HFM

artykulylista3

 

Beth Hart & Joe Bonamassa - Black Coffee

cd052018 003

Provogue 2018

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Jeśli jest to kolejna płyta tych dwojga wykonawców, a w programie znów znalazły się standardy, to chyba każdy, kto słyszał dwa poprzednie albumy, wie, czego się spodziewać. Tym razem Beth Hart, słynąca z tembru głosu na granicy warkotu, i geniusz gitary przypomnieli utwory mniej u nas znanych wykonawców. Na album trafiły kompozycje wylansowane przez gwiazdę country Lucindę Williams, rhythm and bluesową piosenkarkę Delores LaVern Baker czy zdolnego artystę z Austrii Klausa Waldecka. Ale nie tylko, bo piosenka tytułowa pochodzi z repertuaru Ike’a i Tiny Turnerów. Płytę można podzielić na dwie części – pierwszą, bardziej wybuchową, z rockiem wzbogaconym energiczną sekcją dętą, oraz drugą, łagodniejszą, w której pojawia się więcej motywów bluesowych. W obu konwencjach wokalistka czuje się dobrze, a gitarowe solo Bonamassy w utworze „Joy” po prostu zapiera dech. Nie zmienia to faktu, że premierowe kompozycje tej dwójki ucieszyłyby mnie bardziej

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 04/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Casey - Where I Go When I Am Sleeping

cd052018 001

Hassle Records 2018

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Tytuł „Tam, dokąd zmierzam we śnie” zapowiada niecodzienne wrażenia. I to się potwierdza. Co prawda, pierwsza kompozycja mogłaby zapewne niejednego melomana ukoić do snu, ale już w drugiej następuje zaskakujący zwrot akcji. Z melancholijnych marzycieli Casey zmieniają się w thrash-metalowców, chociaż też nie do końca. Bo o ile wokalista charczy jak typowi przedstawiciele gatunku, to dźwięki gitar z metalem nie mają nic wspólnego. Już bardziej przypominają britpop. I to jest główna zagwozdka. Trash metal, ale nie wszędzie, bo po nim pojawia się kompozycja instrumentalna, równie łagodna jak utwór otwierający płytę. Naprawdę, trudno w tak odmiennych stylistykach, ułożonych obok siebie, poczuć się komfortowo. Ktoś powie, że nawet Black Sabbath grali nastrojowe ballady i nikomu to nie przeszkadzało. Różnica polega jednak na tym, że tam wszystko do siebie pasowało, a tutaj nie. Casey wymyślili inną odmianę skrajności. Pod względem instrumentalnym i, poniekąd, wokalnym wszystko się zgadza, jednak zestawienie tak różnych stylistyk nie do końca stroi.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 04/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Michael Landau - Rock Bottom

cd052018 005

Provogue 2018

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Michael Landau zasłynął jako utalentowany gitarzysta sesyjny. W latach 80. XX wieku nagrywał ze światowymi gwiazdami. Ma też na koncie kilka płyt solowych, do których zalicza się również najnowsza – „Rock Bottom”. Wkładając krążek do odtwarzacza, byłem przygotowany na typową mieszankę bluesa i rocka, jednak Landau całkowicie mnie zaskoczył. Klimaty są tu zupełnie inne. Artysta nie powiela schematów. Wszystkie kompozycje napisał on lub jego współpracownicy. Przeważają wolne tempa, a gitara hipnotyzuje. Muzyków improwizujących tak stylowo i w podobny sposób podających riffy ze świecą szukać. Landau wymyślił technikę, która kojarzy się z czasami Woodstock, jednak zawiera także frazy jazzujące. Do tego jego brat, Teddy Landau, fantastycznie gra na basie. Niskie dźwięki prawie we wszystkich nagraniach pojawiają się na pierwszym planie. Całość to prawdziwa uczta dla miłośników gitarowych brzmień. Wokale zapewne tu i ówdzie można by poprawić, ale pod względem instrumentalnymi jest to album, jakich mało.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 04/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Blues Flowers - Kryminał

cd032018 021

Flower Records 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Blues to albo smutek i ból istnienia, albo jaja i dystans. W tym przypadku mamy do czynienia z drugą koncepcją. Dowcipne teksty nie są jednak najmocniejszą stroną „Kryminału”. Nie jest to nawet sztuka średnich lotów, ale „do piwka i ogniska” chyba pasuje. Oczywiście tych piwek przed przesłuchaniem trzeba trochę zrobić. No bo refreny oparte np. na figurach „bardziej miło – wredne ryło” to kiełbaski nie dosyć, że ciężkostrawne, to jeszcze po terminie. Co z tego, że komunikatywnie, prosto i bez kompleksów podane, skoro niekoniecznie smaczne? Na szczęście, z muzyką jest lepiej. Zespół naprawdę potrafi grać. Panowie znają złoty środek pomiędzy profesjonalizmem i precyzją; bez popisów, ale i bez niechlujstwa. Wykonanie to najmocniejsza strona tego wydawnictwa. Wiem, że wokalista jest zawsze celem doskonałym i najłatwiej czepiać się frontmana. W tym przypadku jednak, o ile wszystko inne się zgadza, śpiew jest, co najwyżej, poprawny. I na tym zakończmy. Pamiętam Blues Flowers sprzed ćwierć wieku, więc już za staż mają ocenę w górę. Następna belka przysługuje za schludne granie. Ale nieuczciwością wobec czytelników oraz innych muzyków byłoby dawanie tutaj noty wyższej niż 3.

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 03/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

proAge - Odmienny stan rzeczywistości

cd032018 016

Lynx Music 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Na krajowym rynku rocka progresywnego fala wznosi się i nie chce opaść. Nie zatrzymujmy jej zatem i cieszmy się, że ciężko pracujący muzycy wciąż mają radość z grania. Na krążku proAge ciężką pracę i szacunek dla słuchacza słychać w każdym takcie. To solidne, czytelne i zdecydowane granie. Muzyka nie jest ani oryginalna, ani specjalnie odkrywcza, ale na pewno bardzo klimatyczna i wciągająca. Nawiązania do Marillion (zarówno Fishowego, jak i Hogarthowego) są oczywiste. Ale nie rażą wtórnością ani nachalnością. Szczególnie słychać je w ciepłych i przestrzennych gitarach, groove’ach, przejściach i frazach wokalnych, choć śpiewający Mariusz Filosek jest bardziej opowiadaczem niż melodystą. Na szczęście, zupełnie bezpretensjonalnym. Gdyby chcieć najszybciej określić charakter tego albumu, to najwięcej jest na nim pewnego specyficznego nerwu, właściwego naszej starej, dobrej… Republice. A w liryce, podobnie jak w chrypce głównego wokalisty, czai się nuta filozoficznego klimatu Lecha Janerki. Biorąc pod uwagę polską scenę, fani rocka progresywnego usłyszą tu także echa Abraxas. Nie ma w tym jednak nic złego, bo to była wspaniała kapela.

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 03/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Yesternight - The False Awakening

cd032018 004

12 Sounds Production 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Używany czarny samochód, który zrobi wrażenie na osiedlu – 30000 zł; dwuletni karnet na siłownię – 3000 zł; skórzana kurtka dobrej jakości – 1000 zł. A to i tak bardzo niewiele kasy i zaangażowania w porównaniu z tym, jakie trzeba poświęcić graniu dobrego art rocka. Dlatego za taką muzykę biorą się ludzie najsilniejsi i najmniej dbający o pozory. A przecież można by o wiele łatwiej wyrywać laski i zdobyć szacun ziomów. Tyle że nie każdemu o to chodzi. Niektórzy zajmują się sztuką. Tworzą rzeczy wzniosłe i wzruszające, a nie takie, które ludzie na pewno chcieliby widzieć i słyszeć. Tak jest w przypadku Yesternight. To ekipa prawdziwych wojowników. W czasach przewijania Spotify tworzą wysmakowaną muzykę według starych, dżentelmeńskich zasad: szacunku dla słuchacza, sztuki i samych siebie. Wszystko, co się wiąże z tym zespołem, jest na poziomie: od teledysków, przez koncerty, na koncepcji i wykonaniu albumu skończywszy. Malkontenci mogą się czepiać, że takich dźwięków powstało już wiele i te proponowane przez Yesternight nie są oryginalne; że struktury bywają ospałe i mało energetyczne. Ale oni będą się czepiać wszystkiego, a my posłuchajmy dobrej muzyki, która niesie piękne melodie i mądry przekaz.

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 03/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF