fbpx

HFM

artykulylista3

 

proMODERN - Comfort Zone

cd0708 003

DUX 2019

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Wielu muzyków marzy o tym, by znaleźć swoją niszę: specjalizować się w pewnym kręgu kompozytorów i utworów. Tworzą w ten sposób swoją strefę komfortu, bezpiecznego funkcjonowania. A jeśli ktoś wybiera obszar tak wielki jak współczesna muzyka wokalna i opiera repertuar na utworach, które dopiero powstają? Wtedy zatytułowanie albumu „Strefa komfortu” jest żartem, ironią, pychą czy wyzwaniem losu? A może, paradoksalnie, wyrazem dojrzałości i pokory? Piotr Pieron, lider grupy proMODERN, pisze w płytowej eksplikacji: „Wielkie, piękne i prawdziwe zjawiska dzieją się poza strefą komfortu. Gdy dłużej. Gdy dotkliwiej. Gdy głębiej”. proMODERN to teatr głosów. To mnogość rodzajów emisji, barw i odcieni. To perfekcja dykcji, śpiew i melorecytacja w wielu językach. To zdolność dialogowania, wchodzenia w konflikt i rozładowywania napięcia przez sześcioro wspaniałych śpiewaków. Wyszli ze strefy komfortu, aby obudzić piękno uśpionych utworów („Ecloga VIII”, „Lord Tennyson Song”) i tchnąć piękno życia w utwory nowe (upiorna zona syreniego śpiewu w „Bennington Triangle”; tortura rytmu zegara/oddechu w tytułowym „Comfort Zone”). Swoją premierę fonograficzną ma tu arcydzielna kompozycja Piotra Tabakiernika „apoptōsis”. Erudyta Tabakiernik uszył szatę literacką z tekstów od Cycerona, po ludową poezję Gruzji, a punktem wyjścia uczynił Sonet LXXIII Szekspira w tłumaczeniu Kasprowicza. Już za sam wybór tego przekładu należy się podziw. Brawo Tabakiernik; proMODERN – chapeu bas!

Hanna Milewska

 


 

 

Natalia Jarząbek - Infinity

cd052020 0001

DUX 2019

 

Muzyka: k4
Realizacja: k3

Flet poprzeczny wygięty w ósemkę na okładce to nie tylko inteligentna impresja na temat giętkiej jak wąż frazy fletowej. To graficzny przekład tytułu albumu: „Nieskończoność”. Wstęga Möbiusa jako symbol matematyczny to zarazem nawiązanie do wykształcenia grającej na flecie Natalii Jarząbek, która oprócz dyplomu muzycznego zdobyła magisterium z matematyki. Natomiast tytułowa nieskończoność odnosi się nie tylko do krajobrazów malowanych dźwiękami, lecz przede wszystkim do sposobu malowania. Jarząbek jest mistrzynią w stosowaniu „oddechu permanentnego”. W terminologii instrumentalistów dętych oznacza to sprytne wciąganie powietrza nosem, gdy jednoczesny wydech ustami służy nieprzerwanemu wydobywaniu dźwięku. Dzięki temu można spektakularnie wydłużyć frazę. Natalia Jarząbek pracuje nad książką o tej technice, a omawiana tu płyta została pomyślana jako sonorystyczny dodatek do publikacji. Skromny zamiar, rewelacyjny efekt! Oprócz znakomitych transkrypcji, dokonanych przez samą Jarząbek (m.in. utwory Chopina i Paganiniego), na kompakcie znalazły się kompozycje twórców współczesnych, dedykowane Natalii – Dimitriego Arnautsa, Tima Mullemana, Iana Clarke’a i Marcela Chyrzyńskiego. Najdłuższa z fraz wydobytych tu permanentnym oddechem ma ponoć aż 250 dźwięków. Ale wirtuozeria solistki jest służebna wobec wyobraźni muzycznej i narracji. Głębi opowieści przydaje gra Emmy Wils na fortepianie. Niezwykła płyta. Oddechu Jarząbek trzeba posłuchać.

Hanna Milewska

 


 

 

Kuba Stankiewicz - Inspired by Roman Statkowski

cd052020 0002

Anaklasis 2019

 

Muzyka: k4
Realizacja: k3

Na tej płycie jazz spotyka się z operą, ale do spotkania by nie doszło, gdyby nie muzyka filmowa. Polski pianista jazzowy Kuba Stankiewicz, absolwent prestiżowego bostońskiego Berklee College of Music, kilka lat temu nagrał w USA album zainspirowany kompozycjami Victora Younga – jednego z najsłynniejszych autorów soundtracków kina amerykańskiego lat 30., 40. i 50. XX wieku (22 nominacje do Oscara, 1 statuetka). Świetny warsztat orkiestracyjny Young (Wiktor Jung) zawdzięczał studiom w Warszawie, u Romana Statkowskiego (1859-1925). Stankiewicz zainteresował się więc Statkowskim i jego operą „Maria”, która niedawno doczekała się prapremiery fonograficznej. Muzyka „Marii” malowniczo i sugestywnie opowiada historię młodej szlachcianki, zamordowanej w wyniku intrygi teścia. Stankiewicz przełożył opowieść na język jazzu – trio (fortepian-kontrabas-perkusja) i kwartet (dodatkowo saksofon tenorowy lub sopranowy). Udało się stworzyć autonomiczny świat i narrację sonorystyczną, która będzie zrozumiała i fascynująca dla każdego słuchacza, bez względu na to, czy zna libretto „Marii” lub jego pierwowzór (powieść poetycka Antoniego Malczewskiego z 1924 roku). Miejsca baśniowe, spowite aksamitną otuliną przyjaznych współbrzmień; fragmenty lamentacyjne; posuwisto-senny wir walca angielskiego; momenty zawieszenia akcji, podszyte pulsującym napięciem; żałobny pochód-apoteoza – to skojarzenia, które może podsunąć to nagranie. Zespół Stankiewicza to cudotwórcy znaczeń muzycznych o nieskończonym potencjale.

Hanna Milewska

 


 

 

Mieczysław Wajnberg - Sonatas for cello and piano

cd052020 0003

DUX 2019

 

Muzyka: k4
Realizacja: k3

Szesnastoletni Mieczysław Wajnberg w 1935 roku napisał „Kołysankę” na fortepian, swoje opus 1. To utwór posępny i niepokojący. Prawa ręka, operująca w górze klawiatury, wydobywa „szklane”, „wyobcowane”, odrealnione dźwięki. Katastroficzne proroctwo? Przed młodym, utalentowanym pianistą i kompozytorem świat stał otworem, ale późniejsze koleje losu sprawiły, że uczynił z muzyki swój intymny pamiętnik traumatycznych przeżyć, lęków i nieszczęść. Wspomniana „Kołysanka” jest puentą płyty, na której znalazły się sonaty wiolonczelowe Wajnberga. W skomponowanej tuż po wojnie dwuczęściowej Sonacie nr 1 op. 21 uwagę zwracają długie jak tortury tryle wiolonczeli. W środku części drugiej autor przewidział dla niej obszerny solowy fragment o charakterze kadencji, pełen dwudźwięków i gry pizzicato, która „budzi” fortepian i wciąga go do dialogu. Pierwszymi wykonawcami Sonaty nr 2 op. 63 (1959) byli Mścisław Rostropowicz i sam Wajnberg. Jej druga część brzmi jak somnambuliczny, upiorny walc. Również Rostropowiczowi dedykował kompozytor Sonatę nr 1 op. 72 na wiolonczelę solo (1960) – muzyczny traktat o samotności. Instrument rozmawia sam ze sobą i sam sobie przygrywa do skocznego tańca – za który sam się natychmiast karci i przerywa pląsy, milknie, zanika. Gorączkowe ostinata w ostatniej części są już zapowiedzią agonii. Album Fudali i Rota jest pierwszym polskim nagraniem tych utworów i pierwszą wspólną płytą tych artystów. Dojrzałe, znakomite technicznie interpretacje to kolejny przykład szlachetnej, zaraźliwej choroby muzycznej – wajnbergozy.

Hanna Milewska

 


 

 

Jerycho - Golgotha

cd Hifi 03 2020 0006

Fundacja In Canto, Ars Sonora, Mikroklimat 2019

 

Muzyka: k4
Realizacja: k3

„[…] wielogłosowy śpiew zespołu Jerycho traktuję jako swoiste rozwinięcie, jako odważny dowód na głębokie odniesienie tego rodzaju ekspresji wokalnej do różnych pokładów polskich tradycji – od monodii, przez heterofonię, imitacje, improwizację, aż do bardzo współczesnych sekundowo- -kwintowych harmonii, zawieszonych gdzieś pomiędzy organum czy śpiewem burdonowym [...] a soczyście polskimi brzmieniami chóralnej sonorystyki” – pisze muzykolog i pieśniarka folkowa Weronika Grozdew- -Kołacińska. Mówiąc prościej: grupa kierowana przez Bartosza Izbickiego zrywa z praktyką jednogłosowego wykonywania tradycyjnych polskich pieśni religijnych. Wokaliści Jerycha wzorują się na śpiewie ludowym (z różnych regionów kraju), w którym śpiewacy spontanicznie intonują drugi, a nawet trzeci głos, jednocześnie zwielokrotniając (w zależności od liczby wykonawców) ich obsadę. Członkom Jerycha, wszak wszechstronnie wykształconym profesjonalistom, z godną podziwu łatwością przychodzi śpiew spontaniczny, naturalny, żarliwie „chropawy”, pewny intonacyjnie i rytmicznie, lecz nietracący nic z indywidualizmu składowych linii wokalnych. Tylko w jednym utworze śpiewakom towarzyszy ascetyczny akompaniament organowy. Kolejność pieśni na kompakcie odwzorowuje przebieg wydarzeń Męki Pańskiej; dramatyzm i ból są potęgowane przez pogłos świątynnego wnętrza. Słuchając tego pięknego nagrania, warto przeczytać zamieszczony w książeczce błyskotliwy esej Roberta Pucka o motywie czaszki w kulturze (tytułowa Golgota to „miejsce czaszek”).

 
Hanna Milewska
Źródło: HFiM 03/2020

 


 

 

Stanisław Moniuszko - e-Śpiewnik

cd Hifi 03 2020 0004

Anaklasis 2019

 

Muzyka: k4
Realizacja: k3

„Pamiętaj, że najważniejsze w tym wszystkim jest to e” – powiedział Cezary Duchnowski Rafałowi Augustynowi, który napisał do książeczki błyskotliwy tekst, przygotowujący melomanów na to, co usłyszą. Nie dość, że większość z wybranych na płytę pieśni będzie im raczej nieznana (np. „Powiedzcie mi” czy „Luli”), to jeszcze te niby znane (jak „Prząśniczka” czy „Pieśń wieczorna”) okażą się prawie nie do rozpoznania. Biorąc na aranżacyjny warsztat lirykę ze „Śpiewników” Moniuszki, Duchnowski potraktował ją jako niewyczerpane źródło inspiracji; żywą zachętę do podróży przez tradycje, style i nurty wokalistyki XX wieku – od folku, poprzez jazz, do poezji śpiewanej. Wspólnym mianownikiem jest właśnie litera „e” i możliwości współczesnej elektroniki, zdolnej przekształcić dźwięk wiolonczeli w brzmienie niemal każdego instrumentu (np. fletni Pana), a pojedynczy głos ludzki zwielokrotnić, zdialogizować, wygiąć w zaplanowany kształt sonorystyczny. Materiał do e-operacji zapewniają jednak artyści „analogowi”, a bez ich inwencji nie byłoby tego albumu. Agata Zubel potrafi śpiewać jak czarnoskóra jazzmanka („Czy powróci?”), balladzistka spod znaku Nicka Cave’a („Nawrócona”), natchniona aktorka (demarczykowata „Łza”) lub trzeci bliźniak duetu Anderson&Vangelis („Pieśń wieczorna”), a nawet jak szalony muezzin („Pieśń pustelnika”). Z kreacji instrumentalnych Andrzeja Bauera najbardziej chyba wbija się w ucho solówka „skrzypcowa” à la Stéphane Grappelli. Niezwykłe.

 
Hanna Milewska

Źródło: HFiM 03/2020