fbpx

HFM

artykulylista3

 

Stanisław Radwan - Muzyka teatralna i filmowa

094 095 Hifi 09 2019 004

DUX 2018

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Stanisław Radwan z wykształcenia jest kompozytorem, a z zawodu – „człowiekiem teatru”. Najczęściej komponuje bowiem dla teatru; z czasem zaczął też reżyserować, a nawet został dyrektorem (Stary Teatr w Krakowie, 1980-1990). Tworzył muzykę do spektakli reżyserowanych przez Konrada Swinarskiego, Jerzego Jarockiego, Krystiana Lupę, Jerzego Grzegorzewskiego i innych tuzów polskiej sceny. Pisał też dla filmu, a nawet kilka razy udzielił się jako aktor. Na osiemdziesiąte urodziny Radwana Krakowskie Forum Kultury przygotowało dla szacownego krakowianina płytę z wyborem jego muzycznych dokonań teatralnych i filmowych. Muzyka filmowa występuje tu w dawce symbolicznej – jako piękny obojowy temat ze „Spisu cudzołożnic” i waltorniowy walc z serialu telewizyjnego „Z biegiem lat, z biegiem dni”. Gros treści stanowią fragmenty muzyki teatralnej, zyskujące tu autonomię jako miniatury muzyczne mające tytuł, a w jednym przypadku nawet zestawione w suitę pod wspólnym mianownikiem nastroju żałobnego: „Funerale”. Album z muzyką teatralną stanowi rzadkość fonograficzną. Dla tych, którzy oglądali przedstawienia oprawione przez Radwana, będzie to powrót do przeżyć na widowni. Ci, którzy nie widzieli słynnych inscenizacji (choćby na DVD czy VOD), paradoksalnie będą mogli najlepiej ocenić wartość tej muzyki – szukającej inspiracji i w jazzie („Engel sucht Flügel”), i w Mahlerze („Kasia z Heilbronnu”), i w minimal music („Rilke”). Ciekawe doświadczenie dla melomana.

Hanna Milewska
Źródło: HFiM 09/2019

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Stanisław Moniuszko - Straszny dwór

094 095 Hifi 09 2019 006

DUX 2018

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Akademia Muzyczna im. Stanisława Moniuszki w Gdańsku niedawno obchodziła 70-lecie działalności. Z tej okazji wykonano i nagrano operę patrona „Straszny dwór”. W partiach solowych wystąpili wykładowcy i absolwenci uczelni. Są wśród nich osoby o wspaniałym dorobku, jak Stefania Toczyska. Są uznani śpiewacy średniego pokolenia, jak Anna Fabrello. Efekt artystyczny przedsięwzięcia budzi jednak mieszane uczucia, a dobór wykonawców i koncepcja interpretacyjna kreacji – zastrzeżenia. O ile przerysowanie „czelustnych” dołów skali w przypadku Toczyskiej (Cześnikowa) można uznać za żartobliwy przejaw dystansu do postaci (a i własnych aktualnych możliwości głosowych), o tyle trudno się nie żachnąć na szlagońską manierę w emisji Stanisława Daniela Kolińskiego (Zbigniew). Głosy śpiewaczek, wykonujących dziewczęce partie Jadwigi i Hanny, brzmią nieadekwatnie do charakterystyki postaci – albo niemłodo i z nadmierną wibracją (Karolina Sikora), albo subretkowo (Anna Fabrello). Paweł Skałuba, mozolnie wyciskając górne dźwięki w popisowej arii Stefana, nie ma już siły na to, by się wzruszać. Z przyjemnością słucha się partii Miecznika (Leszek Skrla) i Damazego (Ryszard Minkiewicz). Wielka szkoda, że do reprezentacji wokalistów związanych z gdańskim konserwatorium nie zaproszono najlepszych studentów. Jako czworo głównych protagonistów mieliby szansę współpracować z doświadczonymi kolegami, a do wykonania wnieśliby młodość i świeżość.

Andrzej Milewski
Źródło: HFiM 09/2019

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Adam Maksymienko - Reminiscence of the Future

094 095 Hifi 09 2019 002

DUX 2018

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Można powiedzieć, że Adam Maksymienko to akordeonista z powołania. Od pierwszej klasy szkoły muzycznej postawił na akordeon i pozostał mu wierny, a kunszt gry doprowadził do arcymistrzostwa. Maksymienko potrafi też porywająco pisać o muzyce i uzasadniać swoje wybory repertuarowe, a okazują się one odkrywcze i fascynujące dla słuchaczy. Dowodzi tego jego pierwszy solowy album. Tytuł płyty – „Reminiscence of the Future” („Wspomnienie z przyszłości”) – nie zapowiada fantastyczno- naukowej przygody, lecz refleksję teraz nad tym, co nieuchronnie nastąpi potem – nad śmiercią, która rzuca długi wsteczny cień. Maksymienko przedstawia dzieła trojga kompozytorów rosyjskich, którzy całe życie (jak samobójca Władisław Zołotariow, 1942-1975) lub większą jego część (jak Sofia Gubaidulina, ur. 1931 i Wiaczesław Siemionow, ur. 1946) spędzili w Związku Sowieckim, a uduchowiona twórczość była dla nich azylem swobodnego myślenia. Akordeon koncertowy to instrument, który może brzmieć jak organy katedry – monumentalnie, groźnie, poważnie – albo jak organy wiejskiego kościółka (III sonata Siemionowa); może przytłaczać gęstwiną współbrzmień (sonata Gubaiduliny „Et expecto”) lub, dzięki specyficznej artykulacji, prowadzić narrację meandrami i pod prąd (III sonata Zołotariowa). Rosjanie cytują Bacha i Schönberga; szyfrują alfabetem Morse’a wersety z Heinego. Każą akordeonowi oddychać (użycie miecha u Gubaiduliny). Maksymienko jest przekaźnikiem tej niezwykłej muzyki. Wspaniali kompozytorzy mają wspaniałego interpretatora

Andrzej Milewski
Źródło: HFiM 09/2019

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Cecilia Bartoli - Antonio Vivaldi

cd07082019 008


Ensemble Matheus/Jean-Christophe Spinosi
Decca 2018

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Cecilia Bartoli przyzwyczaiła słuchaczy, że każdą płytą dostarcza wrażeń estetycznych na najwyższym poziomie. Jednocześnie odkrywa nowe regiony historii muzyki, od wieków nieodwiedzane nie tylko przez wokalistów, lecz także przez muzykologów. To ona wskrzesiła zainteresowanie Vivaldim jako kompozytorem operowym. Sławna śpiewaczka Marilyn Horne stwierdziła wręcz: „Vivaldi żyje dziś dzięki Cecilii Bartoli”. W 20. rocznicę wydania pamiętnego „Vivaldi Album” i w 30. rocznicę podpisania kontraktu z Deccą, ukazuje się płyta z dziesięcioma ariami Rudego Księdza. Na wspomnianym krążku z 1999 roku solistce towarzyszył zespół Il Giardino Armonico Giovanniego Antoniniego. Najnowszego nagrania, z innym zestawem arii, dokonała z bretońską grupą Ensemble Matheus, pod dyrekcją skrzypka Jean-Christophe’a Spinosiego. Czas robi swoje i głos Bartoli, coraz ciemniejszy i cięższy, nie będzie startował w wyścigach na czas. Krtaniołomne koloratury dziś roztropnie zwalniają tempo, natomiast w lirycznych, refleksyjnych ariach (a to one dominują w programie recitalu) Bartoli brzmi zachwycająco – długi oddech, giętka fraza i przebogata paleta środków wyrazu czynią jej aktorstwo wokalne niezrównanym. Kiedy za partnerów ma takich wirtuozów jak flecista Jean-Marc Goujon („Sol da te, mio dolce amore” z opery „Orlando furioso”), przenosi melomanów do operowego nieba. Oczywiście pod parasolem doskonałych realizatorów dźwięku.

Andrzej Milewski
Źródło: HFiM 07-08/2019

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

TrombQuartet - Take Four

cd07082019 007


RecArt 2018

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Czterech bohaterów tej płyty łączy fakt, że wszyscy grają na puzonie i wszyscy ukończyli poznańską Akademię Muzyczną. W roku 2012 przybrali nazwę Tromb- Quartet i zaczęli od wykonania standardu „Take Five” na Zaduszkach Jazzowych (w klasztorze dominikanów). Dziś mają w repertuarze utwory ponad 50 kompozytorów. I chyba w Polsce nie mają konkurencji. Fonograficzny debiut zespołu, zatytułowany dowcipnie „Take Four”, zawiera 23 kompozycje 15 autorów. Recital otwierają dzieła klasyczne, w aranżacjach puzonowych (jak np. fuga g-moll Bacha czy tańce z baletu „Dziadek do orzechów” Czajkowskiego) lub w oryginale napisane na puzon (trzy Equale Beethovena). Na otwarcie – oczywiście fanfara, w tym przypadku – efektowne opracowanie fragmentu „Stworzenia świata” Haydna. Uwagę zwraca dzieło dedykowane TrombQuartetowi – majestatyczny „Chorał I” Ewy Fabiańskiej- Jelińskiej. W repertuarze klasycznym poznańscy puzoniści prezentują świetną technikę i zgranie, ale, na razie, nie porywają. Skrzydła (czy może raczej: suwaki puzonów) rozwijają dopiero w drugiej części programu, czyli w przebojach muzyki pop i jazzu, takich jak temat z filmów o Jamesie Bondzie czy „St. Thomas” Sonny Rollinsa. Swoboda i precyzja, feeling i wielobarwność – to zalety interpretacji TrombQuartetu. Absolutną perełką jest wykonanie piosenki Niemena „Pod papugami” (kompozycja Mateusza Święcickiego) w rewelacyjnej aranżacji Marcina Piekuta.

Hanna Milewska
Źródło: HFiM 07-08/2019

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Mikołaj Górecki - Zan Tontemiquico; Trio concerto; Trio Titanic

cd07082019 009


Silesian Trio/AUKSO Chamber Orchestra of Tychy/
Marek Moś
DUX 2018

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Mikołaj Górecki urodził się w 1971 roku. Studiował kompozycję w Katowicach. Doktoryzował się w Kanadzie, a mieszka i pracuje w USA. Tak, jest synem Henryka Mikołaja. I ma własny język, własny świat wyobraźni. Dowodzi tego program albumu, wydanego przez DUX. „Przychodzimy po to tylko, aby śnić” – to cytat z prekolumbijskiej poezji i polskie tłumaczenie tytułu 18-minutowej kompozycji „Zan Tontemiquico”. Opowieść o czarodziejskiej krainie światła i błogości zaczyna się od powolnej drogi ku górze – może po stopniach piramidy? Perturbacje w środkowej części utworu (dźwiękowy obraz walk) znajdują kres w finale, gdy narrator osiąga cel wędrówki. „Trio Titanic” na waltornię, klarnet i fortepian również zostało zainspirowane wierszem („Tytanik” Miłosza). Historię zatonięcia statku opowiada minizespół – odpowiednik pokładowej orkiestry. Mikołaj Górecki jawi się tu jako wyborny stylista, obdarzony poczuciem humoru i zmysłem ironii. Urocze tematy instrumentów dętych, owinięte w rytmiczny gorsecik fortepianowy, budzą skojarzenia z findesieclowymi piosenkami. Destrukcja porządku melodii i harmonii następuje w ostatniej części, a finał tonie w żywiole elegii. Dedykowane świetnym solistom „Trio concerto” na klarnet, waltornię, fortepian i smyczki to piękna refleksja nad losem i przemijaniem. Niesamowity orkiestrowy opis mgły, z której wydobywa się głos rogu. Perła tej płyty

Hanna Milewska
Źródło: HFiM 07-08/2019

Pobierz ten artykuł jako PDF