fbpx

HFM

artykulylista3

 

Dym - Dym

news052021 015

S.I.E. 2019

Muzyka:k3
Realizacja: k3

 

Dym to formacja z inklinacjami folkowo- rockowo-dawnymi. Folk, bo tak najprościej można określić ten kierunek. Muzyka dawna, bo do dawnych czasów zespół nawiązuje. Rock, bo Dym robi to z prawdziwie rockową energią. Płyta jest podróżą do świata, który być może istniał. To czasoprzestrzeń nie tyle zrekonstruowana, co wyobrażona. Muzycy sami przyznają, że starali się odtworzyć przełom er, wraz ze zobrazowaniem ówczesnych zwyczajów, tradycji i rytuałów, mając jednak pełną świadomość, że jest to działanie bardzo intuicyjne. Skoro już jesteśmy na coś umówieni, wyłączamy antropologiczną dokładność oraz akademickie metody, po czym schodzimy do świata czystej impresji. Na tym poziomie płyty słucha się dobrze. Brzmi nieźle oraz, przy odrobinie otwartości, potrafi zadziałać na wyobraźnię. Surowość, tajemnica, podróż w czasie, ale także prosty, uniwersalny przekaz w tekstach. Dzięki owej szczerości i naturalności Dym w ogóle nie jest pretensjonalny. Słuchacz z przyjemnością podąża za wytyczonymi przez muzyków ścieżkami. Schodzi na pogańskie polany. Przedziera się przez stary las i daje się okadzić świętymi dymami. Szkoda tylko, że wydawnictwo jest tak krótkie. Ociera się o EP-kę, a nie album, dlatego ocena została wystawiona z dużym kredytem zaufania.

 

Michał Dziadosz

 


 

 

Lunatic Soul - Through Shaded Woods

news052021 016

Mystic Production 2020

Muzyka:k3
Realizacja: k3

 

Lunatic Soul, gdyby ktokolwiek jeszcze tego nie wiedział, to solowy projekt Mariusza Dudy, wokalisty i basisty grupy Riverside. Zespołu, który jest znany nie tylko u nas, ale również w wielu krajach na całym świecie. W przypadku macierzystej kapeli można mówić o solidnym towarze eksportowym, a także eksportowym poziomie. Podobnie się dzieje w przypadku solowego projektu Mariusza. Wysoki poziom nie oznacza konieczności wchodzenia w mainstreamowy kompromis. Duda od lat robi tylko to, co chce, i kolejnym, siódmym już albumem Lunatic Soul udowadnia, że można iść swoją drogą, mieć własny styl i wypracowaną formułę, która ulega pewnym modyfikacjom wraz z kolejnymi wydawnictwami. Tym razem artysta proponuje akustyczno-transowo-folkowo- progresywną miksturę, w której nie boi się otwartych przestrzeni. O jakość brzmienia zadbała sprawdzona ekipa z warszawskiego Serakos Studio. Opisywana podstawowa wersja płyty trwa 39 minut i zawiera sześć utworów, z których najjaśniej błyszczy „The Fountain”. Dla najwierniejszych fanów Mariusz przygotował także przedłużoną wersję, która podobno jest jeszcze lepsza. Nie wiem, bo nie słyszałem, ale chętnie to sprawdzę.

 

Michał Dziadosz

 


 

 

Sąsiedzi - W kieszeni dolar

cd122018 001

Folk 24 2018

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Folkowa grupa Sąsiedzi deklaruje, że łączy wątki irlandzkie z bretońskimi, amerykańskimi i śląskimi. To tak można? Okazuje się, że można. Warunek jest jeden – trzeba dać z siebie wszystko i dobrze się przy tym bawić. Atuty zespołu? Sprawność instrumentalna, wyczucie tematu oraz świetne współbrzmienie wokali. Takie, że chwilami nawet Clannad by się nie powstydził. Minus tylko jeden – jest to płyta wyłącznie dla miłośników takiego klimatu. Słychać, że zespół wycisnął, co się dało, ale brzmieniowo jest to, niestety, poziom dobrego dema. Szkoda, bo lata dziewięćdziesiąte dawno się skończyły i dzisiaj każdy, kto poważnie myśli o muzyce, powinien dopracować brzmienie. No, chyba że chodzi tylko o event towarzyski. Jeśli tak, to przepraszam. Jeżeli jednak zespół chciałby naprawdę oczarować audiofilów i melomanów, powinien nie tylko dobrze grać i śpiewać, ale również przenosić słuchacza w inny wymiar. A możliwe jest to tylko dzięki odpowiedniej jakości studiu, zwróceniu uwagi na każdy kabelek i dążeniu do perfekcji w najdrobniejszych szczegółach.

Michał Dziadosz
Źródło: HFiM 12/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Wintersun - The Forest Seasons

cd122018 004

Nuclear Blast 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Wintersun należy do zespołów, które ciągle zapowiadają się dobrze i ciągle nie mogą rozwinąć skrzydeł. Choć debiut oraz boleśnie krótki „Time I” pokazują, że formację stać na wiele, to wciąż nie otrzymaliśmy prawdziwie kompletnego albumu. Niestety, „The Forest Seasons” tego nie zmieni. Wygląda raczej na argument w dyskusji z wytwórnią, żeby na kolejną produkcję dała więcej pieniędzy. „The Forest Seasons” tworzą cztery ponaddziesięciominutowe kompozycje, po jednej dla każdej z pór roku. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby jednocześnie zespół nie zdecydował się cofnąć do swoich black metalowych korzeni. Oznacza to zepchnięcie elementów symfonicznych na dalszy plan, a także mniej melodii gitarowych czy śpiewu. Atuty pojawiają się zatem rzadziej, przez co płyta potrafi się dłużyć. Podstawowym problemem jest jednak realizacja. Niestety to, jak złożone są kompozycje, słychać dopiero na wersjach instrumentalnych. Bogactwo orkiestry, instrumentów ludowych i klawiszy tonie w miksie, pozostawiając nas z boleśnie płytkimi gitarami. Na „The Forest Seasons” można dostrzec kilka ciekawych pomysłów. Projekt okazał się jednak zbyt ambitny w relacji do środków, którymi dysponowali twórcy.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 12/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Trivium - The Sin And The Sentence

cd122018 007

Roadrunner 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Przez długi czas wydawało się, że Trivium nie będzie w stanie zaproponować albumu na poziomie porównywalnym z „Shogunem”. Jednak, niespodziewanie, „The Sin And The Sentence” odchodzi od estetyki radiowego rocka, podbudowanego nieco cięższą perkusją. Zauważalną poprawę odczuwa się w prawie każdym aspekcie muzyki. Zamiast grać proste podkłady pod wokale, gitarzyści znów popisują się swoimi umiejętnościami i serwują wiele interesujących zagrywek. Sekcja rytmiczna także nie chowa się w cieniu. Praca perkusji wyraźnie się zagęściła, a charakterystyczny znak metalcore’u – breakdowny – nie został potraktowany po macoszemu. Największy skok jakości słychać w wokalach Matta Heafy’ego, który nie forsuje wyższych rejestrów ani nie podpiera się magią studia. Zamiast tego słychać więcej growli. Wszystko to sprawia, że najnowsza propozycja grupy należy do najcięższych w jej karierze. Niestety, nie wszystko wygląda tak różowo. Utwory niekiedy się ciągną, co wynika z ich niewystarczającego zróżnicowania. Problemem są także single, na których zachowały się elementy mniej chwalebnej twórczości Trivium. Generalnie jednak „The Sin And The Sentence” to krok w dobrą stronę.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 12/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

Archspire - Relentless Mutation

cd07082018 011

Season of Mist 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k3 

Archspire łatwo zaszufladkować jako typowy zespół tech-deathowy. Śmiało może dołączyć do rywalizacji gitarzystów grających najszybsze pasaże lub perkusistów osiągających szybkostrzelność pistoletu maszynowego. W obu kategoriach zakwalifikuje się do ścisłej czołówki, ale w tym szaleństwie jest metoda. Grupę wyróżnia specyficzny styl kompozycji. Na każdym kroku muzyka stara się zmylić słuchacza, wywracając do góry nogami jego oczekiwania. Już na samym początku muzycy kończą utwór w połowie, by po chwili uraczyć nas spokojnym wstępem do kolejnego, który za moment prowadzi nas do miejsca, gdzie urwali. Podobne zabiegi pojawiają się średnio co dwie minuty i za każdym razem zaskakują. Oczywiście, przy okazji muzycy wykorzystują imponujące umiejętności wykonawcze. Podkręcając tempo do granic absurdu, nie popisują się tylko pojedynczym motywem. Do wyłapania wszystkich solówek basowych czy niuansów rytmicznych nie wystarczy jedno przesłuchanie. Kolejne melodie i zwroty zagęszczają akcję do tego stopnia, że na tym trzydziestominutowym albumie znajdziemy więcej treści, niż na niejednym dwupłytowym kolosie. „Relentless Mutation” to kawał wyjątkowo ciężkiej muzyki, która w każdej innej formie straciłaby swój urok.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 07-08/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF