HFM

Nowe testy

czytajwszystkieaktualnosci2

 

Druga połowa muzyki

74-76 02 2014 01„Czy artyście wolno się żenić” – to pytanie zadał Jacek Woźniakowski w tytule swojej książki. Jako literat i myśliciel katolicki oczywiście udzielił sobie odpowiedzi twierdzącej. Pochwała miłości, rodziny, wzajemnego wsparcia, stabilizacji jest rzeczą naturalną, także w kontekście działalności artystycznej. Czy biografie znanych muzyków potwierdzają tezę Woźniakowskiego? Jaka żona (lub jaki mąż) jest najlepszym partnerem kompozytora, instrumentalisty, śpiewaka?

W dziejach muzyki wykształciło się kilka podstawowych modeli małżeńskich; każdy z nich ma blaski i cienie. Wygoda, współpraca, korzyści, ale i ryzyko rywalizacji, zazdrość o sukcesy – wszystko to trzeba wziąć pod uwagę, decydując się na życie w związku, w którym przynajmniej jedna osoba jest muzykiem. Jeśli śpiewaczka wiąże się z dyrygentem (np. Joan Sutherland i Richard Bonynge), mogą mieć nadzieję na wspólne kontrakty, próby i wyjazdy – a przy organizacji życia domowego uzgodniony kalendarz ma zalety.


Z branży
Związki osób o profesji muzycznej są częste w tym środowisku. Oprócz możliwości pracy razem taki układ zapewnia płaszczyznę porozumienia (wspólnego języka muzyki) i zrozumienia (wspólnych problemów i potrzeb), a jeśli dochodzi do tego głębia uczucia i wielki talent – wspólne życie staje się wspaniałą przygodą, jak choćby w przypadku Oliviera Messiaena i Yvonne Loriod, Beli Bartóka i jego drugiej żony Ditty Pásztory czy par jednopłciowych: Benjamina Brittena i Petera Pearsa, Carla Menottiego i Samuela Barbera. Bywa i tak, że jedna ze stron gasi w sobie ambicje artystyczne i wkłada całą energię w rozwój kariery ukochanego partnera. Tak się stało z Almą Mahler, która po ślubie z Gustavem porzuciła własną twórczość kompozytorską (inną sprawą jest swoiste pojmowanie przez nią wierności).

74-76 02 2014 02

Olivier Messiaen i Yvonne Loriod


Spoza branży
Muzyk i osoba spoza branży – taki wariant również ma swoje uroki. Głos rozsądku mówi, że kariera artystyczna to stąpanie po kruchym lodzie, a małżonek z „dobrym” zawodem zapewni poczucie bezpieczeństwa. Przykłady? Utalentowana śpiewaczka u boku przedsiębiorcy (Maria Callas i jej mąż Meneghini) czy sławnego lekarza (Stefania Woytowicz i prof. Rudnicki), znana kompozytorka i lekarz (Grażyna Bacewicz i prof. Biernacki), kompozytor i zamożna, piękna, młoda arystokratka (Andrzej Panufnik i Camilla Jessel, nota bene utalentowana fotograf).
Wielu kompozytorów nie byłoby zdolnych do tak aktywnej i obfitej twórczości, gdyby nie opiekuńczość i wyrozumiałość żon. Melomani powinni dziękować Opatrzności za obie wspaniałe połowice Jana Sebastiana Bacha, za pierwszą i trzecią żonę Szostakowicza czy energiczną małżonkę Moniuszki. Summa summarum dobrym duchem dla Chopina była George Sand.
Czasem najlepszym doradcą jest intuicja, swoisty coup de foudre. Wtedy nieważne jest, czy żona zna nuty (bo przecież, jeśli będzie chciała, nauczy się, kiedy ich wspólne dziecko zacznie grać na fortepianie). Mówi Paweł Mykietyn: „W Kazimierzu poznałem swoją żonę, było to 3 maja 1999 roku. Mniej więcej po tygodniu znajomości stwierdziliśmy, że musimy się pobrać. Ja się oświadczyłem, ona powiedziała, że tak, że chce wyjść za mnie za mąż, bez zwłoki więc pojechaliśmy szukać pani Szczypy, bo dowiedzieliśmy się, że ona w Urzędzie Stanu Cywilnego udziela ślubów. Znaleźliśmy ją na działce, w trakcie pielenia grządek. Mówimy, że chcemy natychmiast wziąć ślub...! Doszłoby to wtedy do skutku, gdyby nie biurokracja, nakazująca przywieźć dokumenty, akty urodzenia, itp... Odłożyliśmy więc sprawę do sylwestra. 31 grudnia 1999 roku w Kazimierzu wzięliśmy ślub”.

74-76 02 2014 03

Carlo Menotti
i Samuel Barber



Dwie gwiazdy
Pod koniec 2013 roku w miasteczku Rye niedaleko Nowego Jorku zmarła Martha Eggerth. Miała 101 lat, z czego przez 30 była żoną Jana Kiepury. Poznali się na planie filmu muzycznego, wielokrotnie występowali razem na scenie i na ekranie. Polscy melomani pokochali ją za to, że ona pokochała Polskę. Powtarzała: „Ojczyzna była dla mojego męża wszystkim. Polska – to była rzecz święta”.
Była nad Wisłą wielokrotnie, udzielała wywiadów, ciepło i z humorem opowiadała o mężu – po polsku, bo nauczyła się polskiego. Martha Eggerth to niemal ideał „muzycznej” żony – „all in one”: współpracowniczka artystyczna, przyjaciółka i kochanka, matka wspólnych dzieci, strażniczka domowego ogniska i godna opiekunka dobrej pamięci męża.
Urodziła się w 1912 roku w Budapeszcie. Dzięki matce, śpiewaczce operowej i nauczycielce śpiewu, od najmłodszych lat oswajała się ze sceną. Od dziesiątego roku życia występowała w teatrach muzycznych Budapesztu. Jako nastolatka miała już w repertuarze partię Olimpii w „Opowieściach Hoffmanna” i Małgosi w „Jasiu i Małgosi”. Imre Kálmán, najsłynniejszy obok Lehara węgierski twórca operetek, za rekomendacją siostry zaangażował Marthę do spektakli w Wiedniu i Hamburgu. Sukces sceniczny otworzył jej sopranowi koloraturowemu drogę do kina, które właśnie wkraczało w erę dźwiękową i poszukiwało pięknych, zdolnych śpiewaczek. Martha wystąpiła tylko w jednych filmie węgierskim, ale jakże ważnym – był to pierwszy węgierski film dźwiękowy. Występując w produkcjach zagranicznych (głównie dla berlińskiej wytwórni UFA), zawsze gwarantowała sobie w kontrakcie, że wykona co najmniej jedną piosenkę po węgiersku. Właśnie na planie filmowym (kinowy hit „Dla ciebie śpiewam”), w 1934 roku poznała Jana Kiepurę.
Najpierw nie zwracał na nią uwagi; był bardziej zainteresowany francuską aktorką Danielle Darrieux. Ale po długim nocnym spacerze postanowił się oświadczyć Marcie i spontanicznie kupił bukiet róż (nota bene zabrakło mu pieniędzy i Eggerth musiała sama zapłacić za kwiaty). Po dwóch latach pobrali się, a w 1939 wyjechali z Europy do USA, uciekając przed nazistowskimi prześladowaniami (matki obojga śpiewaków były Żydówkami). Martha nie zrobiła kariery w Hollywood, bowiem tamtejsi producenci woleli gwiazdy „musicalowe” niż „operetkowe”, za to podbiła Broadway. Od 1943 występowała wraz z mężem w inscenizacji „Wesołej wdówki” Lehara, zyskując sobie miano najwspanialszej odtwórczyni tytułowej roli wszech czasów oraz „Marii Callas operetki”. W ciągu następnej dekady tę partię zaśpiewała ponad 2000 razy na całym świecie, u boku męża. Nakręcili też wspólnie jeszcze kilka filmów w Europie.

74-76 02 2014 04

Maria Callas i Giovanni Battista
Meneghini


Stany Zjednoczone stały się ich drugą ojczyzną. Tu kupili dom, tu urodzili się ich dwaj synowie – Jan Tadeusz i pianista Marian Wiktor, a właściwie – Marjan, od złożenia imion „Martha” i „Jan”. Martha uważała rodzinę i dzieci za swój największy sukces.
Wspominała: „Miałam piękne życie. Mój mąż był dla mnie najważniejszy, to był mój idol. Zawsze się uśmiechał, potrafił łagodzić moje emocje. Kiedy na przykład padał deszcz, a ja narzekałam, on mówił: «Nie smuć się, to dobrze, że pada, kwiaty zakwitną, kukurydza urośnie. To jest piękne...» […] Mąż bardzo kochał dzieci i dbał o nie. Uczył synów, jak mają żyć, prawidłowo się odżywiać, nie palić, jak być dobrym człowiekiem i konsekwentnym. Zabierał synów na spacery i pokazywał im, jak rosną drzewa, jak owady się rozwijają – bo sam bardzo kochał przyrodę. Uzupełnialiśmy się w wychowywaniu. Ja np. kupowałam prezenty, a on nigdy tego nie robił, inaczej wykorzystywał wspólny czas. Widzę męża w swoich synach, bo każdy ma coś z niego, nawet sposób myślenia”.
Jak w każdym małżeństwie, także i w tym zdarzały się sprzeczki i pretensje. Podobno w takich sytuacjach Jan wyjeżdżał wyżalić się do domu brata, Władysława, także śpiewaka osiadłego w USA.
Po śmierci męża w 1966 roku, Martha wycofała się z koncertowania, lecz po kilku latach, pod wpływem matki, która z nią mieszkała, zmieniła decyzję. Matka przekonała ją: „Mausika, śpiewałaś zanim poznałaś Jana, śpiewałaś jako moja mała córeczka, musisz wrócić do ludzi i zacząć żyć dla siebie”. 

74-76 02 2014 05

Jan Kiepura i Martha Eggerth


Ustabilizowane życie rodzinne, pracowitość, poczucie humoru i umiarkowane spożywanie węgierskiego tokaju (nazywała go lekarstwem) pomogły Marcie zachować głos prawie do końca długiego życia. Jeszcze w latach 80. XX wieku dała recital w Wigmore Hall, zaś w latach 90. występowała regularnie w Cafe Sabarsky na Manhattanie. Ostatni raz zaśpiewała publicznie w wieku 100 lat, w Wiedniu.

74-76 02 2014 06

Sędziwa Martha Eggerth



Gwiazda jest tylko jedna
Tenor Piotr Beczała ma w światowym życiu muzycznym pozycję nie słabszą niż kiedyś Jan Kiepura. I podobnie jak Kiepura, ma wspaniałą żonę, urodziwą, mądrą śpiewaczkę, mezzosopran. Tyle że Katarzyna Beczała nie występuje – ani u boku męża, ani nigdzie.
Oboje pochodzą ze śląskiego miasta Czechowice-Dziedzice. Katarzyna Bąk od dziecka chodziła do szkoły muzycznej, grała na fortepianie, śpiewała w chórze muzyki dawnej, a po maturze wyjechała na studia wokalne do Warszawy. Wzorowa studentka, laureatka konkursów międzynarodowych, miała przed sobą debiut w La Scali (nagroda za zwycięstwo w konkursie im. Rossiniego w Schwetzingen w Niemczech). Zrezygnowała jednak z kariery śpiewaczki i podpisała kontrakt na jedyną rolę w życiu: rolę żony Piotra Beczały. Zaskoczyła tym wszystkich, bo to jej, a nie narzeczonemu wróżono sukcesy zawodowe; to ona zawsze błyszczała. Ale miała też intuicję (zdaniem Piotra jest to instynkt czarownicy). I intuicja jej nie zawiodła.

74-76 02 2014 07

Elżbieta i Krzysztof Pendereccy


Znali się z chóru. Piotr, młodszy od niej o rok uczeń technikum, nie wiązał ze swoim śpiewającym hobby przyszłości. Gdyby nie zachęta dyrygentki, nie pomyślałby nawet o zdawaniu do katowickiej akademii muzycznej. Ale został przyjęty.
Jeździł też na letnie kursy mistrzowskie. Chciał się jak najwięcej dowiedzieć o charakterze i możliwościach swojego głosu, a po zrobieniu dyplomu wyjechał na przesłuchania do Austrii i dostał angaż w teatrze w Linzu. I wziął ślub z Katarzyną.
Ona wspomina: „Zrezygnowałam z premiery w La Scali, zresztą jej termin kolidował z datą ślubu. W tym czasie Piotr pracował już w teatrze w Linzu, pojechałam do niego i zajęłam się wiciem gniazda. Życie małżeńskie bardzo mi się podobało, niczego mi nie brakowało. Piotr sądził, że kiedy nasycę się domem, to się przebudzę i zatęsknię za sceną. Ale ja o tym nie myślałam. Co innego było już dla mnie ważne. […] Nie chciałam stać się diwą, bo z nielicznymi wyjątkami to samotne, nieszczęśliwe kobiety. A ja nie potrafię być sama. W domu czekałam na męża z obiadkiem, szyłam zasłony. Byliśmy biedni, ale szczęśliwi. Pierwszy etap naszego małżeństwa nie był łatwy, bo oboje mamy silne charaktery. Piotr jest uparty, musiałam się nauczyć ustępować. Długo nie wierzyłam, że będziemy żyli z jego śpiewania, talent męża ujawnił się dość późno. Modliłam się, żeby to, co mnie Bozia dała, przelała na niego”. I modły zostały wysłuchane.

74-76 02 2014 08

Katarzyna Bąk


Dziś jeżdżą razem wszędzie tam, gdzie Piotr występuje lub nagrywa. Mają apartamenty w Nowym Jorku, Wiedniu i Krakowie, domek w Beskidach. Przyjaźnią się z najwybitniejszymi artystami, ale osobą, z której zdaniem Piotr liczy się najbardziej, jego największym autorytetem i wsparciem, jest żona. Katarzyna jest na wszystkich próbach, koncertach i spektaklach. Doradza w sprawach artystycznych, ale nie zajmuje się impresariatem – w tym różni się od Elżbiety Pendereckiej, która zaangażowała się w sprawy organizacyjne kariery męża i inne przedsięwzięcia.
Katarzyna wyznaje: „Nie mamy dzieci, ale dziś wierzę, że tak musiało być. Gdybym nie skupiała się tak na mężu, nie byłoby takiego Piotra Beczały”. Dodaje: „I jeżeli jestem w czymś dobra, to w byciu żoną. Kocham go, podziwiam, wspieram we wszystkim, a on daje mi to samo. Spełnia moje marzenia, opiekuje się mną, nosi na rękach”. A w Katarzynie nie ma ani krzty frustracji lub zazdrości.

74-76 02 2014 09

Katarzyna i Piotr Beczałowie


Sławny tenor sądził, że jego żona prędzej czy później powróci do zawodowego śpiewania. Zwłaszcza że przez trzy lata pobierała lekcje u tego samego pedagoga, który jest stałym konsultantem Beczały. Sprawa nie jest przesądzona. Katarzyna wystąpiła nawet gościnnie na solowej płycie męża „Slavic Opera Arias” (2010).
Zdaniem Piotra Beczały, jeśli szukać podobieństw do postaci operowych, jego żona najbardziej przypomina Carmen – jest kobietą z krwi i kości, emocjonalną i zmysłową: „Myślę, że w którymś z poprzednich wcieleń była Hiszpanką – ma urodę kobiet Południa, a jej ulubionym winem jest hiszpańska rioja”. I otwarcie przyznaje: „Taka żona tenora to skarb”.


    


Autor: Hanna i Andrzej Milewscy
Źródło: HFiM 02/2014

Pobierz ten artykuł jako PDF