HFM

artykulylista3

 

Yeah Yeah Yeahs - It’s Blitz

104 09 2009 YeahYeahYeahs

Universal 2009

Interpretacja: k4
Realizacja: k5

Czy granie rocka jest jeszcze w modzie, czy to elektronika jest teraz w odwrocie? Jeśli się sugerować gustem Karen O, która od kilka lat wyznacza trendy na scenie nowojorskiej, to nadszedł czas wymiany gitar na syntezatory.
Tak przynajmniej zrobili na trzecim albumie członkowie jej zespołu Yeah Yeah Yeahs, a do pomocy zaprosili jeszcze dwóch producentów: Nicka Launaya (Arcade Fire, Talking Heads, PIL) i Dave’a Sitka (TV on The Radio).
Słuchając „It’s Blitz”, nietrudno dostrzec fascynacje New Order, Garym Numanem czy The Cars, ale nie ma mowy o zwykłym naśladownictwie czy budzeniu sentymentów do lat 80. Muzycy po prostu poszli z duchem czasu i nadali swoim piosenkom inne brzmienie.
Dzięki temu w zadziornym „Heads Will Roll” czy romantycznym „Soft Shock” charyzmatyczna Karen O wciąż pozostaje sobą. A pełen patosu „Hysteric” przypomina wielki przebój „Maps” sprzed lat.
Trudno się dziwić decyzji członków Yeah Yeah Yeahs, skoro w podobnym stylu święcą obecnie tryumfy The Killers, Franz Ferdinand czy MGMT. Teraz singlowym „Zero”, utrzymanym w electro-popowym stylu, mogą z nimi spokojnie konkurować na listach przebojów.
Pozostaje pogratulować konsekwencji i przyglądać się, jakim echem odbije się ten album w nadchodzących miesiącach na rockowej scenie.

Autor: Jacek Skolimowski
Źródło: HFiM 09/2009

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Mum - Sing Along to Songs You Don’t Know

120 10 2009 Mum

Morr Music 2009
ISound

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Wydawałoby się, że niezwykle kiedyś popularna i nieco naiwna formuła islandzkiej formacji Mum dawno się wyczerpała. Tymczasem na piątym już albumie „Sing Along to Songs You Don’t Know” charakterystyczne delikatne elektroniczne rytmy, akustyczne instrumenty oraz folkowe melodie znów brzmią ciekawie, wręcz przebojowo.
Największe wrażenie robi utwór „Sing Along”, który jest chyba najbardziej dynamiczny i chwytliwy w dorobku grupy. Wydaje się, że muzycy, zgodnie z tytułem, spróbowali skomponować piosenki, które chce się nucić już przy pierwszym przesłuchaniu. Mogą być żywe, jak „Prophecies & Reversed Memories”, poprowadzona partiami banjo, fortepianu i werbla, „The Smell Of Today...”, przypominająca żart przygotowany na gotowych melodyjkach z klawiszy Casio czy wreszcie – wyśpiewana chórem „Húllabbalabbalúú” – podniosła niczym nagrania Arcade Fire. Ale potrafią też oczarowywać spokojem i melancholią, jak „If I Were a Fish”, ozdobiona partiami harfy, cymbałków i dzwoneczków, utrzymana w podobnej tonacji „Blow your Nose” z udziałem kwartetu smyczkowego czy wreszcie baśniowa „Illuminated”, przywołująca na myśl Stereolab.
Członkowie Mum przestali się przejmować dotychczasowymi oczekiwaniami wydawców oraz opiniami krytyków i z przyjemnością nagrali album, którego chce się słuchać.

Autor: Jacek Skolimowski
Źródło: HFiM 10/2009

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Adam Palma - Good Morning

120 10 2009 AdamPalma

2009

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Autorem „Good Morning” jest Adam Palma. Pochodzący z Włocławka gitarzysta ukończył Instytut Jazzu AM w Katowicach i dotąd działał głównie jako muzyk sesyjny. Współpracował w wieloma wykonawcami w Polsce i za granicą (m.in. z Chrisem de Burghiem); koncertował w Europie i USA. W tym roku został zaproszony do udziału w CAAS w Nashville, najważniejszej imprezie, skupiającej gitarzystów grających techniką fingerstyle. Polega ona na jednoczesnym prowadzeniu linii melodycznej, harmonii i rytmu przez jednego muzyka tak, by powstawało złudzenie, iż wykonawców jest kilku. Techniką tą posługuje się także na swej debiutanckiej płycie.
Repertuar albumu obejmuje dziesięć kompozycji. Znajdziemy tu utwory Adama Palmy, jazzowy standard „Mercy, Mercy, Mercy” J. Zawinula, temat grupy Average White Band, z którą Palma współpracował, muzykę filmową i przebój Wasowskiego „Bo we mnie jest seks”. Mimo takiego rozrzutu, płyta jest wyrównana tak stylistycznie, jak i brzmieniowo. Na pewno przyczyniły się do tego aranże oraz znakomity warsztat solisty. Palma wykorzystuje wszelkie możliwości (kolorystyczne, fakturalne, artykulacyjne) swojego instrumentu, wzbogacając muzykę ciekawymi improwizacjami oraz elementami bluesa, swingu, country i folku. Szczególnie polecam: „Rocky Mountains”, „Inspector Gadget” oraz „Pick Up The Pieces”.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 10/2009

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

The XX - XX

120 10 2009 TheXX

YoungTurks 2009
Sonic

Interpretacja: k5
Realizacja: k4

Czyżby Brytyjczycy doczekali się kolejnej rockowej nadziei? Obserwując, co się w ostatnich latach stało z muzyką gitarową na Wyspach, trudno się dziwić zachwytom nad debiutem londyńskiego The XX.
Moda na granie w stylu Joy Division dokonała spustoszenia w umysłach wielu młodych artystów, którzy byli smętni i melancholijni, nadużywali efektu reverb oraz syntezatorów i automatów perkusyjnych. Ale jeszcze nie wszystko stracone – na albumie „XX” znajdziemy te wszystkie elementy, tyle że odświeżone w kameralnej atmosferze studia za sprawą produkcji w stylu r’n’b, głębokich brzmień dubstepu i intrygujących harmonii wokalnych damsko-męskiego duetu. Najmocniejsze akcenty to miarowe „Basic Space”, „Crystalised”, z umiejętnie budowaną dramaturgią, oraz „Islands”, w którym równie mocno wyczuwa się wpływy rockowej grupy Interpol, co elektronicznej Hot Chip.
Chociaż słuchając całości, nie znajdujemy utworów, które szczególnie by się wyróżniały – tworzą one raczej całość z bardziej wyciszonymi i oszczędnymi, jak np. pozbawione rytmu „Fantasy”.
Teksty dotykające problemów emocjonalnych młodych ludzi składają się na smutny i mocno klaustrofobiczny obraz współczesnego życia w metropoliach. To idealny album na zbliżającą się jesień. Obyśmy tylko nie zapomnieli o nim na wiosnę.

Autor: Jacek Skolimowski
Źródło: HFiM 10/2009

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Moby - Wait For Me

120 12 2009 Moby

EMI 2009

Interpretacja: k3
Realizacja: k4

Moby to artysta kojarzony głównie ze znaną z teledysków rysunkową postacią i z wyjątkowym, melancholijnym nastrojem. Obu tych rzeczy nie zabrakło i tym razem. Na okładce znajdziemy charakterystycznego ludzika, a na płycie 16 utworów, utrzymanych w typowej dla Moby’ego stylistyce.
Usłyszymy tutaj ścieżki znane z singli „Shot In The Back Of The Head”, „Pale Horses” czy „Mistake”. Bogactwo brzmień i melodii sprawia, że stanowią one najciekawszy składnik tej płyty.
Większość nowych kompozycji pozostaje neutralna i stonowana. Ciekawa jest tytułowa „Wait For Me”, z interesującym głosem Kelli Scarr. Niestety, nie zabrakło też utworów nieudanych, jak na przykład „Study War”, którego partie wokalne są wręcz irytujące.
Album jako całość nie zaskoczy nas ani brzmieniem, ani stylistyką. Wszystko tutaj kontynuuje znaną od lat konwencję. Istotną wadą jest również brak wyróżniających się utworów, z których większość, prócz wymienionych powyżej, raczej nie zapada w pamięć.
Lekkie brzmienia i nastrojowe kompozycje sprawiają, że „Wait For Me” jest idealnym tłem nocnych podróży czy domowego relaksu. Sama muzyka może jednak pozostawić niedosyt, szczególnie u osób, które liczyły na przełom.

Autor: Rafał A. Janus
Źródło: HFiM 12/2009

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Black Heart Procession - Six

120 12 2009 BlackHeartProcession

Temporary Residance 2009
Dystrybucja: Gusstaff

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Ponurą tradycję ballad Leonarda Cohena do dziś wspaniale podtrzymują Nick Cave, Tom Waits czy Mark Lanegan. Nie brakuje też zespołów niezależnych, takich jak chociażby Black Heart Procession z Kalifornii, które sumiennie od ponad dziesięciu lat śpiewają w równie przejmujący sposób o miłości i śmierci. Album „Six” nie będzie zaskoczeniem dla wiernych fanów. Jest w nim znany mroczny klimat, który podkreśla baryton wokalisty oraz aranżacje, bazujące na partiach fortepianu, instrumentów smyczkowych, gitary elektrycznej i basu. Ale to bez wątpienia najciekawszy zbiór piosenek Palla Jenkinsa i Tobiasa Nathaniela od czasu „Three” z 2000 roku.
Przebojowości „Rats” czy „Witching Stone” mógłby im pozazdrościć sam Nick Cave, a diabelskie „Wasteland” idealnie pasowałoby do jednego z horrorów Roberta Rodrigueza. Natomiast te żywsze utwory są idealnie równoważone przez spokojne, nastrojowe ballady, jak wspaniała otwierająca „When You Finish Me”, przejmująca „Drugs”, opisująca wspomnienia narkomana na odwyku, czy „Iri Sulu” rodem z filmów Davida Lyncha.
Jedynym mankamentem może być to, że twórczość Black Heart Procession przez cały czas pozostaje zamknięta w pewnej konwencji. W związku z tym wysłuchanie albumu w całości wymaga odpowiedniego nastawiania, ale na dłuższą metę może męczyć.

Autor: Jacek Skolimowski
Źródło: HFiM 12/2009

Pobierz ten artykuł jako PDF