fbpx

HFM

artykulylista3

 

Backstreet Boys - DNA

cd022019 002

RCA Records 2019

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Backstreet Boys znowu na fali. Efektem ich niedawnej pracy w studiu jest dziewiąty krążek. Nosi tytuł „DNA”, ponieważ zawartość muzyczna ma być kontynuacją tej, która dominowała na wcześniejszych wydawnictwach zespołu. I rzeczywiście, nawet głosy wokalistów zbytnio się nie zmieniły. Kiedy zaczynali śpiewać w 1993 roku, mieli po kilkanaście lat. Teraz najmłodszy – Nick Carter – ma już 39, a najstarszy – Kevin Scott Richardson – 3 października skończył 47. Ich płyty rozeszły się w nakładzie ponad 100 mln egz., a w 2013 roku zespół upamiętniono w hollywoodzkiej Alei Gwiazd. „DNA” przedstawia grupę w dobrej formie. Mimo upływu czasu, harmonie wokalne Backstreet Boys nadal imponują. Wszystkie piosenki zostały napisane na ich zamówienie; członkowie zespołu nie produkowali też nagrań. Niewykluczone, że dzięki temu mieli więcej sił i pomysłów na wykonania i interpretacje. Materiał brzmi bowiem naprawdę nieźle i przyjemnie się go słucha. Przywodzi także na myśl dawne przeboje chłopaków. Płyta w stylu, który fani docenią na pewno.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 02/2019

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Katedra - Człowiek za dużo myślący

cd022019 004

Vintage Records&Katedra 2018

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Co nam się podoba w zespole Greeta Van Fleet? To, co się innym nie podoba – Amerykanie grają jak Led Zeppelin. Niektórzy twierdzą, że powinni określać się jako „tribute band”. Ale ileż jest zespołów, które przez ostatnie pół wieku próbowały robić to samo co oni, tyle że bez powodzenia? Sęk w tym, że dostrzec różnicę pomiędzy prawdziwie kreatywną inspiracją, a „bezmyślnym spisywaniem pracy domowej” jest trudno. Ważne, że ludzie i tak czują, że coś jest zwyczajnie fajne. I tak się właśnie dzieje w przypadku polskiego zespołu Katedra. Tyle że źródło inspiracji jest tu inne. Synteza twórczości Niebiesko-Czarnych, King Crimson, wczesnego Niemena czy SBB wydaje się kuriozalna, a jednak się udaje. I to jak! Muzycy dokładają też sporo od siebie. Są w tym niesamowicie prawdziwi, światowi, a jednocześnie polscy w najlepszym tego słowa znaczeniu. Choć, gdy spojrzymy na śpiewającego lidera (o imieniu Fryderyk), coś nam może przez sekundę nie pasować. Tak, jest on w połowie Wietnamczykiem i każdy, kto pisze o zespole, musi o tym wspomnieć. Wspominam więc i ja, ale raczej jako o dowodzie na to, że Ojczyzna to miejsce, które kochasz, a nie miejsce, do którego w stu procentach przynależysz etnicznie. Oby więcej tak zdolnych Polaków i tak wspaniałych płyt!

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 02/2019

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Tom Odell - Jubilee Road

cd012019 010

Sony Music 2018

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Trzeci album 27-letniego angielskiego piosenkarza i pianisty przynosi wszystko, co uczyniło go sławnym. Fantastyczny głos, świetną grę na fortepianie, a przede wszystkim – melodyjne, zgrabnie zaaranżowane utwory. W tekstach przeważają jednak mniej przyjemne tematy. „Jest sobota, a ja popijam” – oświadcza w piosence „Son of a Lonely Child”. Z kolei w otwierającej album kompozycji tytułowej skarży się, że siedzi w piątek sam w domu, ponieważ nikt nie zaprosił go na imprezę. W tym samym utworze śpiewa o sąsiadach alkoholikach i o śmieciarzu, który owdowiał i powinno się go odwiedzić i pocieszyć. Nie brakuje piosenek o uczuciach, ale Odell śpiewa o nich w negatywnym tonie. Jakby uważał, że nie podoba się kobietom. W „If You Wanna Love Somebody” słychać wprawdzie wers „Jeśli chcesz kogoś pokochać, to jestem tym facetem”, ale już tytuł „You’re Gonna Break My Heart Tonight” („Wieczorem złamiesz mi serce”) nie sugeruje optymistycznego rozwoju sytuacji. Melodie przyjemne, wykonanie udane, więc płyta do kupienia, pod warunkiem jednak, że nie zrazi nas tematyka tekstów. I oczywiście, o ile wybaczymy piosenkarzowi, że porusza sprawy nie ze swojego podwórka. Bo on akurat na brak zainteresowania raczej narzekać nie może.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 01/2019

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Arctic Monkeys - Tranquility Base Hotel & Casino

cd012019 012

Domino Recording Co. Ltd.

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Grupa Arctic Monkeys powstała w 2002 roku w okolicach angielskiego Sheffield. Tworzą ją: Alex Turner (głos, gitara, fortepian), Matt Helders (perkusja, wokal), Jamie Cook (gitara, klawisze) i Nick O’Malley (bas, chórki). Na fonograficznym debiucie grał jeszcze Andy Nicholson (bas, wokal), jednak w 2006 roku opuścił zespół. Do tej pory ukazało się sześć albumów, utrzymanych w stylu alternatywnego rocka. „Tranquility Base Hotel & Casino” to jednak zupełnie inna bajka. Alex Turner, który jest głównym kompozytorem utworów, tym razem odszedł od gitarowych riffów, koncentrując się na melodyjnych fortepianowych dźwiękach, zabarwionych tylko miejscami gitarą i elektroniką. Słychać wpływy jazzu, soulu i synth-popu. Grupa zaprosiła do studia kilku muzyków sesyjnych, dzięki czemu aranże są bogatsze niż na wcześniejszych albumach. Do tego wspaniały miękki głos Turnera i poruszające, miejscami lekko ironiczne, teksty. Ocena celująca to nie pomyłka. To jeden z najbardziej udanych krążków ostatnich miesięcy, jeśli nie lat. Teraz zapewne przyjdzie nam długo czekać na coś równie urokliwego.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 01/2019

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Nocne Boogie

cd012019 015

Flower Records 2018

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Dobrze, że działają w Polsce niezależne wydawnictwa. Dzięki nim nasza rzeczywistość nabiera barw. Czy jednak – w dobie ogromnej konkurencji i szumu wydawniczego – nie należałoby się bardziej postarać? Dziś muzycy i wydawcy stają na głowie, żeby wypuścić produkt kompletny, dopracowany albo po prostu ładny. Przykłady można by mnożyć, bo do redakcji przychodzi wiele materiałów. A ludziom i tak nie chce się kupować płyt. Trzeba zatem zrobić wszystko, by się wyróżnić. Najlepiej jakością. Tymczasem Nocne Boogie tkwi w jakimś 1992 roku. Płyta brzmi jak bardzo dobre demo, nagrane w kanciapie. Poligrafia wygląda jak projekt z Painta. Jest klimat, jest fajnie. Teksty nie żenują. Ale jakość tego wszystkiego przypomina złote lata naszego raczkującego kapitalizmu. To były szybkie czasy, ale… już minęły. Przymykając jednak oko na całą otoczkę – sama muzyka jest w porządku. Jeśli lubicie bluesowe klimaty, zjazdy motocyklowe i amerykański luz – ta płyta jest dla Was. Jeśli jednak szukacie czegoś nowoczesnego, podanego rzetelnie i elegancko – to nie ten kierunek.

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 01/2019

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Kandace Springs - Indigo

cd012019 003

Blue Note 2018

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

To już drugi studyjny album amerykańskiej wokalistki, wschodzącej gwiazdy Blue Note. Dostajemy doskonale i bezpiecznie skrojoną strukturę przyjaznego popu, ukierunkowanego na soul i jazz. Warto zaznaczyć, że ukierunkowanego z wyczuciem. Jest to muzyka nadająca się do klimatycznego repertuaru radiowego lub jako dźwięki przyjemnego tła w restauracji. Na pierwszy rzut ucha nie będziemy specjalnie zszokowani. Przy głębszej analizie produkcja wypada już bardzo korzystnie. Zadbano o to, by dalsze plany zawierały niespodzianki, zręczne dodatki i uzupełnienia, które sprawiają, że początkowe wrażenie niedoparzonej herbaty z torebki okazuje się mylne, a aromaty, smaki i ogólny zamysł zostały głęboko przemyślane. I w sumie nic w tym dziwnego, skoro nad całością czuwał Larry Klein – znany ze współpracy m.in. z Lizz Wright, Joni Mitchell i Melody Gardot. Dodatkowo do studia zaproszono znakomitych muzyków, takich jak Vinnie Colaiuta (swego czasu perkusista Stinga) czy trębacz Terence Blanchard. Mieć talent i muzyczne wykształcenie – to jedno. Nie schrzanić tego – to coś zupełnie innego. Dlatego każdy krok Kandace jest uważny, ale dostojny, co wyraźnie słychać na tej płycie.

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 01/2019

Pobierz ten artykuł jako PDF