fbpx

HFM

Nowe testy

czytajwszystkieaktualnosci2

 

Van Morrison: urodzony do śpiewania

9899 2015 06 09Kiedy w czasie jednej z podróży dotarłem do Dublina, miałem w głowie dwa główne cele – zwiedzić browar Guinnessa i zobaczyć na scenie Vana Morrisona. Artysta pochodzi wprawdzie z Belfastu, ale podobno częściej można go spotkać w nadmorskim miasteczku Dalkey, które leży tuż obok Dublina. Morrison ma tu jeden ze swych domów.

Taksówkarz, który wiózł mnie z dublińskiego lotniska do hotelu, nie był specjalnie rozmowny. Pytany o turystyczne atrakcje, odpowiadał zdawkowo. Ożywił się dopiero, kiedy powiedziałem, że jestem z Polski. Oznajmił wówczas, że spotkał wielu mieszkających w Irlandii Polaków. „Jesteście pracowici!” – pochwalił. Drugi raz zainteresował się, gdy zapytałem o Morrisona. Nawet za bardzo. Niemal przejechaliśmy skrzyżowanie na czerwonym świetle, bo kierowca zaczął gorączkowo szukać czegoś w schowku.

9899 2015 06 02

Na szczęście, tuż przed zebrą, spojrzał przed siebie i w ostatniej chwili wyhamował. Miał już wtedy w dłoni album „Avalon Sunset”. Nie zważając na pokrzykujących przechodniów, którzy musieli omijać taksówkę, aby przejść przez ulicę, wyjął z pudełka srebrny krążek i wsunął do odtwarzacza. Kiedy na sygnalizatorze pojawiło się zielone i ruszaliśmy, Van Morrison w duecie z Cliffem Richardem Whenever God Shines His Light”. Ta historia przypomniała mi się nie przypadkiem.

9899 2015 06 02

Niedawno ukazał się nowy album północnoirlandzkiej gwiazdy. Artysta kończy w tym roku 70 lat. To świetna okazja, by o nim przypomnieć. Van Morrison to jeden z najsłynniejszych poetów rocka. Najczęściej bywa porównywany do takich gwiazd, jak Bob Dylan czy Leonard Cohen. Piosenkarz słynie bowiem nie tylko z wpadających w ucho tematów, ale także niebanalnych tekstów. Do najsłynniejszych hitów Morrisona należą „Gloria” (nagrana jeszcze z grupą Them, z którą stawiał pierwsze kroki na scenie), „Brown Eyed Girl”, „Moondance” i „Have I Told You Lately”. Van Morrison ma na koncie prawie 50 albumów, w tym 35 studyjnych. Do tego właściwie przez cały czas utrzymuje dobrą formę. Mimo że brzmienia się zmieniają, trudno wskazać płyty zdecydowanie słabe. Jako kompozytor i wykonawca zdradza szerokie zainteresowania stylistyczne. „Kiedy zaczynałem – opowiada – chciałem śpiewać muzykę, którą lubię. A jest nią blues; również soul. W stylu, w którym tworzył Sam Cooke. Mój głos ma z bluesem wiele wspólnego.” Do swoich ulubionych wokalistów zalicza Johnny’ego Cooka i Muddy Watersa.

9899 2015 06 02

Z saksofonistów najbardziej ceni Gerry’ego Mulligana i Jimmy’ego Giuffre. Podziwia także twórczość Cheta Bakera i Jamesa Browna. Nieobca jest mu muzyka wywodząca się z tradycji celtyckiej. Często zaskakuje słuchaczy. Jego drugi album, a pierwszy dla większej firmy fonograficznej, „Astral Weeks”, wymyka się klasyfikacji. To jeden z najlepszych krążków Morrisona, plasujący się wysoko w zestawieniach płyt wszech czasów. Artysta lubi do niego wracać. W 2008 roku – równo 40 lat po premierze – zaprezentował go na nowo na scenie. Ukazała się wtedy płyta dokumentująca to wydarzenie. Wprawdzie z uwagi na akustyczne, gitarowe aranże materiał z „Astral Weeks” można uznać za rockowe ballady, ale ma on w sobie także mnóstwo innych smaczków.

9899 2015 06 02

Trzeci krążek – „Moondance” – jest już zupełnie inny. Żywszy, bardziej optymistyczny, o wielobarwnej zawartości stylistycznej. I tak dalej, i tak dalej… Twórczość Morrisona trudno wrzucić do jednego worka. I dobrze, bo inaczej nie utrzymałby tak długo uwagi słuchaczy. Tymczasem starzy fani wciąż go cenią, a młodzi – z chęcią odkrywają. Później jedni i drudzy wspólnie spieszą na koncerty. Piosenkarz wystąpił dotąd w Polsce dwa razy: w latach 2001 i 2005. Morrison nie tylko sprzedaje miliony płyt. Został wielokrotnie wyróżniony w branżowych plebiscytach i podsumowaniach. Otrzymał m.in. sześć nagród Grammy oraz Brit Award za całokształt twórczości. W 1993 roku wprowadzono go do Rockandrollowej Izby Sławy. Po zapisie koncertu przypominającego utwory z płyty „Astral Weeks” ukazały się jeszcze dwa wydawnictwa studyjne. Polecam zwłaszcza „Born To Sing: No Plan B”. Tytuł świetnie oddaje nastawienie artysty do tego, co robi. Muzyka rzeczywiście była z nim od urodzenia. Jego ojciec posiadał największą płytotekę w Belfaście.

9899 2015 06 02

Mnóstwo krążków przywoził z USA, a przy tym wspierał zainteresowania syna. Kupił mu pierwszą gitarę, a później sprezentował saksofon. Muzyka to cały świat Morrisona. Piosenkarz nie wyobraża sobie, że mógłby robić coś innego. Najnowszy album zawiera piosenki wykonywane w duetach „Duets: Re-Working the Catalogue”. Czyżby Morrisonowi z okazji dwóch okrągłych rocznic – urodzinowej i estradowej – przypomniało się śpiewanie z Cliffem Richardem? Niewykluczone, ale tym razem zaprosił do studia nie jedną, a 16 gwiazd! Są wśród nich Steve Winwood, Mark Knopfler, Taj Mahal, Natalie Cole, Mick Hucknall… Trudno uwierzyć, że na jednym krążku udało się zgromadzić tyle znakomitości.

9899 2015 06 02

Ale kto by odmówił Morrisonowi? Wracając do mojej wycieczki: niestety, nie było mi pisane zobaczyć Van Morrisona z bliska. Nie było go wtedy ani w Dublinie, ani w Belfaście, ani w Dalkey. Podróżował z koncertami gdzieś po świecie. Udało mi się za to zwiedzić browar Guinnessa. Było warto! Po wędrówce wśród zbiorników rozmaitej wielkości, w których piwo powstawało, a później nabierało charakterystycznego smaku i koloru, oprowadzająca turystów przewodniczka udzieliła nam lekcji prawidłowego spożywania ciemnego trunku. Nie jest to, bynajmniej, takie proste. Najpierw trzeba spojrzeć przed siebie i zaczerpnąć powietrza. Dopiero potem wydobyć spod piany łyk brunatnego płynu i chwilę trzymać piwo w ustach, aż po języku rozpłynie się słodkawy, lekko cierpi smak. Wreszcie przełknąć i na koniec zrobić wydech.

9899 2015 06 02

Doświadczenie pouczające, ale i tak żal było opuszczać Irlandię bez wspomnień z koncertu Vana Morrisona. Na szczęście, miałem w telefonie jego nagrania, więc podróż do Polski upłynęła przyjemnie.


 

Grzegorz Walenda
Źródło: HFM 06/2015

Pobierz ten artykuł jako PDF