HFM

artykulylista3

 

Marta Różańska Izabela Paszkiewicz-Ginter - Baltic Music For Oboe And Piano

078 079 Hifi 06 2023 009

Opus Series 2022

Muzyka: k3
Realizacja: k3

Sześcioro kompozytorów, sześć kompozycji, dwie instrumentalistki i dwa instrumenty. Choć to ostatnie… nie do końca. W niektórych utworach pojawiają się bowiem dodatki pod postacią rożka angielskiego, fortepianu preparowanego czy elektroniki. Generalnie jednak prym wiodą klasyczny fortepian Izabeli Paszkiewicz-Ginter i obój Marty Różańskiej. Obie artystki nie tylko wiedzą, o co chodzi. One całe są muzyką. Kiedy trzeba – doskonale ułożoną, tradycyjną i delikatną, innym razem – szaloną, porywającą i niebezpieczną. Dodatkowo znakomicie się słyszą i rozumieją. Tym samym świetnie wypadają jako duet, wspólnie rozrywając nieboskłon, rozszczepiając atomy, kłaniając się przestworzom i zaginając horyzont zdarzeń. A przecież materia, którą miały do opracowania, nie była łatwa. Na płycie pojawiają się utwory takich kompozytorów, jak: Marek Czerniewicz, Tadeusz Dixa, Krzysztof Olczak, Krzysztof Jurczak, Manuel Domínguez Salas czy Anna Rocławska-Musiałczyk. Różnią się od siebie, ale – z drugiej strony – wszystkie utrzymują się w baśniowo-onirycznych ramach muzyki klasycznej, współczesnej oraz ilustracyjno-filmowej. Dwa główne instrumenty perfekcyjnie spajają tę różnorodność. Prosimy o więcej takich płyt!

 

Michał Dziadosz
Hi-Fi i Muzyka - 4/2024

 



 

 



 

 



 

 

 

 

 

Paweł Zagańczyk - Impressions

078 079 Hifi 06 2023 009

Opus Series 2022

Muzyka: nie podejmuje się oceny
Realizacja: k3
 

Album „Impressions” prezentuje utwory na akordeon solo autorstwa polskich kompozytorów. Niektóre zostały napisane specjalnie dla Pawła Zagańczyka. Inne skomponował główny bohater płyty. Oczywiście wszyscy wiemy, że dżentelmen to ktoś, kto umie grać na akordeonie, ale tego nie robi. Od tej złotej zasady zdarzają się jednak wyjątki. I to jest jeden z nich. Jaki to rodzaj gry? Inteligentny, emocjonalny, rozimprowizowany, technicznie lekki i… mało akordeonowy w powszechnym rozumieniu tego słowa. Zagańczyk traktuje instrument trochę jak Colin Stetson swój saksofon. Skoro to takie dobre, to dlaczego nie podejmuję się oceny? Z bardzo prostego powodu. Płytę oceniamy zwykle jako konkretny produkt dla konkretnego słuchacza. Próbujemy zrozumieć, po co powstała i dla kogo. W tych właśnie ramach dane wydawnictwo otrzymuje określoną notę. A „Impressions” to pozycja niezwykle trudna. Można ją polecić wyłącznie koneserom awangardowego akordeonu. W tej kategorii zasługuje na najwyższą ocenę. W zestawieniach uniwersalnych wymyka się klasyfikacjom. Z czym bowiem ją porównywać? Z biesiadną woltyżerką Lawrence’a Welka czy może z efektownymi aranżacjami klasyki Aleksandra Hrustewicza? Nie, i koniec.

 

Michał Dziadosz
Hi-Fi i Muzyka - 4/2024

 



 

 



 

 



 

 

 

 

 

Dominik Lasota - Treny

078 079 Hifi 06 2023 009

Opus Series 2022

Muzyka: k3
Realizacja: k3

Do „Trenów” Jana Kochanowskiego mam stosunek szczególny. Uważam, że cykl nie jest do końca rozumiany i doceniany w swojej wybitności. To po pierwsze. Po drugie: Dominika Lasotę uznaję za bardzo uzdolnionego kompozytora, który świadomie podchodzi do tego, co robi. Z takiej mieszanki powinno powstać coś wybitnego. Powinno, ale czy powstało? Ogólnie tak, choć nie do końca. Jakie mam zarzuty wobec tej płyty? Otóż uważam, że jest zbyt… klasyczna w anachronicznym znaczeniu tego słowa. Dzieło powinno, przynajmniej w jakimś stopniu, nadążać za współczesnymi sobie czasami. Tymczasem „Treny” brzmią jak kompozycje sprzed dwustu lat. Chodzi o swoistą hermetyczność, która ani nie stanowi stylizacji na muzykę renesansową, ani nie jest atrakcyjna dla dzisiejszego słuchacza, któremu próżno tu szukać punktu zaczepienia. To po prostu inteligencko-mieszczański hołd dla czegoś, co każda wykształcona osoba znać powinna. W dodatku wypowiedziany systemem znaków czytelnych i nader oczywistych. Piękny tenor Jacka Ścibora i doskonały fortepian akompaniującego Pawła Węgrzyna pasują tu idealnie. Ale czy wydawnictwo ma walor rewolucyjny, odkrywczy i edukacyjny? W nikłym stopniu. Stanowi przede wszystkim potwierdzenie tego, co oczywiste, i głównie dla tych, którzy od dawna o tym wiedzą

 

Michał Dziadosz
Hi-Fi i Muzyka - 4/2024

 



 

 



 

 



 

 

 

 

 

Krzysztof Gawlas - Bartók 2020

078 079 Hifi 06 2023 009

DUX 2023

Muzyka: k3
Realizacja: k3

Requiem Records słynie z wydawnictw przemyślanych, starannych, nietypowych, a jednocześnie – pomysłowych. W swoim oddzielnym labelu Opus Series skupia się na różnych odcieniach muzyki klasycznej. Tak też się dzieje w tym przypadku, choć sformułowanie „różne odcienie” powinno tu zostać uwypuklone. Krzysztof Gawlas jest znany ze swoich elektronicznych eksperymentów. W zeszłym roku recenzowaliśmy jego płytę nagraną z Abstract Trio. Uważni czytelnicy zauważyli zapewne wyraźny akcent, jaki w tekście został położony na syntezatory modularne i związane z nimi poszukiwania. Piszę o tym, by wyraźnie podkreślić, że pod niniejszym albumem nie podpisuje się kolejny odgrywacz muzyki legendarnego węgierskiego kompozytora, lecz ktoś myślący niekonwencjonalnie i odważnie. Jednocześnie pojawia się pytanie: czy należy komplikować coś, co i tak z gruntu jest już dosyć złożone i niekoniecznie rozumiane przez większość słuchaczy? Przypomnijmy, że Béla Bartók został doceniony dopiero pod koniec życia i po śmierci. Odpowiedź brzmi: tak! Żeby dzieło miało sens, musi wnosić coś nowego. Twórczość Bartóka jest tu więc tylko i aż punktem wyjścia do inteligentnych wariacji na temat, ale również niczym nieograniczanych inspiracji. Niezwykle ciekawa płyta!

 

Michał Dziadosz
Hi-Fi i Muzyka - 4/2024

 



 

 



 

 



 

 

 

 

 

Karol Mikuli - Metamorphoses: Songs, Op. 16,17,27 and Cantata, Op. 30 to German Poetry

078 079 Hifi 06 2023 009

DUX 2023

Muzyka: k3
Realizacja: k3

Karol Mikuli (1819-1897), Polak o ormiańskich korzeniach, przez cztery lata szlifował technikę fortepianową w Paryżu pod okiem Chopina i należał do jego ulubionych, najwyżej ocenianych uczniów. Podobnie jak jego mistrz, łączył karierę pianistyczną z kompozytorską, a drugą połowę życia poświęcił także pedagogice (konserwatorium we Lwowie), dyrygenturze orkiestrowej i chóralnej oraz organizacji życia muzycznego. Dorobek kompozytorski Mikulego jest mało znany. Dość powiedzieć, że album „Metamorphoses” przynosi pionierskie nagrania kompletu jego liryki wokalnej, powstałej w latach 1867 i 1880, czyli trzy opusy pieśni z towarzyszeniem fortepianu oraz ponad 8-minutową kantatę na głos i kwintet smyczkowy. W sumie 20 utworów wokalnych skomponował Mikuli do poezji niemieckiej, w języku oryginału; jedna z pieśni to umuzycznienie niemieckiego przekładu wiersza Roberta Burnsa. Nazwiska poetów mówią nam dziś więcej (Goethe, Heine, Eichendorff) lub mniej (von Zedlitz, Hoffmann von Fallersieben); najwyraźniej Mikuli przy wyborze wierszy kierował się klimatem, budową i warstwą dźwiękową tekstu literackiego. Skonstruował cykle wokół tematów: miłość, przyroda, melancholia; kantatę „Skrucha” („Die Reue”) poświęcił życiowemu bilansowi grzesznika. Kompozytor kongenialnie dobiera warstwę muzyczną do poetyckiej – myśli frazą liryczną, która nie jest równoznaczna z podziałem na wersy. Stosuje powtórzenia fragmentów wiersza lub części wersu czy pojedynczych słów. Zmienia rytm, tempo i dynamikę. Tworzy niemal wyłącznie pieśni przekomponowane – opatruje „bloki tekstowe” wiersza niepowtarzającym się tekstem muzycznym. Pieśń „Metamorphoses”, która dała tytuł całemu albumowi, zachwyca przejściami od walczyka do przyspieszonego marszu. „Korowód elfów” („Elfenreigen”) to kompozytorski persyflaż „Króla elfów” Schuberta. „Zakwitł mi kwiat” („Eine Blum’ ist mir gesprungen”) w 90 sekundach fascynująco kondensuje dramatyczne napięcie i rozładowanie. Mikuli okazuje się świetnym kontynuatorem lirycznej tradycji Schuberta; równolegle do niego na pieśniarskie wyżyny wspinał się Moniuszko, lecz on umuzyczniał niemal wyłącznie poezję polską, czyniąc czasem wypady ku folklorowi. Mikuli wysoko zawiesza poprzeczkę wykonawcom. I śpiewak, i pianista (w kantacie – pięcioosobowy zespół) muszą wnikliwie przeanalizować niuanse semantyki i budowy każdej pieśni, aby znaleźć właściwy ton ekspresji. Witoldowi Żołądkiewiczowi udało się to wspaniale. Baryton o ciepłej, dość jasnej barwie i znakomitej dykcji wartko prowadzi narrację. Przekazuje bogactwo emocji, różnicuje głosy w dialogu stron (kantata). Wydana płyta ma wielkie znaczenie – poznawcze i artystyczne. Jest rewelatorska i rewelacyjna zarazem. Miejmy nadzieję, że dzięki pracy muzyków, autorów wzorowo opracowanej książeczki i realizatorów nagrania utwory wokalne Mikulego wejdą do stałego repertuaru polskich śpiewaków.

 

Hanna Milewska
Hi-Fi i Muzyka - 4/2024

 



 

 



 

 



 

 

 

 

 

Ewa Skardowska - Polish Piano Preludes Anew

078 079 Hifi 06 2023 009

DUX 2022

Muzyka: k3
Realizacja: k3

Ewa Skardowska, wykładowczyni Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina, pianistka i kameralistka, ma swoistą żyłkę eksploratorską. Odnajduje, wykonuje i nagrywa utwory skomponowane przez polskich twórców na fortepian lub z towarzyszeniem fortepianu, powstałe w stuleciu poprzedzającym II wojnę światową, mało znane lub zupełnie zapomniane. Przygodę odkrywcy rozpoczęła od dzieł na trio fortepianowe. Kolejne znaleziska dotyczyły duetów z wiolonczelą i kontrabasem, a najnowszy projekt obejmował miniatury na fortepian solo, zaklasyfikowane jako preludia. Album to nie tylko 65 minut podróży przez skarbnicę muzyki polskiej ze znakomitą przewodniczką-interpretatorką. To także świetnie zredagowana książeczka z miniesejami o kompozytorach i utworach. Skardowska sięga do dorobku „preludiowego” dziewięciu artystów, z których najwcześniej urodził się Jan Konopka (1855). Wśród kompozytorów znajdują się Ludomir Różycki czy Józef Hofmann (bardziej znany jako wirtuoz klawiatury, a także wynalazca), jak również ci, których nazwiska niewiele dziś mówią melomanom, np. Lucjan Marczewski czy Wojciech Gawroński. Ich preludia z lat 1900-1934 świadczą o inspiracji mistrzowskimi wzorcami z epoki baroku (bachowska stylizacja u Marczewskiego) i romantyzmu (chopinowskie klimaty u Wincentego Chrzanowskiego czy Tadeusza Yoteyki) oraz trendami z przełomu XIX i XX wieku (fascynacja Debussym i Rachmaninowem, słyszalna u Hofmanna). W subiektywnej opinii największe wrażenie robi Prelude nr 1 (1932) Jana Konopki.

 

Hanna Milewska
Hi-Fi i Muzyka - 4/2024