fbpx

HFM

Nowe testy

czytajwszystkieaktualnosci2

 

Leszek Długosz – wybrana dyskografia i najnowsza płyta

084 087 Hifi 12 2021 003
Postrzeganie Leszka Długosza tylko przez pryzmat twórczości fonograficznej to spory skrót myślowy. Ale jako że stanowi ona istotny element aktywności artysty, omówimy dzisiaj wybraną dyskografię, w tym jego najnowsze wydawnictwo.

Leszek Długosz (1980)


084 087 Hifi 12 2021 007

 

 



Swojej pierwszej długogrającej płyty Leszek Długosz dorobił się tuż przed czterdziestką. Jak twierdzi, tak długie oczekiwanie na fonograficzny debiut pozwoliło mu w pełni rozwinąć skrzydła i stworzyć dzieło bez większych kompromisów. Chwilę wcześniej ukazała się EP-ka, zapowiadająca pełny album. Zawierała takie utwory, jak „Zamierzam być u Ciebie”, „Także i Ty”, „Już nas ta miłość nic nie obchodzi”. Longplay z roku 1980 to nie tylko powtórzenie tych kompozycji, ale przede wszystkim zestaw innych pieśni, które na dobre wpisały się w dorobek artysty, wśród nich „Berlin 1913”, „Jurgowska karczma”, „Ja chciałbym być poetą” czy „Dzień w kolorze śliwkowym”.
Poetycka, kameralna i intymna atmosfera krążka nadal wybrzmiewa dość świeżo; nie tylko dlatego, że mamy modę na retro. Utwory bronią się również na płaszczyźnie uniwersalnej. Znakomici muzycy starannie uzupełniają to, co ma do zaprezentowania główna postać.
Długosz gra tu na fortepianie, akordeonie i czeleście. Prócz niego na płycie występują: Andrzej Sikorowski (gitara, mandolina), Jan Hnatowicz (gitara), Andrzej Żurek (gitara basowa), Jacek Wolski (gitara, perkusja), Anna Tretter (wokal). Orkiestrą, która pojawia się w niektórych aranżacjach, dyryguje Wojciech Trzciński. Album, jak dotąd, ukazał się tylko na winylu.

Leszek Długosz (1985)


084 087 Hifi 12 2021 008

 

 



Z naszej perspektywy artysta, który wydaje płyty co pięć lat, albo pozycjonuje siebie jako kogoś tak wielkiego, że funkcjonuje poza systemem, albo jest automatycznie skazany na „odnawianie przysięgi” i przekonywanie do siebie publiczności za każdym razem. Polska poezja śpiewana żyje jednak własnym rytmem i nigdy nie oglądała się na trendy. Może poza Grzegorzem Turnauem, który w czasach „Muzycznej Jedynki” wypuszczał klipy niemal tak często, jak bohaterowie masowej wyobraźni tamtych lat. No i Markiem Grechutą, który w latach siedemdziesiątych wyskakiwał niemal z każdej lodówki.
Co innego Leszek Długosz, działający zawsze po swojemu. Między innymi dlatego jego kolejna płyta ukazała się dopiero pięć lat po debiucie. „Między innymi”, bo przecież po drodze wydarzył się jeszcze stan wojenny, który nie na wszystkich działał inspirująco.
Na płycie z roku 1985 otrzymujemy muzykę nieco bardziej okrzepłą niż na pierwszym krążku, odrobinę przygaszoną i uspokojoną. Zagrali znakomici instrumentaliści: Wiesław Murzański (wiolonczela), Paweł Krupczak (flet), Lech Kuczyński (gitara, aranżacje), Aleksander Glondys (perkusja), Piotr Sozański (trąbka), Tomasz Góra (skrzypce). Za fortepianem zasiadł główny bohater, który zagrał też na akordeonie i zajął się aranżacjami. W materii tekstów dominuje Długosz, choć zdarzają się wiersze Jesienina, Leśmiana i Ronsarda. Ten ostatni, w pewnym sensie, zapowiada kolejny album.

Leszek Długosz „La poussiere de l'ete” (1986)


084 087 Hifi 12 2021 009

 



Płyta nie tylko została niemal w całości zaśpiewana w języku francuskim, ale również… bardzo po francusku zagrana. To przykład, że od polskiej wrażliwości poetyckiej i muzycznej do wrażliwości naszych bardziej odległych sąsiadów znad Sekwany wcale nie jest daleko. Zadziwiające, że Długosz, bezpretensjonalnie czerpiąc inspiracje od francuskich bardów, pozostaje sobą. Dzieje się tak nie tylko ze względu na jego głos, ale również z uwagi na mocną autorską pieczęć, którą sobie wyrobił. W roku 1986 roku działał już na scenie od około dwóch dekad.
A skąd w ogóle ta Francja? Jakiś czas wcześniej poeta przez rok przebywał na stypendium w ojczyźnie Hugo i Sartre’a. Tam nie tylko doszlifował język, ale również nasiąknął określonym klimatem. Tak przynajmniej można uznać, słuchając tej płyty.
Występują tu stali współpracownicy poety: Lech Kuczyński (gitara, aranżacje), Wiesław Murzański (wiolonczela), Tomasz Góra (skrzypce), Paweł Krupczak (flet), Aleksander Glondys (perkusja), Piotr Sozański (trąbka). Już sam tytuł –„La poussiere de l'ete”, czyli „letni pył” – przywołuje nastrój specyficznej nostalgii, którą Długosz naznacza swoją twórczość. Później jest już tylko mocniej i lepiej. Autorskie wiersze poety przeplatają się z utworami m.in. Ronsarda i Leśmiana. Wszystko płynie naturalnie i pięknie, a klimat melancholii, przenikającej nawet bardziej pogodne utwory, pogłębia się i nie opuszcza słuchacza aż do końca albumu.

Leszek Długosz (1988)


084 087 Hifi 12 2021 001

 



Na swój kolejny krążek krakowski poeta kazał czekać tylko dwa lata. Historycznie był to czas zmian. Z jednej strony, wydawało się, że stary porządek nigdy nie odpuści; z drugiej – wolny rynek mocno walił do drzwi. A Długosz? Jak zawsze działał po swojemu.
Album zawiera zbiór klasycznych już dziś utworów, takich jak: „Dziękuję Ci muzyko”, „Ballada o Izoldzie i Królu Marku”, „Sen o końcu świata”. Autor konceptualnie podzielił wydawnictwo na dwie strony. Strona A to – jak sam twierdzi – „rozmaitości z rozmaitych lat”. Na stronie B znalazły się zaś utwory premierowe. Głównemu bohaterowi towarzyszą: Tomasz Góra (skrzypce), Wiesław Murzański (wiolonczela, gitara basowa), Janusz Bulka (skrzypce, syntezator), Aleksandra Maurer (wokaliza) i Andrzej Modrzejewski (gitara).

Leszek Długosz (1995)


084 087 Hifi 12 2021 002

 



W nowej, kapitalistycznej rzeczywistości artyści znani z poprzedniej epoki przyjęli różne strategie przetrwania. U jednych było to głównie odcinanie kuponów od sławy. Inni wybrali całkiem świeży start, z zupełnie nowymi możliwościami. Jeszcze inni wreszcie potraktowali ten czas jako okres częściowej anabiozy, by mocnym impulsem powrócić nieco później, a na razie przeczekać przemiany i związany z nimi bałagan.
Choć dziś wydaje się to śmieszne, rok 1995 jawił się u nas jako etap zaawansowanego kapitalizmu. Początkowy szok minął i wiele osób uznało, że „teraz albo nigdy”. Jak było w przypadku Leszka Długosza? Przypuszczalnie jak zawsze – inaczej niż u wszystkich. Wydana przez Quazar Records płyta z roku 1995 to recital ułożony zarówno z utworów nowych, jak i tych dobrze znanych ze studyjnych płyt artysty. Słychać tu świeżość i faktyczną „jeszcze młodość”, o której poeta komunikuje w pieśni otwierającej album.
Wśród tekstów dominują te pochodzące spod pióra autora płyty. Poeta jednak zgrabnie wplata w repertuar kompozycje do wierszy Andrzeja Bursy („Ja chciałbym być poetą”, „Nasze ognisko”). Ciekawe, że Długosz, który w swoich tekstach oraz doborze wierszy innych poetów wydaje się konserwatywny, akurat Bursę adaptuje z niemal całym dobrodziejstwem inwentarza. Bursę, który w swojej epoce był maksymalnym wywrotowcem! Płyta bez tytułu z roku 1995 stanowi zgrabne świadectwo tamtego czasu, jednocześnie ukazując, że w świecie prawdziwej poezji istnieją wartości uniwersalne i nienaruszalne.
Jedyne, co po latach nieco razi, to trudność określenia, czy ten koncert naprawdę odbył się na żywo, czy też jest to dzieło studyjne, które udaje zapis występu z udziałem publiczności. W sumie jednak nie ma to większego znaczenia, gdyż liczą się muzyka, słowo i klimat. A tych, bez wątpienia, nie brakuje.
Jak na tamte czasy, wydawnictwo jest dopracowane i do dziś dobrze się go słucha.

Leszek Długosz „Jan Kochanowski – w Czarnolesie” (1998)


084 087 Hifi 12 2021 005

 



Kogo w ogóle interesuje Jan Kochanowski? Poeta niemodny, bo w szkole męczą nim do granic wytrzymałości, bo mało na czasie, bo trochę taki dziadek sprzed pięciuset lat. A jednak sięganie do Kochanowskiego świadczy o dojrzałości. To jeden z prawdziwych skarbów naszej kultury. Ideałem byłaby pełna świadomość literackiej, filozoficznej i historycznej wartości tych dzieł, a podchodząc do twórczości Jana z Czarnolasu, Leszek Długosz ją miał. I słychać to w tych dźwiękach. Artysta postanowił jednak położyć akcent na klimat, a nie na wiedzę o literaturze i historii.
Na krążku znajdziemy utwory do tekstów takich jak: „W Czarnolesie”, „O Hannie”, „Miło szaleć kiedy czas po temu”, „Patrzaj jako śnieg po górach się bieli” czy „Nie porzucaj nadzieje”. Grają znakomici muzycy: Lech Kuczyński (gitara), Wiesław Murzański (bas), Marek Zazula (wiolonczela), Paweł Krupczak (flet). Leszek Długosz tym razem zasiada przy fortepianie i  syntezatorze. To wszystko tworzy zgrabną całość, która stanowi nie tylko hołd dla naszego wielkiego renesansowego twórcy, ale również piękną lekcję polskiej kultury dla młodych. Być może właśnie ta płyta była przyczynkiem do przygotowania telewizyjnego cyklu „Literatura według Długosza”.
Trudno porównać Leszka Długosza do któregokolwiek ze śpiewających poetów, a jednak pewna analogia nasuwa się od początku: Peter Hammill. Obaj artyści są podobnie indywidualni i podobnie bezkompromisowi. Jednak właśnie na płycie „Jan Kochanowski – w Czarnolesie” to porównanie zyskuje na sile. Choć brytyjski artysta jest młodszy od naszego niemal o dekadę, to u obu można odnaleźć podobną melancholię i nerw. Jeżeli ktoś nie znałby twórczości Długosza i chciałby zostać naprowadzony, myślę, że właśnie w ten sposób udałoby się to zrobić najtrafniej.
Płyty „Także i ty” (2001), „2011” (2011) i „Ja nie jestem Amadeusz Mozart” (2016), choć dzielą je dekady, stanowią świadectwo ciągłej świeżości i formy artysty. W większej mierze mają jednak wartość retrospektywną i sentymentalną.

Leszek Długosz „Muzyka tamtych dni” (2021)
 


084 087 Hifi 12 2021 006

 


To nie tylko wzruszająca podróż do innej epoki, ale również wspaniała i zgrabnie ujęta retrospekcja twórczości Leszka Długosza. Co najważniejsze, wszystkie utwory zostały opracowane na nowo oraz wzbogacone starannymi i ciekawymi aranżacjami Andrzeja Zaryckiego. Bez przesady można uznać, że to właśnie on jest tutaj drugą z najjaśniej świecących gwiazd. Trudno wymienić wszystkich muzyków, biorących udział w przedsięwzięciu. Lepiej stwierdzić, że kto się przyzwyczaił do kameralności wydawnictw artysty, ten może się bardzo zdziwić. Aranżacje muzyki Leszka Długosza nigdy nie należały do ubogich, ale na „Muzyce tamtych dni” mamy do czynienia z niespotykaną wcześniej eksplozją. Na albumie wystąpili m.in.: orkiestra Sinfonietta Cracovia pod dyrekcją Jerzego Dybała, Jacek Królik (gitara), Joanna Freszel (sopran) oraz zespół Leszka Długosza, czyli: Wiesław Murzański (wiolonczela), Tomasz Góra (skrzypce), Wiesław Dziedziński (akordeon), Krzysztof Oczkowski (gitara klasyczna).
Wydawnictwo ma walor kolekcjonerski – to dopracowana edycja z piękną poligrafią i bogatą wkładką. Inspirację dla okładki stanowiła prawdopodobnie seria „Polish Jazz Series”. Utrzymana w dyskretnych tonacjach monochromatycznych fotografia kontrastuje z pomarańczową i białą czcionką. Po prostu majstersztyk, w niczym nie ustępujący światowej czołówce. W książeczce znajdziemy m.in. artykuł Daniela Wyszogrodzkiego, słowo Leszka Długosza oraz wiele zdjęć, zarówno o charakterze archiwalnym, jak i dokumentujących sesje nagraniowe. Wspaniały rocznicowy hołd dla artysty i wyjątkowy rarytas, który powinien się znaleźć w zbiorze każdego miłośnika polskiej poezji śpiewanej.
A co z zawartością krążka? Z jednej strony jest to tradycyjny Leszek Długosz, z drugiej – Leszek Długosz we współczesnym wydaniu. Realizacji wcześniejszych płyt nie można odmówić staranności, ale dobrze jest posłuchać klasycznych utworów w nowoczesnych pasmach. Mnie najbardziej zaimponowała dwuwarstwowość „Muzyki tamtych dni”. Album może stanowić atrakcyjne wprowadzenie do twórczości artysty, co idealnie sprawdzi się w przypadku osób, które go jeszcze nie znają. Ale poza tym każdy, kto kiedykolwiek się z krakowskim poetą zetknął i chciałby jego obraz w duszy swej utrwalić, dostaje niezwykle barwny obraz tego, co Leszek Długosz chciał przekazać na przestrzeni lat.

 

 


Michał Dziadosz
Hi-Fi i Muzyka - 12.2021