HFM

artykulylista3

 

Rhiannon Giddens - Freedom Highway

cd092017 023

Nonesuch 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3
 

Rhiannon Giddens zasłynęła jako członkini country-bluesowej formacji Carolina Chocolate Drops. Od kilku lat tworzy i nagrywa samodzielnie. „Freedom Highway” to jej drugi krążek solowy. Mimo że piosenkarka postanowiła zakosztować kariery solistki, nie odeszła zbyt daleko od folkowych korzeni. Nadal pociągają ją rozległe przestrzenie i wiejskie krajobrazy. W otwierającym „Freedom Highway” utworze Giddens śpiewa, że można jej odebrać wszystko, ale nie duszę. Jest też o wolności, ziemi obiecanej i oczywiście o relacjach z mężczyznami. „Hej, kochanie, przegoniłeś ode mnie bluesa” – skarży się w utworze „Hey Bébé”, po czym zalotnie wyznaje: „Uwielbiam z Tobą tańczyć”. W śpiewaniu na tradycyjną folkową nutę Giddens pomagają typowe dla tego stylu instrumenty. Mamy więc bandżo, mandolinę i gdzieniegdzie skrzypce. Jest też czasami bliższa rockowi sekcja rytmiczna, której blasku dodają dynamiczne, jak na folk, dęciaki. Repertuar okazuje się odległy od tanecznej sieczki, często prezentowanej w radiu. Piosenki po pierwszym przesłuchaniu może nie zachwycają, ale przy drugim zaczynają wciągać.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 09/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Depeche Mode - Spirit

cd092017 021

Venusnote 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3
 

Po twórczość Depeche Mode sięgam rzadko. Znam jednak niemal na pamięć liczne utwory zespołu, z uwagi na sporą popularność, jaką się cieszy w rozgłośniach radiowych. Najnowsza propozycja angielskich mistrzów elektronicznego popu wpisuje się w styl lansowany do tej pory. Nadal słyszymy muzyków, którzy – jak można sądzić po specyficznym sposobie interpretacji – mają o sobie wyjątkowo wysokie mniemanie. Widać to również na zdjęciu okładkowym. „Patrz na nas i podziwiaj” – wydają się mówić do melomanów. A podziwiać specjalnie nie ma czego. Wszystko, co słyszymy na „Spirit”, było już wcześniej. Z innymi melodiami i tekstami, ale brzmienie pozostało podobne. Nadal jednak brakuje mi w tym wszystkim duszy. Ot, rockowa muzyka dla mas od wprawnych, choć niezbyt wyrafinowanych twórców. Nie twierdzę, że w programie nie znajdziemy kawałków, na których można zawiesić ucho. Balladowy „The Worst Crime” rozpoczyna ładna gitara; „Cover Me” również ma zgrabny początek. Nawet głos wokalisty nie brzmi w nim przesadnie pretensjonalnie, jak to czasami bywa. W „Eternal” grupa po raz kolejny uderza w melancholijną nutę. No cóż, czas leci. Może członkowie Depeche Mode poczuli, że sześćdziesiątka coraz bliżej?

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 09/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Dreamcar - Dreamcar

cd092017 017

Columbia Records 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Za sprawą płyty „Dreamcar” możemy sobie przypomnieć, do jakich rytmów tańczyło się w latach 80. XX wieku. Choć może nie o same rytmy chodzi, ale o aranżację, przypominającą dokonania Duran Duran, OMD czy Ultravox. To najsłynniejsi przedstawiciele synth- -popu, który królował na listach przebojów ponad 30 lat temu. Tyle że w przeciwieństwie do wymienionych zespołów z Wielkiej Brytanii, Dreamcar powstał w Los Angeles. Amerykańska formacja uchodzi za supergrupę, bo trzej jej członkowie (Tom Dumont, Tony Kanal i Adrian Young) są równocześnie związani z popularnym zespołem No Doubt. Tylko Davey Havok ma inny rodowód. Śpiewał w rockowych bandach AFI i XTRMST; może się też pochwalić stażem w elektronicznej formacji Blaqk Audio. Dreamcar do synth-popu nawiązuje bardzo wyraźnie. Oznacza to, że w twórczości zespołu dominują dyskotekowe kawałki z atrakcyjnie zaaranżowanymi męskimi wokalami, bogato zdobione instrumentalną elektroniką. Na pewno nie jest to nic odkrywczego, ale można posłuchać.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 09/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Jonny Lang - Signs

cd092017 019

Mascot Music 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Na „Signs” Jonny Lang daje się poznać melomanom z drapieżnej strony. Dynamiczne kawałki tym razem dominują, a dźwięk gitary poddano elektronicznej obróbce, co dodaje mu pazura. Również partie wokalne mają metalowo-grunge’owy charakter. Zdarza się, że Lang balansuje w nich na granicy krzyku. Mimo że na wcześniejszych płytach nie brakowało energii, to tu jest jej zdecydowanie więcej. Ale obok repertuaru dynamicznego, słyszymy również Langa takiego, jakiego od 22 lat dobrze znamy. Nagranie „Snakes” przypomina zaś twórczość Toma Waitsa. Muzyk debiutował w 1995 roku albumem „Smokin’”, jeszcze pod szyldem Kid Jonny Lang & The Big Bang. Miał wówczas zaledwie 14 lat. Od tamtej pory nagrał siedem płyt studyjnych i dorósł. Omawiany longplay ukazał się cztery lata po poprzednim krążku – „Fight For My Soul” i pewnie stąd istotne zmiany w stylistyce. Na „Signs” nie znajdziemy tak wielu ballad, a nastrój łagodnieje dopiero pod koniec płyty. Przy trzech ostatnich utworach można się zrelaksować, jeśli komuś nie przeszkodzi fuzzowa gitara w „Wisdom”. Fantastycznie brzmi refren w finałowym „Singing Songs”.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 09/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Voyager - Ghost Mile

cd092017 020

IAV 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Nowoczesny metal progresywny kojarzy się głównie z popisami wykonawczymi, eksponowaniem najniższych rejestrów gitar elektrycznych czy ostrą sekcją rytmiczną. Voyager wpisuje się w ten nurt, ale do swojej muzyki podchodzi nieco inaczej. Utwory nie straszą ani nadmierną długością, ani natłokiem pasaży. Główne motywy pozostają nieudziwnione i podane w prostej formie. Kompozycje prowadzi z reguły delikatny, melodyjny śpiew Daniela Estrina, który zapewnia całości solidny fundament. Prawdziwy czar albumu ujawnia się jednak dopiero, gdy wsłuchamy się w wydarzenia rozgrywające się na drugim planie. Załoga Voyagera wykazała się wielkim talentem do tworzenia muzycznego tła. Dzieje się tu naprawdę sporo. Na każdym kroku muzycy przemycają ciekawe motywy elektroniczne, bawią się efektami, czy dorzucają harmonie wokalne oraz niebanalne instrumentalne ozdobniki. Dzięki temu brzmienie jest niezwykle przestrzenne, a słuchacze mogą się w nim zanurzyć i z każdym przesłuchaniem płyty wyszukiwać kolejne smaczki. „Ghost Mile” prezentuje bardzo ciekawe podejście do konwencji, nawet jeśli niektórzy dopatrzą się w nim lekkiego przerostu formy nad treścią.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 09/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Mastodon - Emperor of Sand

cd092017 003

Reprise 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Brzmienie Mastodona przeszło długą ewolucję. Od ekstremalnych początków, przez progresywę, aż po ostatnie romanse ze stoner rockiem. Niestety, wydaje się, że trend się zatrzymuje, a panowie zaczynają się mościć w swojej niszy. Na szczęście nie oznacza to, że stracili talent. Na „Emperor of Sand” wciąż słychać wszystko, dzięki czemu zdobyli sławę. Niezapomniany nastrój tworzą nieoszlifowane, przytłaczające brzmienia gitar. Do tego dochodzą mistrzowska sekcja rytmiczna, zapadające w pamięć riffy oraz urozmaicające całość wokale wszystkich członków zespołu. Trudno muzykom wytknąć jakiekolwiek braki w warsztacie, zarówno wykonawczym, jak i kompozytorskim. Niestety, brakuje elementu, który dotąd czynił ekscytującym każde kolejne wydawnictwo Mastodona – nowości. „Emperor of Sand” w założeniach nie różni się prawie niczym od „Once More ‘Round The Sun” czy „The Hunter”, przez co nie ma w nim nic zaskakującego. To po prostu kolejny niezły album grupy, od której można oczekiwać więcej.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 09/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF