptę fortepianowego soulu, odrobinę funky i dobry pop-jazz, wówczas uda nam się określić kierunek tego albumu. Markiewicz nie zamyka się w jednej estetyce, a wychodzi naprzeciw różnym gatunkom. Słychać tu też sporo balladowej Kai i innych wątków, którymi bawi się konsekwentnie i swobodnie. Trzeba przyznać, że „Bring The Light” jest nie tylko świetnie zaśpiewana, ale też dobrze zagrana. Starannie dobrani muzycy nie kombinują za bardzo, ale też nie grają jak w barze mlecznym w poniedziałek, co bywa zmorą wielu polskich płyt, sygnowanych przez ciągle prawie ten sam skład zaniżających loty grajków.

 Michał Dziadosz


 

 

Andrzej Karałow - De invitatione mortis

cd112020 002

Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina 2019/2020

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Metaopera, opera pulpitowa, misterium, ascetyczny dramat muzyczny, rytuał – wszystkie te określenia, zdaniem Andrzeja Karałowa (ur. 1991), mają zastosowanie do jego dzieła. Kompozytor, pianista, wykładowca UMFC, pokusił się o stworzenie rozbudowanej sonorystycznie i dramaturgicznie sceny umierania. Lekarz jest już bezsilny, wobec osoby Chorej odgrywa rolę akuszera godziny ostatniej, a Śmierć cierpliwie tłumaczy, że nie jest końcem niczego. Kiedyś ten stan przejścia między światami pokazał Verdi w ostatnim akcie „Traviaty”, ale Karałow szuka inspiracji na antypodach konwencji opery werystycznej, mianowicie w średniowiecznych dialogach i w muzycznym minimalizmie. Oparte na pięknych metaforach i biblijnych odniesieniach libretto Macieja Papierskiego (rówieśnik kompozytora) znalazło oprawę muzyki, w której jest mnóstwo przestrzeni- ciszy (podkreślonej w realizacji akustycznej), a głosy i instrumenty wypowiadają się jakby daleko od siebie, samotnie, w zadumie, z wzajemnym respektem. Kilkudźwiękowe motywy fortepianowe spajają niespieszną akcję. Brzmienia saksofonów, akordeonu i klarnetu przemykają tu i ówdzie jak meteoryty. Nagranie zrealizowano w październiku 2018 roku. Dwa lata temu muzykujące rozmyślania o śmierci były zapewne dla artystów wysmakowanym estetycznie projektem. Dziś stały się opisem pandemicznego zagrożenia, o które wszyscy się ocieramy

 


 

 

Robert Glasper - Fuck Yo Feelings

cd102020 007

Loma Vista Recordings 2020

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

„Fuck Yo Feelings” to transowa podróż do onirycznej, dusznej krainy, w której hip-hop miesza się z jazzem, neosoulem i szeroko pojętą muzyką miejską. Sporo tu swobody, improwizacji i luzu. Ponoć mixtape powstał w zaledwie dwa dni. Łatwo w to uwierzyć, bo rzeczywiście forma jest dość otwarta i żywa, a rutyna objawia się raczej na poziomie patentów warsztatowych niż w warstwie kompozycji. Robert Glasper zaprosił do współpracy kilka naprawdę znakomitych postaci. Wśród gości przewijają się chociażby Herbie Hancock, Andra Day, Yebba czy Bilal. Każdy z nich wnosi coś od siebie, ale odlotowa producencka forma pozostaje nienaruszona przez cały czas. Mocno narkotyczny klimat przybiera bardzo różne kształty. Czasem znajdujemy się gdzieś w abstrakcyjnej zawiesinie fal radiowych, czasem w głębi wielkomiejskiej nocy, a czasem – na pograniczu jawy i snu. Mnie osobiście najbardziej przypadły do gustu kompozycje z paniami w rolach głównych. Tytułowy utwór, śpiewany przez Yebbę, czy następujący potem „Endangered Black Woman” to prawdziwe perły. Gdyby cały album był taki, z pewnością zostałby ze mną na bardzo długo. Ale i tak należy docenić jego spójność, konsekwencję i bardzo konkretny rys artystyczny.

Michał Dziadosz