fbpx

HFM

artykulylista3

 

Lambchop - This (is what I wanted to tell you)

cd102019 005

City Slang 2019

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Formacja Lambchop ma siedzibę w Nashville. Działa pod jednoosobowym kierownictwem Kurta Wagnera – głównego instrumentalisty i wokalisty oraz kompozytora niemal całego repertuaru. W piosenkach amerykańskiej grupy dominowały dotąd klimaty folkowe i country, z gitarami akustycznymi w roli głównej. Tym razem lider miał jednak inny pomysł na brzmienie. Pozostał wprawdzie przy nastrojowych piosenkach, które zapowiada otwierająca kompozycja „The new isn’t so you anymore”, ale wprowadził do instrumentarium więcej elektroniki. Nagrania wyraźnie się więc różnią od wcześniejszych dokonań zespołu. Niewykluczone, że jednym z powodów jest obecność na albumie Matthew McCaughana – współautora aż pięciu kompozycji. Zwykle przecież Wagner tworzył muzykę sam. Pod względem brzmieniowym nie zawsze jest atrakcyjnie. Przetworzenie ciepłego barytonu lidera daje na przykład efekt wręcz groteskowy. Album „This (is what I wanted to tell you)” nie zapisze się na dłużej w pamięci melomanów. Zwłaszcza tych, którzy pamiętają tak fantastyczne i wielobarwne płyty jak krążek „Nixon” z 2000 roku czy wydany dwa lata później „Is a woman”. Miejmy nadzieję, że to tylko mały wypadek przy pracy i wkrótce znów usłyszymy zespół Wagnera w dobrej formie.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 10/2019

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

proAge - MPD

cd102019 003

proAge 2019

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

ProAge to w pełni profesjonalny zespół, tworzony przez doświadczonych muzyków, którzy znakomicie wypadają na koncertach. Wokalista Mariusz Filosek jest nie tylko świetnym frontmanem, ale też śpiewa czysto i pewnie. Z całego serca polecam występy grupy. A jeśli ktoś chciałby mieć przedsmak wrażeń live w domu, może śmiało sięgnąć po drugą już płytę będzińskiej formacji. Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć, że choć została sprawnie zagrana i pełno na niej dobrych pomysłów, to nie oddaje w pełni potencjału grupy. Może to kwestia surowego brzmienia? A może po prostu koncertami muzycy zawyżyli sobie poprzeczkę? Dla miłośników rocka progresywnego będzie to jednak wybór idealny. Podobnie jak w przypadku debiutu, nadal jest tutaj dużo z legendarnej grupy Abraxas, ale także pewien nerw, znany z klasycznych nagrań Republiki. Warto zwrócić uwagę na poziom tekstów, które w porównaniu z poprzednim wydawnictwem nabrały sznytu, lirycznej swobody i subtelności. I wszystko jest generalnie w porządku, tylko tego brzmienia szkoda, bo zwyczajnie zabrakło koncertowego czadu i wypełnienia. Może następnym razem warto zagrać koncert w „Trójce”, w Studiu im. Osieckiej i wydać go na płycie? Efekt będzie o niebo lepszy, a i zespół w pełni sobie zasłużył na taką imprezę. n

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 10/2019

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Cereus - Dystonia

cd102019 001


Cereus 2018
Muzyka: 4
Realizacja: 4

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Od wydania debiutanckiej płyty progresywnego zespołu Cereus minął rok, ale dopiero niedawno grupa zdecydowała się wysłać nam krążek do recenzji. Od strony strategii promocyjnej to chyba dobry pomysł, bo im dłużej się pisze o mniej znanych projektach, tym większa szansa, że ktoś je zauważy. W tym przypadku band jest mocno podziemny, ale na pewno nie pod względem poziomu wykonawczego. Cereus ma wszelkie podstawy, by zaistnieć na profesjonalnej scenie art rocka; nie tylko krajowej, ale także europejskiej. „Dystonia” brzmi bardziej świeżo od wielu płyt tzw. legend gatunku, które już dawno powinny dać sobie spokój z graniem. Debiut Cereusa został zrealizowany z niezwykłym zaangażowaniem i pieczołowitością. Album aż kipi od pomysłów aranżacyjnych i realizacyjnych, a sprawność instrumentalna muzyków przewyższa niejeden skład starych wyjadaczy. Jedyne, czego brakuje, to bardziej wyraziste (piękne) melodie. Płyty słuchałoby się lepiej, gdyby została wzbogacona częstszymi lirycznymi fragmentami, ale jako że jest to debiut, nie będziemy wymagać wszystkiego od razu. Dajemy czwórkę na zachętę, ale następnym razem prosimy o mniej jazd na riffach, a więcej tak niesamowitych utworów, jak „Cassiopeia” czy „Requiem”.

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 10/2019

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Zayn - Icarus Falls

cd052019 004

RCA Records 2018

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Prawdziwe nazwisko wykonawcy to Zain Javadd Malik, a omawiany album jest drugim w jego solowej dyskografii. Przed autorskim debiutem Zayn nagrywał z zespołem One Direction. Wydawnictwo składa się z dwóch kompaktów, na których znalazło się aż 27 nagrań. Taka ilość trochę odstrasza, a przeglądając listę utworów, można podejrzewać, że w czasie słuchania trzeba będzie mieć pilot cały czas w pogotowiu. A jednak tak się nie dzieje. Oprawa jest w większości elektroniczna i, trzeba powiedzieć, niezbyt wyszukana, za to melodie wpadają w ucho i pozostają zróżnicowane, dzięki czemu materiał nie nuży. Co rusz pojawia się jakaś perełka, jak choćby melodyjny utwór „Scripted”, czy trochę żywszy, rozpoczynający się perkusyjnym rytmem, „Entertainer”. Można by wskazać więcej ciekawostek, ale zapewniam, że przesłuchanie całości wcale nie jest złym pomysłem. Do tego Zayn dobrze sobie radzi jako wokalista. I nawet fakt, że całość jest oparta głównie na elektronice, nie przeszkadza. Jeżeli jednak ktoś woli słuchać naturalnych brzmień instrumentalnych i gustuje w wirtuozerskich popisach, to może się poczuć zawiedziony.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 05/2019

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Tedeschi Trucks Band - Signs

cd052019 002

Fantasy Records 2019

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Ta płyta ma dwie wady, ale nie na tyle poważne, by nie zasługiwała na wysoką notę. Pierwsza to słaba okładka, druga – przewidywalność. Spodziewamy się, że Susan Tedeschi – sprawna gitarzystka i niezła wokalistka – oraz Derek Trucks, jej mąż i lider zespołu akompaniującego, powinni przedstawić popisowy zestaw nagrań, zwłaszcza że Derek to świetny gitarzysta, dwukrotnie obecny w zestawieniach stu najlepszych gitarzystów magazynu „Rolling Stone”. I rzeczywiście, obywa się bez niespodzianek. Album jest bardzo dobry, a w dodatku muzycy nie wzięli na warsztat standardów, jak często się im zdarza, lecz własne kompozycje. Repertuar także jest typowy dla nich – amerykański folk-rock z bluesową nutą. Powinno więc z lekka wiać nudą, a tymczasem naprawdę fajnie się tego słucha. „Signs” to jedna z pierwszych udanych płyt, na jakie trafiłem w 2019 roku. Na pewno znajdzie miejsce na półce z godnymi uwagi krążkami. Gdyby jeszcze nie ta okładka…

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 05/2019

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Sokół Wojtek - Sokół

cd052019 001

WM Poland/WMI 2019

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Choć na co dzień nie słucham hip- -hopu, zawsze lubiłem Sokoła. Nawet w czasach, kiedy proto-hipsterka podśmiewała się z niego, zachwycając Kanałem Audytywnym. Wojtek Sokół po prostu zawsze był sobą i konsekwentnie się rozwijał. A dziś, po ponad dwóch dekadach intensywnych działań, przychodzi do nas ze swoim… pierwszym albumem solowym. Wcześniejsze produkcje zawsze były nagrywane z kimś: WWO, Pono, Marysią Starostą czy Frankiem Kimono. Nawet jeśli tego typu wrażliwość jest nam odległa, warto się pochylić nad tymi dźwiękami. Po pierwsze, ze względu na ich uniwersalny przekaz. Po drugie, mimo owej uniwersalności, nie zbliżają się nawet na 20000 mil do trap-polo, słyszanego obecnie z niemal wszystkich kempingów, warsztatów czy ławek. To dojrzały i mocny hip-hop, który jednocześnie stanowi pomost między tym, co tradycyjne, a tym, co nowoczesne. Każdy utwór to oddzielna narracja, jednak w całości składają się na ciekawy obraz współczesnego czterdziestolatka, który wymyka się schematom i nie chce utknąć w żadnej kliszy. Ma własne przemyślenia, często pobudzające i motywujące innych, ale dobrze wie, że jeszcze nie wszedł na szczyt. Bo przecież to nie ten „czas, by odpoczywać”, choć „walka o lepsze jutro” chyba się udała.

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 05/2019

Pobierz ten artykuł jako PDF