HFM

artykulylista3

 

Tomasz Łuc - Love

cd102018 005

Mikroklimat 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

„Love” to jedna z tych płyt, których nie wolno oceniać pośpiesznie. Potrzeba czasu, by się wczuć w tę muzykę. Lekką, przyjemną, ale i trudną. Pomimo pozornie przystępnej formy, treść okazuje się wymagająca. I nie mam tu na myśli uduchowionych tekstów XVI-wiecznego hiszpańskiego mistyka, św. Jana od Krzyża, które stanowią liryczną warstwę albumu. Chodzi raczej o zawartość muzyczną. Otrzymujemy zgrabną wypadkową jazzu, popu, flamenco i opery. Takie mezalianse zwykle budzą obawy, ale tutaj udało się stworzyć bezpretensjonalną, intrygującą i smaczną całość. Większość utworów śpiewa Hiszpan Curro Piñana, więc i teksty zachowano w języku oryginalnym. Każdy element albumu jest starannie dobrany, a każda nuta – zagrana i zaśpiewana z szacunkiem dla harmonii. Dobór muzyków również budzi uznanie, a kluczem nie jest celebryctwo, lecz talent. Wydawnictwo uzupełnia płyta DVD, wypełniona ruchomymi obrazami z sesji nagraniowej.

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 10/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Krzysztof Lepiarczyk - Jakżeż ja się uspokoję – w hołdzie Stanisławowi Wyspiańskiemu

cd102018 010

Nasiono Records 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

W Polsce pojawia się wiele płyt, w których wykorzystuje się liryki wielkich poetów. Zwykle schemat jest prosty. Zbliża się rocznica czyichś urodzin, więc wykonawcy, którzy akurat nie mają ciekawszego pomysłu, rzucają się do udziału w konkursach na nagranie dofinansowanego albumu. Niestety, jakość zwykle pozostawia wiele do życzenia, ale ludzie i tak kupują, bo nie chce im się sięgać po coś nowego. Z omawianym albumem jest inaczej. Z jego premierą nie zbiegła się żadna okrągła data. Nikt też za nic nie zapłacił. Ktoś zwyczajnie chciał oddać hołd Wyspiańskiemu i zrobił to po swojemu. A efekt? Niesamowity. Natchnione teksty Wielkiego Krakusa znakomicie pasują do romantycznego ducha art rocka. Odnosi się wrażenie, że te inspirowane Pink Floyd czy Marillion dźwięki tak bardzo wrosły w nasz rodzimy krajobraz, że stały się jego naturalną częścią. Poziom wykonawczy również zasługuje na uznanie. Prócz grającego na klawiszach lidera, mamy właściwie mały dream-team krakowskich muzyków z różnych składów. Wszyscy grają organicznie stopieni, jakby znali się od zawsze.

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 10/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Projekt - Poezja Kulturystyczna

cd102018 001

Nasiono Records 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Projekt Poezja Kulturystyczna jest przedsięwzięciem trójmiejskich muzyków i kulturystów. W ramach ich współpracy powstał zbiór kilkunastu zróżnicowanych stylistycznie utworów (pop, jazz, reggae, hip-hop), nagranych w ciągu ostatnich pięciu lat. Przesłaniem płyty jest zwrócenie uwagi na fakt, że ćwiczenia w siłowni nie muszą się sprowadzać do bezmyślnego machania sztangą. Określenie „kultura fizyczna” nabiera tutaj głębszego znaczenia. Utwory zarejestrowano w kilku składach. Wśród wykonawców znajdziemy m.in. wokalistkę Joannę Knitter, związaną z zespołami Przemka Dyakowskiego i Leszka Kułakowskiego, czy kojarzonego z grupami Olbrzym i Kurdupel oraz Sambar saksofonistę Tomasza Gadeckiego. Krążek ukazuje tym samym potencjał trójmiejskiej sceny muzycznej. Słuchając różniących się, a jednocześnie powstałych w ramach jednego projektu nagrań, trudno się oprzeć wrażeniu, że wszyscy świetnie się tu bawią. Siłownie i kluby kulturystyczne powinny zwrócić na album baczną uwagę. Ta muzyka może stanowić doskonałe tło do ćwiczeń. n

