fbpx

HFM

artykulylista3

 

Beethoven - Gods, Heroes and Men

85 07 2011 beethoven

Orchestre Symphonique de Montreal/Kent Nagano
Sony Classical 2011

Interpretacja: k5
Realizacja: k2

Beethoven, choć zaliczany do klasyków wiedeńskich, miał wyraźnie romantyczną duszę. W jego symfoniach bez trudu można znaleźć ogromne pokłady szczerych, potężnych emocji, nieznane w typowych XVIII-wiecznych utworach na orkiestrę. Pierwszą z tych preromantycznych symfonii jest III, opatrzona podtytułem „Eroica”. Słynna legenda o przekreślonej dedykacji dla Napoleona tylko dodała dziełu wyrazu. Kent Nagano postanowił je pokazać po swojemu, dodając do programu płyty jeszcze kilka fragmentów z baletu „Twory Prometeusza”. W książeczce oczywiście sporo mamy filozofii i oświeceniowych ideałów, ale lepiej się skupić na samej muzyce. Kanadyjska orkiestra to bardzo doświadczony i sprawny zespół. Na wielkie uznanie zasługują sekcje dęte – fantastycznie zgrane i brzmiące doprawdy przepięknie. Smyczki także radzą sobie dobrze, a całość to zespół zdolny do stworzenia wspaniałego spektaklu. Nagano wykorzystał umiejętności muzyków, pokazując szybkie tempa, drapieżne akcenty oraz głębię orkiestrowej polifonii.
Niestety, odbiór obu utworów zakłóca jakość nagrania. Cóż z tego, że do uszu słuchacza dochodzą echa genialnych dialogów między instrumentami i kunsztownej pracy tematycznej kompozytora, skoro nie można ich dokładnie śledzić i smakować? Choć płytę nagrywano w dwóch różnych salach, w obu pogłos jest zbyt duży i zaciera szczegóły. Nie sposób zanurzyć się w orkiestrę; można jedynie pływać po wierzchu, zaglądając z tej perspektywy w rozmytą dźwiękową toń.
Nagranie mogło się stać przykładem wybitnej kreacji, ale przez błędy reżyserskie trudno się nim cieszyć. Wielka szkoda.

Autor: Maciej Łukasz Gołębiowski
Źródło: HFiM 7-8/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Mayhem - Imelda May

84-85-09 2011 mayhem

Decca 2010
Dystrybucja: Universal Music Polska

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

Imelda May jest 37-letnią artystką z Irlandii – piosenkarką, kompozytorką, tekściarką i instrumentalistką (gra na gitarze i bodhranie, czyli irlandzkim bębenku). Połknęła bakcyla muzycznego za sprawą starszego brata, który wielbił Evisa Presleya. Co prawda May umieszczana jest w szufladce „rockabilly/blues/jazz”, ale na klasyfikację gatunkową jej trzeciego albumu, „Mayhem”, brakuje określeń.
Jest tu i boogie-woogie, i rock and roll, i dixieland, a wszystko podane z lekkością i dystansem udanego pastiszu. Kolejne piosenki kojarzą się z niezapomnianymi scenami z filmów. I tak pierwszy utwór – to kolacja w restauracji w „Pulp Fiction”, 3 – bal szkolny w „Peggy Sue wyszła za mąż”, 5 – rękawiczkowy striptiz Rity Hayworth w „Gildzie”, a 11 – kondukt pogrzebowy w filmie „Harry Angel”.
May, jako wokalistka i producentka, doskonale wczuwa się w klimaty brzmieniowe lat 40. i 50. XX wieku. Płyta jest majstersztykiem aranżacji i wirtuozowskim popisem zaproszonych do projektu muzyków, zwłaszcza zaś gitarzysty (nota bene męża Imeldy) i trębacza. Zadbano także o odpowiednio wystylizowaną szatę graficzną kompaktu.
Realizacja techniczna nagrania też jest efektem stylizacji – na przerysowane „stereo-retro”, z charakterystycznym lekko tubalnym brzmieniem wokalu. May śpiewa zachwycająco, z wielką ekspresją i giętkością, barwą głosu charakteryzując postaci i wydarzenia, o których opowiada. Recital „Mayhem” stawia Imeldę May w rzędzie największych gwiazd piosenki współczesnej.

Autor: Hanna i Andrzej Milewscy
Źródło: HFiM 09/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Domenico Scarlatti - Sonatas

84-85-09 2011 domenicoScarlatii

Marek Drewnowski (fortepian)
Dux 2010

Interpretacja: k5
Realizacja: k4

W 1975 roku Marek Drewnowski zarejestrował na longplayu tuzin sonat Scarlattiego. W 1987 wydał następnych piętnaście. Zanim pianista nagra wszystkie 550 sonat (a planuje tego dokonać do roku 2012), słuchaczom pozostaje cieszyć uszy reedycją albumu z roku 1987, zawierającego materiał zapisany w przyjaznej akustyce Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy, na bardzo dobrym instrumencie (brak szczegółowej informacji), co dla jakości technicznej i artystycznej nagrania ma kapitalne znaczenie.
Drewnowski wykonuje Scarlattiego na fortepianie, nie zaś na klawesynie (na którym to instrumencie pracował kompozytor), ale w zaproponowanej interpretacji łączy cechy charakterystyczne dla brzmienia klawesynu z możliwościami fortepianu. Uderza dźwięk krótko, energicznie; w artykulacji przeważa perliste portato. Realizacja ozdobników i rulad jest niesłychanie dokładna i elegancka: mordenty jawią się jak dzwoneczki, tryle – jak trzepoty skrzydeł kolibra. Fortepian zapewnia niektórym frazom siłę i majestat. Oszczędne stosowanie pedału dodaje tej muzyce oddechu, a precyzja mechanizmu klawiatury umożliwia wydobycie niuansów dynamiki i zaokrąglanie frazy.
Drewnowski mistrzowsko różnicuje pracę lewej i prawej ręki, co służy wzbogaceniu kolorystyki. Umiejętnie gospodaruje czasem trwania pauz i tempem, ewokując szeroką gamę nastrojów. W każdej sonacie opowiada jakąś ciekawą historię. Album jest dedykowany Piotrowi Wierzbickiemu. To dzięki niemu Domenico Scarlatti stał się wizytówką pianistyki Drewnowskiego.

Autor: Hanna i Andrzej Milewscy
Źródło: HFiM 09/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Schumann - Scenes from Goethe’s Faust

84-85-09 2011 schumann

Hossa, Libor, Lubańska, Marciniec, Kirch
Warsaw Boys’ Choir
Warsaw Philharmonic Choir and Orchestra/Antoni Wit
Naxos 2011
Dystrybucja: CMD

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Muzyczne siły międzynarodowe z przewagą Polaków (orkiestra, chóry, dyrygent i trzy z siedmiu głosów solowych) zarejestrowały dla wytwórni Naxos „Sceny z «Fausta» Goethego”.
Robert Schumann pracował nad tym dziełem przez kilka ostatnich lat życia, a całość miała prawykonanie już po śmierci kompozytora. Sięgnął po słynny dramat Goethego, lecz – w przeciwieństwie do wielu kolegów – nie napisał opery. Wybrał formę kantaty – długiej (dwie godziny) i wymagającej potężnego aparatu wykonawczego (m.in. dwóch chórów – mieszanego i chłopięcego). Schumann obdarzył większym zainteresowaniem drugą część tragedii Goethego, akcentującą problemy filozoficzne i metafizyczne – i te wątki spróbował wyrazić dźwiękiem, głównie śpiewem.
To muzyka emocjonalna, pełna uniesień i emfazy na granicy egzaltacji. Na dwupłytowym albumie zgromadzono wyrównaną, silną stawkę solistów, z których trudno kogoś wyróżnić in plus lub in minus. Mocne, giętkie, szlachetne głosy o bogatej barwie zręcznie budują charakterystykę wokalno-aktorską postaci. Warto zwrócić uwagę na scenę ekstatycznej apoteozy kobiecości (tenor Daniel Kirch), uwodzicielską perfidię Mephistophelesa (bas Andrew Gangestad), wzruszającą śmierć Fausta (baryton Jaakko Kortekangas). Najwyżej trzeba jednak ocenić artystyczny wkład polskich chórów, bez których nie byłoby sugestywnej, to demonicznej, to niebiańskiej atmosfery tego udanego nagrania.

Autor: Hanna Milewska
Źródło: HFiM 09/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Wagner - René Pape

84-85-09 2011 wagner

Staatskapelle Berlin / Daniel Barenboim
Deutsche Grammophon 2011
Dystrybucja: Universal Music Polska

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

René Pape powtarza, że śpiewanie Wagnera powinno być oparte na tej samej technice wokalnej co wykonywanie Mozarta. Nie wolno śpiewać tylko fortissimo i con tutta forza. Wielką wagę należy przykładać do analizy tekstu słownego i dykcji.
Pape przychyla się do opinii, że opery Wagnera to swoiste niemieckie bel canto. Słucha nagrań, aby poznać trudności techniczne i zasadzki danej partii, a także aby ogarnąć całość, której jego bohater będzie częścią. Nic dziwnego, że przy tak kompleksowym podejściu prezentuje interpretacje, które budzą podziw, a świadectwem tego jest pierwszy w jego dyskografii album wagnerowski. Znalazły się na nim fragmenty z „Walkirii”, „Śpiewaków norymberskich”, „Lohengrina”, „Parsifala” i „Tannhäusera”. W duecie z „Parsifala” partneruje niemieckiemu basowi Placido Domingo – imponujący iście młodzieńczą werwą.
Wagner śpiewany przez Papego brzmi zaskakująco „nie monumentalnie”, chwilami wręcz intymnie, do czego przyczynia się realizacja nagrania – ustawienie solisty blisko mikrofonów, z dala od orkiestry. Mocny głos ma barwę ciepłą, szlachetną, „uczłowieczającą” nawet groźnego Wotana. Mądre gospodarowanie długim oddechem pozwala na plastyczne kształtowanie frazy i niuansowanie artykulacji. Forte, stosowane jakże oszczędnie, robi wielkie wrażenie. Na koniec płytowego recitalu słuchaczy czeka prawdziwa uczta – „Pieśń do gwiazdy” – dostojna, spokojna, rozpięta na stabilnych, rozłożystych łukach wokalnego artyzmu.

Autor: Hanna i Andrzej Milewscy
Źródło: HFiM 09/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Telemann - Orpheus

84-85-09 2011 telemann

Dorothee Mields, Markus Volpert, Ulrike Hofbauer L’Orfeo Barockorchester/Michi Gaigg
Deutsche Harmonia Mundi 2011
Dystrybucja: Sony Music Polska

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

Najsłynniejsze opery oparte na micie Orfeusza zawdzięczamy Monteverdiemu (1607) i Gluckowi (1762). Album wydany przez Deutsche Harmonia Mundi ma szansę spopularyzować inne, bardzo ciekawe (i pod względem muzycznym, i dramaturgicznym) ujęcie antycznej opowieści – operę „Orpheus” Georga Philippa Telemanna (1736).
Anonimowe libretto, nad którym prawdopodobnie pracował sam kompozytor, w przeważającej części zostało sporządzone w języku niemieckim. Zawiera jednak również arie i pieśni chóru po włosku i po francusku. Cechą wyróżniającą dzieło Telemanna jest spojrzenie na smutną historię greckiego poety z punktu widzenia Orazji – królowej Tracji, zakochanej w Orfeuszu i czyhającej na życie jego ukochanej, a po odrzuceniu przez Orfeusza także na jego życie.
Kluczową partię Orazji wykonuje Dorothee Mields. To perfekcjonistka, prezentująca interpretację wycyzelowaną w najdrobniejszych szczegółach wokalnych i aktorskich. Obdarzona jasnym, giętkim sopranem i długim oddechem, śpiewa z precyzją, kunsztownie kształtując frazę i nasycając ją emocjami. Ulrike Hofbauer jako Eurydyka proponuje interpretację bardziej wyciszoną, pełną melancholii. Orfeusz musi poradzić sobie z namiętnością dwóch kobiet – w tej roli mocny, energiczny baryton Markus Volpert.
Pięknie brzmią chóry (chórki) złożone z solistów, a kameralna L’Orfeo Barockorchester gra wyśmienicie technicznie, co zostało podkreślone świetną realizacją nagrania.

Autor: Andrzej Milewski
Źródło: HFiM 09/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF