HFM

artykulylista3

 

The Dobie/Madry Project - Body Up

cd022018010

Universal 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Różne rzeczy się w życiu słyszało. Pierwszych dziesięć minut „Body Up” to jednak trening cierpliwości nawet dla bywalca „Warszawskiej Jesieni”. Później zaczyna być trochę lepiej, tyle że… niewiele lepiej. A przecież dobór artystów jest wyborny. Zaproszeni do udziału w zdalnej sesji nagraniowej viagra belgique to wybitni muzycy sesyjni, mający na koncie współpracę np. ze Stevem Reichem czy Johnem Cage’em (sic!). Jaki jest więc problem? Nie zawsze bardzo dobre składniki gwarantują smakowity finał. Czasem potrzebne jest silne i zdecydowane określenie charakteru dzieła. Nawet w minimalu, ambiencie i awangardzie. Wydaje mi się, że tutaj tego zabrakło. Z każdym kolejnym odsłuchem i próbą mentalnego uporządkowania tego chaosu, odnalezienia klucza do odbioru tych dźwięków, słuchacz coraz bardziej zatapia się w bezwładzie i anarchii. Co z tego, że ogólnie jest to ciekawe i dobrze brzmi? Brakuje ram, zarysu, puenty, kulminacji. Powyższa nota wystawiona jest pro forma. Wartościowanie tego wydawnictwa wedle zwyczajowych kryteriów nie ma sensu, ponieważ wymyka się ono jednoznacznej ocenie.

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 02/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Symcha Keller Bramy/The Gates

cd022018006

Universal 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Podwójny album jest próbą zobrazowania ewolucji muzyki chasydzkiej. To także określenie jej kontekstów i zapożyczeń. Mimo różnorodności wydawnictwo jest spójne i dostojne. Elementem łączącym jest głos Symchy Kellera, bohatera płyty powstałej w ramach projektu „Dziedzictwo Żydów łódzkich – żydowskie brzmienia Łodzi”. Pierwszy krążek jest viagra pas cher bardzo refleksyjny. Wypełniają go „ambienty” ze śpiewem lidera, w większości o charakterze poetycko- modlitewnym. Pomimo współczesnego myślenia o dźwięku, harmonie i ogólny charakter dzieła mają zabarwienie mocno tradycyjne i etniczne. Krążek zamyka utwór „Lechu dojdi”, czyli cover znanej doskonale wszystkim Polakom melodii „Szła dzieweczka do laseczka”. A zatem do końca poważnie nie jest. Na drugiej płycie słychać już wyraźnie zarysowaną sekcję, a często także gitary. Robi się bardziej klezmersko, popowo, a nawet rockowo. Dla miłośników muzyki żydowskiej, antropologów i poszukiwaczy czegoś nowego będzie to uczta złożona z samych cymesów. Fani mainstreamowych dźwięków pewnie się nie zachwycą. Ale ogólnie to rzecz na poziomie.

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 02/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Anna Maria Huszcza Marcin Albert Steczkowski - Łoj!

cd022018002

Requiem Records 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Płytę wydano tak oryginalnie i starannie, że w pierwszej sekundzie wziąłem ją za zaproszenie do luksusowego spa. A poważnie – bardzo rzadko zdarzają się tak wyszukane okładki, z pomysłową książeczką i w równie szlachetnej oprawie. Prawdziwa gratka dla kolekcjonerów. Co do muzyki, to jest dość specyficzna. Najprościej można ją określić jako dekonstrukcję folku: rozsamplowaną, otwartą i eksperymentalną. Można tu odnaleźć echa twórczości legendarnego Eugeniusza Rudnika, ale nie ma męczenia „rozbijanej szklanki zwolnionej 300 razy” albo „pocierania flaneli o jedwab” rozciągniętego do 15-minutowej „suity”. Jest za to konkretny pomysł na viagra belgique muzykę. Mocno odlotowy, dlatego fani konwencjonalnych dźwięków powinni omijać album szerokim łukiem. Ci z otwartymi umysłami docenią klimat: trochę folkowy, trochę jazzowy, trochę zahaczający o „Warszawską Jesień”. Mimo rozchwianej motoryki i pozornego braku konsekwencji – ta muzyka nie irytuje. Ma w sobie coś z szalonego słuchowiska radiowego, ale nie ogranicza się do eksperymentu dla samego eksperymentu. Słychać koncepcję, poprowadzoną od początku do końca. Dodatkowo wszystko jest świetnie nagrane, co nie stanowi reguły

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 02/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

The Gentle Storm - The Diary

cd112015 08

Inside Out Music 2015

Muzyka: k4
Realizacja: k2

The Gentle Storm to projekt dwojga uzdolnionych holenderskich muzyków – Anneke Van Giersbergen i Arjena Lucassena. Ukazuje ich wcześniej nieznane, folkowe oblicze. Charakterystyczne wokale Anneke świetnie współgrają ze złożonymi kompozycjami Arjena. Melodie wpadają w ucho, a partie symfoniczne oraz akcenty muzyki regionalnej z różnych zakątków świata nadają całości oryginalny koloryt. Talent muzyków zaangażowanych w projekt sprawił, że trudno go pomylić z jakimkolwiek innym zespołem folk metalowym. Próżno tutaj szukać nudnych kawałków, pozbawionych osobowości. Mimo stosunkowo przystępnej formy „The Diary” nie stawia wyłącznie na chwytliwe refreny oraz banalne motywy. Piosenki mają głębię, jak przystało na dzieła Lucassena. Album podzielono na dwie części: „Gentle”, na której znajdziemy czysto folkowe aranżacje, oraz bardziej metalową „Storm”. Rozumiem, że wielu odbiorców może bardziej polubić łagodniejsze oblicze płyty, lecz – moim zdaniem – jest ono odrobinę przesłodzone. Dopiero po dorzuceniu gitar elektrycznych i potężniejszej perkusji kompozycje ukazują swój pełny potencjał. Odrobina masy świetnie równoważy melodyjną naturę piosenek oraz delikatny śpiew wokalistki. Van Giersbergen oraz Lucassen stworzyli razem niesamowity album, który nie może się nie spodobać fanom.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 06/2015

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Ensiferum - One Man Army

cd112015 11

Metal Blade Records 2015

Muzyka: k4
Realizacja: k2

Po wydaniu dość przeciętnego „Unsung Heroes” Ensiferum stanęło przed zadaniem udowodnienia fanom, że był to jedynie chwilowy spadek formy. Tym razem jest lepiej niż poprzednio, ale z entuzjazmem nie należy przesadzać. Chociaż albumowi zdarzają się znakomite momenty, a ogólny poziom nigdy nie schodzi poniżej „porządnego”, to czasy debiutu zespołu, kiedy dosłownie każdego utworu chciało się słuchać dziesiątki razy, minęły. Chórki, wstawki folkowe, szybkie i melodyjne riffy – wszystko jest na swoim miejscu. Jednocześnie chwilami Ensiferum zupełnie zbija słuchacza z tropu. Wstawka disco w „Two Of Spades” to czysty brylant, a inspiracje muzyką z westernów w finałowej piosence są świetnym urozmaiceniem. Jeśli chodzi o bardziej tradycyjne utwory – jedne prezentują się całkiem ciekawie, inne nie potrafią utrzymać zainteresowania odbiorcy. Ogólnie mówiąc: płyta radzi sobie nieźle, choć brakuje tu zachwycających hitów w rodzaju „Treacherous Gods”. Mimo niedociągnięć „One Man Army” to solidny album i każdy szukający porządnego folk metalu odbiorca będzie nim usatysfakcjonowany. Drobne innowacje stanowią krok w dobrą stronę. Jeśli zespół pójdzie dalej tą drogą, nie będziemy się musieli martwić ewentualną powtórką z „Unsung Heroes”. n

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 06/2015

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Oceano - Ascendants

cd112015 14

Earache Records 2015

Muzyka: k4
Realizacja: k2

Tradycyjny deathcore to już pieśń przeszłości i niektóre zespoły zdążyły to zauważyć. Niestety, Oceano nie podejmuje choćby najmniejszej próby opuszczenia tonącego statku. „Ascendants” nie oferuje niczego, czego nie słyszelibyśmy wcześniej. Monotonia daje się we znaki tak bardzo, że w czasie pierwszego słuchania dopiero w połowie albumu zorientowałem się, że skończyła się pierwsza piosenka. Kompozycje idą po linii najmniejszego oporu, prezentując standardowe elementy gatunku bez choćby odrobiny innowacji. Oceano traktuje breakdowny niczym Michel Bay eksplozje, przez co powolne, ciężkie riffy stanowią przytłaczającą większość treści piosenek. Chociaż od czasu do czasu pojawia się gitara prowadząca, to w świecie, który widział już After The Burial i All Shall Perish, czysty ciężar nie wystarcza, by zainteresować słuchacza. Nie jestem w stanie znaleźć ani jednego powodu, dla którego warto by sięgnąć po „Ascendants”. Takie albumy to źródło złych stereotypów na temat gatunku. Niektórzy przez tego typu wydawnictwa są gotowi wrzucić cały deathcore do jednego worka, przez co nie usłyszą nigdy dobrych zespołów z tego nurtu. Tworzenie muzyki tak miernej jakości to powód do wstydu, a nie kolejnej trasy koncertowej.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 06/2015

Pobierz ten artykuł jako PDF