Robert Ratajczak
Źródło: HFiM 10/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Lizard - W galerii czasu

cd092018 002

Audio Cave 2018

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Tę płytę spokojnie można wrzucić do kategorii „klasyka mniej znana”. Jest to bez wątpienia jeden z najważniejszych krążków polskiej muzyki rozrywkowej z kręgu rocka progresywnego, jednak nie tak oczywisty, jak „Mrowisko” Klanu czy „Memento z banalnym tryptykiem” SBB. „W galerii czasu” AD 2018 to reedycja płyty z roku 1996 – okresu, kiedy krajowy art rock przeżywał mały renesans. Na

swej debiutanckiej płycie Lizard zaproponował dojrzały melanż brzmień znanych z pierwszych wydawnictw King Crimson, ale także klimatów spod znaku rodzimej poezji śpiewanej. Skojarzenia z Markiem Grechutą z czasów Anawy są jak najbardziej właściwe. Prócz tych wszystkich kierunków Lizard pozostał sobą – mocnym składem z silnie zarysowaną, ale finezyjną sekcją rytmiczną, przestrzennymi, ale oszczędnymi klawiszami, jazz-rockową gitarą i konkretnym, znakomicie ułożonym wokalem, który przywodzi na myśl Niemena lub Cugowskiego seniora. I pomyśleć, że tak znakomity zespół, przez kilka dekad kompletnie niezauważony przez mainstream, działa spójnie i konsekwentnie do dziś, stanowiąc nie tylko sprawny studyjnie team, ale także koncertową maszynę do zabijania. Kto ich słyszał na żywo, ten wie.

 

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 09/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

ATME - State of Necessity

cd092018 006

Atme 2018

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Płyta ma tak pomysłową i staranną oprawę graficzną, że zanim zacząłem słuchać muzyki, gapiłem się na nią jak wół na malowane wrota. Sama dobra muzyka to trochę za mało.

Słuchacz potrzebuje porywającej koncepcji, która przekona go do dźwięków. Oraz dźwięków, które na dalszym etapie go nie zawiodą. Tutaj, na szczęście, jest dobrze. Otrzymujemy bardzo ciekawą mieszankę postrocka i brzmień przestrzennych, momentami orientalizujących, w stylu zeppelinowskim, a czasem sentymentalnych, w estetyce cold wave. Dziennikarze piszą, że ATME inspiruje się amerykańskim Toolem i… mają rację. Nie jest to jednak kopiowanie, a bardzo inteligentna inspiracja. Z tego względu fani czekający na kolejny krążek formacji z Miasta Aniołów mogą sobie umilić czas omawianą płytą. Większość utworów to dynamiczne struktury, oparte na noise’owych riffach i melodyjnym śpiewie. Zdarzają się też momenty ciche, kosmiczne i hipnotyzujące. Wówczas robi się jeszcze lepiej, bo zespół w każdym momencie ma na siebie błyskotliwy pomysł, a w spokojniejszych fragmentach słychać to nawet wyraźniej.

 

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 09/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Art of Illusion - Cold War of Solipsism

cd092018 010

12 Sounds Production 2018

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Rafał Gorzycki to niespokojna dusza; niewątpliwie jedna z najbardziej twórczych postaci naszej sceny improwizowanej. W swoim życiu profesjonalnego muzyka imał się wielu zajęć. Był perkusistą i współzałożycielem zespołów Sing Sing Penelope, Ecstasy Project, Dziki Jazz czy A-kineton. Prowadzi własne trio. Grywał w duetach m.in. z gitarzystami Jonathanem Dobiem i Kamilem Paterem, a także skrzypkiem Sebastianem Gruchotem. „Syriusz”

to jego pierwszy solowy album. Zagrał na fortepianie, wibrafonie, organach, instrumentach elektronicznych, harmonijce i – akurat najmniej – na swojej sztandarowej perkusji. Jako się rzekło, to płyta stworzona i zagrana solo, ale niezupełnie. Jest tu bowiem ktoś jeszcze, a mianowicie poeta Krzysztof Gruse. To właśnie jego enigmatyczne, skrótowe, gloryfikujące zwykłość i przeciętność teksty recytuje Gorzycki. Równie skrótowa, enigmatyczna i minimalistyczna jest muzyka. Wraz z poezją tworzy logiczną, komplementarną całość. Nie sposób jednak pozbyć się wrażenia, że mamy do czynienia zaledwie ze szkicami, z zaczynem pomysłów, które zamarły w trakcie realizacji. Brawa należą się za konsekwencję przyjętej formy. Gorzej z akceptacją dzieła, które składa się głównie z możliwości, zakończonych na najprostszych frazach i pojedynczych dźwiękach.

 

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 09/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF