fbpx

HFM

artykulylista3

 

Pink Freud - Piano forte brutto netto

news052021 001

Mystic Production 2021

Muzyka:k3
Realizacja: k3

 

Naszym zadaniem jest nie tyle robić dobrze artystom, co przybliżyć czytelnikom dane wydawnictwo i podpowiedzieć, czy w walącym ze wszystkich stron fonograficznym tsunami należy się nad nim pochylić, czy odpuścić. Niech każdy więc sobie gra, co chce, a my będziemy sobie pisać, co uznamy za słuszne. Fakty przedstawiają się następująco: to nie jest zły album, ale daleko mu do wybitnego. Trudno się oprzeć wrażeniu, że – mimo znakomitej realizacji, biegłości instrumentalnej, poczucia humoru i ogólnej swobody, które w jazzie (i rocku) są bardzo ważne – panowie odpalili tu bardziej event towarzyski niż artystyczny. We wkładce do albumu latają z gołymi dupami i chwalą się, że na czas sesji izolowali się od całego świata, próbując odświeżyć formułę prawdziwego zespołu. Wierzę, że tak było i gratuluję komfortu życiowego, umożliwiającego taką swobodę, ale pod sam koniec liczy się wyłącznie efekt. A ten jest… OK. Trzeba sobie zadać pytanie, czy tyle wystarczy, by poświęcić czas tym nagraniom? Chętni z pewnością i tak się znajdą, więc ten tekst zespołowi nie zaszkodzi. Ale może pomóc tym, którzy choć trochę nam ufają, jeśli chodzi o budowanie swoich kolekcji płytowych.

 

Michał Dziadosz

 


 

 

Marek Napiórkowski/ /Artur Lesicki - Nocna cisza. Kolędy

news052021 002

Agora Muzyka 2020

Muzyka:k3
Realizacja: k3

 

Płyta została nagrana w dwa dni. Ale co to dla takich starych wyjadaczy? Dwóch mistrzów gitary. Właściwie krajowa czołówka. Pat Metheny też przygotował swoją „One Quiet Night” w czasie tak krótkim, jak wskazuje tytuł. Dobre instrumenty, talent, wieloletnie doświadczenie, właściwy realizator (Leszek Kamiński), świetne studio (S4) i recepta na krążek gotowa. Dlaczego właśnie ten album z kolędami powinno się mieć? Przecież do wyboru są tysiące świątecznych propozycji, a każdego roku przybywają kolejne. To trochę walka z hydrą lernejską. Prawie każdy muzyk chce mieć na koncie taką płytę, bo wiadomo, że ludzie przed gwiazdką chętniej wydają pieniądze. Oto kilka argumentów przemawiających za: 1. Klasyczne i dobrze znane motywy zostały ujęte tak, że można ich słuchać niemal przez cały rok, choć rzeczywiście najprzyjemniej „wchodzą” w okolicach świąt lub zimą. 2. Muzycy podchodzą do tematów ciekawie. Nie ma mowy o harmonicznej drwinie, prowokacjach ani wygłupach, a jednak kolędowość tych kolęd nie jest ewidentna. 3. Tym samym można testować spostrzegawczość znajomych i sprawdzać, kiedy się zorientują, że słuchamy świątecznego repertuaru. 4. To świetny pomysł na elegancki prezent. Większość świątecznych okładek zionie obciachem. Ta nie.

 

Michał Dziadosz

 


 

 

Various Artists - David Bowie in Jazz

news052021 003

Wagram Music 2020

Muzyka:k3
Realizacja: k3

 

Kiedy utwory pop-rockowe stają się evergreenami, biorą je na warsztat jazzmani. Tak się stało z piosenkami Davida Bowiego. Wykonują je gwiazdy muzyki improwizowanej, w tym polski pianista Leszek Możdżer. I trzeba powiedzieć, że spisują się na medal. Niektóre kompozycje brzmią równie dobrze jak wersje autorskie, tyle że zostały zaaranżowane łagodniej, dzięki czemu zyskały kameralny klimat. Album otwiera Kanadyjka Laila Biali, śpiewająca utwór „Let’s Dance” na podkładzie tworzonym przez instrumenty perkusyjne i kontrabas. Piosenkę „Andy Warhol” wykonuje nagrywająca dla niemieckiej wytwórni ACT Music duńska piosenkarka Cæcilie Norby. Z kolei Włoszka Cinzia Bavelloni pokazuje, że „Lady Stardust” może świetnie pasować do wieczoru przy kominku. Jej interpretacji uroku dodają trąbka i wibrafon. Grazzia Giu dobrze sobie radzi ze „Space Oddity”. Utwór ten powraca też w instrumentalnej wersji i wówczas solistą jest francuski saksofonista Franck Wolf. Nie gorzej od Bowiego brzmi również Federica Zammarchi w utworze „Lady Grinning Soul”. W zasadzie należy pochwalić wszystkich wykonawców na tym świetnym albumie. Wad nie znalazłem. No, może taką, że wersja winylowa zawiera jedynie 10 nagrań, a kompakt – aż 18.

 

Grzegorz Walenda

 


 

 

Joel Ross - Who Are You?

cd042021 005

Blue Note 2020

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Nie ma co owijać w bawełnę – „Who Are You” 25-letniego wibrafonisty Joela Rossa jest bodaj najlepszym krążkiem, jakiego ostatnio słuchałem! Niech fanów nie zwiodą zgrzebna okładka i banalny tytuł – album Rossa jest tym, który trzeba mieć na półce. Słuchając muzyki, zastanawiałem się, do czego można by ją porównać. Na pewno jest to fenomenalnie brzmiący jazz akustyczny, oparty na tradycyjnej harmonii, skalach i polifonii, który łączy tradycję i znakomity warsztat kompozytorsko- aranżerski. Na siłę można się tu doszukać pewnych odniesień do płyt Chicka Corei z lat 70. XX wieku, estetyki linearystów spod znaku Lee Konitza oraz jazzu europejskiego z kręgu ECM. Jest to jednak przede wszystkim muzyka żywa – kolorowa i pozbawiona kalek, nazywanych szumnie „katalogiem środków ekspresji”. Wszystkie utwory zaskakują wyjątkowym kunsztem, ale szczególnie polecam „Home” i „More”, gdzie falowanie harmonii dosłownie wbija w fotel, zmuszając słuchacza do podążania myślami za akcją. Ross zaprosił do współpracy doskonałych muzyków. Ogromne wrażenie zrobił na mnie alcista Immanuel Wilkins, wnoszący do muzyki i spokój, i odrobinę szaleństwa. Bardzo dobrze się spisują drummer Jeremy Dutton, basistka Kanoa Mendenhall oraz wszechstronny pianista Jeremy Corren. Lider, obłędny technicznie, nie jest postacią pierwszoplanową, natomiast doskonale skleja cały team i nadaje brzmieniu ostateczny kolor.

 

Bogdan Chmura

 


 

 

Diana Krall - This Dream of You

cd042021 006

Verve 2020

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Najnowszy album Diany Krall zawiera wszystko to, co jej fani lubią najbardziej. Jednak „This Dream of You” nie jest skierowany wyłącznie do nich. Każdy miłośnik jazzujących piosenek, wykonywanych zmysłowym głosem, z pewnością znajdzie tu coś dla siebie. Na repertuar krążka składają się głównie standardy, w tym takie hity, jak „But Beautiful”, „Just You, Just Me”, „How Deep is the Ocean” czy brzmiący bardzo jazzowo „Singing in the Rain”. Podobnie jak na poprzednich płytach, także i tutaj Diana Krall porusza się w konwencji, której pozostaje wierna od lat. Śpiewa miękkim, nasyconym kontraltem. Koncentruje się na linii melodycznej utworów, unikając ozdobników i improwizacji – „brak” ten rekompensuje krótkimi solówkami na fortepianie. W niektórych interpretacjach jej głos ma więcej „czerni”. W innych nieco jaśnieje, co świetnie koresponduje z charakterem utworów. W całym zestawie najlepiej wypadły „Autumn in New York” – przykład niezwykłej precyzji operowania głosem oraz poruszająca wersja „How Deep is the Ocean”. Sporo obiecywałem sobie po tytułowym „This Dream of You” Dylana. Niestety, ani wokalistka, ani jej zespół nie znaleźli na niego pomysłu. Dianie Krall towarzyszy akustyczne trio (gitara, kontrabas, perkusja). Gościnnie udział w nagraniach wzięli: Christian McBride, Marc Ribot, Russell Mallone i Alan Broadbendt – również autor aranżacji partii smyczków w dwóch utworach.

 

Bogdan Chmura

 


 

 

Bill Frisell - Valentine

cd042021 004

Blue Note 2020

Muzyka:k3
Realizacja: k3

Kolejny album Billa Frisella utrzymany w charakterystycznej dla artysty estetyce „slow-jazzu”. Od akcji ważniejsze są tu przestrzeń, kolor i detal. Krążek wypełniają głównie utwory lidera; co prawda pojawiają się tematy „z zewnątrz” (Bacharach, Strayhorn), ale nie ma to większego znaczenia, gdyż zostały sprytnie wpasowane w ogólny koncept albumu. Frisell łączy tu co najmniej trzy składniki: jazz, bluesa i country. Nie faworyzuje jednak żadnego z nich. Co najwyżej tu i tam lekko akcentuje pewne ich elementy. I tak najbardziej jazzowo wypada „Valentine”. Jest tu temat (nieco monkowski w charakterze), stały puls, klasyczny walking basu, improwizacje sekcji i trzyczęściowa forma. Z kolei „Keep Your Eyes Open” i „We Shall Overcome” nawiązują bezpośrednio do country. Jedne kawałki mają zdefiniowany temat („Levees”), inne są zbudowane z drobnych motywów, które artysta łączy w linie i nakłada warstwami na tło tworzone przez bas (Thomas Morgan) i perkusję (Rudy Royston). W niemal wszystkich zredukowane są rytm, harmonia i dynamika, co otwiera pole dla swobodnej improwizacji i grania poza bitem. Cała opowieść, jak to u Frisella, rozgrywa się w wolnych tempach. Muzyka płynie spokojnym nurtem, bez zwrotów akcji i spiętrzeń ekspresji. „Valentine” to sama esencja muzyki Frisella. Miłośnikom mocniejszych wrażeń album może się jednak wydać cokolwiek monotonny.

 

Bogdan Chmura