HFM

artykulylista3

 

Atom String Quartet - Seifert

cd112017 020

Publisher 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Choć już za życia stał się legendą, jego dorobek kompozytorski był przez jazzmanów niemal zupełnie pomijany. Dopiero gdy Fundacja im. Seiferta zaczęła skutecznie promować dziedzictwo genialnego wiolinisty, wielu muzyków, zwłaszcza skrzypków (m.in. Krzesimir Dębski, Adam Bałdych, Bartosz Dworak), uzupełniło swój repertuar o jego tematy, zaś Atom String Quartet złożył z nich cały album. Krążek zawiera najpopularniejsze kompozycje Seiferta: „Quasimodo”, „Love In The Garden”, „Kilimanjaro”, „Turbulent Plover” i „On The Farm”. W zestawie znalazły się także mniej znane „Stillness” czy „Song For Christopher”. Trudno wyróżnić jeden utwór. Wszystkie zostały błyskotliwie zaaranżowane i wykonane z ogniem przez muzyków, z których każdy gra tutaj „pierwsze skrzypce”. Najbardziej zaskoczyła mnie „pizzicatowa” wersja „Kilimanjaro”, natomiast najbliżej żywiołowego, pełnego szorstkości stylu Seiferta sytuują się „Evening Psalm” i „Inspirational Psalm”, zinterpretowane solo przez Mateusza Smoczyńskiego i Dawida Lubowicza, nota bene laureatów Konkursu im. Seiferta. Trochę dziwi brak hitu „Quo Vadis”. Być może członkowie ASQ uznali, że jest to materiał zbyt ograny. Szkoda, bo ma w sobie ogromny potencjał, który można było wykorzystać na wiele sposobów. Doskonała płyta, skierowana do fanów Seiferta i miłośników klasycznego brzmienia.

Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 11/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Chris Potter - The Dreamer Is The Dream

cd112017 005

ACT Music 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Chris Potter nigdy nie zawodzi. Słyszałem go wiele razy na żywo i na płytach, i w jego grze zawsze odnajdywałem coś intrygującego. Nie jest typem charyzmatycznego wizjonera – jego atutami są za to wszechstronność, mistrzowskie opanowanie kilku instrumentów (tenoru, sopranu, klarnetów, fletu), potężny, bogaty w detale sound, a także ogromny potencjał solisty i improwizatora. Wszystko to (plus znakomite kompozycje) znajdziemy na jego najnowszej płycie, nagranej z pianistą Davidem Virellesem (znanym choćby ze współpracy z Tomaszem Stańką), basistą Joe Martinem i perkusistą Marcusem Gilmourem. Próbkę kunsztu lidera otrzymujemy już w pierwszym utworze, przepięknej balladzie „Heart In Hand”. Nostalgiczna kantylena, w której słychać echa Coltrane’a, przeradza się w olśniewającą improwizację, wspartą dyskretnymi dźwiękami fortepianu. Ciekawie wypadł „IIimba”, łączący jazz i rytmy latynoskie, oraz zmysłowy „The Dreamer Is The Dream”, wykonany przez Pottera na klarnecie basowym i tenorze. Najwięcej dzieje się w utworze „Yasodhara”. Mamy tu dwa kontrastujące, obudowane solidnymi aranżami tematy, czytelną formę oraz ekspresyjne, zahaczające o free solówki lidera i Virellesa. Finałowy „Sonic Anomaly” to powrót do łagodniejszych klimatów z początku albumu. Kawał inteligentnego jazzu akustycznego, zagranego na najwyższym poziomie. Gorąco polecam.

Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 11/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Adam Bałdych & Helge Lien Trio - Brothers

cd112017 001

ACT Music 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Nowoczesny jazz ze skrzypcami w roli głównej nie należy do muzyki łatwej. Z reguły gustują w nim koneserzy gatunku, przyzwyczajeni do ambitnych aranżacji i oryginalnych harmonii. Pod tym względem płyta „Brothers” mile zaskakuje. Jazzu Bałdycha może z powodzeniem słuchać każdy meloman, jeśli oczywiście jest otwarty na nieco trudniejsze formy. Wszystkie kompozycje, w większości autorstwa bohatera płyty (oprócz tematu „Hallelujah” z repertuaru Leonarda Cohena), pozostają przystępne. Możemy podziwiać fantastyczną grę Helgego Liena na fortepianie. Jego klawiszowe solówki, jak choćby te w „One”, są naprawdę wciągające. Również sekcja rytmiczna, którą tworzą basista Frode Berg i perkusista Per Oddvar Johansen, nie pozostaje w tyle. W towarzystwie tych instrumentalistów Bałdych przemierzył setki kilometrów. Wspólna trasa koncertowa pozwoliła muzykom dobrze się zgrać i przygotować do sesji. Do współpracy lider zaprosił utalentowanego saksofonistę Torego Brunborga. Efekt sesji okazał się nad wyraz udany. „Brothers” to ambitny, choć nie przesadnie skomplikowany jazz, z melodyjnymi, pełnymi refleksji i swoistego ciepła, momentami.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 11/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

ACT Family Band - The Jubilee Concerts

cd112017 008

ACT Music 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Ćwierćwiecze działalności renomowana wytwórnia ACT Music uświetniła jubileuszowym koncertem nagrywających dla niej muzyków. 2 kwietnia 2017 w sali widowiskowej Konzerthaus Berlin stawili się najlepsi z nich, w tym nasz skrzypek, Adam Bałdych. Jak zwykle, zadbano o perfekcyjną realizację, mimo że cały program zarejestrowano w trakcie jednego występu. Autorskie utwory uczestników wydarzenia przeplatały się ze światowymi standardami. Na początek puzonista i wokalista Nils Landgren zinterpretował evergreen „Send in the Clowns”. Lars Danielsson porzucił na moment kontrabas dla wiolonczeli, aby przedstawić własną kompozycję „Suffering”, z udziałem Nguyêna Lê – renomowanego gitarzysty wietnamskiego pochodzenia. Udało im się zaczarować publiczność. Adam Bałdych, wraz z międzynarodowym zespołem, zaprezentował „Quo Vadis” Zbigniewa Seiferta. Nie zabrakło także innych perełek. Pojawiła się np. kompozycja „Dodge the Dodo” z repertuaru legendarnego Esbjörn Svensson Trio. Na zakończenie uczestnicy koncertu zagrali i zaśpiewali kolejny standard, tym razem „We Are Family” Bernarda Edwardsa i Nile’a Rodgersa. Przed mikrofonem stanęła Ida Sand, a w chórkach mogliśmy usłyszeć Viktorię Tolstoy, Cæcilie Norby i Andreasa Schaerera. To był udany wieczór.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 11/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Stephan Micus - Inland Sea

cd102017 010

Blue Note 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Przy „Inland Sea” naprawdę można odpłynąć. Włączamy odtwarzacz, przestrzeń zaczynają wypełniać dźwięki o niespotykanych barwach, czas zwalnia, świat staje się lepszy. Słowem: pełna harmonia. Stephan Micus, niestrudzony poszukiwacz muzycznego Graala, multiinstrumentalista, kompozytor i wokalista, po raz kolejny podarował nam genialny solowy album, nagrany przy użyciu egzotycznego instrumentarium. Ze swej bogatej kolekcji wybrał balanzikom, nyckelharpę, dwie cytry i shakuhachi. Brzmienie japońskiego fletu wyłapiemy bez trudu, natomiast pozostałe instrumenty są już mniej oczywiste. Najbardziej uwiodła mnie nyckelharpa, konstrukcja smyczkowo-„klawiszowa”, pochodząca ze Skandynawii. Jej niebiański ton przypomina lirę korbową i violę d`amore, razem wzięte. Stosując technikę multitracków, mistrz wyczarował utwory („Haze”, „Dawn”, „Dusk”) o polifonicznej fakturze i niestabilnej tonalności, mogącej się kojarzyć z przełomem średniowiecza i renesansu. Płyną swobodnie poza metrum i pulsem rytmicznym. W innych kompozycjach (polecam finałową „Nurię”) Micus nawiązuje do nurtu world music. Nie próbuje jednak adaptować muzyki z konkretnych zakątków globu i ma wystarczający potencjał do kreowania własnych światów. Album nieprawdopodobny, ukazujący ogrom umiejętności Stephana Micusa, jego kulturę, erudycję i smak.

Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 10/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Ambrose Akinmusire - A Rift In Decorum

cd102017 011

Blue Note 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Stały kwartet amerykańskiego trębacza Ambrose’a Akinmusire (Sam Harris – fortepian, Harish Raghavan – kontrabas i Justi Brown – perkusja) nagrał podwójny album w nowojorskim klubie Village Vanguard. To miejsce dla fanów jazzu szczególne. Występowali tam najwięksi jazzmani wszech czasów; powstawały historyczne płyty. W ten kanon wpisał się Akinmusire. Nie mam wątpliwości, że jest to jeden z najważniejszych albumów roku. Zespół starannie się przygotowywał do rejestracji, ale czy to znaczy, że mamy do czynienia z wypolerowanym na wysoki połysk jazzem dla mas? Wręcz przeciwnie! Lider słusznie zauważył, że dziś jazz to spontaniczność i umiejętność uchwycenia nastroju chwili. I taka jest ta płyta. Muzycy żonglują gatunkami i technikami. Trudno mówić o stylistycznej spójności, a jednocześnie ani przez sekundę nie mamy wątpliwości, że to ich własna, niepodrabialna muzyka. Czy rządzi tu improwizacja? Tak! Czy jest to muzyka przemyślana i stale kontrolowana? Tak! Mamy tu wielką tradycję amerykańskiego jazzu. Znajdziemy doświadczenia muzyki klasycznej oraz tej improwizowanej w Europie. Przede wszystkim zaś znajdziemy oryginalną osobowość każdego z twórców. Realizacja nie jest z pewnością audiofilska, ale dawno już nie słyszałem tak autentycznej, klubowej atmosfery uchwyconej na płycie. Stąd wysoka ocena.

Marek Romański
Źródło: HFiM 10/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF