fbpx

HFM

Nowe testy

czytajwszystkieaktualnosci2

 

Sekret Stokowskiego

66-71 04 2013 01Duża część ubiegłego wieku była czasem wielkich osobowości, pociągających za sobą tłumy. Takie wybitne postaci zdarzały się także w muzyce klasycznej. Dla Amerykanów niekwestionowanym mistrzem był Leopold Stokowski.

Wszystko wskazuje na to, że Leopold Antoni Stokowski przyszedł na świat 18 kwietnia 1882 roku w Londynie, przy ulicy Upper Marylebone 13 (dziś New Cavendish Street). Taką datę i miejsce podaje oficjalny akt urodzenia. Sam dyrygent często podawał inną, co przyczyniło się do wytworzenia aury tajemnicy wokół jego wczesnego dzieciństwa.
W liście do redakcji leksykonu muzycznego Hugo Riemanna napisał, że urodził się w 1887 roku i nie w Londynie, a w Krakowie. Wydawca fińskiej encyklopedii miał natomiast otrzymać osobiste zapewnienie od sędziwego dyrygenta, że przyszedł na świat w 1889 roku, gdzieś na niemieckim wówczas Pomorzu. Ciekawostką pozostaje również zupełnie niebrytyjski akcent artysty. Pewne jest natomiast, że urodził się w rodzinie polskiego emigranta, Kopernika Józefa Bolesława Stokowskiego, stolarza meblowego, który poślubił Irlandkę, Annie-Marion Moore.
Część tajemnicy związanej z narodzinami przyszłego artysty starał się wyjaśnić jego biograf, Olivier Daniel w książce „Kontrapunkt widzenia”. Jako powód nietypowego zachowania Stokowskiego podaje ogromny wpływ pierwszej żony muzyka, pianistki Olgi Samaroff. Urodzona w teksańskim mieście Galveston jako Lucie Hickenlooper, postanowiła przyjąć egzotycznie brzmiący pseudonim artystyczny, będący według niej kluczem do kariery. Mężowi miała zaś zalecić, by w swojej biografii podkreślał wyłącznie polskie elementy, nawet jeśli niekoniecznie są prawdziwe. Z czasem Stokowski najwyraźniej zaakceptował te pomysły, wzbogacając życiorys w różne legendy. W biografii dyrygenta znalazły się na przykład wzmianki o domniemanym przodku, generale Stokowskim, wsi Stokki, z której miała pochodzić rodzina, dziadka – bojownika o wolność czy wygnania na obczyznę.
Mało jest dziś szczegółowej wiedzy o początkach muzycznych zainteresowań młodego Leosia. Na pewno śpiewał w chórze kościelnym. Grał na skrzypcach i fortepianie, a jako 11-latek po raz pierwszy usiadł przy organach. To właśnie ten instrument okazał się dla niego najważniejszy. W 1896 roku został jako jeden z najmłodszych w historii uczelni przyjęty do Royal College of Music. W 1900 roku przy kościele św. Marii utworzył własny chór chłopięcy. Był tam również stałym organistą. Potem przyszedł czas na tę samą posadę w parafii św. Jerzego i jednocześnie studia w oksfordzkim Queen’s College, gdzie w 1903 roku uzyskał tytuł licencjata. W tym momencie skończył się dla niego czas edukacji, a zaczęła profesjonalna kariera.
Dzięki rekomendacji swego dawnego nauczyciela, kompozytora sir Huberta Parry’ego, Stokowski otrzymał posadę organisty w nowojorskiej parafii św. Bartłomieja. Obowiązki objął we wrześniu 1905 roku. Wśród wiernych odwiedzających kościół byli nie tylko zwykli nowojorczycy, ale też takie osobistości jak rodzina Vanderbiltów czy J.P. Morgan. Młody artysta dobrze wiedział, jak skorzystać z okazji i dać się poznać kulturalnej elicie miasta. Obok akompaniowania do mszy, często dawał specjalne recitale, grając organowe transkrypcje dzieł Czajkowskiego, Schuberta, Elgara czy Wagnera. Jego popularność stopniowo rosła, ale pojawił się konflikt z miejscowym proboszczem. Ostatecznie Stokowski zrezygnował z posady po trzech latach pracy. Miał już zresztą wtedy zupełnie inne plany.
Od dzieciństwa, kiedy to jako 12-latek zastępował czasem dyrygenta chóru, Stokowski marzył o takiej karierze. Już na etapie pracy w kościele św. Jerzego dyrygował małymi orkiestrami w Londynie, a letnie wakacje 1906 roku spędził w Lipsku, uczestnicząc w kursie mistrzowskim samego Arthura Nikischa. Po rezygnacji z pracy w Nowym Jorku porzucił myśli o zawodzie organisty i skupił się na uzyskaniu posady etatowego dyrygenta orkiestry symfonicznej.
Będąc wtedy w Paryżu, dowiedział się, że po dwóch latach przerwy działalność wznawia orkiestra Cincinnati Symphony i poszukuje nowego szefa muzycznego. Bez wahania wysłał swoje zgłoszenie, a potem jeszcze pięć kolejnych listów do dyrekcji zespołu. Ostatecznie wsiadł na statek i osobiście udał się do dalekiego Ohio na spotkanie w sprawie pracy. Musiał być najwyraźniej nie tylko uparty, ale i przekonujący, bo miesiąc później, w maju 1909 roku orkiestra wysłała swojego przedstawiciela do Paryża, by posłuchał Stokowskiego mającego właśnie swój dyrygencki debiut z orkiestrą Colonne. Świetne recenzje z tych koncertów w połączeniu z charyzmą i osobistym urokiem młodego dyrygenta sprawiły, że mimo jego braku doświadczenia, zarząd Cincinnati Symphony postanowił powierzyć mu funkcję głównego dyrygenta. Jego przybycie powitano z dużym entuzjazmem zarówno w samej orkiestrze, jak i wśród publiczności. Szybko wzrosły wpływy z biletów, a o miejsca na koncertach było naprawdę trudno.
Od samego początku Stokowski dał się poznać nie tylko jako sprawny technicznie dyrygent, ale też artysta o wyjątkowej osobowości, talencie showmana i nowatorskich pomysłach. Przyciągał publiczność jak magnes, oferując koncerty muzyki popularnej z lekkim podejściem do klasyki. Z drugiej strony, korzystał z okazji, by pokazywać Amerykanom twórczość współczesnych kompozytorów, o których wcześniej nie słyszeli. To dzięki niemu Ameryka po raz pierwszy usłyszała kompozycje Gliera, Elgara, Sibeliusa czy Głazunowa. Od początku do końca swojej dyrygenckiej kariery Stokowski bezkompromisowo dążył do przyswajania nowego repertuaru. Nie wszystkim musiało się to podobać. Twórczość współczesna, tak dziś, jak i wtedy, miała mniej zwolenników niż klasyczny repertuar XVIII- i XIX-wieczny. To powodowało spory z dyrektorami, czasem kończące się dramatycznym zerwaniem współpracy.

66-71 04 2013 02     66-71 04 2013 03     66-71 04 2013 04

W Cincinnati Stokowski także nie zagrzał miejsca zbyt długo. Narastający konflikt z dyrekcją, połączony z rosnącymi ambicjami sprawił, że artysta złożył rezygnację wiosną 1912 roku. Dwa miesiące później stanął na czele nowej, jeszcze słynniejszej orkiestry.
Niektórzy spekulują, że rezygnując z posady w Cincinnati, Stokowski miał już w kieszeni nowy kontrakt. On sam nigdy tego oficjalnie nie potwierdził. 11 października 1912 roku po raz pierwszy stanął jednak na podium dyrygenckim przed muzykami Philadelphia Orchestra. Zastępując na tym miejscu dwóch Niemców – Fritza Sheela i Carla Pohliga – młody dyrygent przyniósł ze sobą nie tylko talent muzyczny, ale też aktorski. Dla filadelfijskiej publiczności musiał to być prawdziwy szok.
Pisze o tym Olivier Daniel: „To prawda, Pohlig dyrygował wszystkimi utworami z pamięci, ale Stokowski czynił z tego faktu prawdziwe przedstawienie. Przed rozpoczęciem utworu miał w zwyczaju chwytać partytury rozłożone na jego pulpicie i szerokim gestem rzucać je na podłogę, odsuwając cały pulpit daleko od siebie”. Nowatorstwo dotyczyło nie tylko oryginalnych programów koncertów. Zdarzało mu się eksperymentować ze światłem. Niekiedy zaciemniał widownię, kierując tylko punktowe snopy światła na tył swojej głowy i ręce albo oświetlając sylwetkę tak, by w czasie dyrygowania powstawała fascynująca gra świateł i cieni. Gdy w sezonie 1929-30 ostatecznie porzucił dyrygowanie batutą, jego gesty, wykonywane wolnymi dłońmi, stały się czymś w rodzaju znaku firmowego.
Publiczność go uwielbiała, choć bywał dla niej niekiedy surowy i bardziej bezpośredni niż ktokolwiek inny. Nawet Toscanini, znany ze swej wybuchowej natury, nie pozwalał sobie na to, by odwrócić się od orkiestry i zwrócić bezpośrednio do widowni z prośbą, by siedziała cicho i słuchała w skupieniu. Stokowskiemu takie gesty wybaczano.
Największe zmiany w orkiestrze filadelfijskiej dotyczyły brzmienia. W czasie 29-letniej współpracy z zespołem Stokowski stworzył coś, co potem nazwano jego własnym brzmieniem. Skrzypków, altowiolistów, wiolonczelistów i kontrabasistów zachęcał do tzw. „swobodnego smyczkowania”. Była to rewolucyjna zmiana podejścia do stylu gry, kształtowanego od pokoleń i zakładającego, że wszyscy w danej sekcji muszą poruszać smyczkiem dokładnie tak jak jej lider. Z punktu widzenia publiczności taki falujący las smyczków wyglądał ładnie, ale dla muzyków często stanowił problem. Nie uwzględniał bowiem, że ludzie mają różną wielkość dłoni i różną siłę, że uczyli się u różnych profesorów, że grają na różnych instrumentach i różnymi smyczkami. Stokowski te różnice zauważył i uznał, pozwalając, by bez przeszkód ujawniały się w czasie wspólnej gry. Uważał, że z różnorodności płynie prawdziwa jedność, a dotychczasowe zasady sprzyjały mechanicznej uniformizacji.
Na efekt brzmieniowy wpływa jednak nie tylko sposób wydobywania dźwięku. Równie ważne jest ulokowanie muzyków we właściwych miejscach. Stokowski i tutaj chętnie eksperymentował. Jest uznawany za pierwszego w historii dyrygenta, który pierwsze i drugie skrzypce posadził razem po swojej lewej ręce, a wiolonczele po prawej. Nie było jednak dla niego jednego uniwersalnego układu. Przesadzał orkiestry, by dostosować ich brzmienie do akustyki sali lub do wykonywanego dzieła. Pod koniec życia zdarzały mu się nawet tak ekstrawaganckie pomysły, jak usadzanie dętych blaszanych z tyłu na środku estrady, z rogami w pierwszym rzędzie. Perkusję i kotły umieszczał z tyłu po prawej stronie. Po lewej od frontu do końca estrady stały rzędem kontrabasy, a przed nimi rzędy wiolonczel. Pierwsze i drugie skrzypce zgrupowane były po lewej ręce, blisko pulpitu dyrygenta, a altówki sadzał przed sobą i po swojej prawej stronie w rzędzie idącym w stronę rogów. Dalej, po prawej, miał całą sekcję dętych drewnianych.
Jego wyjątkowe ucho było czułe nie tylko na brzmienie sekcji, ale nawet poszczególnych instrumentów. Jedna ze współpracujących z nim skrzypaczek, Elizabeth Neuburg wspominała, że na wstępnym przesłuchaniu dyrygent zwrócił większą uwagę na jej instrument, niż na to, co grała. Piękne brzmienie zabytkowego guadagininiego sprawiło, że Neuburg otrzymała konkretne miejsce w orkiestrze. Później Stokowskiemu udało się znaleźć drugiego muzyka grającego na takim samym instrumencie i od tej pory ta dwójka już zawsze siadała razem. Neuburg wspomina: „Taki właśnie był. Miał dar łączenia ze sobą muzyków i ich instrumentów na wspólnej przestrzeni wewnątrz orkiestry. Robił to wyłącznie po to, by stworzyć wspaniały dźwięk i bez wątpienia miał świetne efekty”.

66-71 04 2013 05     66-71 04 2013 06     66-71 04 2013 08

Ostatnim elementem, na który Stokowski zawsze chciał mieć wpływ, było brzmienie sali koncertowej. Gdziekolwiek nie przybył, montował przeróżne ustroje akustyczne, a w jedną z tras koncertowych zabrał nawet, własnoręcznie skonstruowany, drewniany „reflektor akustyczny”, mający wzmacniać sekcję smyczkową. Urządzenie najpewniej zdało egzamin, bo recenzje nawet z tak nietypowych miejsc jak stadiony czy otwarte audytoria rozpływały się nad jakością produkcji dźwiękowej orkiestry.
Gdy Leopold Stokowski przybył do Filadelfii, podjął się nie tylko kierowania orkiestrą. Szybko został zauważony przez miejscową elitę kulturalną i dołączył do niej jako jeden z najważniejszych mieszkańców miasta. Zaprzyjaźnił się m.in. z członkiem zarządu orkiestry, Edwardem Bokiem oraz jego żoną Mary Louise Curtis, której pomagał zakładać w 1924 roku Curtis Institute of Music. Edukacja nowych pokoleń muzyków oraz ludzi wrażliwych na muzykę zawsze była mu bliska. Uważał, że nie można czekać, aż ktoś sam dorośnie do słuchania klasyki. Wolał wyjść z nią w przystępnej formie już do dzieci. W 1921 roku rozpoczął serię specjalnych koncertów dla najmłodszych słuchaczy. W marcu 1933 zainicjował program dla młodzieży w wieku 13-25 lat. Na życzenie Stokowskiego utworzono specjalny młodzieżowy komitet, który zajmował się układaniem programów koncertów i innymi sprawami organizacyjnymi. Z czasem narodził się prawdziwy młodzieżowy ruch na rzecz promowania muzyki i innych dziedzin sztuki wśród młodych Amerykanów. Stokowski stał dumnie na jego czele.
Latem 1940 roku powołał do życia swój największy projekt edukacyjny – All American Youth Orchestra. Jeżdżąc po kraju, przesłuchał setki młodych muzyków w wieku 18-25 lat i wybrał kilkudziesięciu najlepszych. Aby ułatwić sobie pracę, zaangażował także kilkunastu muzyków z orkiestry filadelfijskiej, którzy stanowili profesjonalny trzon nowego zespołu. Patronem orkiestry została Columbia Records. Muzycy po odbyciu pierwszych prób w Atlantic City ruszyli w trasę do Ameryki Południowej. Zagrali w Sao Paulo, Buenos Aires i Montevideo, odnosząc spektakularny sukces. Rok później powtórzyli go na tournée po USA. W międzyczasie udało się utrwalić część repertuaru na płytach Columbii. Niestety, kiedy Ameryka przystąpiła do wojny, plany trzeba było porzucić. W 1942 roku orkiestrę rozwiązano.
Ambicja Stokowskiego, by jak największej liczbie ludzi pokazać piękno muzyki klasycznej, łączyła się z potrzebą korzystania z najnowszych zdobyczy techniki. Nigdy nie bał się eksperymentować i nic dziwnego, że owocem tych dwóch pasji stał się jeden z najbardziej niezwykłych filmów animowanych w historii. Początkiem Disneyowskiej „Fantazji” była zwykła kawiarniana rozmowa na temat produkcji kolejnego odcinka przygód Myszki Mickey. Wszystko, co się stało potem, to temat na niejedną książkę. Ale warto wspomnieć, że dla Stokowskiego „Fantazja” była pomnikiem wybudowanym za życia. Jego charakterystyczna sylwetka podświetlona kolorowymi reflektorami na stałe wpisała się tak do historii kina, jak i muzyki. Przez długie lata był zresztą jedynym dyrygentem, któremu przysługiwał przywilej uściśnięcia łapy najsłynniejszej myszy świata.
Z orkiestrą filadelfijską Stokowski chętnie i często nagrywał, dokonując rejestracji zarówno komercyjnych, jak i eksperymentalnych. Lubił testować najnowsze zdobycze techniki, chętnie brał udział w montażu; sam przestawiał mikrofony. Eksperymentował też z repertuarem. Przyszedł jednak moment, kiedy wpływy z biletów zaczęły spadać. Zarząd wykorzystał ten argument, by przekonać dyrygenta do porzucenia jego ambicji i skupienia się na utworach znanych i lubianych. Przepychanki trwały kilka lat, aż w końcu artysta nie wytrzymał i w otwartym liście do prasy ostentacyjnie ogłosił swoją rezygnację ze współpracy z orkiestrą.
Odejście nie odbyło się jednak z dnia na dzień. Stokowski stopniowo rozluźniał więzy z Filadelfią aż do roku 1941, kiedy to Eugen Ormandy całkiem przejął jego obowiązki.
Niedługo po odejściu z Filadelfii, w 1944 roku Stokowski otrzymał od ówczesnego burmistrza Nowego Jorku – Fiorello La Guardii – propozycję stworzenia nowej orkiestry. Wierzył on, że jeśli ustawi się ceny biletów wystarczająco nisko, a koncerty będą się zaczynać o 18.00, uda się nimi zainteresować klasę robotniczą wracającą po pracy do domów. Chciał, by ludzie mieli okazję poznać wysoką kulturę podaną w przystępny sposób, a słynny dyrygent nadawał się do tego idealnie. Model tworzenia orkiestry był podobny jak w przypadku American Youth Orchestra. Zaproszono nieco uznanych muzyków, a resztę stanowiła młodzież. Orkiestra nie oferowała etatów. Każdemu artyście płacono ustaloną stawkę za koncert. Stokowski zgodził się pracować za darmo. Debiut odbył się 9 października 1944 roku i był pierwszym z serii koncertów, które odniosły spory sukces, mimo że część sal nie zapewniała nawet miejsc siedzących. Wkrótce jednak pojawiły się konflikty dyrygenta z zarządem. Dyrektorzy chcieli zarabiać pieniądze, a Stokowski rozwijać zespół i powiększać repertuar. Rozczarowany dyrygent odszedł z New York City Symphony w lipcu 1945 roku.
Kolejne lata przyniosły nowe projekty. Najpierw założenie Hollywood Bowl Orchestra, a potem zacieśnienie współpracy z New York Philharmonic, której został pierwszym gościnnym dyrygentem. Kontynuował też współpracę z Los Angeles Philharmonic. W roku 1950, gdy szefem nowojorskiej orkiestry został Dimitri Mitropoulos, Stokowski rozpoczął nowy etap kariery. Wyruszył w pierwszą europejską trasę koncertową. Zaczęła się w Wielkiej Brytanii, gdzie na zaproszenie sir Thomasa Beechama dyrygował Royal Philharmonic. Potem wystąpił z Philharmonia Orchestra, dokonując z nią nagrania „Szeherezady” Rimskiego-Korsakowa. Tego samego lata odwiedził Niemcy, Holandię, Szwajcarię, Austrię i Portugalię. Wszędzie przyjmowano go z entuzjazmem. Tak narodził się typowy schemat życia koncertowego Stokowskiego, kontynuowany przez kolejne 20 lat. Letnie miesiące spędzał w Europie, a na zimę wracał na koncerty do USA. W tym czasie zapraszały go najlepsze orkiestry i największe sale koncertowe. Chętnie też nagrywał dla wielu wytwórni.
Choć coraz starszy, Stokowski zachowywał jasny umysł, charyzmę i dobre zdrowie. Wiosną 1962 roku, mając 80 lat, zaangażował się w kolejny projekt orkiestrowy, który dziś wielu uważa za jego największy sukces. Przesłuchania do American Symphony Orchestra odbywały się w domu dyrygenta. Osobiście słuchał każdego muzyka i wybierał najbardziej utalentowanych. Dzięki licznym kontaktom zaangażował także kilku gościnnych dyrygentów. Wszyscy zgodzili się pracować bez wynagrodzenia.
Głównym założeniem było powołanie do życia zespołu, który w końcu spełni marzenie sędziwego artysty – zajmie się wykonywaniem przede wszystkim muzyki współczesnej, tworzonej przez amerykańskich kompozytorów. Po wielkim sukcesie pierwszego koncertu zespół rozwijał się i tworzył swoją ugruntowaną markę pod kierunkiem Stokowskiego aż do roku 1972, gdy dyrygent na zawsze opuścił USA. Orkiestra jednak pozostała. Dziś ma 50 lat i jest żywą pamiątką ideałów swojego założyciela.
Po powrocie do Londynu 90-letni Stokowski ani myślał o emeryturze. Koncertował, póki zdrowie pozwalało. Jego ostatni publiczny występ miał miejsce 14 maja 1974 z orkiestrą New Philharmonia. Potem już tylko nagrywał, ale czynił to do ostatniego dnia życia.
W 1976 roku podpisał jeszcze kontrakt z wytwórnią CBS, który miał obowiązywać do momentu ukończenia przez artystę 100 lat. Tego planu nie udało się zrealizować. 13 września 1977 roku, w dniu, gdy miał nagrywać nigdy jeszcze wtedy nie zarejestrowaną II symfonię Rachmaninowa, Leopold Stokowski zmarł na atak serca. Pochowano go nieopodal miejsca narodzin, na cmentarzu Marylebone, grób D 10 147.
Leopold Stokowski już za życia stał się legendą. Jego energia, otwartość na ludzi, muzykę i techniczne nowości wyprzedzały epokę, w której żył. Był ucieleśnieniem tego, o czym marzą dzisiejsi dyrygenci i nic dziwnego, że wielu z nich stawia go sobie za wzór do naśladowania.
Jego nagrania, rejestracje radiowe i telewizyjne oraz Disneyowska „Fantazja” stanowią przykład wielkiej sztuki interpretacji i budowania brzmienia orkiestry od podstaw. Jego metody, choć znane, wciąż trudno powtórzyć. Nic dziwnego, że jedną z książek opowiadających o życiu artysty zatytułowano „Sekret Stokowskiego”. Niektórych ludzi nie da się zastąpić. Leopold Stokowski był jednym z nich.

Autor: Maciej Łukasz Gołębiowski
Źródło: HFiM 04/2013

Pobierz ten artykuł jako PDF