HFM

artykulylista3

 

Chris Potter - The Dreamer Is The Dream

cd112017 005

ACT Music 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Chris Potter nigdy nie zawodzi. Słyszałem go wiele razy na żywo i na płytach, i w jego grze zawsze odnajdywałem coś intrygującego. Nie jest typem charyzmatycznego wizjonera – jego atutami są za to wszechstronność, mistrzowskie opanowanie kilku instrumentów (tenoru, sopranu, klarnetów, fletu), potężny, bogaty w detale sound, a także ogromny potencjał solisty i improwizatora. Wszystko to (plus znakomite kompozycje) znajdziemy na jego najnowszej płycie, nagranej z pianistą Davidem Virellesem (znanym choćby ze współpracy z Tomaszem Stańką), basistą Joe Martinem i perkusistą Marcusem Gilmourem. Próbkę kunsztu lidera otrzymujemy już w pierwszym utworze, przepięknej balladzie „Heart In Hand”. Nostalgiczna kantylena, w której słychać echa Coltrane’a, przeradza się w olśniewającą improwizację, wspartą dyskretnymi dźwiękami fortepianu. Ciekawie wypadł „IIimba”, łączący jazz i rytmy latynoskie, oraz zmysłowy „The Dreamer Is The Dream”, wykonany przez Pottera na klarnecie basowym i tenorze. Najwięcej dzieje się w utworze „Yasodhara”. Mamy tu dwa kontrastujące, obudowane solidnymi aranżami tematy, czytelną formę oraz ekspresyjne, zahaczające o free solówki lidera i Virellesa. Finałowy „Sonic Anomaly” to powrót do łagodniejszych klimatów z początku albumu. Kawał inteligentnego jazzu akustycznego, zagranego na najwyższym poziomie. Gorąco polecam.

Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 11/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Adam Bałdych & Helge Lien Trio - Brothers

cd112017 001

ACT Music 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Nowoczesny jazz ze skrzypcami w roli głównej nie należy do muzyki łatwej. Z reguły gustują w nim koneserzy gatunku, przyzwyczajeni do ambitnych aranżacji i oryginalnych harmonii. Pod tym względem płyta „Brothers” mile zaskakuje. Jazzu Bałdycha może z powodzeniem słuchać każdy meloman, jeśli oczywiście jest otwarty na nieco trudniejsze formy. Wszystkie kompozycje, w większości autorstwa bohatera płyty (oprócz tematu „Hallelujah” z repertuaru Leonarda Cohena), pozostają przystępne. Możemy podziwiać fantastyczną grę Helgego Liena na fortepianie. Jego klawiszowe solówki, jak choćby te w „One”, są naprawdę wciągające. Również sekcja rytmiczna, którą tworzą basista Frode Berg i perkusista Per Oddvar Johansen, nie pozostaje w tyle. W towarzystwie tych instrumentalistów Bałdych przemierzył setki kilometrów. Wspólna trasa koncertowa pozwoliła muzykom dobrze się zgrać i przygotować do sesji. Do współpracy lider zaprosił utalentowanego saksofonistę Torego Brunborga. Efekt sesji okazał się nad wyraz udany. „Brothers” to ambitny, choć nie przesadnie skomplikowany jazz, z melodyjnymi, pełnymi refleksji i swoistego ciepła, momentami.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 11/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

ACT Family Band - The Jubilee Concerts

cd112017 008

ACT Music 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Ćwierćwiecze działalności renomowana wytwórnia ACT Music uświetniła jubileuszowym koncertem nagrywających dla niej muzyków. 2 kwietnia 2017 w sali widowiskowej Konzerthaus Berlin stawili się najlepsi z nich, w tym nasz skrzypek, Adam Bałdych. Jak zwykle, zadbano o perfekcyjną realizację, mimo że cały program zarejestrowano w trakcie jednego występu. Autorskie utwory uczestników wydarzenia przeplatały się ze światowymi standardami. Na początek puzonista i wokalista Nils Landgren zinterpretował evergreen „Send in the Clowns”. Lars Danielsson porzucił na moment kontrabas dla wiolonczeli, aby przedstawić własną kompozycję „Suffering”, z udziałem Nguyêna Lê – renomowanego gitarzysty wietnamskiego pochodzenia. Udało im się zaczarować publiczność. Adam Bałdych, wraz z międzynarodowym zespołem, zaprezentował „Quo Vadis” Zbigniewa Seiferta. Nie zabrakło także innych perełek. Pojawiła się np. kompozycja „Dodge the Dodo” z repertuaru legendarnego Esbjörn Svensson Trio. Na zakończenie uczestnicy koncertu zagrali i zaśpiewali kolejny standard, tym razem „We Are Family” Bernarda Edwardsa i Nile’a Rodgersa. Przed mikrofonem stanęła Ida Sand, a w chórkach mogliśmy usłyszeć Viktorię Tolstoy, Cæcilie Norby i Andreasa Schaerera. To był udany wieczór.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 11/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Stephan Micus - Inland Sea

cd102017 010

Blue Note 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Przy „Inland Sea” naprawdę można odpłynąć. Włączamy odtwarzacz, przestrzeń zaczynają wypełniać dźwięki o niespotykanych barwach, czas zwalnia, świat staje się lepszy. Słowem: pełna harmonia. Stephan Micus, niestrudzony poszukiwacz muzycznego Graala, multiinstrumentalista, kompozytor i wokalista, po raz kolejny podarował nam genialny solowy album, nagrany przy użyciu egzotycznego instrumentarium. Ze swej bogatej kolekcji wybrał balanzikom, nyckelharpę, dwie cytry i shakuhachi. Brzmienie japońskiego fletu wyłapiemy bez trudu, natomiast pozostałe instrumenty są już mniej oczywiste. Najbardziej uwiodła mnie nyckelharpa, konstrukcja smyczkowo-„klawiszowa”, pochodząca ze Skandynawii. Jej niebiański ton przypomina lirę korbową i violę d`amore, razem wzięte. Stosując technikę multitracków, mistrz wyczarował utwory („Haze”, „Dawn”, „Dusk”) o polifonicznej fakturze i niestabilnej tonalności, mogącej się kojarzyć z przełomem średniowiecza i renesansu. Płyną swobodnie poza metrum i pulsem rytmicznym. W innych kompozycjach (polecam finałową „Nurię”) Micus nawiązuje do nurtu world music. Nie próbuje jednak adaptować muzyki z konkretnych zakątków globu i ma wystarczający potencjał do kreowania własnych światów. Album nieprawdopodobny, ukazujący ogrom umiejętności Stephana Micusa, jego kulturę, erudycję i smak.

Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 10/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Ambrose Akinmusire - A Rift In Decorum

cd102017 011

Blue Note 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Stały kwartet amerykańskiego trębacza Ambrose’a Akinmusire (Sam Harris – fortepian, Harish Raghavan – kontrabas i Justi Brown – perkusja) nagrał podwójny album w nowojorskim klubie Village Vanguard. To miejsce dla fanów jazzu szczególne. Występowali tam najwięksi jazzmani wszech czasów; powstawały historyczne płyty. W ten kanon wpisał się Akinmusire. Nie mam wątpliwości, że jest to jeden z najważniejszych albumów roku. Zespół starannie się przygotowywał do rejestracji, ale czy to znaczy, że mamy do czynienia z wypolerowanym na wysoki połysk jazzem dla mas? Wręcz przeciwnie! Lider słusznie zauważył, że dziś jazz to spontaniczność i umiejętność uchwycenia nastroju chwili. I taka jest ta płyta. Muzycy żonglują gatunkami i technikami. Trudno mówić o stylistycznej spójności, a jednocześnie ani przez sekundę nie mamy wątpliwości, że to ich własna, niepodrabialna muzyka. Czy rządzi tu improwizacja? Tak! Czy jest to muzyka przemyślana i stale kontrolowana? Tak! Mamy tu wielką tradycję amerykańskiego jazzu. Znajdziemy doświadczenia muzyki klasycznej oraz tej improwizowanej w Europie. Przede wszystkim zaś znajdziemy oryginalną osobowość każdego z twórców. Realizacja nie jest z pewnością audiofilska, ale dawno już nie słyszałem tak autentycznej, klubowej atmosfery uchwyconej na płycie. Stąd wysoka ocena.

Marek Romański
Źródło: HFiM 10/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Craig Taborn - Daylight Ghosts

cd102017 012

ECM 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3
 

Amerykański pianista Craig Taborn z niejednego pieca chleb jadł. Grał rocka, jazz-rocka, klasykę i wiele innych gatunków. Należy do nowej fali artystów, którzy nie zwracają uwagi na czystość gatunkową, ale tworzą muzykę ponad podziałami. „Daylight Ghosts” to doskonały przykład takiego eklektyzmu, a jednocześnie spore zaskoczenie dla miłośników pościelowego brzmienia ECM-u. Owszem, jeśli dobrze pogrzebać, to znajdziemy tu firmową melancholię, choćby w „Jamaican Farewell”, napisanej przez Roscoe Mitchella. To jednak wyjątki. Większość kompozycji na tej płycie jest karkołomna i wielowątkowa, a ich nastrój, tempo, a czasem nawet harmonia i metrum, zmieniają się jak w kalejdoskopie. Lider czerpie zarówno z tradycji jazzowej, jak i klasycznej (muzyki współczesnej nie wyłączając). Jego stylistyczne szaleństwa nie byłyby jednak możliwe, gdyby nie mocna obsada sidemanów. Saksofonista i klarnecista Chris Speed, basista Chris Lightcap oraz perkusista Dave King (znany z tria The Bad Plus) świetnie czują i realizują wizje Taborna. Choć nie jest to muzyka łatwa w odbiorze – trzeba być bardzo uważnym, by śledzić jej tok, zwłaszcza że czasem rygory formalne się rozluźniają i zespół wypływa na niebezpieczne wody free jazzu – „Daylight Ghosts” to płyta na swój sposób fascynująca.

Marek Romański
Źródło: HFiM 10/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF