fbpx

HFM

artykulylista3

 

J.S. Bach - 6 Partitas

90-91 02 2011 Bach

Vladimir Ashkenazy
Decca 2010
Dystrybucja: Universal

Interpretacja: k2
Realizacja: k4

Choć od kilku lat Ashkenazy nie występuje publicznie, chętnie odwiedza studia nagraniowe. Jego najnowszy, dwupłytowy album zawiera sześć partit Bacha.
Pianista gra na fortepianie Steinwaya, który pod jego palcami brzmi zbyt ostro i sucho. Ashkenazy sili się na szybkie tempa, w których z zauważalnym trudem utrzymuje precyzję techniczną. W Bachowskich partitach misterne konstrukcje melodyczne i harmoniczne ukazują najmniejsze nawet zaburzenia w płynności narracji. Wykonawca niejednokrotnie stąpa po cienkiej linie pomiędzy próbą ukazania wirtuozerii a bałaganem niedogranych dźwięków i zagonionych fraz. Wykazuje też niekonsekwencje w brzmieniu i interpretacji ozdobników. Grając ostro i twardo, czasem zmienia barwę na bardziej subtelną, jednak w żaden sposób momentów tych nie da się przewidzieć ani wyjaśnić. Tryle i biegniki brzmią niekiedy lekko i finezyjnie, by zaraz potem zabrzmieć kanciasto i bez wyczucia. Fragmenty taneczne grane są jako wirtuozowskie popisy i tracą swój charakter. Ogólny wniosek jest najgorszy i przykry tym bardziej, że dotyczy utytułowanego i zdolnego pianisty. Otóż Ashkenazy nie pokazał w tej wspaniałej muzyce jej piękna, a przecież wiemy, że jest w niej ono immanentnie obecne. Szorstka ręka rosyjskiego muzyka nie zdołała go jednak wydobyć.
Nagranie brzmi dobrze, jest bliskie i precyzyjne. Mimo wszystko trudno mi tę płytę polecić. Jej słuchanie nie należy do szczególnych przyjemności, tym bardziej, gdy ma się ciągle w uszach te same partity w genialnej interpretacji Piotra Anderszewskiego.

Autor: Maciej Łukasz Gołębiowski
Źródło: HFiM 02/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Lettere Amorose - Magdalena Kožená

90-91 02 2011 lettereAmorase

Private Musicke/Pierre Pitzl
Deutsche Grammophon 2010
Dystrybucja: Universal Music Polska

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

Od szóstego roku życia, kiedy wstąpiła do dziecięcego chóru filharmonii w rodzinnym Brnie, Magdalena Kožená zaprzyjaźniała się z muzyką baroku. Teraz, jako dojrzała artystka, może połączyć sympatię do kompozytorów tej epoki z perfekcją wykonawczą i autentyzmem ekspresji.
Efekt jest znakomity. Czeska śpiewaczka wybrała siedemnaście dzieł twórców włoskich i hiszpańskich; znanych, jak Claudio Monteverdi czy Tarquinio Merula, jak i rzadziej dziś słuchanych, jak Lucas Ruiz de Ribayaz czy Filippo Vitali. Obok pieśni w programie godzinnego recitalu płytowego znalazło się kilka interludiów instrumentalnych. Solistce towarzyszy wyśmienity zespół muzyki dawnej w międzynarodowym składzie, kierowany przez austriackiego gambistę – Pierre’a Pitzla.
Kožená traktuje każdy utwór jak mały monodram wokalno-aktorski i dobiera odpowiednie środki do wyrażenia treści zapisanej w nutach i słowach. Śpiewa z temperamentem, z energią, lecz tam gdzie należy – powściąga furię i rozpacz. Wielka jest rozpiętość dynamiki i wielka różnorodność artykulacji – od szeptu, poprzez liryczne parlando i kantylenową rzewność, po dramatyczny krzyk. Artystka potrafi poświęcić piękno barwy na rzecz wiarygodności interpretacyjnej. Każda z jej kreacji pieśniarskich w „Listach miłosnych” zasługuje na wyróżnienie, wymieńmy więc tylko tę o najwyższym napięciu emocjonalnym – „Udite amanti” Barbary Strozzi.
Ciekawe, jaki będzie następny przystanek Koženy w poszukiwaniach interesującego
repertuaru.

Autor: Hanna i Andrzej Milewscy
Źródło: HFiM 02/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Juan Diego Flórez - Santo

90-91 02 2011 juanDiegoFlorez

Orchestra e coro del Teatro Comunale di Bologna/ Michele Mariotti
Decca 2010
Dystrybucja: Universal Music Polska

Interpretacja: k5
Realizacja: k4

„Prędzej czy później tenor musi nagrać płytę z utworami sakralnymi. To po prostu część życia tenora, ale ja chciałem mieć własny kompakt z ciekawymi kompozycjami. Pomyślałem więc: bel canto! Jest coś takiego u Rossiniego?” – wyjaśnia Juan Diego Flórez genezę swojego najnowszego albumu. Wybrane fragmenty utworów Rossiniego („Mała msza Uroczysta”, „Messa di Gloria”) zajmują 20 minut na ponadgodzinnym krążku i stanowią filary unoszące konstrukcję programu, złożonego głównie z „sacro-hitów”, jak klasyczne „Ave Maria” Schuberta, „Panis Angelicus” Francka czy, nieco świeższe, Kyrie z „Mszy Kreolskiej” Ramireza.
Flórez pogodził dwa cele: wyśpiewanie chwały Boga oraz pokaz maestrii wokalnej. Wyselekcjonowane utwory idealnie odpowiadają charakterystyce jego głosu: ruchliwego i giętkiego, jasnego, pewnego, o nienagannej intonacji (budzi zachwyt już w otwierającym płytę nagraniu „Alleluia” – fanfarze Fuksa, w duecie z trąbką) i wyrównanej barwie.
Do tych cech należy dodać witalność, zapał i radość, emanujące z produkcji Flóreza. W żwawych dziełach Rossiniego, Belliniego czy Haendla eksponuje ich efektowną operowość, imponująco pokonując „esy-flórezy” linii melodycznych. Stać go jednak także na żarliwe modlitewne skupienie (w Schubercie i Ramirezie). W finale albumu wykonuje skomponowany przez siebie hymn „Santo” z dwujęzycznym tekstem hiszpańsko-inkaskim i muzyką z elementami folkloru peruwiańskich Indian.

Autor: Hanna i Andrzej Milewscy
Źródło: HFiM 02/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Drums’n’Chant - Martin Grubinger

90-91 02 2011 drumsnChants

Martin Grubinger (instrumenty perkusyjne)
Monks of the Benedictine Abbey Münsterschwarzach Deutsche Grammophon 2010
Dystrybucja: Universal Music Polska

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Dwaj Martinowie Grubingerowie to austriaccy wirtuozi instrumentów perkusyjnych i kompozytorzy, którzy wpadli na pomysł zilustrowania roku liturgicznego współczesnymi utworami z rytmem w roli głównej. Na płycie „Drums’n’Chant” znalazło się dwanaście ścieżek autorstwa – obok Grubingerów – takich kompozytorów, jak Rainer Hager, Leonhard Schmidinger, Rainer Furthner czy Josef Burchartz, którzy również wystąpili tu jako wykonawcy.
Przedsięwzięcie firmuje Grubinger junior. Najcenniejsze w tym projekcie jest wykorzystanie wielu mniej i jeszcze mniej znanych instrumentów. Cabasa, bendir, agyeggyewa, hang – to tylko kilku dźwięcznych bohaterów nagrania, ale opisów i wizerunków tych narzędzi pracy muzycznej nie znajdziemy w skąpej książeczce; trzeba zajrzeć do internetu.
Rozmaite perkusyjne konfiguracje, czasem w zestawieniu z obojem, trąbką czy tureckim fletem – neyem, szklankami, piłą czy elektronicznymi klawiszami, dają niesamowite efekty brzmieniowe. Najlepiej sprawdza się koncepcja narastającej ściany dźwięku, budowanej przez dołączanie kolejnych instrumentów, jak choćby w „Sanctus XIV” Furthnera. Na tle tego bogactwa sonorystycznego i rytmicznego zaangażowanie chórku benedyktynów wydaje się banalnym kwiatkiem do kożucha. Nie są w stanie rywalizować z „muezzinopodobnym” melizmatycznym śpiewem tureckiego wokalisty Hakkiego Ozpinara w „Communio: In splendoribus sanctorum” Reitera i Grubingera juniora. Warto posłuchać.

