fbpx

HFM

artykulylista3

 

The Bad Plus - Never Stop

116-118 05 2011 theBadPlus

Emarcy 2010
Dystrybucja: Universal

Interpretacja: k4
Realizacja: k3

Amerykańskie trio fortepianowe Bad Plus (Ethan Iverson (p), Reid Anderson (b), Dave King (dr)) od blisko dekady pozostaje w awangardzie zespołów walczących ze skostniałym wizerunkiem tej szlachetnej jazzowej formacji. Kiedyś walkę tę toczyli ramię w ramię ze słynnym E.S.T. (Esbjorn Svensson Trio), teraz pozostali sami. Ale nie obawiajmy się – za ich plecami już się czają zastępy nowych zespołów, także na polskiej ziemi.
Na czym ta walka polega? Ano przede wszystkim na tym, że muzycy The Bad Plus grają w sposób bardziej kojarzony z wykonawcami rockowymi niż jazzowymi. Dotyczy to głównie motorycznej gry sekcji rytmicznej, ze strzelającym co chwila werblem. Dzielnie sekunduje jej pianista, nie stroniący od dysonansowych klastrów. Także sposób rejestracji nagrań jest bliższy tradycji rockowej niż jazzowej (dźwięk jest potężny; rozsadza głośniki). Członkom grupy nieobce jest również poczucie humoru. Utwory to kalejdoskop cytatów, zmian tempa, igraszek gatunkowych i stylistycznych. The Bad Plus był znany także z interpretacji tematów zaczerpniętych z rockowego, popowego i klasycznego repertuaru.
Napisałem: „był”, gdyż „Never Stop” zostało w całości wypełnione oryginalnymi kompozycjami zespołu. W niczym to jednak nie zmienia lekko prześmiewczej, a przy tym oryginalnej i znakomicie zagranej propozycji trójki sympatycznych Amerykanów.

Autor: Marek Romański
Źródło: HFiM 05/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Diego Figueiredo, Rodolfo Stroeter, Robertinho Silva - Dadaio

116-118 05 2011 dadalo

Stunt Records 2008
Dystrybucja: Multikulti

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

Czasami sporo czasu mija, zanim jakaś płyta dotrze do Polski. Nie wiem, czy w przypadku „Dadaio” premiera u nas się opóźniła, czy po prostu dopiero teraz dystrybutor postanowił album przesłać do oceny. Bez względu na przyczynę, dobrze się stało, że można „Dadaio” kupić, bo trudno się od tej płyty oderwać.
Tak wspaniale brzmiącego akustycznego tria w składzie: gitara, kontrabas i perkusja dawno nie słyszałem. Nie z powodu szczególnie wymyślnego frazowania czy wyjątkowo złożonych partii solowych, ale głównie ze względu na świetną współpracę trzech wytrawnych instrumentalistów, którzy z latynoskich standardów i kilku utrzymanych w podobnym stylu utworów autorskich przygotowali duchową ucztę.
Współbrzmienia akustycznej gitary, na której gra lider tria, Diego Figueiredo, i kontrabasu są iście bajeczne. Najmniej z trójki zwraca na siebie uwagę perkusista, jednak i jego popisy, zwłaszcza w autorskiej kompozycji tytułowej, są na medal.
Jako okrasę otrzymujemy prawdziwie audiofilską realizację. Niech nie kupują tej płyty melomani, którzy nie lubią w domu gości. Trójka muzyków pojawi się bowiem w pokoju każdego, kto zacznie jej słuchać. Na szczęście nie trzeba przygotowywać poczęstunku, ponieważ kiedy tylko muzycy skończą grać, błyskawicznie znikają. Czyli nie dość, że czarują, to jeszcze nie przeszkadzają. No proszę!

Autor: Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 05/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Melody Gardot - My One And Only Thrill

116-118 05 2011 melodyGardot

Decca 2010

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

„My One and Only Thrill” to trzeci album 25-letniej wokalistki (także gitarzystki, pianistki, kompozytorki i autorki tekstów) Melody Gardot. Mimo skromnej dyskografii artystka cieszy się dużą popularnością i poważaniem krytyków. Ma też spore grono fanów w Polsce, gdzie wystąpiła w 2009 roku.
Najnowszy, przepięknie wydany album zawiera dwie płyty CD, książeczkę z tekstami oraz kilka stylowych fotografii.
Na głównym krążku znalazły się nastrojowe kompozycje z towarzyszeniem sekcji jazzowej lub smyczków. Kolejne numery, nawiązujące klimatem do lat 50. i 60., łączą w sobie elementy jazzu, bluesa, bossa novy i piosenki francuskiej. Stylistyka całości nie jest jednoznacznie zdefiniowana, choć album od początku funkcjonuje jako jazzowy.
Melody posługuje się głosem o intrygującym brzmieniu, ciepłej, czasem zmysłowej barwie i wszechstronnie wykorzystuje swój naturalny (środkowy) rejestr. Operuje wyrównaną dynamiką i prostymi środkami wyrazu. Wysoki poziom wokalny współgra z jakością kompozycji. Polecam: „Baby I’m Fool”, „Les Etoiles”, a szczególnie „Our Love Is Easy”. Na drugiej, „bonusowej” płycie mamy cztery standardy (zaśpiewane zupełnie nie jazzowo) w wersji na głos i gitarę.
Duży wpływ na kształt albumu miał Vince Mendoza, którego aranże smyczków dodały utworom głębi i elegancji. Świetny album, sukces murowany!

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 05/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Michael Formanek - The Rub And Spare Change

85-86 06 2011 michaelFormanek

ECM 2010

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

Debiut (chyba nieco spóźniony) Michaela Formanka w wytwórni ECM. Ten znakomity basista i kompozytor od lat działa jako lider i członek różnych formacji. Kiedyś grał z Hubbardem, Liebmanem i Hershem. Obecnie jest kojarzony z awangardową sceną Nowego Jorku. Współpracuje z muzykami tej klasy co Dave Douglas, Uri Caine, Jim Black, Mark Feldman czy saksofonista Tim Berne, zaproszony do nagrania tej płyty.
Składają się na nią wyłącznie kompozycje Formanka, który potwierdza swoją klasę oryginalnego twórcy, posiadającego własny styl, wrażliwość i szerokie horyzonty.
W „The Rub And Spare Change” uwagę zwracają świetnie skrojone tematy z krótkimi, powtarzanymi motywami prowadzonymi unisono lub w dysonujących interwałach. Obsesyjna niemal repetytywność, zmienne metra, typ akcentuacji i swoista kanciastość melodyki budzą czasem – jak w utworze tytułowym – skojarzenia z muzyką Monka. Forma jest traktowana dość swobodnie, a lider pozostawia sporo wolności pozostałym wykonawcom.
W zespole wyróżniają się Berne oraz pianista Craig Taborn (znany m.in. ze współpracy z zespołem Roscoe Mitchella). Ten ostatni potrafi stworzyć i impresjonistyczną mgłę, i mocne, wibrujące tła dla solówek alcisty.
Stylistycznie album Formanka sytuuje się gdzieś na styku nowoczesnego jazzu akustycznego i nieortodoksyjnego, przyjaznego w odbiorze free.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 06/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Trombone Shorty - Backatown

85-86 06 2011 tromboneShorty

Verve Forecast 2010
Dystrybucja: Universal Music

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Płytę firmuje Trombone Shorty, czyli Niski Puzonista. Pod tym pseudonimem ukrywa się – choć może niezbyt dobrze, bo jego prawdziwe nazwisko łatwo znaleźć w książeczce dołączonej do kompaktu – Troy Andrews.
Jego styl nie jest łatwy do zdefiniowania. Niby gra na jazzowym instrumencie, ale w utworach słychać zarówno funk – może nawet czasami dominujący – oraz elementy hip-hopu i rhythm and bluesa. Jako lider Andrews z instrumentalisty przemienia się w wokalistę. Wtedy pojawia się nuta soulowa.
„Fallin’” jest tego doskonałym przykładem. Wreszcie tu i ówdzie (m.in. w „Right To Complain” i „Suburbia”) słyszymy ostre gitarowe akordy, które wprawdzie nie są zasługą Shorty’ego, a towarzyszącego mu Pete’a Murano, za to bohater płyty przyznaje, że jest ich fanem. W „Something Beautiful” może mało jest rocka, za to gościnnie gitarowe solówki gra Lenny Kravitz, któremu Trombone Shorty towarzyszył w trasie koncertowej. Znany rockman śpiewa też w tym utworze w chórkach.
Omawiając „Backatown”, nie można zapomnieć o szalonym rytmie, pulsującym gorąco w licznych fragmentach (np. „Neph”). Po prostu jazzujący funk-rock z wykopem.

Autor: Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 06/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Toots Thielemans - Live

85-86 06 2011 tootsThielemans

Challenge Jazz 2010
Dystrybucja: Multikulti

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

Thielemans to legenda jazzu. Grał z największymi, a jego „śpiewającą” harmonijkę ustną znają wszyscy. Firma Hohner umieściła nawet w swoim katalogu organki sygnowane przez Thielemansa ze względu na ich „aksamitny ton”. Bo taki właśnie dominuje na płytach artysty. Odnajdujemy go także w koncertowych nagraniach z lat 2006-2008, które znalazły się na omawianej płycie.
Liderowi towarzyszy europejskie trio, złożone z Karela Boehlee (fortepian, syntezator), Hansa van Oosterhouta (perkusja) i Heina Van de Geyna (bas). To właśnie ten ostatni, zarazem producent płyty, wpadł na pomysł, by z archiwum ich wspólnych nagrań koncertowych wybrać 12 najlepszych i je opublikować. Program otwiera „I Loves Yo, Porgy”. Później jest kilka standardów jazzowych oraz przebojów muzyki rozrywkowej, jak choćby „Ne Me Quitte Pas” Jacques’a Brela. Nie zabrakło też motywu filmowego Johna Barry’ego z obrazu „Nocny kowboj”. Ten ostatni należy do wyróżniających się popisów Thielemansa. Również solo na kontrabasie w wykonaniu Heina Van de Geyna jest w tym utworze wyjątkowo udane. Najsłabiej wypadła kompozycja „Summertime”. Muzycy narzucili zbyt szybkie tempo. Ale może to tylko moje subiektywne odczucie, bo przed wersją Thielemansa słuchałem „Summertime” w wykonaniu Janis Joplin z festiwalu w Woodstock, a jej interpretacja jest trudna do pobicia.
W sumie miła w odbiorze płyta koncertowa dla miłośników brzmienia harmonijki ustnej w mistrzowskim wydaniu.

Autor: Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 06/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF