fbpx

HFM

artykulylista3

 

Charles Lloyd 8: Kindred Spirits

cd102020 003

Blue Note 2020

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Podwójny album (CD plus DVD) jest zapisem koncertu zespołu Charlesa Lloyda, jaki w 2018 roku odbył się w Santa Barbara z okazji 80. urodzin lidera. Saksofonista największym uznaniem cieszył się w latach 60., kiedy to prowadził kwartet m.in. z Jarrettem i DeJohnette’em. Nagrywane wtedy albumy („Dream Weaver” i „Forest Flower”) szybko zyskały uznanie i inspirowały zarówno muzyków jazzowych, jak i rockowych. W kolejnych dekadach Lloyd to pojawiał się, to znikał, by w latach 90. powrócić do pierwszego szeregu. Po serii płyt dla ECM-u, w 2015 związał się z Blue Note, która firmuje omawiany album. Znalazły się na nim kompozycje artysty z różnych okresów twórczości oraz tradycyjny „La Llorona”. Utwory mają wolne tempa, rozrzedzoną fakturę, wyciszony klimat i „stojącą” narrację. Ton saksofonu i fletu lidera brzmi tak samo szlachetnie jak pół wieku temu; ta czystość i łagodność eksponowana w tematach ciekawie kontrastuje z ostrzejszymi solówkami. W zespole (Gerald Clayton, Reuben Rogers, Eric Harland) zdecydowanie najlepiej prezentuje się gitarzysta Julian Lage. Zapis wideo byłby zupełnie przyzwoity, gdyby nie popsuły go tricki znudzonego montażysty – podział ekranu na okienka, efekt lustrzanego odbicia. Szkoda. Jak na urodzinową laurkę przystało, wydawnictwo jest dopracowane graficznie. Uwagę przykuwają archiwalne fotografie, dokumentujące karierę jubilata.

Bogdan Chmura

 


 

 

Tie Break - The End

cd102020 001

Agora Muzyka 2019

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Są albumy, o których się zapomina po jednym przesłuchaniu. Są też takie, które zostają z nami na jakiś czas. „The End” można zaliczyć do drugiej grupy. Po pierwsze dlatego, że Tie Break kompletnie na nic się nie silą. Tak jak czterdzieści lat temu z powodzeniem szli swoją własną ścieżką, tak też czynią dziś. Skład nieco się zmienił, bo niektórzy członkowie tego oryginalnego od dawna nie żyją. Ale duch swobodnego przeszczepiania fusion na krajowy grunt ciągle ma się dobrze. Oczywiście znajdą się zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy tej grupy, ale już sam fakt tworzenia czegoś, co zupełnie nie przystaje do współczesnego generycznego bełkotu, jest aktem wielkiej odwagi. Choć, rzecz jasna, sam z siebie nie gwarantuje sukcesu; łatwo zostać posądzonym o wtórność i śmieszność. Tie Break nie ma się jednak czego obawiać. Panowie ciągle mają w sobie dużo świeżości i energii. Słychać to w każdym dźwięku, a dźwięków słychać tutaj sporo. Na płycie znalazło się wiele fragmentów szalonych i hałaśliwych, ale też kilka refleksyjnych i stonowanych. Wątki tradycyjnie jazzowe przeplatają się z elektrycznymi; utwory bardzo polskie w charakterze towarzyszą tym uniwersalnym i międzynarodowym. „The End” to prawdziwa gratka dla lubiących cofać się w czasie, ale nie w rozwoju.

Michał Dziadosz

 


 

 

Houben & Son - 7/7

cd102020 002

Igloo Records 2020

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Do klasycznego jazzu można podejść na różne sposoby. Śmierdzące naftaliną marynarki i granie tego samego, co sześćdziesiąt lat temu, tylko dwa razy gorzej, to jedna z „koncepcji”. Inną może być podanie wszystkiego tak, jakby nie było wczoraj ani jutra. Dwa lata temu pokazał to Wojtek Karolak na płycie z Adamem Czerwińskim „In A Sentimental Mood”. W podobnym kierunku idą panowie Houben. Chodzi tu o legendarnego belgijskiego saksofonistę Steve’a Houbena, który wraz z synem Gregiem, grającym na trąbce, zarejestrował fantastyczny album. Dlaczego fantastyczny? Po pierwsze – ze względu na melodie. Można mieć dzisiaj dobre pomysły? Można! Wcale nie wszystko zostało już powiedziane. Niech się wstydzą ci, którzy tłuką bezmyślne solówki po lichych tematach. Po drugie – klimat. To nie jest żadne pitu-pitu. Panowie wchodzą w strukturę muzyczną z pełną mocą i oddają się jej tak, jak trzeba. Ta płyta to spokój, oddech i bezpretensjonalna refleksja. Po trzecie, towarzyszący muzycy tworzą z głównymi bohaterami pełnoprawny zespół. Kompletna synergia. Zero bezsensownych popisów. Wreszcie – po czwarte – realizacja. Sprzęt naprawdę może odpocząć i nabrać witalności, bo każde pasmo znajduje się tam, gdzie powinno. Nie ma żadnego „ale”. To klasyczny jazz i w tych kategoriach album jest oceniany. Kto szuka eksperymentów, takowych tu nie znajdzie.

Michał Dziadosz

 


 

 

Lizard - Half-Life

cd0708 004

Audio Cave 2018

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Lizard istnieje tak długo, że jego początków nie pamiętają najstarsi górale. Przeciętny zjadacz chleba nie zdaje sobie sprawy z owego istnienia, co niczego nie zmienia, bo z każdą płytą muzyka zespołu staje się coraz lepsza. Przez lata skład grupy nieco się odmłodził. Być może dzięki temu brzmienie zyskało świeży potencjał. Mimo to band świadomie rezygnuje z nowoczesności, bardzo inteligentnie wplatając do swojej twórczości jedynie jej elementy. „Half-Life” jest podróżą w czasie. W najpiękniejsze fusionowo-jazz-rockowe lata siedemdziesiąte XX wieku. To dobra wiadomość dla tych, którzy już się zmęczyli rockiem progresywnym. Czym bowiem jest ten gatunek obecnie? Techniczną łupaniną bez większego sensu. Lizard zawsze od tego uciekał, ale teraz postanowił po prostu pójść inną ścieżką. Albowiem jedynie sprytem można pokonać wielką hydrę, przed którą uciec się nie da. Chcąc być uczciwym, należy przyznać, że art rockowe naleciałości, owszem, słychać. Jednak przede wszystkim „Half- -Life” to magiczna podróż w czasy, kiedy muzyka była po prostu muzyką, a sztuka nie uznawała kompromisów. Grająca na skrzypcach Dominika Rusinowska jest niemal tak dobra jak Adam Bałdych, a nikt o niej nie wie. Jej obecność ozdabia 44 minutową suitę i sprawia, że robi się jeszcze bardziej niesamowicie. I jedyne, czego mi brakuje, to delikatny trzask winylu. „Half-Life” jest bowiem wydawnictwem wręcz stworzonym do wydania na płycie analogowej.

Michał Dziadosz

 


 

 

Kalle Kalima – Knut Reiersrud - Flying Like Eagles

cd0708 005

ACT Music 2019

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

W czasach, kiedy Piotr Fronczewski „na metalowo” śpiewa Moniuszkę, nic nas już chyba w muzyce nie zdziwi. Nawet Skandynawowie z powodzeniem wykonujący utwory z amerykańskiej prerii. Taki właśnie repertuar przynosi krążek „Flying Like Eagles”, którego bohaterami są dwaj gitarzyści: Fin Kalle Kalima i Norweg Knut Reiersrud. W podjęciu tego karkołomnego zadania pomogło im obycie z amerykańską sceną muzyczną i tamtejszymi klimatami. Kalle studiował w Chicago i podobną twórczość prezentował już wcześniej na swojej płycie „High Noon”. Knut natomiast osiadł w USA, gdy jego talent odkryli tamtejsi bluesmani – Otis Rush i Buddy Guy. Później współpracował z tej miary artystami co Dr. John i Mighty Sam McClain. Nic dziwnego, że obaj panowie ze Skandynawii grają amerykańską muzykę, jakby się urodzili nad Mississippi. Na krążku „Flying Like Eagles” zgromadzili tradycyjne kompozycje oraz utwory amerykańskich sław. Jest „For What It’s Worth” gwiazdy festiwalu Woodstock Stephena Stillsa, a także… „Hurt” Trenta Reznora z Nine Inch Nails. Jest ponadto w programie superhit „Hotel California” grupy The Eagles, ale konia z rzędem temu, kto ten utwór rozpozna od razu. Gitarzyści przerobili go całkowicie – trzeba przyznać, że zgrabnie. W ich wykonaniu brzmi jak melodia z westernu. Polecam.

Grzegorz Walenda

 


 

 

Iza Połońska - Pejzaż bez ciebie

cd0708 006

DUX 2019

 

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Iza Połońska nie jest wiolonczelistką, co mogłoby sugerować zdjęcie na okładce, lecz wokalistką, poruszającą się w kręgu szeroko rozumianego nurtu piosenki literackiej. Tym razem wzięła na warsztat utwory duetu Wasowski- -Przybora – muzykę odporną na mody i czas. W repertuarze albumu znalazły się zarówno hity („Ja dla pana czasu nie mam”, „O, Kutno!”), jak i piosenki mniej znane, ale warte przypomnienia („Patrzę na ciebie”). Połońska potraktowała materiał z szacunkiem należnym klasyce. Nie szuka nowych rozwiązań. Nie wprowadza ozdobników, improwizacji, do czego przyzwyczaiły nas sięgające po ten repertuar wokalistki jazzowe. Skupia się na linii melodycznej utworów i detalach interpretacyjnych. Operuje ciepłym głosem o czystej intonacji, którego skala może nie jest rozległa, ale wystarczająca do oddania charakteru utworów. Wszechobecne wibrato o zmieniającej się intensywności wnosi do nagrań odrobinę patynki, przenosząc słuchacza w czasy powstania piosenek. Artystce towarzyszy Polish Cello Quartet, który działa tu jak sekcja rytmiczna w zespole jazzowym. Czwórka wiolonczelistów zabezpiecza harmonię utworów, nadając im jednocześnie kolor, fakturę, sprężystość i swingujący puls (pizzicato, efekty perkusyjne). Jednorodne brzmienie smyczków urozmaicają nostalgiczne frazy akordeonu Leszka Kołodziejskiego.

Bogdan Chmura