Autor: Hanna i Andrzej Milewscy
Źródło: HFiM 02/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Haydn - 12 „London” Symphonies

92-93 03 2011 haydn

Les Musiciens do Louvre/Marc Minkowski
Naive 2010
Dystrybucja: Universal Music

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

Symfonie „Londyńskie” to najdoskonalsze i najdojrzalsze dzieła tego gatunku, stworzone przez nestora Klasyków Wiedeńskich. Powstały w latach 1791-95, a więc w większości już po śmierci Mozarta, jednak nadal pozostają w typowym klasycystycznym nurcie kanonu proporcji i formy.
Wszystkie są czteroczęściowe, z otwierającym je wolnym wstępem i z menuetem w części trzeciej. To najpiękniejsze perły powoli odchodzącej epoki (za niecałe 10 lat Beethoven napisze swoją „Eroicę”). To w tym cyklu znalazły się najbardziej rozpoznawalne ze 105 symfonii Haydna – „Zegarowa”, „Wojskowa”, „Z uderzeniem w kocioł”, „Z trylem na kotłach” i „Niespodzianka”.
Minkowskiemu udało się uchwycić klimat tych utworów. Francuzi grają dynamicznie i diabelnie precyzyjnie, ale nigdy się nie zapędzają. Nie dostają zadyszki ani nie przedkładają tempa nad elegancję stylu. Element kluczowy i najbardziej zauważalny stanowi tutaj wszechogarniający taniec. Pulsacja rytmiczna jest obecna w każdej chwili i prowadzi słuchacza jak po nitce wśród meandrów harmonii i kontrapunktu. Takie podejście dodaje wigoru częściom szybkim, a odbiera nieco spokoju tym wolniejszym. Niemniej całość wciąga i przykuwa uwagę. Czynele oraz kotły w „Wojskowej” brzmią jak prawdziwa wojskowa orkiestra. Tykanie zegara przypomina zimowe wieczory u dziadków, a uderzenie w kocioł skutecznie stawia na nogi.
Choć nagranie zrealizowano w czasie koncertów, publiczność jest wyjątkowo zdyscyplinowana, a brzmienie zespołu pozostaje precyzyjne i ma dobre proporcje. Minkowski nic nie stracił ze swego stylu po przejściu do Naive. Oby więcej takich albumów.

Autor: Maciej Łukasz Gołębiowski
Źródło: HFiM 03/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Impressio

92-93 03 2011 Impressio

Przemek Domański (sopran chłopięcy)
Marcin Łopacki (fortepian)
Classic Festival Impresariat 2011

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Śpiewał w kilkuosobowym chórku chłopięcym w „Pasji” Mykietyna. Jego występ w roli Jurodiwego w „Borysie Godunowie” okazał się wokalno-aktorską rewelacją. Nic dziwnego, że Przemek Domański, utalentowany członek Warszawskiego Chóru Chłopięcego, dostał propozycję wydania płyty.
Jaki repertuar wybrać na eteryczny sopran chłopięcy? Według producenta „Przemek pragnął nagrać swoje ulubione utwory. Liczyła się dla niego nie tyle treść, co wewnętrzne muzyczne piękno”. W rezultacie piętnaście pozycji z albumu to groch z kapustą – koloraturowe popisy z „Czarodziejskiego fletu” obok lirycznych westchnień z „Cyganerii”, religijnych hitów dawnych („Panis Angelicus”) i nowych („Pie Iesu”) oraz musicalowej klasyki („Tonight”). Przemek nie ma problemów z intonacją i tessiturą, ale ograniczenia fizjologii dziecięcego głosu nie pozwalają na swobodę frazowania, kształtowania barwy i dynamiki. Bez nich zaś nie ma mowy o interpretacji utworów pisanych z myślą o innych płucach i krtani – jak aria Królowej Nocy czy walc Mimi.
„Impressio” jest wizytówką imponujących możliwości małego śpiewaka i ciekawostką. Jeśli zachęci nastolatków do słuchania i śpiewania muzyki poważnej – będzie to wielka nagroda dla zdolności i pracy Przemka. W czasach Bacha dyszkanciści zachowywali anielskie głosiki do 17., 18. roku życia. Teraz chłopcy o wiele wcześniej przechodzą mutację. Przemek zbliża się do 14. urodzin. Nie pośpiewa już długo jako sopran.
Słuch, wrażliwość, podstawy techniki wokalnej – to wielki kapitał na przyszłość. Oby narodził się ponownie jako świetny bas, baryton, tenor lub kontratenor.

Autor: Hanna i Andrzej Milewscy
Źródło: HFiM 03/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF