fbpx

HFM

artykulylista3

 

Janusz Wawrowski - Phoenix

cd Hifi 0708 2021 002

DUX 2020

Muzyka: k3
Realizacja: k3

 

Manuskrypty z domowego archiwum Ludomira Różyckiego (1883-1953) pochłonęła pożoga Powstania Warszawskiego. W ostatnich latach życia kompozytor skupił się na odtwarzaniu utworów powstałych tuż przed i w czasie wojny, lecz nie doprowadził pracy do końca. Z napisanego w pierwszej połowie 1944 roku koncertu skrzypcowego op. 70 zreanimowane zostały partia solowa, kilkadziesiąt taktów orkiestracji i wyciąg fortepianowy. Na podstawie tych materiałów, po kilku podejściach, udało się zrekonstruować tekst. Do stanu wykonalności partię solową doszlifował Janusz Wawrowski, ponieważ Różycki nie znał możliwości skrzypiec tak dobrze jak fortepianu. Prezentowane tu nagranie jest prapremierą fonograficzną. Różycki zatytułował ten koncert „Feniks”, wierząc, że wojna wnet się skończy, a świat odrodzi się z popiołów. Dwuczęściowe dzieło jest hymnem światła, wolności, radości życia i optymizmu; wzbudza dobry nastrój. Różycki stawia na piękno melodyjnej frazy, unoszonej przyjaznym rytmem. Przywołuje w pamięci partytury mistrzów hollywoodzkiej muzyki filmowej – Korngolda, Rozsy, Waxmana. Jasny, miękki dźwięk stradivariusa „Polonia”, w połączeniu z liryczną wirtuozerią Wawrowskiego, sprawia uszom wielką przyjemność. Słynny koncert Czajkowskiego, choć o niemal półwiecze wcześniejszy, wydaje się, paradoksalnie, naturalną kontynuacją „Feniksa”. Wawrowski wydobywa z dzieła całą energię, lecz znów pierwsze skrzypce, nomen omen, gra tu stradivarius „Polonia” i jego balsamiczne brzmienie. Czy „Feniks” zagości teraz na estradach? Oby.

Hanna Milewska

 


 

 

Renata Johnson-Wojtowicz - Ah! Mia vita!

cd Hifi 0708 2021 003

DUX 2020

Muzyka: k3
Realizacja: k3

 

Corocznie mury szkół muzycznych opuszczają setki dyplomowanych wokalistów. Część od razu rezygnuje z zawodowego śpiewania. Część zasila rozmaite chóry, nieliczni próbują kariery solowej, a jeszcze inni – uczą. Spektakli muzycznych i koncertów organizowanych jest tyle, że statystyczny śpiewak mógłby wystąpić kilka razy rocznie. A śpiewać trzeba – żeby głos nie zardzewiał, żeby rozwijać repertuar i po prostu sprawdzać swoje możliwości. Ciężki kawałek chleba, wymagający samodyscypliny, konsekwencji i wielkiego optymizmu. Przypadek Renaty Johnson-Wójtowicz pokazuje, że walka o tożsamość śpiewaczą przynosi piękny efekt. Absolwentka katowickiej Akademii Muzycznej, w miarę okazji pojawiająca się na scenie operowej lub estradzie koncertowej, na co dzień jest pedagogiem śpiewu, lecz sama nieustająco kształci swój warsztat wokalny. Podsumowaniem dotychczasowej pracy, swoistą wokalną legitymacją jest album, na którego wydanie pozyskała wsparcie samorządu i sponsorów; zaprosiła też koleżanki do wykonania dwóch duetów. Płyta zawiera jedenaście znanych utworów z kilku gatunków: opery (jak aria z „Jaskółki” Pucciniego), operetki („Meine Lippen…” Lehara), musicalu („I Dreamed A Dream” z „Nędzników). Ich kolejność na płycie jest, niestety, przypadkowa, co utrudnia wyciągnięcie wniosku, że solistka najlepiej czuje się na gruncie operowym, w repertuarze lirycznymi. Jej interpretacje są przemyślane aktorsko i wiarygodne emocjonalnie. Z wykonania arii z „Rusałki” Dworzaka może być dumna. I na pewno nie zaśpiewała jeszcze ostatniego słowa.

 

Hanna i Andrzej Milewscy

 


 

 

Sławomir Czarnecki - Vesperae in Exaltatione Sanctae Crucis

cd Hifi 0708 2021 001

DUX 2020

Muzyka: k3
Realizacja: k3

 

Sławomir Czarnecki, jeden z najciekawszych, a jednocześnie najmniej lansowanych polskich kompozytorów współczesnych, napisał „Nieszpory na Święto Podwyższenia Krzyża”, inspirowane liturgią odprawianą w miechowskiej siedzibie zakonu rycerskiego Bożogrobców. Niespełna godzinna oprawa muzyczna, jak na świąteczną okazję przystało, jest podniosła i kunsztowna. Czarnecki składa hołd muzyce dawnej. Nie rekonstruuje konkretnego stylu historycznego, lecz czerpie elementy z muzyki średniowiecza i renesansu, aby stworzyć atmosferę religijnej uroczystości w surowej kościelnej akustyce (brawa dla realizatorów nagrania w sopockiej świątyni ewangelicko-augsburskiej). O prawdach wiary śpiewa chór i on jest głównym bohaterem utworu. Znakomicie dobrane dwa głosy solowe mają funkcję służebną w uwypuklaniu pewnych fraz. Ascetyczny skład instrumentalny (3 trąbki, 3 puzony, 2 rożki angielskie, fagot i kontrafagot; nie są to kopie instrumentów z epoki) rozbrzmiewa najczęściej na wstępie kolejnych ogniw liturgii, aby zmobilizować uwagę słuchaczy i podkreślić wagę przekazu. Fanfarowy patos tych fragmentów znalazł urozmaicenie w postaci wspaniałego fragmentu ostinatowego w Responsorium breve – tu pokazał Czarnecki talent przedniego surkonwencjonalisty. Najbardziej wzruszającą częścią „Nieszporów” jest Canticum – Christus Iesus; subtelna interpretacja chóru świetnie oddaje onieśmielenie i ekstazę wiernych w obliczu Syna Bożego. Płyta prawdziwie ad maiorem Dei gloriam.

 

Hanna i Andrzej Milewscy

 


 

 

Piąty Moniuszko i trzech barytonów

078 079 Hifi 02 2021 Strona 1 Obraz 0001Pomysłodawcą i wykonawcą projektu fonograficznego „Moniuszko: Pieśni/Songs” jest Jolanta Pszczółkowska-Pawlik. W przedsięwzięciu występuje w trzech wcieleniach: jako pianistka, jako producentka i jako animatorka życia muzycznego. Ta ostatnia rola wynika z faktu, że utwory utrwalone na kompaktach są również prezentowane przez tych samych artystów na żywo, w trakcie koncertów. Budzą żywe reakcje słuchaczy, którzy z radością przywołują w pamięci zasłyszane gdzieś wcześniej (choćby w szkole, w radiu) pieśni i z nie mniejszym zainteresowaniem poznają nowe. Moniuszko skomponował około 300 pieśni, z czego w stałym „obiegu” wśród śpiewaków znajduje się jedna dziesiąta tytułów, zaś w różnych nagraniach dostępna jest co najwyżej jedna trzecia.

Romuald Twardowski - Songs & Sonnets

news052021 004

DUX 2020

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

„Żywię nieśmiałe przekonanie, że niniejsza płyta […] pozwoli słuchaczowi życzliwie ocenić zaprezentowane tu pieśni i, być może, wzbudzi w nim chęć ponownego ich przesłuchania. Byłaby to dla mnie prawdziwa satysfakcja i nagroda za przeżyte «męki twórcze»” – pisze Romuald Twardowski i, oprócz typowej dla generacji kompozytora retorycznej galanterii, jest tu lapidarna charakterystyka tych utworów. Ich wyrafinowanie literackie i gęsta faktura fortepianowa wymagają szczególnej uwagi, lecz powtórne obcowanie z nimi dostarcza satysfakcji estetycznej. I budzi podziw dla autora. Pieśni z lat 1970-1990 są pamiętnikiem osobistych przeżyć (cykl „Sonetów pożegnalnych” do poezji francuskiej – elegia na tajemniczą śmierć narzeczonej, córki duńskiego lekarza – badacza zbrodni katyńskiej), lektur (cykle do sonetów Michała Anioła i Cervantesa) i powrotów do wspomnień (wskrzeszona atmosfera młodości spędzonej na Wileńszczyźnie – cykl „Znad Wilii”). Muzyka podąża za sensem przekazu, akcentami znaczeniowymi, brzmieniem słów, mnożąc przed śpiewakiem trudności dykcyjne. Oczywisty staje się wymóg idealnego wpasowania się w rytm frazy, doboru niuansów barwy i dynamiki, a także sposobu emisji (wymowa kresowa w „Kaziuku”; szczypta ironii w sonetach dla Don Kichota). Tomasz Konieczny traktuje każdą pieśń jak minispektakl muzyczno-aktorski, którego równorzędnym uczestnikiem jest pianista. Wraz z Lechem Napierałą są mistrzowskimi interpretatorami mistrzowskiej liryki wokalnej.

Andrzej Milewski

 


 

 

Paweł Łukowiec - Anamorphosis

news052021 005

DUX 2020

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Dyrygent, organista, trębacz, nauczyciel muzyki – to profesje występujące w najbliższej rodzinie Pawła Łukowca. Sam Łukowiec jest kompozytorem, organistą i wykładowcą Instytutu Edukacji Muzycznej Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach. Swoje utwory (w tym „Pasję”) zazwyczaj najpierw prezentuje krajanom z Ziemi Świętokrzyskiej i sprawia mu to wielką radość. Tworzenie muzyki – czy to liturgicznej, czy przeznaczonej dla najmłodszych wykonawców – uważa za swoiste powołanie, a wzorzec osobowy pracowitego, skromnego artysty znajduje w dawnych mistrzach. Płyta wydana przez DUX jest portretem Łukowca, przekrojem jego szerokich kompozytorskich zainteresowań i wizytówką świetnego warsztatu. Pierwszy blok utworów stanowią miniatury dla małych pianistów. „Marsz żołnierzyków” czy „Sen kotka na zapiecku” unikają stereotypowych rozwiązań rytmicznych i brzmieniowych, nagminnie stosowanych w tego typu literaturze. Z całą powagą interpretacyjną traktuje też te dziełka Marek Mizera i z pewnością się nimi nie nudzi. Cztery utwory wokalne reprezentują natomiast sakralny nurt twórczości Łukowca. Najciekawszy wydaje się tu „Brewiarz” do wiersza Herberta – misterna konstrukcja, świadcząca o dogłębnym zrozumieniu treści literackiej. Zaiste, dziwne, że prosta, melodyjna wokaliza „Pieta” w subtelnym wykonaniu Urszuli Kryger nie stała się światowym przebojem. „Anamorphosis” 1 (na fortepian) i 2 (na orkiestrę kameralną) pokazują Łukowca jako łowcę intrygujących brzmień. Naprawdę warto poznać i album, i kompozytora.

Andrzej Milewski