fbpx

HFM

artykulylista3

 

Gabryś & Quinn Piano Duo - Moniuszko for 4 Hands

cd112020 001

Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina 2019/2020

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Oto kolejny dowód, że Rok Moniuszkowski nie był odbębnionym w kalendarzu ciągiem pstrych przedsięwzięć „ku czci”, lecz przyniósł publikacje uszczegóławiające portret kompozytora, a także inscenizacje i nagrania rewidujące dotychczasowe interpretacje jego twórczości. Przyniósł wreszcie odkrycia, prapremiery fonograficzne, wprowadzenie do obiegu koncertowego utworów zahibernowanych w bibliotekach. Oto pierwsza w dziejach płyta zawierająca wszystkie kompozycje fortepianowe Moniuszki na cztery ręce. W czasach autora „Halki” domowe muzykowanie w szlacheckich dworkach i mieszczańskich salonach było powszechnym sposobem spędzania wolnego czasu, a granie na cztery ręce służyło nie tylko integracji towarzyskiej, lecz było okazją do flirtowania i randkowania; cel artystyczny był pięknym naddatkiem. Istniało zapotrzebowanie na „czteroręczne nuty”. W przypadku Moniuszki fortepianowe aranżacje służyły też rozpowszechnieniu utworów, które miały albo niewielką szansę na solidne orkiestrowe wykonanie (jak było w przypadku uwertury „Bajka”), albo już cieszyły się rozgłosem jako część większych form muzycznych (jak polonez „Pan Chorąży”, spopularyzowany jako część partytury opery „Hrabina”). W wykonaniu duetu Maria Gabryś-Heyke – Monika Quinn te czteroręczne arcydziełka brzmią arcydzielnie. Gęsta faktura, barwna narracja, efektowna interakcja obu dwuręcznych partii, melodyjność i taneczne rytmy to tylko część zalet, które powinny zapewnić twórczości Moniuszki miejsce na podium polskich twórców fortepianowych. n

Andrzej Milewski

 


 

 

Piotr Beczała - Vincerò!

cd112020 003

Loma Vista Recordings 2020

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Droga artystyczna Piotra Beczały to przykład nieustannej pracy nad głosem i repertuarem oraz roztropnego wyboru produkcji teatralnych, w których można pokazać pełnię możliwości wokalno-aktorskich. To także przemyślane decyzje, dotyczące nagrań płytowych. Kolejne albumy to wizytówki polskiego tenora. Zapis tego, co już śpiewał, i zapowiedź tego, co będzie śpiewał na scenie lub co chciałby zaśpiewać. Nie inaczej jest z „Vincerò!”. Puccini, Cilea, Mascagni, Leoncavallo i Giordano, a więc weryzm. Ludzie skonfliktowani ze światem, walczący o prawdę i miłość, gotowi na śmierć; artyści sztuki słowa, sztuki cyrku i sztuki życia. Kwintesencję szlachetnie straceńczej postawy bohatera werystycznego Beczała oddaje mistrzowsko w „Improwizacji” Andrei Chénier z opery Giordana: od patosu do ekstazy poprzez zwątpienie. Jego liryczny głos, nie tracąc miękkości, subtelności i giętkości, z wiekiem wzbogaca paletę kolorystyczną. Nabiera siły. Poszerza zasób środków ekspresji i daje wspaniały efekt. Sam Beczała, świadom tych procesów, mówi o „własnym stylu i wyrazie”. Nowa wytwórnia, z którą współpracuje – Pentatone – oprócz swobody w ustaleniu listy utworów (po kilka arii z jednej opery tworzy pełniejszy portret psychologiczny danej postaci) zapewniła mu wpływ na akustyczny kształt nagrania. Beczale zależało na osiągnięciu efektu zbliżonego do warunków na scenie – dwóch planów akustycznych: orkiestry (bliżej słuchacza) i solisty (w głębi). Podejście godne muzyka, a nie gwiazdy.

Andrzej Milewski

 


 

 

Ludovico Einaudi Seven Days Walking: Day One

cd0092020 001

Decca 2019

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

W twórczości włoskiego kompozytora i pianisty Ludovica Einaudiego liczy się przede wszystkim klimat czy nawet – mikroklimat. Proste, krótkie, melodyjne tematy, rozpięte na nieskomplikowanych strukturach rytmicznych, są wielokrotnie powtarzane, przez co stają się dla ucha znajomą i nieinwazyjną mantrą. Między dźwiękami jest sporo przestrzeni – ciszy; miejsca na oddech, refleksję i wyobraźnię. Dla melomanów i dla samego autora. „Seven Days Walking” to projekt muzycznych zapisków, na które Einaudi wyruszał w kolejnych dniach tygodnia. W przechadzce dnia pierwszego kompozytorowi a zarazem pianiście towarzyszą wiolonczela (Redi Hasa) i skrzypce lub altówka (Federico Mecozzi). Przyjemnie iść razem z nimi, zwłaszcza gdy wokół pojawia się mgła („Low Mist”) lub gdy szlak wyznaczają lisie tropy („Fox Tracks” – udane naśladowanie drobnych kroczków). Pojęcie symetrii („A sense of symmetry”) wyjaśnia Einaudi rytmem zgoła niesymetrycznym, czyli melancholijnym walczykiem. W najdłuższym, ośmiominutowym „A Path of Fossils” dzieje się, jak na tę płytę, zaskakująco dużo i w melodii, i w harmonii, a jest to minitraktat o… skamielinach – szczątkach roślin i zwierząt napotkanych na leśnej ścieżce. Steinway brzmi po prostu cudownie. Widać wychodzące z wnętrza dźwięki. Nie byłoby tej i takiej płyty, gdyby stroiciel John Elliot nie przygotował wspaniale fortepianu, a ekipa realizatorów Air Studio nie wykorzystała niesamowitej akustyki gmachu Lyndurst Hall w Londynie. Brawo!

Hanna i Andrzej Milewscy

 


 

 

Cecilia Bartoli - Farinelli

cd0092020 002

Decca 2019

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Rodzimi melomani-internauci niezbyt przychylnie wyrażali się o najnowszej płycie Cecilii Bartoli. Zauważyli niekorzystne zmiany w głosie; sprzeciw wzbudziła okładka. Ale właściwie – skąd te oskarżenia Bartoli o skandalizowanie i podczepianie się pod wizerunek Conchity Wurst? Skąd teza, że spadek formy wokalnej maskuje efekciarską przebieranką? A wydawałoby się, że tytuł płyty wyjaśnia wszystko, zwłaszcza miłośnikom opery. „Farinelli” to pseudonim sceniczny najsłynniejszego kastrata. Repertuar Farinellego jest treścią albumu. Kastrat to kobiecy głos, wychodzący z ciała mężczyzny. Głos kobiecy w skali i nad-kobiecy w barwie. A ciało – jest ciałem mężczyzny, bestialsko pozbawionym jednej części. Role pisane kiedyś dla kastratów dziś wykonują kontratenorzy lub kobiety. Bartoli, śpiewając popisowe arie bohaterów, w których niegdyś wcielał się Farinelli, ubiera swój głos w męski kostium, tak jak na okładce płyty. Oczywiście głos Cecilii zmienił się przez ostatnie lata. Nieco zmatowiał, jest mniej soczysty i utracił nieskazitelność wyrównania barwy i wolumenu we wszystkich rejestrach. Obecny stopień ruchliwości, giętkości głosu Bartoli nie pozwala już na rozwijanie szaleńczych temp. Nieubłagana fizjologia. Ale technika wokalna (oddech!, frazowanie!) i wiedza o muzyce dawnej sprawiają, że są to interpretacje pełne emocji, sugestywne aktorsko, po prostu świetne. Dodatkową wartość płyty stanowią fonograficzne prapremiery dwóch arii. Cecilia zawsze coś odkrywa.

Andrzej Milewski

 


 

 

Henryk Mikołaj Górecki - Songs

cd0092020 003

DUX 2019

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Najsłynniejszy utwór Henryka Mikołaja Góreckiego nosi tytuł „Symfonia pieśni żałosnych” i de facto składa się z trzech sekwencji wokalno-instrumentalnych o rozbudowanej orkiestracji, a wykorzystane tam teksty nie wyszły spod pióra znanych poetów – to średniowieczny lament maryjny, napis na ścianie celi aresztu i śpiewka o matce opłakującej syna-powstańca śląskiego. Ale Górecki pisał też pieśni z towarzyszeniem fortepianu do poezji XIX i XX wieku; ten jego dorobek (oprócz juweniliów) liczy 19 utworów – siedem minicykli. Liczebnie może niewiele, lecz każdy tekst był wybrany z wielką starannością i każdy miał wielkie znaczenie dla kompozytora, wyrażał jego intymne uczucia i refleksje. Wszystkie pieśni Góreckiego znalazły się na dwupłytowym albumie DUX-u. Wśród umuzycznionych autorów: Słowacki, Norwid, Konopnicka, Wyspiański, Tuwim, Marek Skwarnicki (współczesny poeta religijny, także publicysta „Tygodnika Powszechnego”) i jedyny nie-Polak: Hiszpan Federico Garcia Lorca. Choć program ułożono chronologicznie, między pieśniami z roku 1956 i 1996 nie słychać drastycznej różnicy. Słowo ma tu pierwszeństwo przed muzyką, a sens – przed melodią; prosty rytm i niespieszne tempo podkreślają główne myśli; interpretacja wokalna ma brzmieć jak głośne myślenie, pełne powagi i powściągliwości uczuć. Znakomici wykonawcy pięknie niosą ciężar ładunku intelektualnego i prawdy tych pieśni. Dwie z nich – do słów Lorki, w interpretacji Urszuli Kryger, powstałe w latach 1956 i 1980 – to rewelacja.

Hanna Milewska

 


 

 

Art’n’Voices - Midnight Stories

cd0708 001

DUX 2019

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Scenariusz ordinarium (części stałe) liturgii mszy świętej nie podlega zmianom, lecz zasady oprawy muzycznej są bardzo luźne. Słychać to na omawianym albumie DUX-u, zawierającym trzy zupełnie różne, odrębne stylistycznie msze. „Messe basse” na sopran, chór żeński i organy (1881) Faurégo to utwór skromny, ukryty za celem sakralnym, któremu służy. Prosta, „przezroczysta” interpretacja Marty Boberskiej i zespołu wokalnego pozostaje w zgodzie z intencją autora. W „Tongeren Mass” Krzysztofa Grzeszczaka (ur. 1965) głównym bohaterem są organy (gra na nich znakomity Krzysztof Urbaniak), którym powierzono partię iście messiaenowską – tak ruchliwą i potężną, bogatą harmonicznie i ciekawą barwowo, że powstaje iluzja udziału wielkiej orkiestry, zwłaszcza w finałowym Agnus Dei – prawdziwej muzyce sfer. I wreszcie niezwykła ze względu na koncepcję obsadową msza „Son of God Mass” współczesnego kompozytora angielskiego Jamesa Whitbourna (ur. 1963). Tytułowy Syn Boży ma tu swą muzyczną reprezentację w partii saksofonu (wspaniały występ Pawła Gusnara). Saksofon opowiada dzieje Jezusa zgodnie z biblijną narracją, od „szofarowego” introitu, poprzez medytację w Kyrie i ciche ukojenie w Lava me, do ostatniej, wznoszonej w niebo, unisono z chórem i organami, nuty w Amen. Co za pomysł, co za wykonanie…

Hanna Milewska