fbpx

HFM

artykulylista3

 

Ludwik Sarski Orchestra - The Kid

cd hfm 1021 003



DUX 2020


Muzyka: k3
Realizacja: k3

Ludwik Sarski Orchestra, jak sama nazwa wskazuje, jest duetem. Tworzą go Damian Szymczak (klarnet, fortepian) i akordeonista Piotr Tomala. Nazwa „formacji” jest wielce zagadkowa – z nazwisk obu artystów nijak nie da się ulepić jej „patrona”, natomiast naturalne skojarzenia łączą ją z Ludwikiem Starskim (nie Sarskim), autorem tekstów do piosenek przedwojennego kina. Płyta powstała w 100. rocznicę wejścia na ekrany filmu Chaplina „Brzdąc” („The Kid”) i stanowi współczesną ilustracją dźwiękową do tegoż obrazu. Album został wydany bardzo starannie. Na okładce zamieszczono stylizowane fotografie i teksty, w których czytamy m.in. że muzyka krążka, utrzymana w klimacie early jazzu i jazz waltzów, jest wyjątkowa. Całość to 21 krótkich fragmentów, w których wykorzystano środki najprostsze z możliwych – tematy, niestety dość banalne, oparte na kilku akordach, są powtarzane niemal bez modyfikacji, budowania napięć i dramaturgii. Na pewno nie jest to muzyka wywodząca się z jazzu, bo ten zakłada improwizację choćby w śladowej postaci. Tutaj próżno szukać takich fragmentów, choć prawdopodobnie to, co słyszmy zostało zagrane „z głowy”. Owszem, pojawiają się rytmy ragtime’owe i walce, ale mają one raczej rodowód wodewilowy. Nie wykluczam, że muzyka LSO sprawdziła się w połączeniu z obrazem, natomiast jako produkt autonomiczny, mający funkcjonować poza kadrem, broni się słabo.


Bogdan Chmura

 


 

 

Nubya Garcia - Source

cd092021 003


Concord 2020


Muzyka: k3
Realizacja: k3

Saksofonistka i kompozytorka Nubya Garcia nie skończyła jeszcze trzydziestki, a już zdążyła namieszać w jazzowym światku. Dziś uchodzi za ważną postać londyńskiej sceny. Ma na koncie szereg nagrań, ale dopiero „Source” uważa za prawdziwy debiut. Album to kontynuacja dotychczasowych zainteresowań Garcii, skupiających się na fuzji klasycznego jazzu (Rollins, Henderson, stylistyka Terence’a Blancharda), funku, soulu, tradycji muzyki afrykańskiej i południowoamerykańskiej oraz reggae. Artystka operuje czystym, pięknie wymodelowanym dźwiękiem i ma niezłą technikę, która pozwala jej grać zarówno muzykę dynamiczną, jak i ballady. O ile jednak umiejętności instrumentalne Garcii mogą imponować, o tyle jej kompozycje pozostawiają niedosyt. Tematy są mało wyraziste, a uproszczone harmonia i dynamika może i współgrają z przyjętą konwencją, ale obniżają atrakcyjność całości – wszak ta muzyka jest definiowana jako jazz, a nie ethnic i okolice. W niektórych numerach znaczenia nabiera kolorystyka (chórki, partie wokalne), co szczególnie słychać w tytułowym „Source”, utrzymanym w jamajskich rytmach. Zabrakło mi także ciekawych interakcji na linii solistka-sekcja – u Garcii dominuje wyraźny podział na lidera i zespół. W nagraniach wzięli udział pianista Joe Armon-Jones, grający dość manierycznie, basista Daniel Casimir, perkusista Sam Jones i muzycy towarzyszący.


Bogdan Chmura


 


 

 

The John Goldsby Trio - Segment

cd092021 005


Bass Lion Music 2020

Muzyka: k3
Realizacja: k3

„Segment” został nagrany przez członków sekcji rytmicznej WDR Big Band – orkiestry jazzowej rezydującej w Kolonii. Na co dzień muzycy tria działają w trybie demokratycznym. Tutaj liderem jest basista John Goldsby. Album tworzą tematy Goldsby’ego, pianisty Billy’ego Testa i dwa standardy, przy czym tytułowy to klasyk Charliego Parkera. Przeważają utwory balladowe, muzyka o przejrzystej fakturze, ładnych harmoniach i spokojnej narracji; tu warto wyróżnić „Shadows of Change” i „Spinning”. W nagraniach, co oczywiste, dominuje pianista, który operuje wyrównaną dynamiką i subtelnie rozmiękcza akordy polifonią. Jednak lider również ma sporo do powiedzenia. Dzieje się tak już w drugim utworze – balladzie Mingusa „Goodbye Porkpie Hat”, gdzie bas solo wprowadza temat z przyległościami. W dwóch numerach Goldsby gra także „arco” i szybko się okazuje, że znakomicie opanował tę technikę. Jego dźwięk jest elegancki, miękki, szlachetny, a solówki brzmią czysto i detalicznie, co dodatkowo uwypukla bardzo dobra realizacja. Perkusista Hans Dekkert pozostaje nieco w tle, delikatnie podkreślając (głównie szczoteczkami) puls utworów. Niespieszna opowieść nabiera rumieńców w „Segment” oraz finałowym „Sequence of Things” i wtedy wszyscy pokazują bardziej ekspresyjne oblicze. Dobry, akustyczny album z muzyką próbującą odświeżyć formułę jazzowego tria z fortepianem.


Bogdan Chmura


 


 

 

Melody Gardot - Sunset In The Blue

cd092021 002

Decca 2020


Muzyka: k3
Realizacja: k3

Melody Gardot od lat „pozycjonuje się” na pograniczu jazzu i muzyki pop. To komfortowe terytorium pozwala jej wykonywać repertuar ambitny, a przy tym lekki i kierowany do szerokiego grona odbiorców. Na „Sunset In The Blue” zaproponowała nastrojowe, jazzujące ballady, oparte na prostych, wpadających w ucho tematach. Cała płyta ma spokojny, relaksowy charakter. Wokalistka nie po raz pierwszy wypowiada się w podobnej stylistyce. I trudno się dziwić, bo jej osobowość i zmysłowy głos sprawdzają się tu idealnie. Jednak utwory utrzymane w wolnych tempach nie nużą, pozwalając słuchaczowi skupić się na detalach. Uwagę zwraca powściągliwość interpretacji i nuta melancholii – warto pamiętać, że album został nagrany w czasie lockdownu. Ważną rolę odgrywają akompaniament gitary (gitarzyści się zmieniają, w sumie jest ich aż pięciu) i jazzowe wstawki trąbki Tilla Brönnera. Elementem najbardziej wyrafinowanym są jednak partie orkiestrowe, napisane przez samego Vince’a Mendozę. Nie pełnią one, jak to zwykle bywa, funkcji wypełniacza harmonicznego. Tworzą osoby byt, nadając utworom elegancję i klasyczny blask. Choć w repertuarze nie brakuje miłych dźwięków (np. „Ningem, Ningem” – jedna z dwóch piosenek śpiewanych po portugalsku, „Ave Maria”, „Moon River”), hitem tego krążka stanie się żwawy „Little Something”, bonus track w wykonaniu Melody i Stinga.


Bogdan Chmura


 


 

 

Pink Freud - Piano forte brutto netto

news052021 001

Mystic Production 2021

Muzyka:k3
Realizacja: k3

 

Naszym zadaniem jest nie tyle robić dobrze artystom, co przybliżyć czytelnikom dane wydawnictwo i podpowiedzieć, czy w walącym ze wszystkich stron fonograficznym tsunami należy się nad nim pochylić, czy odpuścić. Niech każdy więc sobie gra, co chce, a my będziemy sobie pisać, co uznamy za słuszne. Fakty przedstawiają się następująco: to nie jest zły album, ale daleko mu do wybitnego. Trudno się oprzeć wrażeniu, że – mimo znakomitej realizacji, biegłości instrumentalnej, poczucia humoru i ogólnej swobody, które w jazzie (i rocku) są bardzo ważne – panowie odpalili tu bardziej event towarzyski niż artystyczny. We wkładce do albumu latają z gołymi dupami i chwalą się, że na czas sesji izolowali się od całego świata, próbując odświeżyć formułę prawdziwego zespołu. Wierzę, że tak było i gratuluję komfortu życiowego, umożliwiającego taką swobodę, ale pod sam koniec liczy się wyłącznie efekt. A ten jest… OK. Trzeba sobie zadać pytanie, czy tyle wystarczy, by poświęcić czas tym nagraniom? Chętni z pewnością i tak się znajdą, więc ten tekst zespołowi nie zaszkodzi. Ale może pomóc tym, którzy choć trochę nam ufają, jeśli chodzi o budowanie swoich kolekcji płytowych.

 

Michał Dziadosz

 


 

 

Marek Napiórkowski/ /Artur Lesicki - Nocna cisza. Kolędy

news052021 002

Agora Muzyka 2020

Muzyka:k3
Realizacja: k3

 

Płyta została nagrana w dwa dni. Ale co to dla takich starych wyjadaczy? Dwóch mistrzów gitary. Właściwie krajowa czołówka. Pat Metheny też przygotował swoją „One Quiet Night” w czasie tak krótkim, jak wskazuje tytuł. Dobre instrumenty, talent, wieloletnie doświadczenie, właściwy realizator (Leszek Kamiński), świetne studio (S4) i recepta na krążek gotowa. Dlaczego właśnie ten album z kolędami powinno się mieć? Przecież do wyboru są tysiące świątecznych propozycji, a każdego roku przybywają kolejne. To trochę walka z hydrą lernejską. Prawie każdy muzyk chce mieć na koncie taką płytę, bo wiadomo, że ludzie przed gwiazdką chętniej wydają pieniądze. Oto kilka argumentów przemawiających za: 1. Klasyczne i dobrze znane motywy zostały ujęte tak, że można ich słuchać niemal przez cały rok, choć rzeczywiście najprzyjemniej „wchodzą” w okolicach świąt lub zimą. 2. Muzycy podchodzą do tematów ciekawie. Nie ma mowy o harmonicznej drwinie, prowokacjach ani wygłupach, a jednak kolędowość tych kolęd nie jest ewidentna. 3. Tym samym można testować spostrzegawczość znajomych i sprawdzać, kiedy się zorientują, że słuchamy świątecznego repertuaru. 4. To świetny pomysł na elegancki prezent. Większość świątecznych okładek zionie obciachem. Ta nie.

 

Michał Dziadosz