HFM

artykulylista3

 

Voices. Chant from Avignon

102 04 2011 voices

The Benedictine Nuns of Notre-Dame de Annonciation
Decca 2010
Dystrybucja: Universal Music Polska

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Święty Benedykt zakładał zakonną rodzinę własnego imienia w VI wieku. Zgromadzenie sióstr w Le Barroux koło Avignonu powstało, jak na długą historię benedyktynów, niedawno – zaledwie w 1979 roku, zaś kościół Notre-Dame de l’Annonciation w nowo wybudowanym kompleksie klasztornym poświęcono w 2005.
W prowansalskiej samotni mniszki zajmują się uprawą winorośli, oliwek i lawendy, przetwórstwem owoców, introligatorstwem, drukarstwem, tkactwem oraz, oczywiście, modlitwą. Osiem razy na dobę, w tym raz w nocy, śpiewają na chwałę Pana chorał gregoriański i, tak jak wiele wspólnot zakonnych w ostatnich latach, zgodziły się na wydanie kompaktu, aby włączyć słuchaczy do swej wokalnej modlitwy, a przy okazji zasilić kasę klasztorną wpływami ze sprzedaży płyty. Przemyślny, a zarazem szlachetny plan.
Siostry z Le Barroux wyraźnie dbają o stronę estetyczną śpiewanej modlitwy. Słychać, że pracują pod kierunkiem dobrego dyrygenta, a systematyczność i pilność uczyniły z grupy muzykalnych osób chór na profesjonalnym poziomie, o dużej stopliwości, aczkolwiek kilka indywidualnych głosów członkiń lekko wyróżnia się z masy dźwięku.
Kilkuminutowe hymny, antyfony, offertoria, sekwencje etc., czyli przykłady codziennej praktyki śpiewaczej, brzmią czysto, żarliwie, pastelowo, słodko, lecz nie cukierkowo. Lamentacja Jeremiasza we wzruszającym solowym wykonaniu jednej z zakonnic to najpiękniejszy punkt programu. Bicie dzwonów opactwa dopełnia uduchowioną atmosferę nagrania.

Autor: Hanna i Andrzej Milewscy
Źródło: HFiM 04/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Beethoven - Works for cello and piano

114-115 05 2011 beethoven

Ivan Monighetti (wiolonczela)
Pavel Gililov (fortepian)
Dux 2010

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

Album firmują dwa znakomite nazwiska. Iwana Monighettiego i Pawła Giliłowa połączyła praca nad utworami Beethovena, a pośrednio – Mozarta, bowiem właśnie wiolonczelowe wariacje na temat arii „Bei Männern, welche Liebe fühlen” z „Czarodziejskiego fletu” otwierają program.
Siedem wariacji wykonano radośnie, zamaszyście, elegancko i z poczuciem humoru. Klimat zmienia się w pozostałych utworach. Sonata D-dur op. 102 nr 2 zachwyca szczególnie częścią środkową – rozlewnym, jakby ociągającym się Adagiem oraz finałową fugą o zdyscyplinowanym tempie.
Na płycie znalazła się jeszcze sonata A-dur op. 47, czyli „Kreutzerowska”, w transkrypcji na wiolonczelę i fortepian napisanej przez Karla Czernego. Niskie, ciemne tony wiolonczeli pogłębiają złowieszczą aurę początkowego Adagia tej kompozycji, a wirtuozeria Monighettiego sprawia, że skoczność i migotliwość części ostatniej nic nie traci w porównaniu z oryginalną wersją skrzypcową.
Dzieła Beethovena opierają się na dialogu instrumentów, a pomiędzy Monighettim i Giliłowem panuje doskonałe porozumienie. Reagują na najdrobniejsze zmiany tempa partnera, dopełniają się w prowadzeniu frazy, a jednocześnie każdy snuje swoją część muzycznej opowieści. Na uwagę zasługuje realizacja nagrania. Klarowność i plastyczność planów akustycznych pozwalają cieszyć uszy grą proporcji brzmieniowych i dynamicznych. Warto posłuchać tego kompaktu dwa razy pod rząd, za każdym razem skupiając słuch na innym instrumencie.

Autor: Hanna i Andrzej Milewscy
Źródło: HFiM 05/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Kozeluch, Rejcha, Vorisek - Symphonies

114-115 05 2011 kozeluchRejchaVorisek

Wrocław Baroque Orchestra/Jarosław Thiel
Dux 2009

Interpretacja: k5
Realizacja: k4

Z Czechami jest trochę problemów. Na filiżankę mówią „dzbaneczek”, na gwiazdozbiór „hvezdokupa”, a teatr narodowy nazywają „narodni divadlo”. W dodatku mają przy nazwiskach tyle różnych fistaszków, że trudno znaleźć czcionkę, która by je pokazała. Ale mają też wiele zalet. Jedną z nich jest muzyka; także ta sprzed kilku wieków.
Kozeluch niemal zastąpił Mozarta po jego rezygnacji z posady w Salzburgu. Rejcha w swoich traktatach pisał o ćwierćtonach, polirytmii i politonalności. Voriska grano na tych samych koncertach, na których miały miejsce wykonania dzieł Beethovena. W Czechach płyty z muzyką wszystkich tych kompozytorów są w każdym sklepie muzycznym. Dobrze, że od teraz możemy ich słuchać także u nas.
Wrocławska Orkiestra Barokowa, choć jest zespołem młodym stażem, brzmi już niczym starzy wyjadacze z Zachodu. Bez trudu daje sobie radę z szybkimi tempami. Jest precyzyjna, dynamiczna i muzykalna. W tym wykonaniu symfonie skrzą się barwami, fascynują motoryką, pomysłami w instrumentacji i pracy tematycznej. Nic dziwnego, że utwór Kozelucha błędnie przez lata przypisywano Haydnowi. Jest w nim ten sam wigor i elegancja.
Spotkanie z czeską muzyką XVIII wieku to jeszcze jeden dowód na to, że na klasykach wiedeńskich świat się nie kończy. A wrocławscy muzycy umieli nam pokazać nowe horyzonty naprawdę znakomicie. Szkoda tylko, że zbyt duży pogłos sali Radia Wrocław zmniejsza czytelność planów i odbiera muzyce ostrość kształtów. Mimo to przyjemność ze słuchania nie ominie nikogo. Zaręczam!

Autor: Maciej Łukasz Gołębiowski
Źródło: HFiM 05/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

The Chopin Concertos - Daniel Barenboim

114-115 05 2011 theChopinConcertos

Staatskapelle Berlin/Andris Nelsons
Deutsche Grammophon 2011
Dystrybucja: Universal

Interpretacja: k1
Realizacja: k3

Daniel Barenboim postanowił odczekać, aż nieco opadnie kurz po Chopinowskich bachanaliach i dopiero teraz wydał płytę ze swoją interpretacją obu koncertów fortepianowych jubilata. Jest to jego pierwsze nagranie tego repertuaru, dokonane na żywo w czasie lipcowego koncertu w Essen.
Niestety, choć dorobek Barenboima należy docenić, to prezentowane nagranie chwały na pewno mu nie przyniesie. Już samo przygotowanie techniczne budzi duże wątpliwości. Pianista wielokrotnie kiksuje. Ma problemy z płynnością w biegnikach i nawet nie widząc jego rąk, można fizycznie poczuć, jak bardzo się męczy. Patrząc przez pryzmat tego wysiłku, nietrudno zgadnąć, że interpretacja na tym straciła. Brzmienie fortepianu jest zbyt ostre i mało wyrównane, frazy kanciaste, artykulacja uboga, zmiany temp pozbawione wewnętrznej logiki i zrozumienia treści Chopinowskiej liryki. Brzmi to niczym próba i to jedna z pierwszych.
Orkiestra stara się, jak może, ale choć to zespół z Berlina, to do kolegów filharmoników mu daleko. Łotewski dyrygent prowadzi całość dość ciężką ręką, posłusznie podążając za nieporadną grą solisty. Dziwię się Barenboimowi, że zdecydował się wydać ten materiał i to z dumnym tytułem „firstever recording of Chopin Concertos”. Lepiej by było, gdyby za pół wieku odnalazł je w archiwum jakiś badacz i wydał potem jako sensacyjne, dotąd niepublikowane nagranie zmarłego wirtuoza. Wtedy wiele można by było wybaczyć. Dziś tę płytę odkładam na moją najbardziej zakurzoną półkę. Niech tam zostanie.

Autor: Maciej Łukasz Gołębiowski
Źródło: HFiM 05/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

A Tribute To Pergolesi. Stabat Mater

114-115 05 2011 stabatMater

Anna Netrebko (sopran)
Marianna Pizzolato (kontralt)
Orchestra dell’Accademia Nazionale di Santa Cecilia /Antonio Pappano
Deutsche Grammophon 2011
Dystrybucja: Universal Music Polska

Interpretacja: k3
Realizacja: k4

Trzechsetną rocznicę urodzin Giovanniego Battisty Pergolesiego Deutsche Grammophon uczcił wydaniem płyty z trzema dziełami wokalno-instrumentalnymi kompozytora, który jak meteor przemknął przez muzykę baroku i zmarł w wieku zaledwie 26 lat.
Gwiazdą pozyskaną do tego projektu była Anna Nietriebko. Rosyjska primadonna wyznała z entuzjazmem: „To dla mnie nowe doświadczenie; bardzo ekscytujące. Czuję się, jakbym przewracała nową stronicę w książce”. Netriebko wykonuje jedną kantatę („Nel chiuso centro”); drugą („Questo e il piano”) – Marianna Pizzolato, włoski kontralt, a obie panie śpiewają partie solowe w „Stabat Mater”. Towarzyszy im orkiestra renomowanej Akademii Santa Cecilia. I trzeba stwierdzić, że wybór orkiestry to najmocniejszy punkt tego przedsięwzięcia fonograficznego. Strona wokalna pozostawia wiele do życzenia. Nietriebko nie potrafi się odnaleźć w tym repertuarze. Śpiewa z nieznośną manierą operową, mocno atakując dźwięk i forsując frazę, zaś w górnym rejestrze ucieka się wręcz do krzyku. Brakuje jej precyzji szczegółów ornamentyki i, niestety, także intonacji. Brakuje zniuansowania dynamiki. Pizzolato dobrze czuje styl tej muzyki, ale jej interpretacji (zwłaszcza w kantacie) nie dostaje energii i blasku, choć w duetach i tak wypada korzystniej niż sławna koleżanka. Czas pokaże, czy Nietriebko dostanie drugą szansę „barokową”.

Autor: Andrzej Milewski
Źródło: HFiM 05/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Maleńczuk & Steczkowska - Mezalianse

114-115 05 2011 mezalianse

QM Music 2011

Interpretacja: k0
Realizacja: k3

Kabaret Starszych Panów to klasyka polskiej rozrywki; niedościgniona doskonałość formy i treści. Trudno pojąć, jak w ciężkich czasach i przy użyciu prymitywnej techniki mogło powstać widowisko tak mądre, a jednocześnie zabawne. Z pewnością to zasługa twórców, którzy dziś patrzą już na nas z góry, pijąc herbatkę ze św. Piotrem. Genialne teksty Przybory ubrane w muzykę Wasowskiego zyskały nieśmiertelność i stały się inspiracją dla młodszych pokoleń.
Co jakiś czas ktoś próbuje naśladownictwa, zwykle ponosząc sromotną porażkę. Bywają też tacy, którzy sami wkładają cylindry i śpiewają repertuar Starszych Panów niby na nowo. To jak zamiar wygrania Tour de France na składaku z przebitą dętką.
Zawsze ceniłem Justynę Steczkowską za jej indywidualność i styl, który nie szedł za modą, ale wynikał z indywidualnej potrzeby tworzenia. Tym razem cel okazał się zbyt ambitny. Steczkowska to nie Kalina Jędrusik, a Maleńczukowi daleko do Michnikowskiego czy Gołasa. Ich wykonania nawet nie ocierają się o subtelność i wyrafinowanie tamtych. Ona próbuje pokazać przesłodzoną melancholię tam, gdzie Starsi Panowie widzieli głównie humor i zabawę słowem. On swoim przepitym basem nie jest ani śliczny, liryczny i apetyczny, ani nawet upiorny. Jeśli płyta tego duetu wzbudza uśmiech, to wyłącznie politowania.
Bardzo bym chciał, żeby nie było już więcej takich nagrań, żeby szukanie inspiracji w klasyce nie kończyło się jej zepsuciem w imię napuszonej ambicji. Przestrzegam wszystkich przed zakupem tej szmiry.

Autor: Maciej Łukasz Gołębiowski
Źródło: HFiM 05/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF