HFM

artykulylista3

 

Joep Beving - Prehension

cd012018 004

Blue Note Records 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Popularność duńskiego pianisty Joepa Bevinga przypomina tę, jaka jest udziałem gwiazd popu. Nagrywa dla prestiżowej firmy płytowej Deutsche Grammophon, niemal synonimu najwyższej klasy wykonawstwa muzyki klasycznej. Kim jest pan Beving? Byłym pracownikiem agencji reklamowej, który po pracy brzdąkał sobie na pianinie i komponował proste melodyjki. Jego życie zmieniło się o 180 stopni, gdy je nagrał i własnym sumptem wydał płytę „Solipsism”, a później materiał z tego longplaya umieścił w serwisie Spotify. Ludzie zaczęli masowo odtwarzać te utworki. Usłyszał je też jeden z szefów DG i zaproponował Duńczykowi kontrakt na nowy album; wznowił też w swoich barwach stary. „Prehension” to właśnie owoc tej współpracy. Czym zachwycają się miliony słuchaczy serwisów streamingowych? W, przyznaję, efektownej graficznie okładce znajdziemy płytę wypełnioną prościutkimi utworami o raczej popowym charakterze, nagranymi w mgle pogłosu, żeby brzmiały trochę nierealistycznie i ambientowo. Nie brakuje repetytywności oraz rzewnych, nostalgicznych melodii. Słychać echa Erica Satie, Michaela Nymana, kiedy indziej Briana Eno z jego akustycznych płyt. Po ciężkim dniu w korporacji – jak znalazł. Do tego jeszcze kadzidełko, masaż i pachnąca kąpiel

Marek Romański
Źródło: HFiM 01/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Nagroda roku - Płyty roku 2017 - Jazz

5865012018 001Nagroda roku - Płyty roku 2017 - Jazz

 

Norah Jones - Day Breaks

cd012018 008

Blue Note Records 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Zdarzało się, że Norah Jones wykraczała poza ramy jazzu i prezentowała piosenki ocierające się o pop, a nawet folk. Tym razem pozostaje wierna muzyce improwizowanej. Album rozpoczyna genialny utwór „Burn”. Najpierw fantastyczna partia perkusji, w której Brian Blade chyba otwartymi dłońmi muska membrany bębnów. Razem z nim tempo ustala kontrabas innego mistrza, Johna Patitucciego. Po chwili odzywa się uroczo brzmiący głos bohaterki płyty. Jeśli w tym momencie komuś byłoby mało atrakcji, to pojawia się też sopranowy saksofon Wayne’a Shortera. Czy może być lepiej? Tak, bo w podobnym składzie i stylu utrzymane są kompozycje „Peace” Horace’a Silvera i „Fleurette Africaine” Duke’a Ellingtona. Resztę utworów napisała Norah Jones, sama bądź z pomocą akompaniatorów i Sary Ody. Jest też folkowa kompozycja Neila Younga „Don’t Be Denied”, zagrana prawie na jazzowo. Poza standardową, dostępna jest ekskluzywna wersja wydawnictwa z drugą płytą, zawierającą koncertowe wykonania kilku nowych piosenek. Warto po nią sięgnąć! n

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 01/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Wolfgang Haffner - Kind of Spain

cd012018 011

ACT Music 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Płyty sygnowane przez perkusistów potrafią zaskakiwać. Spodziewamy się po nich karkołomnych solówek, tymczasem okazuje się, że tych ostatnich jest jak na lekarstwo. Dominują za to utwory melodyjne, z innymi instrumentami w roli głównej. Tak właśnie się dzieje na omawianym albumie. Wolfgang Haffner przez cały czas kontroluje rytm wydarzeń, ale też pozwala każdemu z towarzyszących mu muzyków pokazać umiejętności. A zaprosił do współpracy naprawdę świetnych instrumentalistów. Larsa Danielssona znamy z kooperacji z Leszkiem Możdżerem. Na „Kind of Spain” kontrabasista nie tylko czaruje niskimi dźwiękami, ale też jest współkompozytorem kilku utworów. Samodzielnie zaś napisał „Pasodoble”, doskonale wpisujące się w hiszpańskie klimaty, dominujące na płycie. Skład uzupełniają Jan Lundgren na fortepianie i Christopher Dell na wibrafonie. Sporo jest też gitary akustycznej, na której gra Daniel Stelter. Na uwagę zasługuje również trębacz Sebastian Studnitzky i jego interpretacja tematu Chucka Mangione z filmu „Dzieci Sancheza”. Oryginał niełatwo przebić, ale wersja Studnitzky’ego ma w sobie coś urzekającego. A ponieważ album jest utrzymany w rytmach hiszpańskich, nie mogło zabraknąć tematu „Spain” Chicka Corei. Podsumowując – „Kind of Spain” to świetnie zagrany, melodyjny jazz z klasą.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 01/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Björn Meyer - Provenance

cd112017 012

Publisher 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Trudno uwierzyć, że „Provenance” jest pierwszym krążkiem ECM-u z muzyką na gitarę basową solo. Podobnych projektów było w przeszłości sporo, więc dziwi fakt, że ktoś taki jak Manfred Eicher dopiero teraz dostrzegł potencjał tego instrumentu. Album Björna Meyera wpisuje się w lżejszy nurt alternatywnej muzyki improwizowanej z elementami jazzu. Jego utwory to delikatne pejzaże dźwiękowe, namalowane ciepłymi kolorami. Ich struktura opiera się na krótkich, powtarzanych formułach, zbudowanych z rozłożonych akordów, które – przesuwane o bliskie interwały w górę lub w dół – kształtują plan tonalny kompozycji i ożywiają statyczną narrację. Sekwencyjna forma może budzić skojarzenia z minimalistycznymi produkcjami Nika Bärtscha, z którym Meyer współpracował przez dekadę. Zredukowanie środków i wyciszona ekspresja powodują, że większą uwagę zwracamy na inne ważne składniki – barwę i przestrzeń. W tekście na okładkę artysta napisał, że drugą „postacią” jego projektu są warunki akustyczne pomieszczenia (sala Auditorio Stelio Molo w Lugano). Z tym stwierdzeniem można polemizować, bo przecież gitary Meyera zostały nagłośnione, zarejestrowane i poddane cyfrowej obróbce (efektu „migotania” dźwięków w panoramie stereo nie sposób uzyskać drogą naturalną). Ze względu na duże różnice poziomów dynamicznych nagrań, do kontemplowania „Provenance” lepiej używać słuchawek.

Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 11/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Ralph Towner - My Foolish Heart

cd112017 015

ECM 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Tytuł nowego albumu Ralpha Townera pochodzi od standardu Victora Younga z 1949 roku. Czy to znak, że artysta zwraca się ku przeszłości? Niekoniecznie. Wszystkie utwory, poza tym jednym, są jego autorstwa i prezentują duże zróżnicowanie, tak pod względem stylistycznym (nawiązania do jazzu, klasyki, ethnicu), jak i środków wyrazu. Solowe projekty stawiają przed gitarzystami ogromne wyzwania. Jednak Towner sprostał im bez problemu. Swobodnie kształtowane formy, zmieniające się klimaty, wspaniałe barwy i wszechobecny liryzm utrzymują słuchacza w stanie permanentnej koncentracji. Artysta używa wyłącznie gitar akustycznych. Nie epatuje techniką, skupiając się na urodzie brzmienia, detalach kolorystycznych i niuansach dynamiki. Chętnie stosuje flażolety, dźwięki „mutowane”, a efekty „fret noise” i szmery płynące z pudła rezonansowego są częścią interpretacji utworów i podkreślają ich autentyzm. Gra Townera przełamuje ograniczenia, wynikające z faktury instrumentu. Gitarzysta operuje w kilku planach dźwiękowych. Stapia w całość warstwę melodyczną, harmoniczną i rytmiczną. Jest samowystarczalny. Największe wrażenie robi chyba „Clarion Call”, grany na gitarze 12-strunowej. Dźwięk jest tu pełniejszy, bardziej ostry. Następuje zagęszczenie ekspresji, a inwencja Townera-improwizatora budzi respekt

Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 11/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF